70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Dobro zabija. W stronę nowego przekładu Braci Karamazow

Nowe tłumaczenie Braci Karamazow Fiodora Dostojewskiego nie jest „zwykłym” przekładem. Przesądzają o tym zarówno okoliczności jego powstania, jak i przede wszystkim osoba tłumacza. Jest ów przekład jednym z ostatnich etapów intrygującej i niecodziennej drogi myślenia zmarłego ponad pół roku temu wybitnego filozofa Cezarego Wodzińskiego.

Dostojewski prześladował mnie przez tyle lat, że postanowiłem rozstać się z nim uroczyście. Czort z nim!

Cezary Wodziński w rozmowie z Januszem Opryńskim

 

Wodziński miał do Dostojewskiego stosunek osobliwy. Szczerze jego pisarstwa i myślenia nie lubił, a jednocześnie – dosłownie – nie potrafił się od nich uwolnić. Był to kontakt intymny, w którym przyciąganie mieszało się z odrazą. W centrum tego pełnego ambiwalencji obcowania, które dotykało wielu spraw pasjonujących, a może raczej (zarazem) prześladujących Wodzińskiego, była kwestia różnicy aksjologicznej. Nazywał tak różnicę pomiędzy dobrem i złem, organizującą – wraz z innymi fundamentalnymi różnicami, takimi jak prawda i fałsz, byt i niebyt, etc. – przestrzeń, w której wszyscy żyjemy. Różnice te determinują sposób naszego codziennego postrzegania i pojmowania świata, stanowiąc zarazem dla nas jego metafizyczny fundament.

 

*

Wedle Wodzińskiego, w czym był wiernym sprzymierzeńcem Szestowa i Heideggera, przede wszystkim zaś Nietzschego, różnica aksjologiczna stanowi kaganiec, uniemożliwiający dotarcie do sedna rzeczy; maskę zakrywającą prawdę bycia; koleinę, po której nasza cywilizacja w imię moralnych racji – tj. z hasłem dobra na ustach – stacza się po równi pochyłej w otchłań XX-wiecznego piekła. Piekło to, na co niechybnie wskazują różne współczesne zdarzenia, tylko chwilowo jest już za nami.

Najlepiej oddają to mroczne przekonanie, i po części zapewne też doświadczenie, jedne z ostatnich wypowiedzianych za życia filozoficznych słów Cezarego Wodzińskiego, które zapamiętała jego żona Justyna Górecka: „dobro zabija”. Dobro sprowadzone do moralnej wartości, krzewione jako powinność, egzekwowane jako norma, w sposób podstępny, ale nieuchronny staje się narzędziem obłudy, presji, przemocy, a ostatecznie – w przypadku niesubordynacji – potępienia i wykluczenia, aż po groźbę (i nie tylko) eksterminacji.

W ten sposób w z pozoru klarownie uporządkowaną za sprawą różnicy dobro – zło przestrzeń świata wkrada się pomieszanie i zamęt. „Dobro” staje się obliczem zła i zamienia się z nim miejscami. Obie strony różnicy ruszają w transowy, opętańczy taniec, w którym wypolerowaną moralnymi racjami pał(k)ą dobra wszyscy nawzajem okładają się po głowach.

Że tak faktycznie jest – tj. że spetryfikowane różnice, opisujące i organizujące nasz świat, ostatecznie są źródłem (o)presji i pomieszania – nie chcemy na co dzień wiedzieć. Stan permanentnego, diabelskiego zamętu, do którego doprowadza próba nadania rozumnego, aksjologicznego porządku, chcemy zamieść pod dywan, zepchnąć w nieświadomość mocą wyparcia i racjonalizacji. Człowiek bezmyślnie, uparcie, nie licząc się z intelektualnymi kosztami, chce utrzymać przeciwieństwo aksjologicznego porządku oraz chaosu. Jest oczywiście zrozumiałe, że wysilamy i prężymy intelektualne muskuły, tworząc teorie i struktury społeczne podtrzymujące, na ile się da, aksjologiczny porządek świata. Któż bowiem o zdrowych zmysłach wolałby zamęt od ładu, świat chaotycznej dezorientacji od świata zorientowanego wedle moralnego azymutu. Niezrozumiałe jest jednak i świadczy o bezmyślności, kiedy zupełnie pomija się skandaliczny, ale zdaniem Wodzińskiego niewątpliwy fakt ścisłej korelacji starań fundujących ład z radykalnością zamętu, który się w konsekwencji (prędzej czy później) pojawia.

I właśnie tu Wodziński spotyka się z Dostojewskim, i właśnie dlatego to spotkanie nie może mieć końca, choć sam Wodziński próbował je – jak wspominał wielokrotnie – definitywnie zakończyć książką Trans, Dostojewski, Rosja[1]. Pisząc z niej recenzję dla „Przeglądu Politycznego”, notowałem przed dekadą: „Dostojewski (…) jest dla Wodzińskiego najpełniejszym dziejowym wyrazem transowej istoty Rosji. Nie da się go zrozumieć bez jej źródłowego oglądu. Jak każdy »rasowy« Rosjanin, Dostojewski jest raskolnikiem. Mieszkańcem świata nieznośnego zamętu i pomieszania wywołanego zamętem aksjologicznym. Ta nieznośność zmusza każdego raskolnika do próby wydostania się. Dostojewski jest jednak raskolnikiem szczególnym. Sytuacja Raskoła jest dla niego dosłownie nie‑do‑zniesienia. Podejmując próbę wydostania się, wie, że nie ma na świecie miejsca, w które można by się ewakuować. Jakiekolwiek »po tamtej stronie zamętu« jest dla niego niemożliwe. Wyjątkowość Dostojewskiego polega na tym, że jako pierwszy zrozumiał piekielną ostateczność Raskoła. Pojął nieodwracalność tego zmącenia, które wszystko pochłania i nic nie zostawia na zewnątrz. Obejmuje cały świat. Również Zachód, którego »ład« metafizyczno-aksjologiczny jest z perspektywy Rosji tylko sztucznym, pozornym zatrzymywaniem pierwszego momentu transowej dialektyki. Wir Raskoła, oglądany oczami pisarza, wchłania w swą »immanencję« wszystko, co jako nie-zmącone pozwoliłoby na restytucję aksjologiczno-metafizycznego porządku”[2].

 

*

Dostojewski i Rosja oglądana jego oczami były dla Wodzińskiego ostatecznym potwierdzeniem własnej diagnozy dotyczącej immanentnego związku aksjologicznego ładu z aksjologicznym zamętem. Więcej, pozwalały z tej diagnozy wyciągnąć ostateczne konsekwencje. Różnica dobro – zło to ze swej istoty wir, czyli ciągła zamiana miejsc i podszywanie się pod siebie obu stron różnicy. Zatem zachodnia racjonalność, inkorporując tę różnicę w świat, aby wprowadzić w niego ład, rozwiera w jego moralnie indyferentnym brzuszysku wielką dziurę chaosu, zwaną przez Greków otchłanią, a w chrześcijaństwie piekłem. Zachód jest, przypominającym równowagę chwiejną, staniem na jego krawędzi. Rosja zaś jest zapadaniem się w tym żywiole. (Co odwraca tradycyjną optykę Rosji jako peryferii Zachodu, który sam okazuje się teraz jej zacierającym się marginesem).

Przerażająca prawda o istocie naszego świata, otwierająca się w otchłaniach Dostojewskiego… Kto miał odwagę i czelność zajrzeć tam i naprawdę ją pojął, ten wstrząśnięty i osłupiały chce uciekać. I nie inaczej chciał Wodziński. A jednak Rosja Dostojewskiego go nie wypuściła. Powiedzmy uczciwie, nie mogła go wypuścić, bo nic innego poza nią w naszym świecie nie ma. Wszyscy żyjemy w Rosji, wszyscy jesteśmy – do kroćset – bohaterami powieści Dostojewskiego! A Wodziński wiedział o tym jak nikt.

Myślę, że pamiętał o tym nawet wtedy, gdy myślał o zakończeniu tej kłopotliwej znajomości. „Wejść w świat Fiodora Michajłowicza to jak wpaść w studnię bez dna” – od tych słów zaczyna swoją książkę o Dostojewskim. Wodziński, doświadczywszy otchłani jego (naszego) świata, zrozumiał być może po raz pierwszy tak dobitnie, że nie ma z niej wyjścia poprzez restytucję aksjologicznego ładu. Że jedyną szansą jest myślowa transgresja, która poszukuje perspektywy „poza dobrem i złem” w samym sercu… otchłani. Taka próba oznacza zaś przezwyciężenie podwalin (zachodniej) racjonalności, czyli transowe stawanie na granicy logosu, poza którym nie ma nic. A dokładnie jest tylko NIC, czyste Bycie, zupełnie Inne (niż byt i jego logika), którym z pewnością nie jest aksjologiczny do szpiku kości Bóg chrześcijańskiej metafizyki. Owo Nic, Bycie, Inne nie jest jednak czymś poza różnicą, ale rozwierającą się w niej otchłanią, która wprawia różnicę w opętańczy trans.

Skoro więc nie ma nic poza otchłanią… Dostojewskiego, to Wodziński, mając w 2005 r. nadzieję porzucić jego świat, totalnie się łudził i mylił. Stąd nie ma wyjścia. Tylko rozpędzony do granic możliwości kołowrót dobra i zła odsłania Inne. Patrząc z tej perspektywy, spotkanie Wodzińskiego z Januszem Opryńskim nie było „zwykłym” spotkaniem. Kiedy bowiem Opryński poprosił go o pomoc w teatralnej adaptacji Braci Karamazow, to w zarysowanej przez nas ontologicznej perspektywie było to jak wezwanie ze strony samego Bycia, które – bez różnicy – można nazwać diabelskim lub boskim.

Opryński, posłaniec – nie wiadomo – Boga czy czarta, natrafił zrazu na opór, zdradzający rzadki u Wodzińskiego przestrach. Nic dziwnego, bo to przecież znów przemówiła ta diabelna otchłań. Pierwsza reakcja była więc obronna: „Nie wiem, czy przypominasz sobie – relacjonował – moją pierwszą reakcję, która – nazwijmy to delikatnie – była niechętna. Pomyślałem sobie: następny słowiański histeryk o mentalności licealisty, który Dostojewskiego naczytał się i teraz chce coś z tym zrobić. Wkrótce okazało się, że sprawa jest bardziej skomplikowana”[3]. Powrót do Dostojewskiego – wytrwanie do końca przy nim, mimo całej odrazy – był w przypadku Wodzińskiego kwestią wierności własnej drodze myślenia. Tej wierności bez Opryńskiego jednak by nie dochował: „Do Dostojewskiego wróciłem tylko z jednego powodu. Jeden z moich przyjaciół podjął iście karkołomne wyzwanie. Postanowił wystawić w teatrze Braci Karamazow[4]. A co było potem? Potem była wielka transowa przygoda, z której narodził się nie tylko niesamowity spektakl Teatru Provisorium, nie tylko szereg lubelskich wykładów i seminariów Wodzińskiego, ale też – jako zwieńczenie – przekład całej powieści. Przekład nie tylko znakomity, na miarę językowego i filozoficznego kunsztu Wodzińskiego, ale też niesamowity, na miarę opisanych, transowych okoliczności.

 

*

Uwaga na koniec: bez wątpienia najlepszą drogą do tego, aby odkryć przekład Wodzińskiego, jest teatralna adaptacja Opryńskiego. Droga ta stoi otworem, ponieważ zapis spektaklu jest dołączony do książki w formie płyty DVD. Dzięki temu możemy usłyszeć, czy sprawdza się jako żywe słowo. A sprawdza się, owszem, i to jak! Spektakl jest również znakomitą sposobnością do zasmakowania atmosfery, która towarzyszyła opisanym powyżej zdarzeniom. Co więcej, może być niesamowitą pomocą w odkrywaniu otchłani Dostojewskiego, a tym samym opisującej ją myśli Wodzińskiego. Artystyczna koncepcja tej inscenizacji sięga tak głęboko w świat Braci Karamazow, że nie ma najmniejszych wątpliwości: mogło się to wydarzyć wyłącznie dzięki spotkaniu artysty i myśliciela. W spektaklu Opryńskiego uczestniczy nie tylko Wodziński tłumacz, ale też Wodziński filozof. Gości tam jako daimonion lub po prostu demon, który – nie mogło być inaczej – zaraził lub, kto wie?, opętał reżysera transową wykładnią Dostojewskiego. A on z kolei tchnął w nią nowe życie. Lapidarnie: dzięki spotkaniu dwu inspirujących się wzajemnie demonów zjawia się ten trzeci – Dostojewski. Spójrzmy przez chwilę na scenę. Kwestia zasadnicza, czyli Raskoł – świat jako wywołujący zamęt kołowrót (dobra-i-zła). Przed nami inscenizacja zamknięta w kolistym ruchu scenicznego okręgu, który zatrzymuje się tylko na chwilę, dla ukazania kolejnych scen, a potem powraca do opętańczego, koło‑wrotnego wirowania. A kulminacja spektaklu – słynna przypowieść o inkwizytorze i Chrystusie? I ona (przede wszystkim ona) ów Raskoł oddaje dzięki genialnemu – demonicznemu doprawdy – zabiegowi:

 

„J.O.: Zawdzięczam też tobie ten rodzaj odwagi, że powierzyłem jednemu aktorowi, czyli Adamowi Woronowiczowi, grę starego Karamazowa, Diabła i Chrystusa.

C.W.: To był niezwykły pomysł, niezwykła intuicja, trafienie w samo serce świata przedstawionego u Dostojewskiego, i to się sprawdziło (…). A przecież nie był to pomysł tylko formalny, dotykał bezpośrednio głębokiej tkanki myślenia rodem z Dostojewskiego.

J.O.: Tak właśnie pomieszaliśmy świat wielkiej literatury, świat filozofa, świat teatru, świat aktorski, które w jakiś sposób się dopowiedziały”[5].

_

[1] C. Wodziński, Trans, Dostojewski, Rosja, czyli o filozofowaniu siekierą, Gdańsk 2005.

[2] P. Augustyniak, Dostojewski bez-gruntu, „Przegląd Polityczny” 2005, nr 73/74, s. 177.

[3] C. Wodziński, J. Opryński, Dostojewski, Nietzsche i inni, „Przegląd Polityczny” 2016, nr 137, s. 160.

[4] Bracia K. Rozmowa Janusza Opryńskiego i Cezarego Wodzińskiego, w: Teatr Provisorium, Bracia Karamazow [program przedstawienia].

[5] C. Wodziński, J. Opryński, Dostojewski, Nietzsche i inni, dz. cyt., s. 162.

 

Fiodor Dostojewski

Bracia Karamazow

tłum. Cezary Wodziński

Centrum Kultury w Lublinie, Lublin 2015, s. 836

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter