70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Ilustracja: Klawe Rzeczy

Kościół, psychiatria, dialog

Z niepokojem obserwuję to, że w Polsce wciąż zdarzają się egzorcyzmy osób z zaburzeniami psychicznymi. Ani ja, ani nikt z moich kolegów i koleżanek po fachu nie sugerujemy pacjentom kontaktów z egzorcystą.

Odpowiedź na pytanie o związki psychiatrii i religii nie jest prosta. W moim przekonaniu to relacja oparta przede wszystkim na dialogu i współpracy, choć w pewnych przypadkach między psychiatrią i religią pojawia się też konflikt.

W rozmowie z psychiatrą czy z psychoterapeutą pacjent odsłania różne aspekty swojego życia – jestem głęboko przekonana, że uważność na jego sferę religijną czy duchową jest bardzo ważna w procesie leczenia. Oczywiście lekarz ma zachowywać neutralność światopoglądową. Nie oznacza to jednak, że powinien unikać tych tematów ani wyrzekać się własnych poglądów, lecz że zachowując szacunek dla przekonań pacjenta, nie może ani sugerować rozwiązań o charakterze religijnym, ani też – przeciwnie – krytykować jego wiary. Zdarzają się przypadki, gdy np. u osób z depresją lub z nerwicą natręctw pojawiają się nadwrażliwość sumienia i dojmujące poczucie winy nieadekwatne do popełnionego czynu. Pacjenci z zaburzeniami obsesyjnymi często wyobrażają sobie Boga jako skrupulatnego księgowego, który surowo rozlicza ich z każdego grzechu.

Psychiatra nie powinien wchodzić w rolę księdza, ale może podjąć rozmowę o obrazie Boga, który jest bliski pacjentowi.

W takich sprawach pomocna bywa też współpraca z duchownym, który – jako autorytet religijny – może pomóc w skorygowaniu wyobrażeń pacjenta o Bogu i przynieść mu w ten sposób ulgę.

Niestety, bywa też inaczej. Religia i psychiatria mają odmienne cele: z jednej strony zbawienie człowieka, z drugiej – osiągnięcie przez pacjenta poczucia szczęścia czy dobrostanu. Zdarzają się sytuacje, gdy te cele wydają się sprzeczne. Przykładem są trudności w rozmowie z wierzącymi osobami homoseksualnymi. Jako psychiatrzy jesteśmy przekonani, że orientacja homoseksualna nie jest żadnym zaburzeniem, lecz wariantem normy, że każdy ma prawo i powinien żyć w zgodzie ze sobą, jeśli nie krzywdzi przy tym innych, że ewentualne problemy związane z tą orientacją nie są jej bezpośrednią konsekwencją, lecz wynikają z postawy otoczenia, w którym osoby homoseksualne doświadczają stresu mniejszościowego i obawiają się reakcji bliskich na ujawnienie tego, kim są. Tu dochodzi do konfliktu z Kościołem, który zachęca takie osoby bądź do próby zmiany orientacji (tzw. terapii konwersyjnej, która nie ma żadnych naukowych podstaw), bądź do życia w celibacie i „niesienia krzyża”. Psychiatra czy psychoterapeuta formułuje inny przekaz: jesteś normalny, bądź szczęśliwy, nie żyj w sprzeczności z sobą. Nie podejmuje żadnych decyzji za pacjenta, ale może pomóc mu znaleźć własną drogę.

Wiele zależy od mądrości i wykształcenia osoby duchownej. Niekiedy księża są tymi, którzy w konfesjonale „wyłapują” jakieś kłopoty psychiczne i kierują penitentów do specjalisty. Pamiętam jednak przypadki odwrotne, gdy przyczyniali się do pogłębienia problemu psychicznego.

Mojej pacjentce, która chorowała na schizofrenię i uważała, że szatan podpowiada jej bluźniercze myśli, spowiednik w Częstochowie powiedział, że to konsekwencja bycia grzesznicą i zbyt rzadkiej modlitwy. Ta „interwencja terapeutyczna” skończyła się pogorszeniem stanu tej kobiety i jej wielotygodniową hospitalizacją.


W literaturze opisuje się trzy główne typy relacji między religijnością a stanem psychicznym. Religia pełni funkcję salutogenną, gdy pomaga w dobrym funkcjonowaniu i napełnia życie poczuciem sensu. Zwraca się uwagę, że religijność może pomagać np. w dobrym radzeniu sobie z żałobą po stracie bliskich. Religia jest patoplastyczna, gdy sprawia, że pewne zachowania patologiczne nie są jako takie postrzegane, ponieważ dokonywane są w otoczce akceptowanych społecznie zachowań religijnych. W żywotach świętych można odnaleźć przykłady dość ciężkich psychopatologii – np. akceptowany w średniowieczu surowy post i asceza św. Katarzyny ze Sieny dziś mogłyby być dowodem anoreksji. I w końcu religia może mieć charakter patogenny, gdy zaburza dobre funkcjonowanie – tak jak w przypadku wspomnianej już nerwicy natręctw powiązanej z silnym poczuciem winy.

Inny fascynujący temat to samo rozumienie zaburzeń psychicznych. W średniowieczu dominowała ich supranaturalistyczna interpretacja. Zaburzenia psychiczne uważano za wynik opętania i działania demonów, a chorych np. przykuwano do ścian kościołów, żeby mogli skorzystać z modlitwy zgromadzonych tam wiernych. Z niepokojem obserwuję to, że w Polsce wciąż zdarzają się egzorcyzmy osób z zaburzeniami psychicznymi (opowiada o tym np. poruszający film dokumentalny Konrada Szołajskiego Walka z szatanem). Ani ja, ani nikt z moich kolegów i koleżanek po fachu nie sugerujemy pacjentom kontaktów z egzorcystą; spotkania takie są zazwyczaj wynikiem namów ze strony rodziny.

W swojej praktyce lekarskiej nie jestem zwolenniczką czysto somatycznego podejścia do zaburzeń psychicznych. Współczesna nauka sugeruje podejście integralne, psychologiczno-biologiczne, dowodząc na wielu różnych przykładach, że psychoterapia czy inne działania mentalne mogą zmieniać mózg i kształtować struktury neuronalne.

Jednocześnie w wyniku postępów neurobiologii coraz lepiej zdajemy sobie sprawę z tego, że nasze zachowania i postawy mogą być zdeterminowane przez pewne fizyczne zmiany w naszym mózgu. I tu widzę właśnie wyzwanie dla religii – coraz istotniejsze jest pytanie, czy możemy utrzymać tradycyjne wyobrażenie o wolnej woli i dotychczasowy sposób oceny moralnej, tak istotny dla życia religijnego. Okazuje się bowiem, że np. osoby, które mają uszkodzenia czy deficyty w korze przedczołowej, mogą nie odczuwać empatii, a w konsekwencji mieć większą skłonność do zachowań „psychopatycznych”. Te uszkodzenia mogą mieć różne przyczyny. W literaturze znany jest przykład mężczyzny, który w wyniku rozwoju nowotworu mózgu w korze orbitofrontalnej zaczął przejawiać skłonności pedofilskie i molestować dzieci. Po usunięciu oponiaka te skłonności zniknęły. Wiemy też, że dorośli, którzy w dzieciństwie byli surowo karani, bici i upokarzani, mają większą skłonność do agresji. Badania neuroobrazowe pokazują, że u takich osób mamy do czynienia z niedoczynnością pewnych struktur w mózgu związanych z blokowaniem agresji. Na ile te osoby są odpowiedzialne za to, co robią? Prawo stanowi, że nie popełnia przestępstwa ten, kto z powodu choroby psychicznej jest niepoczytalny, tzn., że nie potrafi rozeznać znaczenia swojego czynu. Lecz osoba z deficytami owego „mózgu moralnego” jest poczytalna, zna normy moralne, nie działają u niej jedynie pewne mechanizmy regulujące jej emocje. Może więc odpowiadać przed sądem. Czy jednak w świetle nowej wiedzy nie powinniśmy oceniać jej inaczej niż dotychczas? Te wszystkie dane pozostawiają pewien niepokój, który w języku religijnym można sprowadzić do pytania o znaczenie pojęcia „grzechu”: w których przypadkach ma ono sens, a w których nie.

Wysłuchał MJ


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter