70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Pius Utomi Ekpei/AFP/ East News

Gniew Biafry. Pół wieku po ludobójstwie

Pięćdziesiąt lat temu krwawa wojna domowa wstrząsnęła Nigerią – obecnie najludniejszym i jednym z najbogatszych krajów Afryki. Pamięć o tym konflikcie i hekatombie, jaka stała się udziałem Nigeryjczyków, jest żywa do dzisiaj.

W 1967 r. południowo-wschodnia część Nigerii, bogata w ropę naftową, zamieszkana w większości przez chrześcijan i członków grupy etnicznej Ibo, ogłosiła secesję. Lokalni politycy oskarżali władze w Lagos o marginalizację ekonomiczną regionu, pozbawianie Ibo stanowisk państwowych i inicjowanie pogromów na zislamizowanej północy kraju. Proklamowano utworzenie Republiki Biafrańskiej. Nowy kraj, o powierzchni ok. 75 tys. km2, nazwę wziął od Zatoki Biafrańskiej, części znacznie większej Zatoki Gwinejskiej. Stolicą polityczną było Enugu, gospodarczą – Port Harcourt, zaś głównym ośrodkiem kultury – Nsukka, gdzie utworzono Uniwersytet Biafrański.

Wkrótce wybuchła wojna. Po trzech latach Biafrańczycy musieli skapitulować przed wspieranymi przez Brytyjczyków wojskami federalnymi. W trakcie konfliktu zginęło ok. miliona Nigeryjczyków. Większość z nich stanowiły ofiary głodu w Biafrze, katastrofy humanitarnej związanej z blokadą ekonomiczną, zniszczeniami w sektorze rolnym oraz rozkradaniem środków pomocowych przez obie strony konfliktu. Wypadki, które rozegrały się w Nigerii w latach 1967–1970, przeszły do historii pod kilkoma nazwami. Brytyjczycy piszą zwykle o nigeryjskiej wojnie domowej lub wojnie biafrańskiej. W nowszej, głównie francuskiej i amerykańskiej, literaturze często używa się określenia „konflikt surowcowy”, zwracając przez to uwagę na wpływ polityki koncernów międzynarodowych na jego przebieg. Z kolei badacze i społecznicy wywodzący się z grupy etnicznej Ibo, np. Herbert Ekwe-Ekwe, autor Biafra Revisited, nalegają na nazywanie wydarzeń sprzed półwiecza ludobójstwem. się w Nigerii od Ibolandu. (…) Ibo są znienawidzeni w całej Nigerii, ponieważ wszyscy zazdroszczą im talentów, bystrości i rozwiniętej smykałki” (s. 282). Refleksja mistrza reportażu zaskakuje swoją aktualnością. W południowo-wschodniej Nigerii na granicy legalności prężnie funkcjonuje szereg stowarzyszeń podtrzymujących pamięć o rebelii, wojnie domowej i eksterminacji. W działalność organizacji zrzeszających Ibo angażują się zarówno osoby starsze, doświadczone traumą wojenną, jak i młodzi, dla których pamięć o Biafrze stanowi pretekst do debaty na temat kondycji ekonomicznej i statusu politycznego regionu. Według nich ostatnie dekady potwierdziły niechęć władz federalnych wobec Ibo. Uraza ta objawia się odcinaniem lokalnych samorządów od funduszy wyrównawczych, które płyną z Abudży, chronicznym niedoinwestowaniem Ibolandu. Stare stolice biafrańskie murszeją, zabytki obracają się w pył, mosty i drogi od lat nie są modernizowane. Młodzi Ibo, kultywując wspomnienie o krótkiej niepodległości, apelują o zainicjowanie akcji afirmatywnej, zwiększenie szans – głownie edukacyjnych i zawodowych. — pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata