70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Legalni nielegalni

Między wojną a więzieniem 1945–1953 jest wielkim świadectwem hartu ducha opisywanych postaci – ludzi przecież młodych, których dojrzałość, choćby ta wyrażona w publicystyce, ale też w czasie przesłuchań, wręcz zadziwia

Wraz z nastaniem komunistycznej władzy w Polsce katoliccy inteligenci, jak zresztą większość społeczeństwa, znaleźli się w trudnej sytuacji. Radość z końca wojny zakłócała niepewność odnośnie do przyszłości. Katolicy wiedzieli, że marksiści są wrogami Kościoła i że czasy, które nadchodzą, nie będą łatwe. Co prawda, początkowo komuniści chcieli udowodnić, że oba światopoglądy można pogodzić. Oczywiście niektórzy Polacy od razu nie mieli wątpliwości – część z nich zasiliła szeregi Żołnierzy Wyklętych. Nie jest jednak prawdą, że tylko oni byli patriotami – wielu ludzi ze wspaniałą konspiracyjną przeszłością widziało sens w odbudowywaniu kraju z wojennych zniszczeń. Friszke pisze: „Trwanie w konspiracji – po utworzeniu w końcu czerwca 1945 r. Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej, uznanego przez zachodnie mocarstwa, po powrocie do kraju byłego premiera rządu w Londynie Mikołajczyka i utworzeniu przez niego wielusettysięcznego PSL, po konferencji poczdamskiej wstępnie wyznaczającej polską granicę zachodnią na Odrze i Nysie – wydawało się politycznie nieracjonalne i pozbawione politycznej skuteczności”.

Z takiego założenia wychodzili politycy Polskiego Stronnictwa Ludowego czy Stronnictwa Pracy. W książce Friszkego znajdziemy na to wiele dowodów. Choćby wypowiedzi Karola Popiela: „Na zjeździe wojewódzkim SP w Krakowie 31 marca [1946 – A.B.] Popiel tłumaczył powody podjęcia działalności przez SP: »o Polskę można było walczyć wszędzie, ale budować ją, wpływać na jej ustrój gospodarczy i polityczny – tylko w kraju«”.

Tak też rozumowali młodzi przedstawiciele środowisk katolickich. Tadeusz Przeciszewski, jako T. Kietlicz, pisał w styczniu 1947 r. w opozycyjnym „Tygodniku Warszawskim”, że młodzież katolicka „znajduje sobie powoli miejsce w nowej rzeczywistości polskiej”. Odżegnywał się od polityki awantury oraz biadolenia i podkreślał, że rolą młodzieży katolickiej powinna być współodbudowa i tworzenie nowej Polski: „Będziemy oddziaływać na nasze Koleżanki i Kolegów w duchu odpowiedzialności za losy Polski. Będziemy walczyli z wszelkimi elementami, które chciałyby używać młodzieży do jakichkolwiek nieodpowiedzialnych akcji i wystąpień”.

 

Zaangażowanie młodych

Właśnie takie przesłanki stały za zaangażowaniem dwudziestoparoletnich ludzi w działalność publiczną. Wielu z nich miało za sobą działalność konspiracyjną, teraz chcieli coś wspólnie budować. Mieli różne poglądy i różnie odnosili się do komunistów. Jedni więc zaangażowali się w Kolumnę Młodych przy „Tygodniku Warszawskim”, inni współtworzyli Sodalicję Mariańską Akademików czy wiązali się z współpracującą z władzami grupą Dziś i Jutro Bolesława Piaseckiego, a jeszcze inni chcieli przede wszystkim dyskutować o otaczającej rzeczywistości – jak przedstawiciele Klubu Logofagów czy personaliści. Friszke w następujący sposób charakteryzuje twórców Klubu Logofagów, ale ta charakterystyka w wielu punktach odnosi się także do przedstawicieli innych środowisk młodzieży katolickiej (choć niektórzy uważali II RP za państwo niesprawiedliwe): „W ich życiorysach i w wychowaniu była obecna tradycja walk niepodległościowych w XIX w., w pełni identyfikowali się z odbudowaną w 1918 r. Polską, w której ich rodzice należeli do aktywnych i wykształconych obywateli. Wywodzili się z elity Polski niepodległej, a podczas wojny potwierdzili swój patriotyzm, często walcząc z bronią w ręku. Powojenna Polska była zaprzeczeniem ideałów, w których wyrośli, ale zarazem tradycja rodzinna i wychowanie podpowiadały, że o sprawy narodowe można zabiegać także w trudnych warunkach”.

Niestety, wraz z utwierdzaniem władzy ludowej ich działalność stawała się coraz mniej wygodna dla komunistów. Represje nasilały się od 1948 r., gdy w Polsce, ale też w całym bloku socjalistycznym, następowało zaostrzenie reżimu. Nagle więc działalność młodych katolickich inteligentów – spotkania dyskusyjne, pisanie artykułów, organizowanie zjazdów i obozów letnich, wspólne modlitwy – stawała się działalnością antypaństwową, antyludową i… „nielegalną prowadzoną w legalny sposób” – dokładnie takie absurdalne sformułowanie przewija się przez dokumenty, które badał Friszke.

Przyszedł więc czas aresztów, procesów i niejednokrotnie wyroków. W tryby systemu wpadli przedstawiciele Sodalicji Miariańskiej, redaktorzy „Tygodnika Warszawskiego”, intelektualiści z Klubu Logofagów i personaliści – praktycznie wszyscy z wyjątkiem ludzi z lojalnej wobec władz grupy Dziś i Jutro. Niektórych później zwolniono, innych próbowano zwerbować, jeszcze innym wytoczono procesy. Naprzeciw bohaterom książki Friszkego stanęli m.in. wszechwładna dyrektorka V Departamentu MBP Julia Brystygierowa czy Wiktor Herer, szef pionu młodzieżowego tegoż Departamentu – byli to funkcjonariusze tyleż inteligentni, co cyniczni. Na co dzień prześladowani widywali się także z takimi postaciami jak por. Mieczysław Habinka, piekarz ze Śląska, który ukończył sześć klas szkoły powszechnej i trzy klasy szkoły zawodowej, czy por. Władysław Góra po czterech klasach gimnazjum – to od nich w dużej mierze zależał los aresztowanych. Zadziwiające wręcz, jak ci prości śledczy byli w stanie skutecznie przesłuchiwać ludzi o wiele inteligentniejszych.

Wacław Auleytner wspomina: „Warunki były ciężkie, w górze pomieszczenia znajdowało się małe półotwarte okienko, którego szyby były zamalowane. W piwnicy była jedna prycza, pokryta podartym siennikiem, wypełnionym słomą startą na proch. Było tam kilka podartych koców. W rogu stał śmierdzący kibel. Cele zamieszkiwało ok. 10 osób. Było duszno i tłoczno”. Wiesław Chrzanowski zaś sięga pamięcią do czasów, kiedy był sadzany na odwrócony do góry nogami stołek i w wyniku metod śledczych został w czerwcu 1949 r. przeniesiony do szpitala więziennego na operację przepukliny.

Zdecydowana większość aresztowanych zeznawała obficie – nie tyle w wyniku załamania, ile z przekonania, że ich działalność była legalna i nie trzeba jej ukrywać. Większość podejmowała grę ze śledczymi, by jak najmniej zaszkodzić innym. Było to trudne, bo zeznania musiały być wiarygodne, gdyż śledczy dysponowali bogatym materiałem i zeznaniami innych. Sporadycznie zdarzały się przypadki załamań i współpracy z UB. Między wojną a więzieniem 1945–1953 jest więc też wielkim świadectwem hartu ducha opisywanych postaci – ludzi przecież młodych, których dojrzałość, choćby ta wyrażona w publicystyce, ale też właśnie w czasie przesłuchań, wręcz zadziwia.

 

Portret formacji

Friszke wykonał olbrzymią pracę, przekopując się przez dokumenty, świadectwa, wspomnienia, opracowania i prasę z epoki. Udało mu się w sposób zwarty i wyczerpujący opisać perypetie całej formacji. Nie osądza poszczególnych postaw, nie feruje wyroków – jedynie w przypadkach naprawdę skrajnych pozwala sobie na wygłaszanie opinii (np. obsesyjnie antymasońską działalność Jerzego Krasnowolskiego, który dał się zwerbować służbom, nazywa „głupią i szkodliwą”).

Powściągliwość to rzadka cecha i tym bardziej świadczy o profesjonalizmie autora. Dziś przecież naprawdę nie sposób oceniać tamtych postaw. Łatwiej pochwalić niezłomnych bohaterów za odwagę. Trudniej ocenić tych, którzy się załamali i ulegli – nie my przecież siedzieliśmy w zimnych celach i nie nas straszono, szantażowano czy nawet bito (choć w opisywanych przez Friszkego przypadkach to raczej się nie zdarzało). A gdzieś pośrodku są jeszcze takie postawy jak Wiesława Chrzanowskiego, który co prawda po aresztowaniu w 1946 r. podpisał zobowiązanie do współpracy z UB, ale zaraz po zwolnieniu zniknął i ukrywał się na fałszywych papierach, zaś o swoim zobowiązaniu powiadomił władze podziemnego Stronnictwa Narodowego. Później znów został aresztowany – jako redaktor „Tygodnika Warszawskiego”.

Wartość książki dopełnia szerokie tło epoki opisane w pierwszych rozdziałach, a także przedstawienie postaw i sylwetek dojrzalszych intelektualistów katolickich – jak wspomniany Piasecki czy Turowicz i Stomma.

Na koniec dwie uwagi krytyczne. Autor utożsamia Związek Radziecki z Rosją i zamiennie stosuje te nazwy, nie odróżnia też Sowietów od Rosjan. Tak mówiło się 70 lat temu, ale dziś to trochę razi. Wiemy, że elity państwa rządzonego przez okrutnego Gruzina były bardziej zróżnicowane etnicznie. Druga uwaga dotyczy nie treści, ale formy – maleńka czcionka naprawdę utrudnia czytanie. Ci jednak, którzy nie zrażą się tą przeszkodą, otrzymają nagrodę w postaci wyśmienitej, wciągającej – choć bynajmniej nielekkiej – lektury.

_

Andrzej Friszke

Między wojną a więzieniem 1945–1953. Młoda inteligencja katolicka

Wydawnictwo Więź, Instytut Studiów Politycznych PAN, Warszawa 2015, s. 416

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter