70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Noc nad Amazonią

Indianie cenią osiągnięcia cywilizacji. Broń palna, silniki do łodzi i telefony komórkowe są bardzo przydatne. Nie znaczy to jednak, że tubylczy mieszkańcy Amazonii chcą zmienić styl życia i sposoby gospodarowania. Wiedzą, że ich tożsamość i dobrobyt są ściśle związane z możliwością kontrolowania terytorium,na którym żyją

Pewnego dnia myśliwy wybrał się na polowanie. Chciał upolować pekari. Został jednak przez nie złapany i uprowadzony do jamy pod ziemią, do miejsca, w którym „żyje trzęsienie”, w języku Indian Shawi zwane Uhkua. Szaman wziął ayahuasca i zobaczył, że myśliwy żyje. Widział też, że w miejscu, w którym przebywa mężczyzna, jest bardzo ciemno, panuje tam noc. W tym czasie na ziemi był zawsze dzień.

Mężczyźni i kobiety nie mogli odpoczywać ani spać. Nie mogli się też rozmnażać, ponieważ muchy, które również były ludźmi, chodziły wokół kopulującej pary i wypijały nasienie. Dwóch wysłanych przez szamana Shawi poszło prosić Uhkua o noc.

Razem z budzącym się raz w roku Uhkua mieszkały pekari i inne zwierzęta. Wiewiórka pomogła posłańcom obudzić Uhkua, zrywając owoc macambo, który spadł na ziemię i narobił hałasu. Ludzie otrzymali noc w szczelnie zamkniętym pudełku. Gdy wracali, otworzyli je, a wtedy wyleciały z niego dwie cykady: jedna była świtem, a druga zmierzchem. Potem słońce opadło z nieba i schowało się za wzgórzami, w ziemi. Z miejsca, z którego wyszli posłańcy, wyszła też noc i okryła ziemię nieprzeniknioną ciemnością. Ludzie wystraszyli się, lecz wytrwali do rana. Wówczas ci dwaj, którzy przynieśli noc, opowiedzieli, co im się przydarzyło. Teraz mamy więc dzień i noc, których kiedyś nie było.

Historię tę przekazał Nawhiri Chanchari Pizuri Indianin Shawi (Chayahuita) z peruwiańskiej Amazonii*. Podobnie jak bohaterowie wielu innych amazońskich mitów, również wszystkie postacie pojawiające się w tej opowieści są ludźmi. Zarówno bowiem zwierzęta, rośliny, jak i wiele innych bytów na początku czasów byli ludźmi – i pozostali nimi nadal. Stało się jednak coś, co zaburzyło wzajemne postrzeganie. Jakieś dramatyczne wydarzenie, amazońska wieża Babel, spowodowało, że ludzie przestali podzielać tę samą perspektywę i teraz jedni drugich widzą jako zwierzęta, rośliny, czy np. błyskawice, choć sami siebie nadal postrzegają jako ludzi.

Tak – w dużym uproszczeniu – interpretuje świat amazońskich Indian perspektywizm, koncepcja antropologiczna głoszona m.in. przez brazylijskiego badacza Eduardo Viveiros de Castro. Zgodnie z nią Indianie z wielu kultur amazońskich widzą zwierzęta i inne byty (np. duchy, mieszkańców innych poziomów kosmicznych, zjawiska meteorologiczne) w sposób zupełnie odmienny od tego, jak te byty postrzegają same siebie. Każdy z nich widzi bowiem siebie jako człowieka. Dzieje się tak dlatego, że wszystkie byty podzielają tę samą esencję, istotę człowieczeństwa. Ta esencja „przyodziana” jest w ciało i to jego właściwości determinują perspektywę postrzegania siebie i innych. Jaguar np. postrzega krew ofiary jako piwo z manioku, a pekari – ludzi jako polujące na niego jaguary. System społeczny zwierząt jest zorganizowany dokładnie tak jak ten funkcjonujący w „ludzkim” świecie. Ciało staje się filtrem, rodzajem okularów, które sprawiają, że rzeczywistość postrzegana przez dany byt ma pewne konkretne cechy. Cielesność jest jednak transformowalna. Niektóre byty potrafią zmieniać swą cielesność, a co za tym idzie – punkt widzenia, perspektywę postrzegania siebie i innych. Do takich bytów należą szamani. Dzięki metamorfozom, których mogą dokonywać, szamanom łatwiej jest prowadzić dialog, komunikować się z innymi bytami, ich esencjami, np. szukając wiedzy i rady, jak leczyć albo jak sprowadzać chorobę.

 

Ludy tubylcze

Indianie shawi, którzy opowiadają mit o Uhkua i pojawieniu się nocy, mieszkają w Peru w departamentach Loreto i San Martín. Wraz z Shiwilu (Jebero) mówią językami należącymi do rodziny językowej Cahuapana, jednej z 14 w peruwiańskiej części Amazonii. Shawi mają kontakt ze społeczeństwem narodowym od ok. 400 lat i są stosunkowo liczni, jest ich ok. 15 tys. Język shiwilu natomiast – jak wiele języków w Amazonii – znajduje się na granicy wymarcia*. Wśród zagrożonych wyginięciem są też tzw. grupy izolowane, niewielkie społeczności tubylcze unikające kontaktu ze społeczeństwem narodowym. Z tego, co wiadomo, jest ich w Peru 15. Żyją w amazońskiej części kraju obok ok. 60 innych grup indiańskich*. Wzmianki na ich temat ostatnio coraz częściej są obecne w mediach. Wypychane ze swych terytoriów, żyjące w izolacji społeczności pojawiają się na ziemiach innych grup tubylczych lub w miejscach, gdzie ich obecność łatwo zaobserwować.

O unikających kontaktu ludach tubylczych, których w całej Amazonii jest ok. 100, nie wiemy zbyt wiele. W Peru jedną z nich są tzw. Mashco-Piro. Na ich terenach – formalnie chronionych przed intruzami – działająhandlarze narkotyków i nielegalni drwale*. Przeszkadzający im Indianie muszą uciekać lub po prostu są zabijani. Bywają też ofiarami tzw. correrías (najazdów, pościgów) dokonywanych przez pracowników leśnych. W ten sposób mszczą się oni na Indianach za kradzież narzędzi i innych przedmiotów. Correrías – co wiadomo od mieszkańców osad przylegających do tubylczych terytoriów – często kończą się śmiercią ściganych. Ustanowione przez państwo reservas, które powinny chronić izolowane grupy, nie spełniają swojego zadania. Dzieje się wprost przeciwnie, nie tylko ze względu na bogactwo rzadkich gatunków drzew wciąż rosnących w rezerwatach, ale również w związku z przyciągającą inwestorów obecnością pokładów ropy i gazu*.

Przemysł wydobywczy w przeszłości wielokrotnie wymuszał nawiązanie kontaktu z Indianami w Amazonii, co zwykle kończyło się dla nich utratą terytorium i śmiercią znacznej części grupy nieodpornej na choroby przenoszone przez nie-Indian. Towarzyszył temu rozpad świata wyobrażeń i zmiana wzorca kulturowego. To, co się przydarzyło mieszkającym w Peru Indianom Yora, jest „klasycznym” przykładem takiej historii.

Yora znaczy „ludzie” i tak członkowie tego ludu nazywają samych siebie. Okoliczni Metysi mówią o nich jednak Yabashta. Określenie to pochodzi od słowa yamashta, którym Yora pozdrawiają się między sobą. „Nigdy wcześniej nie słyszałem tego pozdrowienia u innych ludzi. Oni zawsze mówią »Yamashta! Yamashta!« Yama znaczy: »skończone, nie ma« [po hiszpańsku: no hay]. Yamashta znaczyłoby »ten, który prawie umarł« albo »tych niewielu, którzy zostali«. To tak jak wtedy gdy nazywają siebie wero yőshi, »duch oko« [»duch oko« oznacza ducha zmarłej osoby, który widywany jest w snach – przyp. M.K.-K.]. To tak jakby mówili do ducha” – przytacza wypowiedź znajomego Metysa antropolog Glenn Shepard6. Yora zostali zdziesiątkowani przez epidemie dróg oddechowych, które były efektem wymuszonego kontaktu w 1984 r. W ciągu pierwszych lat nawracającej zarazy byli oni tak osłabieni, że nie mogli zdobywać pożywienia i uprawiać ogrodów. Nie wiadomo dokładnie, ilu Yora zmarło. Wywiady przeprowadzone w 1996 r., które miały na celu odtworzenie genealogii członków grupy, wskazywałyby na 42-procentową śmiertelność w ciągu pierwszych lat po kontakcie. Jednak odsetek ten był z pewnością większy, zginęły bowiem całe rodziny, nie pozostawiając nikogo, kto mógłby przekazać ich historię. Zwłoki zmarłych, których było tak wielu, wbrew zwyczajom Yora, pozostawiano w lesie na pastwę zwierząt.

Presja wyierana na tereny Yora wiązała się z wydobyciem prowadzonym przez kompanię naftową Shell. Podobne sytuacje miały miejsce w wielu rejonach Amazonii. Na terenach mieszkających w Brazylii Indian Matsés (Mayoruna) na początku lat 70. poszukiwania obszarów roponośnych w Dolinie Javarí rozpoczęła brazylijska kompania naftowa Petrobrás. Ropy szukano głównie na terenie w górze rzeki Jaquirana, który został kompletnie zdewastowany tysiącami zdetonowanych ładunków, odwiertami i wyrębem. Liczebność grupy zmniejszyła się w ciągu 3 lat po nawiązaniu kontaktu z 2 tys. do 400 osób.

 

Ropa za cenę śmierci

Obecnie 70% Amazonii Peruwiańskiej jest podzielone na tzw. lotes, czyli bloki, w obrębie których różnym korporacjom przyznano koncesje na wydobycie ropy naftowej. Część z tych obszarów położona jest na terenach należących bądź użytkowanych przez wspólnoty indiańskie oraz obszarach prawnie chronionych ze względu na walory przyrodnicze. Peruwiańska Defensoría del Pueblo7 poinformowała, że 50% konfliktów społecznych w Peru w latach 2004–2007 miało związek z problemami środowiskowymi, a 71% z nich z działalnością górniczą. „Te konflikty wynikają wprost z braku szacunku dla praw lokalnych wspólnot i takich działań ze strony rządu i przemysłu wydobywczego, których podstawą jest założenie, że wspólnoty stanowią przeszkodę dla promowania inwestycji”8.

Podobna sytuacja związana z walką o zasoby ma miejsce praktycznie w całej Amazonii, czyli na zajmującym 5 mln km2 obszarze rozciągającym się pomiędzy Andami na zachodzie, Wyżyną Gujańską na północy a Wyżyną Brazylijską na południu. Na tym ogromnym terytorium mieszka ponad 400 odmiennych grup indiańskich, których pochodzenie i mowa bywają tak różne, że niektórych języków lingwiści nie potrafią zakwalifikować do żadnej istniejącej rodziny językowej. W samej Brazylii żyje ponad 240 grup, jednak cała populacja tubylcza to jedynie 0,2% mieszkańców kraju. Ponadto niektóre z nich, jak np. Akuntsu czy Juma, liczą jedynie kilka lub kilkanaście osób. Liczba członków 10 grup waha się pomiędzy 51 a 100 osób, a 22 grupy liczą pomiędzy 101 i 200 osób. Te niewielkie społeczności najprawdopodobniej nie przetrwają. Ich zniknięcie wraz z językami, kulturą i wiedzą na temat świata wpisze się w trwający od 500 lat proces. W ciągu tych kilkuset lat tubylcy często nie byli traktowani jak ludzie. Działo się tak nie tylko, zanim papież Paweł III w 1537 r. uznał, że Indianie mają duszę, ale również w czasie brazylijskiego „marszu na zachód”9, a w wielu miejscach Amazonii jeszcze w końcu XX w. Na własnej skórze doświadczyli tego Karapiru i jego rodzina.

Karapiru pochodzi z liczącej niecałe 400 osób grupy Awá (Guaja). Są oni jednymi z nielicznych już na świecie społeczności łowców-zbieraczy. Przez ostatnie kilkadziesiąt lat mieli okazję wielokrotnie doznać prześladowań ze strony dominującego społeczeństwa. Czasem były to „zwykłe” masakry, czasem używano podstępu. W 1979 r., w kilka lat po nawiązaniu kontaktu z Awá przez specjalną rządową agencję ds. Indian FUNAI, siedmioro Indian zmarło otrutych mąką z domieszką środka owadobójczego zostawioną im „w prezencie” przez rolników. Karipuru nie wędrował już wtedy razemze swoją grupą. Po napaści na niego i jego rodzinę w 1975 r. zbiegł do lasu wraz z córką, która wkrótce umarła z powodu odniesionych ran. Karapiru, myśląc, że cała jego rodzina nie żyje, przez 12 lat wędrował samotnie po lesie i unikał jak ognia białych ludzi. Dopiero w 1988 r., 400 mil od miejsca, gdzie rozpoczął swą ucieczkę, pozwolił napotkanemu rolnikowi zaprowadzić się do domu. „Zabili moją matkę, braci, siostry i żonę – opowiadał Karipuru. – Żyłem, cały czas uciekając przed właścicielami fazend. (…) Kiedy zostałem postrzelony podczas masakry, bardzo cierpiałem, ponieważ nie mogłem położyć żadnego lekarstwa na ranę na plecach. Nie mogłem nawet zobaczyć rany: to było niesamowite, że uciekłem. To dzięki Tupá [duchowi]. Przeszło wiele dni, gdy krążyłem wkoło w bólu, z pociskiem w plecach, krwawiąc. Nie wiem, jak to się stało, że rana nie wypełniła się insektami. Udało mi się uciec przed białymi. Spędziłem długi czas w lesie, głodny i ścigany przez ranczerów. Cały czas uciekałem, sam”10.

Nie jest to odosobniona historia. Podobnego losu doświadczył chłopiec Awá, odnaleziony przez agentów FUNAI w 1990 r. Biali zabili całą jego rodzinę. Erling Söderström, który filmował nawiązanie pierwszych pokojowych kontaktów pomiędzy agentami FUNAI i Indianami Korubo, opowiada historię innego samotnego człowieka z Rondôni, którego wszyscy pobratymcy zostali wymordowani w 1995 lub 1996 r.: „Po odkryciu, że izolowani Indianie są w lesie i wiedząc, że mają prawo do ziemi, na której żyją fazendeiro, zorganizował grupę pościgową [org. hunting group], otoczył i zaatakował wieś. Zginęło przynajmniej 14 osób. Gdy skończono zabijanie fazendeiro, zrównał wszystko buldożerem. Wymazał wszystkie ślady tubylczej osady. Nigdy nie został skazany za popełnienie tej zbrodni”11. Z zaatakowanej wsi uciekł tylko jeden człowiek. Przez długi czas jedynymi śladami jego obecności były pozostawione w ziemi jamy, w których spał, dlatego nazywano go Índio do Buraco (Indianin z Jamy). Agentom FUNAI ani innym białym nie udało się nawiązać z nim kontaktu.

Przekonanie o bezkarności zabójców Indian właśnie w tym czasie powinno było ulec zmianie. W 1996 r. sąd po raz pierwszy skazał nielegalnych poszukiwaczy złota za napaść na osadę Yanomami i wymordowanie jej mieszkańców12 Zabójstwa Indian wciąż jednak często pozostają bezkarne, chociaż zdarza się, że powszechnie wiadomo, kto je popełnił lub zlecił. Sytuacja taka ma miejsce m.in. na ziemiach Guarani-Kaiowa w Mato Grosso do Sul.

 

Rozwój, postęp, prawo

Wzrost liczby przypadków tragicznych śmierci Indian, w tym tubylczych liderów, był czynnikiem, który zmobilizował w 2003 r. Komisję Praw Człowieka brazylijskiego parlamentu do zajęcia się problemem. Ogłosiła ona raport „Konflikty na ziemiach indiańskich”, a wcześniej odwiedziła rezerwaty indiańskie w siedmiu stanach. Zarówno władze stanowe, jak i federalne zniechęcały parlamentarzystów do wizyt w terras indígenas, przekonując, że tubylcy są niebezpieczni i nieprzewidywalni. Jednak członkowie komisji nie dali się zniechęcić. Z raportu dowiadujemy się, że liczne konflikty pomiędzy Indianami i przedstawicielami społeczeństwa narodowego są wynikiem presji białych na ziemie tubylcze. Przykładem dramatycznej sytuacji, w której Indianie pozostawali od lat, była Terra Indigena Raposa / Serra do Sol w stanie Roraimie. Od lat 70. XX w. grupy zamieszkujące w tym rezerwacie domagały się przyznania im prawa do tradycyjnie zajmowanego terytorium, co w Brazylii – podobnie jak w wielu innych krajach Ameryki Łacińskiej – jest procesem długotrwałym i kosztownym. Właściciele ziemscy i politycy robili wszystko, by proces ten powstrzymać. W ciągu 26 lat walk o uzyskanie tytułu do ziemi zostało zamordowanych 20 liderów tej wspólnoty. W czasie wizyty komisji w Terra Indigena Raposa / Serra do Sol w miejscowym więzieniu przebywało 30 Indian, żaden biały natomiast nie odbywał kary za przestępstwo popełnione wobec tubylców. Wówczas ostatnią śmiertelną ofiarą w rezerwacie był lider Indian Macuxi Aldo da Silva Mota. Jego ciało znaleziono w styczniu 2003 r. na jednej z okolicznych fazend. W wyniku autopsji przeprowadzonej przez Instytut Medycyny Prawnej w Roraimie stwierdzono śmierć z przyczyn naturalnych. Kolejna sekcja wykonana w stolicy kraju wykazała jednak, że da Silva Mota zginął zastrzelony z broni palnej.

W Brazylii obrona praw Indian od 1988 r., czyli od ogłoszenia nowej konstytucji, należy do Biura Prokuratora (Ministério Público), który w przeszłości wykazywał się dbałością o wypełnianie swoich obowiązków i broniąc tubylców, niejednokrotnie występował przeciw interesom rządu brazylijskiego. Jednak nawet Biuro Prokuratora nie jest w stanie zabezpieczyć Indian przed skutkami powiązań pomiędzy politykami i lokalnym biznesem ani decyzjami uzasadnianymi „interesem państwa”. Jednym z najważniejszych interesów nie tylko brazylijskiego państwa są zaś „rozwój” i „postęp”. Te słowa wytrychy od dawna usprawiedliwiają decyzje, których skutkiem jest niszczenie środowiska, przesiedlenia, nieodwracalne zmiany kulturowe. „Wszędzie, gdzie Indianin próbował powstrzymać lokomotywę postępu, był ścigany, masakrowany i dziesiątkowany” – powiedział Darcy Ribeiro, jeden z najbardziej znanych brazylijskich antropologów13. Teraz Indianin bywa raczej lekceważony. Gdy w latach 80. XX w. rząd brazylijski zamierzał zbudować tamę na rzece Xingu, Indianie i ich sprzymierzeńcy doprowadzili do tego, że ostatecznie Bank Światowy wycofał się z kredytowania tego kontrowersyjnego i krytykowanego przez ekologów przedsięwzięcia. Po 35 latach lewicowy rząd Dilmy Rousseff zdecydował, że tama na Xingu powstanie. Tym razem protesty Indian, którzy nie chcieli dopuścić do zatopienia swoich terenów, nie zostały wzięte pod uwagę, pomimo iż 169. Konwencja Międzynarodowej Organizacji Pracy nakłada na Brazylię obowiązek konsultowania z Indianami projektów, które ich bezpośrednio dotyczą – w tych sprawach powinni mieć głos decydujący. Pewne prawa i zwyczaje są jednak silniejsze niż inne. „Najpotężniejsze kultury zawsze zakładały naturalne prawo do eksploatowania zasobów światowych, gdziekolwiek je znajdowały, nie zważając na wcześniejsze roszczenia tubylczych populacji. Argumentując na rzecz wydajności i przetrwania najlepiej przystosowanych, kolonizatorzy starej daty podnosili to »prawo« do rangi prawomocnej i etycznej zasady, na którą można było się powołać, by usprawiedliwić eliminacje jakiejkolwiek kultury, która nie wykorzystywała »efektywnie« swoich zasobów. Te dawne cechy społecznego darwinizmu są głęboko zakorzenione w naszym systemie ideologicznym”14.

Indianie cenią osiągnięcia cywilizacji. Broń palna, silniki do łodzi i telefony komórkowe są bardzo przydatne. Nie znaczy to jednak, że tubylczy mieszkańcy Amazonii chcą zmienić styl życia i sposoby gospodarowania. Wiedzą, że ich tożsamość i dobrobyt są ściśle związane z możliwością kontrolowania terytorium, na którym żyją, i znajdowanymi tam zasobami. „Kiedy ludy indiańskie deklarują, że las jest ich apteką, rynkiem, uniwersytetem, fabrykami i magazynami sprzętów domowych, mówią (między innymi) tylko o rzeczywistości ekonomicznej, mało zrozumiałej dla tych, którzy nie żyją z selwy i w selwie”15. Jeśli te zasoby zostaną im odebrane, nic już nie będzie takie samo.

Coraz więcej badań archeologicznych wskazuje na to, że całe połacie Amazonii to zdziczałe sady. Dawno zapomniani przodkowie użyźniali glebę i sadzili drzewa. Budowali osady, mosty, fosy, stawy, drogi. Opowieści kapelana wyprawy Francisco de Orellany Gaspara de Carvajala o ludnych miastach, ciągnących się wzdłuż wybrzeży rzek, bogatych wsiach i żyznej ziemi wcale nie musiały być wymysłem. Gdy Europejczycy zapuszczali się w głąb Amazonii w XVII/XVIII w., nie spotykali tam już wielu ludzi. Indianie umierali przed spotkaniem białych. Ci, którzy przeżyli – jak np. żyjący wówczas z uprawy ziemi Awá – porzucali rolnictwo, by móc skutecznie uciekać przed intruzami. Zarazki przywiezione ze Starego Świata odnajdowały ich i zabijały szybciej. Szacuje się, że w wyniku chorób zginąć mogło nawet 90% populacji kontynentu. Przodkowie zostawili las, który żywi, ubiera, leczy. Zostawili świat, w którym wszystkie byty mają ludzką naturę, wszystkie istoty są ludźmi i mogą się ze sobą komunikować.

W micie opowiadanym przez Indian Shawi ludzie wystraszyli się nocy, lecz wytrwali do rana. Może któraś z cykad lecących teraz nad Amazonią zwiastuje świt.

 


1 L. Grenda, El ojo que cuenta. Mitos y costumbres de la Amazonía indígena, ilustrados por su gente, Lima 2005.

2 Badania z lat 2010–2011 wykazały, że żyje jedynie 30 osób mówiących płynnie tym językiem.

3 Dane dotyczące liczby ludów tubylczych w Peru znacznie się różnią i tak np. peruwiańskie Ministerstwo Kultury podaje, że w całym Peru żyją 54 grupy indiańskie, a Komisja Ekonomiczna dla Ameryki Łacińskiej i Karaibów przy ONZ (CEPAL), że takich grup jest 85. Według informacji podawanych przez IWGIA w peruwiańskiej Amazonii w 2007 r. żyło 51 grup indiańskich, a 9 innych grup zostało do tego roku „wchłoniętych” przez inne ludy.

4 Jak ubywa lasów w Amazonii, można zobaczyć na interaktywnej mapie deforestacji: http://earthenginepartners.appspot.com/science-2013- global-forest (dostęp: 23 września 2015).

5 H. Castillo, Los Pueblos Indígenas en aislamiento, su lucha por la sobrevivencia y la libertad, Lima 2002, s. 111.

6 G.H. Shepard, Pharmacognosy and the Senses in Two Amazonian Societies, Berkeley 1999, s. 40.

7 Jest to instytucja pełniąca funkcję podobną do rzecznika praw obywatelskich w Polsce.

8 Equipo de Investigación de ODECOFROC, Perú: Crónica de un engańo. Los intentos de enajenación del territorio fronterizo Awajún en la Cordillera del Cóndor a favor de la minería, Informe 5, Lima 2009, s. 48.

9 Osadnicy w niektórych stanach wynajmowali specjalnych „czyścicieli”, bugreiros, którzy „oczyszczali ziemię z Indian”. Robiono to na różne sposoby, strzelając do tubylców wcześniej upitych alkoholem, ale też zatruwając wodę czy zarażając ich ospą.

10 Disinherited. Indians in Brazil, red. F. Watson, S. Corry, C. Pearce, Londyn 2001, s. 31.

11 E. Söderström, Hidden tribes, maszynopis, 2003, s. 179.

12 Gdy w 1990 r. Erling Söderström zapytał Sydneya Possuelo, szefa departamentu ds. grup izolowanych przy brazylijskiej agencji FUNAI, ilu białych ludzi zostało skazanych za zabijanie Indian, Sydney odparł: „ Z tego, co wiem, żaden biały nie został skazany ani ukarany za zabicie Indianina”, E. Söderström, Hidden tribesmaszynopis, 2003, s. 17.

13 J. Rocha, Murder in the Rainforest. The Yanomami, the Gold Miners and the Amazon, Londyn 1999, s. 64.

14 J.H. Bodley, Victims of Progress. Menlo Park, Kalifornia 1982, s. 4.

15 P. García Hierro, Territorios indígenas: tocando a las puertas del derecho, w: Tierra adentro. Territorio indígena y percepción del entorno, red. A. Surrallés i P. García Hierro, Kopenhaga 2004, s. 277–306.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter