70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Przeciwnik i oskarżyciel

Rozliczne nurty muzyki metalowej od lat przyciągają zainteresowanie miłośników chrześcijańskich krucjat kulturowych, specjalistów od puszczanych od tyłu ścieżek dźwiękowych (tak się tropi „satanistyczny przekaz”), kieszonkowych inkwizytorów często podskórnie zafascynowanych zgłębianym okultystycznym lub podejrzewanym o ezoteryzm materiałem, katolickich wydawców i księgarzy, którzy niezgorzej zarabiają na amatorskiej literaturze krytykującej black metal i magię.

Niemała część chrześcijańskiej literatury skierowana przeciw muzyce metalowej to materiał propagandowy – fakty na tyle mocno przenikają się z konfabulacjami, że bardzo szwankuje elementarna wiarygodność, bez której nie da się bronić żadnego dobra, w tym duchowego czy moralnego. To szerszy problem, związany z ogólnym trendem: kultura masowa rodzimego katolicyzmu pełnymi garściami czerpie z zabobonnego uniwersum wyobrażeniowego północnoamerykańskich chrześcijańskich konfesji.

Stąd też coraz mniej dziwią „newsy” w rodzaju: „Homoseksualny demon kazał sataniście ugotować Biblię” (portal fronda.pl). Na uwagę jednak zasługuje to, co się dzieje na obrzeżu medycyny naturalnej, katolickiej dewocji i różnych form paramedycznych zabobonów. Tzw. medyczny sceptycyzm, wieloźródłowa powszechnie społecznie akceptowalna niechęć wobec medycyny naukowej / instytucjonalnej wskazuje na potężny kryzys irracjonalistyczny, przenikający polskie społeczeństwo, w tym niemałą część ludzi wierzących / religijnych. Konieczna dla higieny umysłowej nieufność względem popularyzowanego przez katolicką naukę przekazu na ten temat nie oznacza, że należy lekceważyć kwestie związane z fascynacją neopogaństwem i antychrześcijańskim przekazem w obrębie różnorakich nurtów muzyki metalowej. Znakomitej jakości materiału badawczego dostarcza książka Black Metal. Ewolucja kultu dziennikarza i publicysty muzycznego Dayala Pattersona. Nieco perwersyjnie parafrazując znane słowa z anegdoty o Jezusie i pewnym pacykarzu: on nie pisze na kolanach, on pisze dobrze. W dodatku pisze to fan tego gatunku metalu, który nie ma żadnego „interesu ewangelizacyjnego” w tym, by np. jeden z rozdziałów książki zatytułować: Pięścią w twarz chrześcijaństwa.

Spory problem z lekturą Ewolucji kultu będą mieli ci, którzy chcieliby widzieć w licznych odsłonach radykalnego metalu jedynie „jasełkowy satanizm” (nawiązuję do określenia ks. Adama Bonieckiego pod adresem Behemotha). Myślę, że próby racjonalizacji istotnej w black metalu fascynacji antychrześcijaństwem, mistyką neopogaństwa stanowią formę kapitulacji współczesnej umysłowości katolickiej wobec mrocznej i pogmatwanej duchowości współczesnych ludzi. Z premedytacją przewartościowywane zło, afirmowane przez blackmetalowych pogan jako godne kultu, wykracza poza „bezpieczne” rozumienia zła jako braku moralnego czy społecznego dobra – jest także samoświadomą i aktywną rzeczywistością duchową. Nazwijmy rzecz po imieniu: w dużej mierze światopoglądowy przekaz black metalu należy traktować poważnie – ponieważ są ludzie zafascynowani misterium nieprawości. Czy dotyczy to wszystkich fanek i fanów radykalnej muzyki metalowej? Oczywiście – nie, wiele osób dokonuje dobrze znanej życiu umysłowemu rodzaju ludzkiego intelektualnej operacji, starając się oddzielić fascynację doznaniami muzycznymi / estetycznymi (których specyfika niejednokrotnie budzi dreszcz wśród osób postronnych) od przekazu symboliczno-słownego. Ale są też ludzie, nierzadko sami muzycy, reprezentantki i reprezentanci tzw. branży, którzy bluźniercze odrzucenie chrześcijańskiej wizji traktują integralnie: zarówno jako światopogląd, jak własny sposób na życie. Zarysowałem powyżej dwie skrajności: bez intelektualnej dyscypliny w ich analizie nie da się rzetelnie mówić o duchowym, egzystencjalnym, społecznym, popkulturowym fenomenie black metalu.

 

*

Książka Pattersona to erudycyjny historyczny wykład i rzetelna, szczegółowa analiza gatunku. Lekturę otwiera rozdział pod wymownym tytułem Korzenie zła: przyglądamy się dziejom „klasycznych” zespołów, które zainicjowały powstanie i rozwój black metalu. Są wśród nich Venom, Mercyful Fate, Bathory, Rotting Christ. Krótko omówiona jest również twórczość Kinga Diamonda, początkowo wokalisty Mercyful Fate, później słynnego dzięki solowej karierze, który sam siebie określa mianem przyjaciela Antona LaVeya, jednej z najważniejszych postaci XX-wiecznego okultyzmu, lidera Kościoła Szatana, którego „Watykanem” jest San Francisco. To znamienne: da się przecież opowiedzieć niejedną historię o Kalifornii, kulturze masowej, postnowoczesnej duchowości New Age i ezoteryzmie.

W książce nie mogło zabraknąć historii norweskiego zespołu Mayhem: „jego nazwa stała się synonimem nowatorskiej, przełomowej muzyki, silnej osobowości, satanizmu, palenia kościołów, samobójstwa, morderstwa, i co być może najistotniejsze, zjednoczenia się i odrodzenia blackmetalowego środowiska na początku lat 90.” (s. 127). Dodajmy, że muzycy po latach najchętniej podkreślają, iż radykalnie antychrześcijańskie zachowania traktowali w znacznej mierze jako bunt przeciw społecznym normom i hierarchiom. To również jest klucz do rozumienia tamtejszego nurtu black metalu: nie do końca jasna ludzka natura ma swoje sposoby, by zanegować spokój i porządek państwa dobrobytu socjalnego. Spoza granic racjonalnego świata zabezpieczeń społecznych i dobrze urządzonej infrastruktury publicznej wychyla się mroczna i nieokiełznana strona człowieczeństwa.

I jeszcze odrobina ironii Pattersona: „mieszanka muzyki i pozaszkolnych zajęć sprawiła, iż w rzeczonej dziedzinie Mayhem zyskał status autentycznej legendy”. Tak, gdy przyjrzymy się bliżej zdjęciom, w które obficie zaopatrzona jest lektura, zobaczymy, jak pozbawieni złowrogich malunków na ciele (corpsepaint) demoniczni mężczyźni przeistaczają się w nastolatków, którym ledwo sypnął się pierwszy wąs. Przy okazji: w grudniu 2016 r. Mayhem w ramach trasy zawitał z dwoma koncertami także do Polski, z rocznicowym repertuarem, czyli odgrywanym na żywo kultowym albumem De Mysteriis Dom Sathanas, nagranym w 1994 r. Dawno, dawno temu, gdy Metallica szukała dla siebie przychylności zdecydowanie bardziej mainstreamowych mediów i odbiorców, przymierzając się do grania słodko brzmiących ballad w rodzaju Nothing Else Matters, skandynawska młodzież nie tylko uczyła się mówić językami mroku i demonów, ale również poszerzała granicę muzycznych, czy szerzej popkulturowych, eksperymentów. Wyżej wspomniałem o corpsepaint, sztuce nie tylko scenicznego malunku ciała i twarzy, który czytelniczkom i czytelnikom mniej wtajemniczonym w dzieje metalu będzie kojarzył się raczej z zespołem KISS. Blackmetalowy corpsepaint ma jednak własną kultową postać: to szwedzki muzyk Per Yngve Ohlin, znany również jako Dead, m.in. wokalista Mayhem. Patterson przedstawia go w swej książce jako „autora nazwy i herolda” corpsepaintu. Ekscentryczny młody człowiek fascynację black metalem łączył z innymi pasjami. Jorn „Necrobutcher” Stubberud z Mayhem opowiada: „zbierał martwe zwierzęta, które znajdował przy drodze – ptaki albo wiewiórki potrącone przez samochody – i zanosił je do domu. Fascynował go proces rozkładu ciała, zapach… wszystko, co miało związek ze śmiercią, tym się właśnie interesował. Pod łóżkiem trzymał piknikowy kosz i kiedy coś się działo, typu nagranie czy koncert, zabierał ze sobą te zwierzęta, wkładał je do toreb i wdychał ich zapach między utworami, żeby w ten sposób poczuć śmierć”. W końcu życie i śmierć zjednoczyły się ze spektaklem: scenicznym samookaleczeniom położyło kres samobójstwo umęczonego depresją Deada. Dodam gorzko, że o ile samobójstwa dzieci kwiatów otoczone są romantycznym, wciąż dobrze sprzedającym się nimbem, o tyle rzadko kto pamięta o tak ponurych tragediach życiowych jak wyżej opisana.

 

*

Niewykluczone, że dla czytelników najciekawsze będą te rozdziały książki Pattersona, które zostały poświęcone rodzimej scenie blackmetalowej. Stanowi ona, co warto podkreślić, naprawdę ważny element tego zjawiska: zarówno muzycznie, jak i światopoglądowo. Wiele mówią w tym względzie tytuły trzech rozdziałów poświęconych naszej scenie: Polityka, Polska i powstanie narodowosocjalistycznego Black Metalu (sic!), Graveland i Infernum: polski Black Metal, Behemoth: polski Black Metal.

Autor Ewolucji kultu przypomina, że od początku lat 90. XX w. ten nurt muzyczny kojarzony był z rasizmem, nacjonalizmem i ksenofobią.

Neopogańska ideologia rasy i krwi świetnie komponowała się choćby z antysemityzmem, motywowanym odrzuceniem judeochrześcijaństwa. W renomowanym magazynie „Kerrang!” wprost pisano o „neofaszystowskich czcicielach diabła”. Więcej, norwescy blackmetalowcy kilka dekad temu mówili o „imigrantach, którzy zatruwają nasze środowisko”. Powodowało to, że opiniotwórcze periodyki w rodzaju „Metal Hammera” bojkotowały niejednego głośnego przedstawiciela blackmetalowej sceny.

 

*

Nasze życie publiczne rzadko inspirowane jest skandynawskimi wzorcami społeczno-gospodarczymi. Ale norweska scena blackmetalowa miała znaczny wpływ na rodzimą. Patterson pisze wprost: „o ile zespoły ze Skandynawii – wliczając w to Burzum – poruszały kwestie polityczne głównie w wywiadach, o tyle grupy z Polski wyrażały swoje rasowe poglądy w dalece bardziej otwarty sposób”. Ważne dopowiedzenie: blackmetalowe środowisko w Polsce miało również swój satanistyczny wewnętrzny krąg, lożę wtajemniczonych, czyli The Temple Of Infernal Fire, wzorowaną na zachodnim Black Circle. Organizacja ta z czasem ewoluowała w stronę sekciarskiego, zdecydowanie wrogiego każdemu ideologicznemu uchybieniu, ezoteryczno-blackmetalowemu światopoglądowi. Rob „Darken” Fudali z Graveland niedwuznacznie przechwala się na kartach Ewolucji kultu, że dzięki temu środowisku w Polsce spłonęło przynajmniej kilka drewnianych kościołów. Co intrygujące, skandalem i zgorszeniem dla członków The Temple Of Infernal Fire było opuszczenie tej organizacji przez Adama „Nergala” Darskiego, lidera kapeli Behemoth, który tak o tym opowiada: „nie interesowała mnie polityka, podczas gdy większość blackmetalowych zespołów zaczęła zmierzać w stronę upolitycznienia, z czego narodził się narodowosocjalistyczny black metal. Polska była jednym z jego pomysłodawców, krajem, który nakreślił ten paskudny kierunek”. Notabene: pierwotny pseudonim sceniczny Darskiego to Holocausto. Przydomki wiele mówią o pasjach i zapatrywaniach blackmetalowych twórców. Jeśli spojrzeć na zalążkowy skład późniejszego Behemotha, to okazuje się, że perkusista Adam Muraszko zwał się Sodomizerem, a następnie Baalem, zaś drugi gitarzysta – Desecratorem.

Błędem byłoby uznać, że rodzimy black metal równa się narodowosocjalistycznemu nurtowi tej muzyki. Patterson wskazuje raczej, że polskie grupy tego podgatunku są prominentnymi i wpływowymi ambasadorami marki w świecie. Należy do nich wspomniany już Graveland, Infernum, Thor’s Hammer i Kataxu. Jednak wiele uznanych blackmetalowych kapel, na czele z Behemothem, Christ Agony czy Furią, trzyma się typowych okultystycznych tematów – co nie oznacza, że są mniej niechętne chrześcijańskiemu widzeniu porządku metafizycznego, egzystencjalnego, antropologicznego. Patterson tak opisuje ewolucję światopoglądową Behemotha: „z biegiem lat grupa przeszła od wyłącznie pogańskiego światopoglądu (acz z satanistycznym podtekstem) do zgłębienia szerokiego myślicieli z lewej strony ścieżki, w tym Aleistera Crowleya – którego system religijno filozoficzny, Thelema, stanowił niewątpliwie źródło inspiracji dla albumu »Thelema.6« z 2000 roku – oraz innego Anglika, Austina Osmana Spare’a, którego forma magii, Zos Kia Cultus, legła u podstaw albumu o tej samej nazwie z 2002 roku”. Mamy zatem – wbrew dość naiwnym i niepopartym żadnymi faktami twierdzeniom o „jasełkowym satanizmie” – do czynienia nie tylko ze świadomą kreacją artystyczną, ale również wyborami życiowymi dojrzałych mężczyzn.

Black metal jest wciąż nieopowiedzianą do końca przygodą z wyobraźnią muzyczną. Jest też – na ogół – świadomym siebie przeciwnikiem i oskarżycielem chrześcijaństwa.

_

Dayal Patterson

Black Metal – Ewolucja kultu

tłum. Bartosz Donarski

Wydawnictwo KAGRA, Poznań 2016, s. 544

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter