70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Ostatni Człowiek

„Katalog możliwości już się wyczerpał. Wielkie idee straciły ostrze na skutek ustawicznych powtórzeń; każdy ma je po prostu gdzieś” – tak brzmi diagnoza jałowej epoki zamieszkanej przez Ostatniego Człowieka, wystawiona przez Ernsta Jüngera w Eumeswil. Ta niezwykła opowieść o życiu u kresu dziejów zadziwia tym bardziej, że wyszła spod pióra pisarza, który w młodości powierzył się wartkiemu nurtowi historii.

Jünger to postać kontrowersyjna i paradoksalna: duchowy arystokrata niestrudzenie dający świadectwo swoim czasom i zaangażowany w polityczne ekstremizmy; zwolennik nacjonalizmu niechętny rządom narodowego socjalizmu; ideowy konserwatysta przytakujący radykalnym zmianom i chcący dotrzymać kroku swojej epoce. Rewolucyjne przemiany, których doświadczył w ponad stuletnim życiu (1895–1998), znalazły odbicie w jego pełnym sprzeczności dziele. A krytykom, którzy oskarżali go o apologię okrucieństwa, odpowiadał, że „nie obarcza się barometru odpowiedzialnością za tajfun”.

 

Kataklizm

Na scenie literackiej pojawia się jako sprawozdawca z okopów Wielkiej Wojny. Powieść W stalowych burzach (1920) przynosi wstrząsający opis doświadczeń, które pisarz zgromadził na froncie zachodnim, głównie we Francji (podczas walk był 14-krotnie ranny). Nie tylko przedstawia on teatr wojennego okrucieństwa, ale próbuje pochwycić ducha nowych czasów, który objawił się w Verdun i Ypres. Redukcja czynnika ludzkiego, triumf „bitwy materiałowej”, będącej w istocie konfrontacją przemysłów zbrojeniowych, starcie żołnierzy z żywiołami kształtowanymi przez technikę, z „abstrakcyjną zmiennością ruchu i ognia” rządzącą na księżycowych krajobrazach pól bitewnych – wszystko to zwiastuje kres starego świata, zmierzch tradycyjnego humanizmu i śmierć mieszczańskiego indywiduum.

Z tego doświadczenia Jünger wyciąga daleko posunięte konsekwencje po wojnie, gdy ostatecznie kończy karierę wojskową, by oddać się pracy pisarskiej i dziennikarskiej. W latach 1925–1932 daje się poznać jako prawicowy publicysta, przepełniony nienawiścią do epoki przejściowej, w której przyszło mu żyć, a która przypomina „martwy teren pomiędzy okopami”. W licznych tekstach (ich wybór zawiera tom Publicystyka polityczna 1919–1936) przypuszcza wściekłe ataki na mieszczański świat, na Republikę Weimarską – którą uważa za marionetkowe państwo, ekspozyturę związków zawodowych i obcych mocarstw – oraz na demokrację liberalną jako taką. Ta ostatnia zasługuje na zniszczenie, gdyż podporządkowuje wszystko umowie społecznej, neutralizuje pierwotne moce, zastępując je „wielką pustką, bezpłodnością i zimną pracą mózgów”.

Jünger pokłada nadzieję w rewolcie – w anarchistycznym geście zniszczenia, który musi poprzedzić wysiłek budowania „organicznej konstrukcji” nowego państwa.

Państwo to, jak twierdzi, musi przypominać narodową dyktaturę, musi podlegać nacjonalizmowi jako „wierze w siłę życiową narodu, wielkiej wspólnoty losu”. Szczególna misja przypada narodowi niemieckiemu, natchnionemu innym duchem niż reszta zachodniego świata i skazanemu na wielkość Imperium Germanicum. Liberalnej „utopii bezpieczeństwa” oraz ideologii równości Jünger przeciwstawia system wartości heroicznych, banalnej i nudnej egzystencji masy – uniesienie świętego i samotne bohaterstwo wojownika, stanowiące wyższe wcielenia człowieczeństwa.

Poświęcam tak wiele uwagi przedwojennej publicystyce Jüngera, gdyż ten okres płomiennego zaangażowania podlega przepracowaniu w całej dojrzałej twórczości pisarza, również w Eumeswil (opublikowanej po raz pierwszy w 1977 r.). Do pierwszej deziluzji dochodzi jednak znacznie wcześniej, a mianowicie po dojściu Hitlera do władzy. Autor Awanturniczego serca jest co prawda prawicowym radykałem, ale pozostaje outsiderem, myślicielem odmawiającym udziału w instytucjonalnej polityce (choć w początkowym okresie sympatyzował z NSDAP). Po roku 1933 dystansuje się od bieżącej polityki; odrzuca propozycje zajęcia miejsca w Reichstagu oraz członkostwa w Akademii Poetów, a nawet ogłasza drukiem Na marmurowych skałach (1939), powieść czytaną przez współczesnych jako metaforyczna krytyka nazizmu (dzięki utożsamieniu złowrogiej figury Nadleśniczego z Hitlerem lub Göringiem).

Przychylni mu komentatorzy powiadają, że w latach 30. obserwował ze zgrozą, jak rewolucyjna idea nabierała kształtu w osobach demagogów i katów, nie zaś majestatycznych wojowników. Ci nastawieni krytycznie powiadają natomiast, że próbował wyprzeć się ideowego pokrewieństwa z reżimem. Chętnie też wskazują na dwuznaczną postawę pisarza podczas II wojny światowej, gdy jako oficer Wehrmachtu przebywał w stolicy okupowanej Francji, gdzie zajmował się cenzurą. Owszem, utrzymywał kontakt z Picassem czy Sartr’em, o czym chętnie pisał w swoich paryskich dziennikach (po polsku opublikowanych jako Promieniowania), niemniej brał udział w ujarzmianiu francuskich elit, a zdarzało mu się też bawić w towarzystwie zbrodniarzy, takich jak Werner Brest (który wsławił się m.in. organizacją Operacji Tannenberg, w toku której eksterminowano kilkanaście tysięcy polskich intelektualistów).

Po ostatecznej klęsce III Rzeszy pisarz nie zgodził się na wypełnienie kwestionariusza denazyfikacyjnego i otrzymał zakaz publikacji w brytyjskiej strefie okupacyjnej (uchylony w roku 1949). Na długie dziesięciolecia oddał się eksperymentom pisarskim i filozoficznym, a także narkotycznym (które dokumentuje tom Przybliżenia. Narkotyki i upojenie), stroniąc od bezpośredniego zaangażowania politycznego i próbując przepracować swoje uwikłanie w ideowe radykalizmy. Polski czytelnik dopiero niedawno zyskał możliwość zapoznania się z późnymi tekstami tego pisarza – filozoficznymi (Wybór esejów o słowach i drzewach), publicystycznymi (Węzeł gordyjski) i literackimi. Eumeswil – obok Heliopolis oraz Szklanych pszczół –  to jedno z ogniw cyklu powieści fantastycznych. Jünger z tego okresu nie tylko rozlicza się z przeszłością, ale ogarnia spojrzeniem wielkie problemy globalizującego się świata. Odmalowuje rozległą panoramę zniszczeń, jaką zostawiła nowoczesność, i rozważa kondycję rozbitków z tej dziejowej katastrofy.

 

Koniec i początek

Powieść korzysta z konwencji znalezionego pamiętnika; otrzymujemy zapiski niejakiego Martina Venatora, przedłożone do druku przez jego brata. Venator jest dworzaninem tyrana Eumeswil, Condora, któremu służy zarazem jako historyk i jako nocny barman w jego twierdzy. Condor lubi otaczać się uczonymi i artystami, z którymi toczy niekończące się dyskusje na abstrakcyjne tematy, pozostaje jednak despotą, więc Martin nieustannie spodziewa się przewrotu i szykuje sobie kryjówkę w odludnym miejscu. W swoich zapiskach daje portrety członków rodziny, przedstawia swoje relacje z kobietami, dywaguje o pracy dziejopisarza. Jego opowieść jest raczej uboga w zdarzenia, wypełniona refleksjami i maksymami. Zminimalizowana akcja, fragmentaryczność i aforystyczność nie są wyłącznie pochodną konwencji pamiętnikarskiej – to również znakczasów… Ostatnich czasów, naznaczonych przez rozpad i zamieranie. Wszystko już się wydarzyło, a mieszkańcy Eumeswil żyją w erze pozorowanego ruchu i mechanicznego powtórzenia.

Venator wyświetla sobie w urządzeniu zwanym Luminarem przestrzenne obrazy historycznych wydarzeń i włącza się w nie na prawach uczestnika. Będąc nie tyle historykiem, ile „metahistorykiem”, patrzy na historię jak na „ścierwo, które zmieniło się w skamielinę”. Przede wszystkim jednak obserwuje swoich współczesnych, kreśli portret zdemoralizowanej elity i odmalowuje przesyt czasów schyłkowych, w których „historyczna materia wyczerpała się w pasji, idee straciły wiarygodność”. Daje nam ogląd świata, który przeżył apokalipsę.

Po pierwsze, pojawiają się sygnały, jakobyśmy trafili całkiem dosłownie do świata postapokaliptycznego – mowa jest o „ciosach ogniowych” (wojnie atomowej) i mutujących zwierzętach. Po drugie, otrzymujemy autorską wersję apokalipsy – to katastrofa pozbawiona eschatologii. Sprawiedliwość nie triumfuje nad złem, boski plan nie ujawnia się, życie trwa w zredukowanej i groteskowej postaci. Po trzecie, pisarz opisuje przedśmiertne drgawki wielkich idei, którymi karmiła się ludzkość. Polityka skończyła się; po rozpadzie państwa światowego część ludzkości cofnęła się do etapu barbarzyńskiego, inna część zorganizowała się w rządzone silną ręką „epigonalne państwa-miasta”. Religia wyzionęła ducha; wszyscy wyzbyli się potrzeby wiary i pogodnie zgodzili na zamknięcie w czystej immanencji. Nauka przekształciła się w metanaukę i zajmuje się wyłącznie sama sobą.

Również technika zatrzymała się w rozwoju. Jeszcze w Szklanych pszczołach (1957) Jünger formułował krytykę technicznego rozwoju (czego symbolem pozostawały tytułowe mechaniczne owady, niezwykle wydajne, choć niepozbawione żądeł). W Eumeswil technika zanikła wraz z modelem cywilizacji, który ją wytworzył. W obu powieściach pisarz zadziwia profetyczną wyobraźnią; tam przewidywał rozwój robotyki (miniaturowe żółwie, które wykrywają fałszywe banknoty, rozbrajają ładunki wybuchowe i pochłaniają zanieczyszczenia), tutaj technologii cyfrowych (Luminar przypomina hologram, a urządzenie zwane fonoforem – Internet). O ile w latach 50. skłaniał się ku konserwatywnej przestrodze, o tyle 20 lat później nie dostrzega żadnej systemowej alternatywy. „W byciu online lub offline wyczerpuje się nasza społeczna egzystencja – wyrokuje Venator. – Ideałem jest powszechne usieciowienie”. Tak przedstawia się ponury obraz świata u kresu historii, zdominowanego przez globalne mieszczaństwo, nakreślony w fatalistycznym duchu znanym ze Zmierzchu Zachodu Oswalda Spenglera.

Czy po końcu możliwe jest zatem jakiekolwiek nowe otwarcie? Jünger wkłada w usta narratora radykalne frazy o potrzebie zerwania z przeszłością (co kulminuje w jego niechęci do ojca, nazywanego „płodzicielem”), każe mu pielęgnować ideę pierwotnej dzikości i na koniec wysyła go wraz z Condorem na Wielkie Polowanie – gdzieś w nieznane, poza granice Eumeswil. Przede wszystkim jednak zleca mu inne zadanie: rozwinięcie oryginalnej strategii buntu w celu zachowania jednostkowej autonomii.

 

Anarchologia

Martin Venator dowodzi, że każdy jest anarchiczny jako dziecko, dopiero potem, w toku socjalizacji, wytraca buntowniczą energię – ojciec i matka, państwo i społeczeństwo działają niczym „obrzezania, upusty prasiły”. Energia ta odradza się w formach kalekich, takich jak nihilizm czy anarchizm, które należy przekroczyć, by stać się anarchą. Kim jest anarcha? To człowiek niezaangażowany, który „dysponuje sobą w miarę wyzwań”. W odróżnieniu od anarchisty nie jest istotą społeczną, wybiera samotność. Nie zależy od władzy, gdyż nie jest antagonistą monarchy, lecz raczej jego odpowiednikiem. W odróżnieniu od monarchy, dysponuje nieograniczoną wolnością – nie panuje nad innymi, jedynie nad sobą samym. Sceptyczny stosunek do władzy daje mu wewnętrzną swobodę – może jej służyć, nie stając się niewolnikiem, a każdy uniform, jaki nosi, działa niby peleryna maskująca albo strój błazeński.

Choć Venator polemizuje z ideą Nadczłowieka, jego refleksje zdradzają Nietzscheańską proweniencję. Tę zależność myślową odkrył już Martin Heidegger, który à propos traktatu filozoficznego Robotnik z 1932 r. napisał: „Jünger ogląda bycie zimnymi i ostrymi oczyma wszędzie jako wolę mocy – to jedyny właściwy następca Nietzschego”. W jego spojrzeniu „władza jest władzą, to znaczy jest władcza”, nie potrzebuje innych celów poza samą sobą; bezustannie potężnieje, a ideologie stanowią zasłony dla jej tajemnego rozrostu. Istnieje jednak inne źródło tego namysłu: rozprawa Jedyny i jego własność Maxa Stirnera z 1845 r., którą metahistoryk Eumeswil nazywa „pierwszą nieświętą księga świadomego egotysty”. Za niemieckim filozofem głosi on skrajny indywidualizm, odrzucenie wszelkich wartości i norm. Jego zapiski układają się w archeologiczne badanie anarchii – powiedzmy, „anarchologię” – która rozsądza idee i instytucje w perspektywie jednostkowej suwerenności: „Miłość jest anarchiczna, małżeństwo nie. Wojownik jest anarchiczny, żołnierz nie. Zabójstwo jest anarchiczne, mord nie. Chrystus jest anarchiczny, Paweł nie (…). Wolny człowiek jest anarchiczny, anarchista nie”.

Choć rozważania te mogą wydać się nieco staroświeckie (zresztą jak cała proza Jüngera), nie są bynajmniej anachroniczne. Prowokują do namysłu nad wolnością i zniewoleniem, samostanowieniem i przynależnością do wspólnoty. Każą zastanowić się nad ceną zaangażowania w bieżące stawki politycznych gier. Rzucają wyzwanie nam, mieszkańcom późnej nowoczesności, każąc skonfrontować się ze światem pozbawionym ugruntowania, poddanym zarazem prawom płynności i panowaniu rozproszonej władzy, maskującym swoją postapokaliptyczną naturę.

_

Ernst Jünger

Eumeswil

tłum. Wojciech Kunicki , Korporacja Ha!art, Kraków 2018, s. 317


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter