70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

PRL na cztery ręce

To jedna z najbardziej wyczekiwanych historycznych książek roku 2017. Nieczęsto we wspólnej, intelektualnie pogłębionej dyskusji o najnowszych dziejach Polski uczestniczą postaci tak nieszablonowe i tak różne. Jaki jest efekt takiego spotkania?

Karol Modzelewski to legenda opozycji demokratycznej, człowiek który już od lat 60. wywoływał ból głowy u władców PRL-u. Tym­czasem dialog przychodzi mu prowadzić z szarą eminencją rządów komunistycznych, z czło­wiekiem, który w centrum władzy przetrwał wiele poli­tycznych zakrętów. Andrzej Werblan zasiadał bowiem w Komitecie Centralnym PZPR od roku 1948, aż do lata 1981 r., z czego ostatnie miesiące jako członek Biura Politycznego. Wieczny buntownik spotyka się zatem z wiecznym konformistą. Rozmawiają ze sobą nie tylko świadkowie historii, ale też zawodowi histo­rycy. Modzelewski – światowej sławy mediewista, Werblan – autor niedoścignionej, choć jedynie częściowej, biografii Władysława Gomułki. Dlatego też oprócz solidnej dawki wspomnień otrzymujemy zapis frapującego sporu o interpretację dziejów PRL-u. Pasjonującego, wielowątkowego i idącego pod prąd czarno-białym ujęciom.

Książka składa się z 29 rozmów, których tematem są kluczowe wydarzenia z dziejów PRL-u: od instalacji władzy komunistycznej w Polsce, przez kolejne kryzysy, po rok 1989 i upadek systemu. To Werblan od początku nadaje rozmowie ton. Jego wywody są chłodne i wręcz do bólu logiczne. Wychodzi z założenia, że po prze­granej II wojnie światowej pogodzenie się z jałtańskim status quo było dla Polaków absolutną koniecznością. Pokazuje to tak z perspektywy wielkiej polityki i jej aktorów (Stalin, Mikołajczyk, Gomułka), jak własnych doświadczeń: wywieziony na Syberię, mógł wrócić do Polski tylko razem z sowiecką armią. W takiej wizji wszelkie próby oporu, zwłaszcza zbrojnego, są uzna­wane – mówiąc oględnie – za politycznie nierozsądne. Jednak niektóre opinie Werblana wzbudzą sprzeciw. Czy po 1945 r. żołnierze podziemia niepodległościo­wego rzeczywiście mogli znaleźć dla siebie szansę na nowe życie np. na tzw. Ziemiach Odzyskanych? Choćby przykład gen. Fieldrofa „Nila”, który padł ofiarą mordu sądowego, dowodzi, że polityczny realizm nie był drogą dla każdego.

Historyczny fatalizm ciąży na całej interpretacji dziejów PRL-u prezentowanej przez Werblana. Jego wywody są precyzyjne, jeśli chodzi o kalkulacje polityczne, ale niemal zupełnie brak tu płaszczyzny zaangażowania ideowego. I to tak prokomunistycznego, jak i antysys­temowego. W tej logice List do Partii Kuronia i Modze­lewskiego, w poł. lat 60. rzucający polityczne wyzwanie rządzącej monopartii, jest działaniem straceńczym. Werblan nie jest go w stanie wytłumaczyć, sam pyta w pewnym momencie Modzelewskiego: „Co wyście wówczas myśleli?”. I uzyskuje odpowiedź: „Sądziliśmy, że system upadnie, nasze myślenie było zupełnie uto­pijne”. Wobec takich postaw wszelka Realpolitik jest bezradna.

Choć chłodne spojrzenie na PRL jest potrzebne, to prezentowane przez dawnego partyjnego aparat­czyka niebezpiecznie zbliża się do cynizmu. I wówczas Modzelewski przybywa z pomocą, delikatnie polemi­zuje, pokazuje inną perspektywę. Oto np. Werblan zna­komicie rekonstruuje atmosferę panującą w Komitecie Centralnym PZPR po śmierci Stalina i pogłębiającą się erozję centrum władzy. Buntowanie się aparatu partyj­nego przeciwko dotychczasowym władcom, dyskusje kuluarowe i na forach oficjalnych – to elementy wyjąt­kowo cenne dla każdego historyka. Ale w tej opowieści o drodze do Października brakuje masowych emocji. Te barwnie odmalowuje Modzelewski, który gabinetową historię polskiego Października uzupełnia o swoje inte­rakcje z robotnikami, o analizę języka polityki, którym się wówczas posługiwano. Dzięki temu fragmenty poświęcone okresowi 1954–1957 należą do najciekaw­szych w całej książce.

Cztery lata temu Modzelewski opublikował wspo­mnienia Zajeździmy kobyłę historii. W tej pasjonującej i mądrej książce pomieścił wiele anegdot i spostrzeżeń, które ponownie pojawiają się w rozmowie z Werblanem. Tymczasem ten ostatni jak do tej pory nie wydał żad­nych wspomnień, dlatego też jego wypowiedzi stanowią trudne do przecenienia źródło wiedzy o dziejach poli­tycznych PRL-u.

Werblan utrzymuje m.in., że po nieudanej pod­wyżce cen i użyciu siły wobec robotników Radomia, Ursusa i Płocka w czerwcu 1976 r. Edward Gierek pla­nował powtórzenie operacji cenowej. Przygrywkę miały stanowić reżyserowane masowe wiece poparcia w całym kraju. Niemal w ostatniej chwili Leonid Breż­niew „poradził” polskim towarzyszom, by zrezygnowali z tego kroku. To informacja niezwykle istotna, stano­wiąca asumpt do zupełnie nowego spojrzenia na rok 1976 i racjonalność ekonomiczno-społecznej polityki epoki gierkowskiej.

Wszelkie informacje, jakie odnajdujemy w książce, trzeba weryfikować, co nie jest zadaniem łatwym, bo po latach Werblan pozostaje częstokroć jedynym źródłem. Zdarza mu się popełniać mniejsze błędy faktograficzne (myli się np., wspominając, kiedy Stefan Żółkiewski został redaktorem naczelnym „Nowej Kultury”), ale są też chwile znacznie bardziej kłopotliwe. W pewnym miejscu wspomina np., że znana historyk Maria Tur­lejska została współpracowniczką NKWD jeszcze jako uczennica szkoły średniej w 1940 r. Tego rodzaju opinia nie opiera się na żadnych znanych dokumentach sowieckich, a zarzut jest, rzecz jasna, bardzo poważny. Werblan może się przecież mylić, tak jak myli się, nie dostrzegając faktu, że Turlejska miała wtedy za sobą ukończone studia na Uniwersytecie Warszawskim.

Ważnym elementem dialogu prowadzonego przez osoby z dwóch stron politycznej barykady jest autorefleksja. Modzelewski, opowiadając o doświad­czeniu PRL-u, otwarcie prezentuje swoją ideową ewo­lucję, drogę od wierzącego młodego marksisty do jed­nego z głównych wrogów systemu komunistycznego. Podobnie jak w Zajeździmy kobyłę historii, widzimy go jako żywego człowieka z jego rozterkami, wątpli­wościami i naiwnościami. Dzięki temu jego wypo­wiedzi nie tylko zyskują na wiarygodności, ale pozwa­lają uchwycić to, co wymyka się sztywnej politycznej racjonalności.

Postawa Werblana jest inna. Kładąc nacisk na poli­tyczne dzieje PRL-u, redukuje on siebie samego do roli niewielkiego trybika w machinie. Tym samym unika też określenia własnej roli w tych wydarzeniach. A przecież bez tak sprawnych urzędników jak on system nie mógłby funkcjonować. Co więcej, w jego życiorysie nie brakuje trudnych do zrozumienia niejednoznaczności: przy­kładem jego postawa w marcu 1968 czy dobrowolne odejście na polityczną emeryturę już w 1982 r. Nie idzie tu przecież o to, by Werblan kajał się czy przepraszał za swoje życiowe wybory, ale by pozwolił je lepiej zro­zumieć potomnym. Niestety, pozostaje jedynie konse­kwentne odwoływanie się do politycznego fatalizmu, co stanowi wielkie rozczarowanie. Owszem, celnie wska­zuje on, że polityczne systemy wprowadzane drogą rewolucyjnej przemocy mają krótki żywot. Ale czy rze­czywiście, obserwując upadek PRL-u, tak po prostu pogodził się z tym, że „jej czas minął”? W to bardzo trudno jest uwierzyć.

Realizm Werblana, moderowany przez refleksyj­ność Modzelewskiego, stanowi znakomity materiał do przemyśleń na temat PRL-u. To jednak na pewno rzecz dla zaawansowanych – bardzo subiektywna, momen­tami jednostronna. Stawia więcej pytań, niż daje odpo­wiedzi. Tym bardziej warto po nią sięgnąć.

_

Karol Modzelewski, Andrzej Werblan, Robert Walenciak

Modzelewski – Werblan. Polska Ludowa

Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2017, s. 530

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata