70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Coraz bliżej albo coraz mniej

Wysłuchuję czasem w mediach wzruszającego apelu o ratowanie życia w Puszczy Karpackiej. I niby nie chodzi o życie człowieka, lecz świata poza nim, kilku gatunków ptaków. Jednak ten świat pozostaje w rękach człowieka, a jeżeli zdecyduje się on na taki akt ratowania, będzie ratował także świat człowieczy, świat dla siebie.

26 marca 2019 r.

Dlaczego to robimy? Dlaczego pozwalamy sobie wierzyć, że mamy takie prawo?

Pół wieku temu zobaczyłam Mierzeję Wiślaną. Wysiadłam na przystanku autobusowym Skowronki. Jeden samotny dom poniemiecki przydzielony repatriantowi, krótki spacer, ścieżka przez cudowny, gęsty las sosnowy, złota wstążka plaży i oddech spokojnego morza, którego nic nie zakłóca. Potem okazało się, że ta wspaniała nić rozciąga się z jednej strony aż do Krynicy Morskiej, z drugiej – ku zachodowi, w którego stronę biegną kolejne miejscowości nad spokojnym Zalewem Wiślanym.

Po I wojnie światowej i odzyskaniu przez Polskę niepodległości nasze wybrzeże to była tylko wąziutka i szczupła nitka Półwyspu Helskiego, gdzie Bałtyk oddzielony był paroma miejscowościami od Zatoki Puckiej. To wtedy na kilku wioskach zaczynało się i kończyło całe nasze wybrzeże, a sam Hel stanowił niemal granicę państwa. Po II wojnie doszła jeszcze Mierzeja Wiślana. Teraz ma być otwarta, ma być zdewastowana, bo podobno trzeba ją przekopać, by dostać się do zatoki wiślanej i nowych miast. W miejscu przekopania wycięto już cały las, reszta to dopiero plan, przy którym nikt nawet nie zapytał o rezultaty. Jeszcze tego nie zobaczyliśmy i nie wiadomo, jak się to dokona, wiadomo jednak, że zginie dzisiejszy spokój rybaków i szukających piękna wędrowców patrzących na cichą wodę, na której tylko łabędzie podejmują lot nad samą powierzchnią. Mierzeję Wiślaną raz na zawsze przetnie konstrukcja, której ani funkcji, ani nawet wyglądu nie jesteśmy dziś w stanie przewidzieć, ale nikt się tym nie przejmuje. Zrujnujemy zatokę, dotąd cichą i czystą, zamieni się ona raz na zawsze w rów komunikacyjny, o którym poza spekulacją gospodarczą niczego jeszcze powiedzieć nie potrafimy. Nawet tego, czy woda w zatoce ocaleje jako woda, źródło życia. Można ogłosić, że nie liczą się ani morze, ani zatoka, ani piękno złocistej plaży nad samym Bałtykiem, że to my, władcy rozkazów i finansów, decydujemy, w którym kierunku płynąć mają rzeki i kiedy to, co jest raz stworzone i dane, zupełnie przestanie mieć znaczenie. Jeszcze nikt nie próbował odpowiedzieć, jak potoczy się przyszłość dłuższa i dalsza niż interes bieżący, życzeniowy, zarysowany jako najbardziej upragniony. Na teraz. A to, co potem, nie musi w ogóle liczyć się dla nikogo.

27 marca 2019 r.

Wysłuchuję czasem w mediach wzruszającego apelu o ratowanie życia w Puszczy Karpackiej. I niby nie chodzi o życie człowieka, lecz świata poza nim, kilku gatunków ptaków. Jednak ten świat pozostaje w rękach człowieka, a jeżeli zdecyduje się on na taki akt ratowania, będzie ratował także świat człowieczy, świat dla siebie. Pamiętamy, jak parę lat temu toczyła się beznadziejna walka o Puszczę Białowieską, walka, z której pozostał przedziwny spór o to, czy wywalczony wreszcie zakaz wstępu do puszczy (mający na celu ograniczenie dewastacji drzewostanu przez pojazdy ścinające drzewa) pozostaje uprawniony…

28 marca 2019 r.

Jest w twórczości Jana Józefa Szczepańskiego relacja wspomnieniowa sprzed lat kilkudziesięciu. Pisarz z rodziną przyjaciół ogląda lot kosmonautów starających się pokonać przestrzeń między Ziemią a Księżycem. Uderza go zmiana tonu ludzi dotąd jakby zatopionych w swojej technice: zobaczyli kulę ziemską, która wywołała w nich zachwyt. A potem zaczynają czytać Biblię i jest to przynoszący ulgę pisarzowi akt pokory i mądrości człowieka uzbrojonego przecież w fantastyczne umiejętności wiedzy i techniki.

„Rosnący od dołu cień pochłonął już większą część obrazu. Zdawał się nieść ze sobą martwą, lodowatą ciszę chaosu. I oto z tej ciszy dosięgły nas słowa wypowiadane z przejęciem i powagą, wobec których wszystko, co słyszeliśmy dotychczas, wydawało się nam bełkotem: »Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię…«

Kosmonauci czytali kolejno wersety Genesis.
»I Bóg rozdzielił światło od ciemności…«

Doznałem uspokojenia i po chwili uświadomiłem sobie, dlaczego, na tę niebywałą, nową drogę wkracza człowiek cały. Nie arogancki, zadufany w swych przyrządach parweniusz, witający gwiazdy mamrotem infantylnego slangu, otwierający nową erę podobnym do lekceważącego splunięcia »okay«. Człowiek mimo wszystko, cały – nie oderwany od korzeni, z sercem wypełnionym odwiecznymi przeczuciami i nadziejami, z sercem wiernym odwiecznej poezji. Z sercem znającym nie tylko dumę, lecz i pokorę” (Koniec westernu).

*

Chciałoby się odnowić tę ulgę i tę nadzieję teraz, gdy znowu trzeba bronić stworzonego dla nas daru. Który powinien i musi pozostać  nienaruszony.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter