Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Ks. Andrzej Bardecki dobroć i wierność łączył harmonijnie z niewzruszoną odwagą mówienia w oczy prawd trudnych i bardzo trudnych.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Jest jesień wspominania tragicznych wydarzeń. Jest także poczucie obowiązku i głębokiej wdzięczności dla ludzi kiedyś heroicznych do ostatnich granic. Tak łatwo zapomnieć o wszystkim, czym nas obdarowali

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Jerzego fascynował świat pełen piękna i niespodzianki, przed bylejakością umykał jak najszybciej, tzw. twórca średni nie miał u niego szans.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Wspominając lata posłowania, mówię sobie nieraz: przede wszystkim nie wolno było rezygnować z dialogu z tymi, którzy takich jak ja ogłosili wrogami w imię wspólnej wiary. Także wtedy gdy całkowicie różniliśmy się w naszych projektach i ocenach. Na głowie trzeba było stanąć, a podejmować ciągle nowe próby uczynienia czegokolwiek dobrego razem. A przede wszystkim z Bożą pomocą wymazywać z własnej podświadomości pogardę.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Ta fotografia należy do najstarszych, jakie posiadam. Przedstawia gmach Collegium Phisicum w Krakowie, znajdujący się obok Collegium Novum. Przed frontonem stoją chłopak z dziewczyną.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Wysłuchuję czasem w mediach wzruszającego apelu o ratowanie życia w Puszczy Karpackiej. I niby nie chodzi o życie człowieka, lecz świata poza nim, kilku gatunków ptaków. Jednak ten świat pozostaje w rękach człowieka, a jeżeli zdecyduje się on na taki akt ratowania, będzie ratował także świat człowieczy, świat dla siebie.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Dom górali nazywał się „Na skale”, a wszystko działo się kiedyś, dziesiątki lat temu. Dziś nie ma już tam ani mieszkańców, ani przyjezdnych, pozostała tylko tablica pamiątkowa, czasem dająca okazję do obchodów.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Czuję, jak te małe paluszki zdają się otulać moje własne. Będzie mi bardzo dobrze tak zostawać na długie godziny nad jego małą główką i naszymi połączonymi rękami.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Ostatnia niedziela grudnia obchodzona jest w Kościele jako święto Świętej Rodziny. Tym razem było to wspaniałe, bo rozbłyskujące na całą parafię, osobiste święto tych właśnie moich przyjaciół.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Pamiętam do dzisiaj, kiedy wiele lat temu podeszłam z opłatkiem do przeciwników ideowych czy politycznych, a oni udali, że tego nie widzą. Wtedy wydało mi się to nie do przyjęcia.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Istotą wspólnoty jest formuła pierwszej osoby zamiast drugiej w każdym akcie liturgicznym: my wszyscy, a nie my i wy. I zgodnie z soborem, to my klęczący przed tamtym rocznicowym ołtarzem usłyszelibyśmy: „Przekażmy sobie”, a celebransi zeszliby ze stopni ołtarzowych, żebyśmy sobie uścisnęli ręce nawzajem jako jedna wspólnota, a nie dwie osobne grupy.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Przez te lata na jej prostotę, ofiarność i piękno, trudne do pojęcia, a tym bardziej naśladowania, patrzyliśmy wszyscy, bliżsi i dalsi, z poruszającym nas podziwem.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Jest w Ewangelii bardzo niewiele słów Maryi jako opiekunki Syna Bożego, wypowiadanych przez te wszystkie lata, gdy Ona, rzeczywista matka, a wraz z nią i jej realny towarzysz, a tylko opiekun, służyli w 30-letnim życiu ukrytym Syna Bożego.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Jak brzmią słowa, które do nas wypowie opieka? Bo mogą zabrzmieć jak pewność, autorytarna konstatacja. A dla nas, ludzi starych, będzie to stwierdzenie: „Ja wiem lepiej od ciebie. I to, co ja wiem, dotyczy ciebie, a nie mnie”.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Liturgia to „tajemnica między Bogiem a ludźmi”. Teologia zbawienia. To jest więcej niż owo „udzielanie chleba z ołtarza”. W liturgii Kościoła każda „tajemnica między Bogiem a ludźmi” dokonuje się na ołtarzu i pod dwiema postaciami. Tylko w więzieniach, w jakichś kazamatach okruszek chleba staje się namiastką Komunii.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Zaczynam marzyć o rozmowie zupełnie innej. Z mistrzem, który na pytanie odpowiada z namysłem, który waży słowa nie dlatego, że nie wie, jakich użyć, ale dlatego, że są dlań instrumentem wielkiej tajemnicy mądrości, przekazem z poszukiwań, a czasem także ze zbierania owoców, które dojrzewają pomału, w tym w godzinach milczenia.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

A może zacząć trzeba od tego, że owo „tak” i „nie” „bez światło-cienia” to moja własna miara wierności i zawierzenia, tylko moja własna. Nie zaś adresowana do bliźniego, któremu natychmiast chce się wystawić cenzurkę ze stopniami, jakąkolwiek samoocenę wykluczając.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Badacze mówią o starzeniu się społeczeństwa, co miałoby oznaczać coraz gęstszy świat seniorów bez kłopotu przekraczających barierę stulecia. Ale to między nami, seniorami, pulsuje teraz właśnie otwierający się inny świat. Świat najmłodszego „czwartego pokolenia”.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Poczucie „sprawiedliwości” mamy niebezpiecznie rozchwiane. Nieustająco odnosimy je do innych, innym – nie sobie samym – stawiamy wymagania. My sami to ludzie, którym się „należy”. Nie ma nic bardziej powszechnego niż zjawisko odmawiania współczucia, często w imię wyroków wydawanych pod hasłem „sprawiedliwość”.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Coraz mniej chodzi o Polskę, aż wreszcie przestajemy o niej mówić, myśleć, i troskać się, a nasz przekaz telewizyjny traci ostatnią rację swojego istnienia.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

To właśnie potrzeba znaku rośnie w nas, w miarę jak odnajdujemy się i coraz głę­biej wchodzimy w świat wartości, więcej: w świat odnalezionej wiary w wartości. Czy nie jest para­doksem, że ścieżka milczenia odnajdywana jest w pewnej chwili jako ta, która prowadzi najpew­niej i najdalej?

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Najgorsze byłoby, gdybyśmy uwierzyli, że wybudowanie dla potrzeb muzeum nowiutkiej barykady i pojedynek wygrywany z pseudobronią w ręku, a wrogiem na niby równają się ciężarowi prawdziwej historii, w której już nie bierzemy udziału. Czy nikt nie pyta, w którym momencie udawanie zamienia się w rzeczywistość i tak jak tlący się płomyk otwiera czeluść pożaru niemającego granic?

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Jan Paweł II patronujący naszej epoce wiele razy dokonywał oceny przełomu epok i dzisiejszej perspektywy. Są w tej ocenie nuty bardzo surowe i pesymistyczne, a nawet nawołujące do sprzeciwu i odrzucenia.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Nie uciekniemy od pytań o to, czym zaowocuje tym razem jawnie demonstrowana religijność władzy państwowej. Czego będzie gwarantem, a w czym nabierze bardzo niebezpiecznego charakteru formuły pustej, koniunkturalnej, a nawet faryzejskiej?

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

A jednak to nieprawda, że ta ostateczna starość jest jakąś pustelnią, w której pomału znikamy. Zadziwiającym zwrotem kalendarz wydarzeń nie tylko przyspieszył niewyobrażalnie, ale jakby zmienił kierunek o 180 stopni. Doświadczenie biegnących godzin przynosi sygnały alarmowe.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Nasze dzielenie się opłatkiem – niewytłumaczalna próba usprawiedliwienia gestu, który albo jest pozorny, a nawet fałszywy, albo powinien być wyspowiadany do samej najboleśniejszej prawdy o pustym geście, a więc o kłamstwie.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Szczególnym darem staje się w tej mierze to krótkie stwierdzenie ks. bpa Rysia, że Ojcze nasz jest jedyną modlitwą podarowaną nam przez samego Syna Bożego, a więc ze środka wieczności, a przeznaczoną, by nią mówić do Boga.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

I tak podzielimy się w sposób, jaki zaczynamy oglądać dzisiaj coraz częściej, za każdym razem stwierdzając, że pęknięcie między nami sięga jak szczelina na Orlej Perci w Tatrach coraz głębszych przepaści.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Teraz staram się z relacji, podsumowań, tematów rozmów wybierać to, co najlepiej pomoże odczytywać i doceniać dar, który dostaliśmy.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Gdy rozmowa staje się sporem, bliźni może z niej zniknąć. W najważniejszych sprawach, o które się dziś spieramy, zaczyna nam brakować bliźniego. A gdy spór staje się walką, przeciwnik zamienia się we wroga.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Nie wszystko, co ulotne, musi być oprawione w okładki, nie każdy wygłoszony pięciominutowy felieton zasługuje na utrwalenie. Zgoda na system wolnego rynku na pewno nie uratuje na przyszłość tego bezcennego daru, jakim dla człowieka jest słowo.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Następny dzień starzenia się może przecież otworzyć pustkę. Było w pamięci i nagle już nie ma, było w wyobraźni i nagle cisza zamiast dźwięku, szara plama zamiast zarysu twarzy.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

To, co chcemy zostawić innym ze swojego życia, od razu staje pod znakiem zapytania. Czy się im przyda? Czy ktokolwiek na to czeka?

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Utwierdzam się w przekonaniu, że właśnie u końca życia jeszcze oczywistsza staje się żywa odpowiedzialność nie tylko za przeszłe, lecz za to także, co się właśnie dokonuje.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Chrześcijaństwo całym swoim nauczaniem i tajemnicą skierowuje nas ku wieczności, ale odrzucenie odpowiedzialności za świat byłoby tylko krótkowzrocznością i egoizmem. Nowa wędrówka ludów, najbardziej dramatyczne wydarzenie XXI w., tę krótkowzroczność uwydatnia niesłychanie ostro.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo Coraz mniej

Czy wolno będzie przywołać „nie swojego”, bo po prostu poi spragnionych? Czy można będzie czytać wiersz, odmawiać psalm, słuchać muzyki, niezależnie od epoki, z której je czerpiemy? Mądrość i więź między ludźmi pozostają przecież tą przestrzenią, która nas niesie ku końcowi, jak wierzymy, najwyższej nadziei.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo Coraz mniej

To samo wkraczanie komercji znać na wielu cmentarzach. Coraz bardziej kontrastują ze sobą mogiły przyznawane komunalnie i okazałe marmury na dużych przestrzeniach wykupionych na własność, gdzie nieraz kamień na grobie ściga się wspaniałością z innymi marmurami, a napis o zgonie nie posiada jeszcze daty.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Staram się, przynajmniej dzwoniąc do ciebie, rozmawiać o przeszłości, którą żyjemy obie. Odnajdujemy się na ścieżce naszych dawnych i bardzo dawnych wspólnych wspomnień. Drugą ścieżkę odkrył niedawno proboszcz, uruchamiając także na twoje potrzeby domowego szafarza Eucharystii. Na resztę odpowiedzi: „Kiedy dojdziemy?”, pozostaje nam czekać, tak samo tobie jak mnie.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Wizja końca świata, wstrząsający sąd opisany w Ewangelii według św. Mateusza i w Apokalipsie św. Jana, przynosi słowa najwyższej nadziei – klucz do zbawienia: byłem głodny, byłem nagi, byłem w więzieniu, a przyszliście mi pomóc…

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

I w polityce właśnie, prócz słów wielkich i największych, szczególną rolę odgrywa od niedawna piosenka patriotyczna. Ma ona inny ciężar gatunkowy niż słowa święte, ale jest zbudowana na tej samej zasadzie przywoływania patosu i najwyższego rejestru emocji. Ktoś kiedyś może pokaże, na czym polega siła motywacyjna, dzięki której piosenka towarzyszy nawet najbardziej dramatycznym momentom życia społecznego, niosąc jednak ogromną łatwość zastępowania prawdy przez autosugestię i złudne poczucie, że śpiewający o czymś wielkim to ten, który do tej wielkości sam dorasta.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Kiedy się patrzy wstecz na swoje życie, choćby z okazji jubileuszy czy szczególnych dat obchodzonych uroczyście, jednym z uczuć, które temu towarzyszą, jest poczucie wdzięczności. Dotyczy ono bardziej osób niż przeżyć czy wydarzeń.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

A przecież to wcale nie jest koniec zmian, które o zachodzie słońca można dostać w wyroku losowym. I chociaż zmysły, o czym świadczą moi bliźni, mogą być zastąpione przez świat tak tajemniczy jak ciemna noc zmysłów mistyków albo artystów, w której obecne są nawet kolor, dźwięk i dotyk mimo ślepoty, głuchoty czy braku mowy, to przecież jeszcze jest otwarty ciemniejący horyzont, za którym rozlewa się zwyczajne ludzkie niedołęstwo.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Pytanie: „Dlaczego ja nie mogę?”, kierowane do Pana Boga nie jest ani właściwe, ani mądre, a przecież Jego stworzenie nieustannie je zadaje.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Wiadomości ze świata, a nawet z najbliższego miasta, docierają coraz trudniej, gdy się samemu nie może przeczytać ani litery. Wiele umyka i chyba dlatego tyle we mnie poczucia niepewności, co do tego ile jeszcze przede mną wydarzeń, które zamienią się w rozstanie albo niepogodzenie z rozstawaniem.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Wiara otwarta to nie jest ogródek ani tym bardziej oranżeria, dla specjalnego gatunku wiernych, ale coś, co człowieka wyraża najgłębiej w jego prawdzie. Nie jest to zatem, jak się wielu obawia, wiara prywatna, ale osobista, najgłębiej własna, bo tylko taka odpowiada na ewangeliczne przesłanie.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Świętowanie pączkuje oceanem prezentów, ale wcześniej czy później dotrze ono do kolędy i gwiazdy nad stajenką. Ta zaś pojawia się w każdym skrawku świata, zawsze bliska miejscu, w którym powstała, nawet jeśli w żaden sposób nie przypomina stajenki z Betlejem.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

„Żegnanie się z życiem”, jako funkcja świadoma, nie musi być udziałem każdego starego człowieka. Odchodzą przecież i tacy, którzy nie mieli nawet czasu, by stanąć przed tą możliwością, usypiając łagodnie albo wręcz nieświadomie. „Żegnanie się z życiem” może być jednak ostatnim obowiązkiem – tak oczywistym jak wdzięczność: troska o to, by nie zgasła pamięć o tych, którym zawdzięczamy wszystko albo bardzo wiele i którzy zasługują na wdzięczność także kolejnych pokoleń.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

„Coraz mniej” – to jest normalne i tak to właśnie trzeba widzieć. Coraz mniej listów, nawet gdy są wyczekiwane jako odpowiedź na list wysłany. Coraz mniej telefonów, bo nawet sięgając po aparat, słyszy się jedynie zaproszenie do nagrania komunikatu. Coraz bardziej pusto.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Podtrzymywanie życia za wszelką cenę staje się coraz bardziej możliwe, i to do tego stopnia, że zaczyna niepokoić i odtrącać.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Dlaczego na starość mamy tak dużo pytań? Dlaczego to nie pytania podlegają prawu „coraz mniej”, do niedawna traktowane jako część nabytego doświadczenia? Dlaczego obawy zdają się w tych pytaniach dominować nad nadzieją na odpowiedź, która by uspokajała i nasycała?

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Nieoczekiwany wybuch możliwości komunikowania się sam z siebie stanowił wymiar przestrzenny nieograniczony, na który musiała przyjść odpowiedź.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Troska o duszpasterski przekaz nauki Karola Wojtyły i o pieczołowitość w zachowywaniu wszystkich świadectw wydają mi się bez porównania ważniejsze niż upamiętnianie świętego przez sam tylko kult, w którym wielką rolę odgrywają pamiątki lub prywatne zwierzenia ludzi.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Nasza zdolność do współodczuwania, z którą pewnie przychodzimy na świat, za sprawą doświadczeń albo w nas rozkwita, albo daje się – niestety – wyrwać z korzeniami. Może dochodzić do głosu wcale nie wtedy gdy jest usprawiedliwiona albo wręcz potrzebna, tylko wtedy gdy nas na nią nakierowują przekazy dziennikarskie.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Dlaczego więc nie mielibyśmy po tamtej stronie pomagać w jakiś nieznany nam teraz sposób w tym wszystkim, co na ziemi próbuje się zrealizować tak, jak chcemy najlepiej?

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Przed grozą musimy się bronić, albo przynajmniej pocieszać, prognozami.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Przez moment zdaję sobie sprawę, jak strasznie zubażam siebie, narzekając na biedy widoczne gołym okiem, tak łatwo wyolbrzymiane, jeśli się o niczym innym nie potrafi pamiętać.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Człowiek niekochany u progu życia to człowiek na pewno zagrożony i pokrzywdzony w stopniu, którego naprawa staje się trudna jak wspinaczka na ośmiotysięczniki.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Historia zbawienia ma początek i dzieje się naprawdę; jest umiejscowiona w czasie, w materii, w przestrzeni, we wszystkich ziemskich i ludzkich wymiarach.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Napisałam już, jak bardzo w starości potrzebny jest pomocnik w szukaniu sensu każdego dnia i każdej godziny przedłużającej się ponad miarę egzystencji.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Kiedy zejdziemy na poziom, w którym słowo może być po prostu nieobecne, powstają nowe znaki zapytania – o niezbędność słowa, jako więzi między ludźmi. Jakie powinno pozostać, żeby jego brak nie krzywdził? Kiedy należy uszanować milczenie, a kiedy odebrać je właśnie jako Norwidowski znak ostatecznego smutku i opuszczenia? Kiedy przerwać milczenie, a kiedy się wycofać? Czego nie nadużywać, a co odrzucić jako fikcyjną łączność?

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Nędza we wszystkich jej przejawach towarzyszy historii człowieka i to się nie zmieni. Optymista powie, że właśnie w tej mierze robimy postęp i że jest bardzo wiele i coraz więcej pocieszających konstatacji: umiemy ratować i chcemy ratować, odkrywamy, jak możemy to robić.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Czy świat jest dla wierzącego przeciwnikiem, z którym trzeba się zmagać i nie pozwolić mu nad sobą zapanować? A może polem posłannictwa, z którego żaden skrawek nie jest wykluczony ani naznaczony piętnem potępienia?

Józefa Hennelowa

Marek przy telefonie

Skąd ten nie dość poważny tytuł żałobnego wspomnienia o Przyjacielu?

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

W Nowym Testamencie raz jeden tylko Chrystus ukazuje się nam jako uniesiony gniewem. To obraz świątyni, z której wyrzuca kupców i wszystkich niegodnych tego miejsca. Już kiedy przemawia do faryzeuszy, a są to słowa bardzo twarde, nie musimy koniecznie odnajdywać za nimi Jego gniewu. To, że nami wstrząsają i że do dziś są nie tylko zrozumiałe, ale jak gdyby skierowane prosto do nas, może być traktowane jako apel Kogoś, kto jest tylko miłością.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

A zatem i los, i powołanie. Szczególnym pytaniem jest pytanie o to, dlaczego ten los jest nie tylko wzniosły jak żaden inny, bo nie zastępowalny w żaden sposób przez rodzaj męski, a obdarzający nowe istoty darem człowieczeństwa nie przyrodniczego tylko, lecz także nadprzyrodzonego.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Tylko świat cieszący się pokojem jest w stanie zachować cmentarze. Zbyt wiele jest miejsc, gdzie ludzie umierają tragicznie i nie ma najmniejszych szans na uczczenie tych, którzy zginęli. Chciałoby się więc, aby przynajmniej tutaj nie zagrażały zniszczenia, które sami spowodujemy.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Na moim niewielkim blokowisku już drugi raz w ciągu kilku lat zdarzyło się coś, o czym naturalnie nie pisały ani gazety, ani czego nie relacjonowała telewizja. A jednak uważam to za sygnał, którego znaczenie wydaje mi się większe, niż potrafię obecnie ocenić, bo jest to dla mnie niewytłumaczalne.

Adam Workowski, Karol Tarnowski, Szymon Szczęch, Piotr Sikora, Tomasz Ponikło, Dominika Kozłowska, Elżbieta Kot, Józefa Hennelowa, Wojciech Bonowicz, Marzena Zdanowska

Czy Kościół potrafi się dziś odnawiać?

Naturalnie sprawą zasadniczą jest wcielanie pewnych pryncypiów, ale także pewnych konkretnych rozwiązań Soboru w życie bez lęku. Jeżeli Sobór postawił ostatecznie na wolność, to ona musi być punktem wyjścia. Oczywiście można powiedzieć: no dobrze, ale Sobór nie powinien wprowadzać nowego dogmatyzmu – dogmatyzmu wolności. Tylko że to nie jest dogmatyzm, a odkrycie pewnej prawdy będącej samym sercem Ewangelii. Jak uczy Sobór, trzeba z niej wyciągać konsekwencje i to jest niezwykle istotne.

Józefa Hennelowa

Coraz bliżej albo coraz mniej

Tracę chęć oglądania programów telewizyjnych, które do niedawna wydawały mi się nawiązaniem kontaktu, urzeczywistnioną obecnością kogoś, kto zapobiega samotności. Kto naprawdę mówi, teraz, niemal wprost do mnie, bo o sprawach, które akurat się dzieją i mnie też obchodzą. Już nie.

Józefa Hennelowa

Kuroń, Sopoćko, Musiał

Mój Kościół jest Kościołem grzeszników i proroków. Mówię oczywiście o prorokach w sensie najszerszym, czyli o ludziach w wyjątkowy sposób oddanych Kościołowi albo bliskich jego misji. I wierzących tak mocno, jak tylko to jest możliwe. Dlatego odnoszenie się Kościoła jako instytucji i wspólnoty do wielu z nich budziło we mnie poczucie, że mój Kościół potrafi być niesprawiedliwy. O poczucie wdzięczności pytam siebie za każdym razem, gdy przypominają mi się tacy ludzie jak Jacek Kuroń, ksiądz Michał Sopoćko czy ksiądz Stanisław Musiał SJ.

Józefa Hennelowa

„Msza po staremu się odprawia…”

Wilno mojego dzieciństwa, czyli późnych lat dwudziestych ubiegłego stulecia, to miasto wielu wyznań, kwitnące kościołami, niemal bez wyjątku zabytkowymi.

Krzysztof Dorosz, Józefa Hennelowa, bp Zdzisław Trand, Anna Świderkówna, Józef Puciłowski OP, Marek Lasota, brat Moris

Opatrzność w moim życiu

W numerze poświęconym Opatrzności nie mogło zabraknąć świadectw ludzi Jej działania doświadczających. Zadaliśmy im tylko jedno pytanie: czy dostrzegają obecność Opatrzności w swoim życiu?

Józefa Hennelowa

Publicystka, wieloletnia redaktorka „Tygodnika Powszechnego”, w którym pełniła m.in. funkcje sekretarza redakcji i zastępcy redaktora naczelnego, członkini zespołu miesięcznika „Znak”. W latach 1989–1993 – posłanka na Sejm z ramienia Solidarności, a potem Unii Demokratycznej. Ostatnio opublikowała książkę Otwarty, bo powszechny. O Kościele, który może boleć (2012).