fbpx

70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Krzysztof Radzki / East News

Czułość dla jedzenia

Jeszcze do niedawna wydawało się nam, że jednym z przywilejów współczesności jest to, iż wielu z nas nie musi myśleć o jedzeniu. Można je po prostu spokojnie zjadać. Nadchodzą jednak czasy, w których to się zmieni.

Można by zacząć od mocnych słów: katastrofa, dramat, upadek, przerażająca perspektywa albo jej brak. Albo powołać się na liczby: w 2050 r. będzie nas 10 mld, a już teraz nie potrafimy sobie poradzić z głodem, otyłością, marnotrawstwem (według bardzo nieaktualnych i umocowanych na kruchych metodologicznych fundamentach statystyk świat co roku traci lub marnuje blisko 1,3 mld ton jedzenia), postępującą degradacją środowiska i rozregulowaniem klimatycznych mechanizmów. Tyle że kwestii związanych z żywnościowym bezpieczeństwem naszej planety nie można rozpatrywać w oderwaniu od szerszego kontekstu. Głód, degradacja środowiska, marnotrawstwo są przede wszystkim symptomami dużego głębszego problemu.

Marnotrawstwo (czy też „niezużywanie”) jest zjawiskiem tak starym jak obecność człowieka na Ziemi. Tristram Stuart, autor książki Waste – Uncovering the Global Food Scandal, opisuje odkrycie dokonane w Stanach Zjednoczonych. Paleontolodzy odnaleźli tam szczątki zabitych przez ludzi mamutów, które nie zostały doszczętnie ogołocone z mięsa. Analiza wykazała, że paleolityczni myśliwi wycinali z ciał ubitych zwierząt tylko tyle, ile faktycznie potrzebowali, resztę zostawiając na szkieletach. Patrząc na to ze współczesnej perspektywy, można by to zjawisko zdefiniować jako marnotrawstwo, podobnie jak wiele innych sytuacji w naturze. Jednak ludzka optyka koncentruje się przede wszystkim na zaspokojeniu własnych potrzeb, natura zaś zagospodarowuje wszystko, dając wszystkim dostęp do tego, czym dysponuje. Karmi ludzi, zwierzęta, insekty, drożdże, grzyby i bakterie. Tworzy obieg zamknięty, w którym cykle obfitości przeplatają się z okresami niedoboru. A człowiek, kiedyś jedno z ogniw w cyklu, dziś go głównie zakłóca.

Produkujemy za dużo, za szybko, traktując glebę, jedną z najdoskonalszych żywych struktur, jako nośnik dla sproszkowanych pierwiastków uzyskanych w drodze chemicznych przemian. Wyprodukowaną żywność pakujemy w plastik, separujemy od środowiska, przez co nie ma ona szans wrócić do organicznego obiegu. Przed owocem, który w naturalnym habitacie spada z drzewa i nie wzbudza zainteresowania człowieka, stoi wiele scenariuszy. Może zostać zjedzony przez dzika, popielicę albo ślimaka, może zgnić, spleśnieć albo sfermentować, ostatecznie ulec rozkładowi, rozłożyć się na cząstki wzbogacające podłoże, dzięki któremu dojrzał. Gdy trafia w ręce człowieka i z jakiegoś powodu zostaje przez niego odrzucony, liczba dalszych scenariuszy drastycznie się zawęża. Zwłaszcza w mieście.

Marnotrawstwo jest więc jednym z kluczy do opisania epoki antropocenu, ale też widocznym odpryskiem złożonego problemu, który składa się na kryzys wywołany przez system produkcji i dystrybucji żywności. Żywność wypada z obiegu nieustannie, przez całą drogę, którą pokonuje z plantacji oraz ferm na nasze talerze. Zostaje niezebrana na polu, bo była zbyt tania albo niewymiarowa, jest z premedytacją niszczona, żeby uzyskać wyższą cenę, porzuca się ją, bo przyszedł nowy sezon zbiorów, a magazyn nie jest przecież z gumy, trwoni, segreguje, skazuje na poniewierkę, bo wszędzie tam gdzie panuje odgórne zarządzanie wielkością porcji – w stołówkach szkolnych, karczmach na bogato, na poligonach – nie bierze się pod uwagę indywidualnych potrzeb osób spożywających posiłek. Żywność jest ofiarą strukturalnego uwikłania. Standaryzacja, zysk na pierwszym miejscu, utowarowanie, brak wiedzy i umiejętności połączony z naszymi wygórowanymi oczekiwaniami – oto winowajcy wskazani przez prof. Tima Langa, specjalisty od polityki żywnościowej (food policy) z Miejskiego Uniwersytetu Londyńskiego (City University London). Dodałabym do tego jeszcze utratę relacji z jedzeniem, alienację od tego, jak powstaje.

Jeśli nic się zmieni, alarmują naukowcy, produkcja żywności może całkowicie rozregulować sytuację Ziemi. Zmiana jest więc konieczna.

Jednak nie da się jej wprowadzić bez przekrojowego patrzenia, uwzględniającego fakt, że system produkcji żywności zahacza o wiele dziedzin: od polityki międzynarodowej po społeczną, od giełdy po spedycję, a wielomiliardowe interesy koncernów przetwarzających i sprzedających nam jedzenie są splecione z interesami tych, którzy produkują nasiona, nawozy, środki ochrony roślin, plastik, ropę, urządzenia chłodnicze. Dlatego przebudowanie tego systemu w taki sposób, by sprostał wymaganiom nadchodzących trudnych czasów, jest jednym z największych wyzwań. Jak twierdzą autorzy raportu EAT-Lancet, opublikowanego w styczniu tego roku, wyzwaniem, któremu możemy sprostać. Musimy tylko chcieć. — pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter