70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Coraz bliżej albo coraz mniej

Staram się, przynajmniej dzwoniąc do ciebie, rozmawiać o przeszłości, którą żyjemy obie. Odnajdujemy się na ścieżce naszych dawnych i bardzo dawnych wspólnych wspomnień. Drugą ścieżkę odkrył niedawno proboszcz, uruchamiając także na twoje potrzeby domowego szafarza Eucharystii. Na resztę odpowiedzi: „Kiedy dojdziemy?”, pozostaje nam czekać, tak samo tobie jak mnie.

20 sierpnia 2015 r.

Jest nas coraz więcej – ludzi bardzo starych. Jubileusz 90-lecia to już nie wyjątek, żyjemy 100 lat i dłużej. Może dlatego trudniejsza bywa świadomość, że naprawdę „coraz bliżej coraz mniej”. W Nocach i dniach Dąbrowskiej u końca wieku XIX sąsiedzi na pogrzebie przyjaciela pytają, odchodząc: „Który z nas teraz z brzega?”. Rytm życia był wówczas o ileż łatwiej wyczuwalny. Dzisiaj dla nas tych ponad 90-latków każdy nekrolog młodszego od nas zamieniać się może w pytanie: „A co ze mną, który czekam tak długo?”. Lecz ta odpowiedź paść nie musi, tylko niektórzy dostają jej przywilej.

Dzisiaj chciałabym porozmawiać z tobą, bo jesteśmy obie tak właśnie „coraz bliżej”, a ty powiedziałaś kiedyś zdanie, które mi nie daje spokoju: „Nikt ze mną nie rozmawia”. „Nikt” to nie tylko dawne koleżanki z pracy, które przestają odwiedzać, znajomi, którzy znikają, lecz także najbliżsi, wśród których żyjesz – twoje dzieci, wnuki i prawnuki. A przecież nie jest to sygnał opuszczenia. Jesteś, by tak rzec, zaopiekowana we wszystkim, czego potrzebujesz: od wygody i bezpieczeństwa, przez zabiegi pielęgnacyjne, po towarzyszenie do kościoła, póki miałaś siły (z wózkiem inwalidzkim w bagażniku samochodu). Ale mówiąc „nikt”, powiedziałaś prawdę, bo pod tym dachem twoi najbliżsi mają świat w dużej mierze osobny. To również sprawa realiów dnia dzisiejszego. W tym ślicznym, małym dworku, domu rodzinnym twego zmarłego już męża, dzieci stworzyły sobie warsztat pracy: placówkę usługową. Gdy trzeba, pracują w niej nawet 12 godzin na dobę. Siłą rzeczy więc nie ma wspólnego stołu – kiedyś pory i miejsca największej bliskości. A kiedy zapytałam, czy twój wnuk, punktualnie co do minuty przynoszący ci obiad, siada z tobą, by wspólnie go zjeść, odpowiadasz, że odchodzi zaraz po postawieniu talerza. Podjęłam próbę, napisałam do niego (od dawna odwiedziny u was są już nie do zrealizowania), namawiałam, żeby utrwalił wspomnienia babci z epok, których dzieci i wnuki nie znają. Nic to nie dało. Dzisiaj pytam siebie: a może moje przekonanie o wartości wspomnień też jest oczywiste tylko z mojej perspektywy wieku? A może, odchodząc zaraz po obsłużeniu, ten młody chłopak chroni swój świat, swoją pracę albo swoje troski? Może rozmowa dzieci z tobą po pracy to coś, na co brak czasu w zagonieniu, ale może także inne odczuwanie tych samych spraw, w których my tak odlegli wiekiem poruszamy się zupełnie inaczej. I to dlatego comiesięczne zebranie Domowego Kościoła też się odbywa bez ciebie (syn powiedział: „To same małżeństwa”), a ukochany wnuk prezbiter służący heroicznie potrzebom duszpasterskim tam, gdzie posłali go przełożeni, bardzo rzadko znajduje czas na odwiedziny. Może mówimy tak bardzo innym językiem, iż unik staje się koniecznością?

Staram się, przynajmniej dzwoniąc do ciebie, rozmawiać o przeszłości, którą żyjemy obie. Odnajdujemy się na ścieżce naszych dawnych i bardzo dawnych wspólnych wspomnień. Drugą ścieżkę odkrył niedawno proboszcz, uruchamiając także na twoje potrzeby domowego szafarza Eucharystii. Na resztę odpowiedzi: „Kiedy dojdziemy?”, pozostaje nam czekać, tak samo tobie jak mnie.

25 sierpnia 2015 r.

Ty i ja też sięgamy wspólną pamięcią kilkadziesiąt lat wstecz. Nigdy nie rozdzielał nas bieg losu, a nasze koleje życia biegły bardzo blisko siebie. To samo miasto, te same pasje. Do teraz pozostajesz w swoim mieszkanku, w którym jeszcze do niedawna wszystko było według twojej woli. Kiedy przychodzę, rozmawiamy jeszcze nawet o przyszłości. Lecz od kilku tygodni znajduję cię jakby zupełnie zagubioną. Powiedziałaś mi: „Ja teraz mieszkam nie u siebie, to jest cudze mieszkanie, chociaż podobne. Dlaczego rodzina mnie nie zabierze?”. To oczywiście nieprawda. Tylko że od kilku tygodni opiekunki towarzyszą ci na zmianę dzień i noc. To, czy leżysz, czy siadasz, czy twoje łóżko, z którego nareszcie nie grozi ci upadek, jest zabezpieczone, kiedy jesteś pielęgnowana lub leczona, ubierana lub układana do snu – wszystko to decyzja kogoś, kto przekazuję ci ją cierpliwie, ale bez dialogu, z wyrozumiałością, gdy się w tym gubisz. Z twojego ukochanego pokoju zniknęły pamiątkowe fotografie, odkąd pamiętam trzymane w tym samym miejscu. Może przeszkadzały sprzątającej i zostały schowane? Zniknęły pożyczane książki, których już nie czytasz, i chyba nikt ci nie czyta, bo wygodniej zastąpić je ciągle włączonym telewizorem. Kiedy zapowiem, że mogę przyjść, słyszę: „Będę bardzo tęsknić”, ale ja także mogę ratować twój wolny świat, tylko słuchając bez oporu wszystkiego, co powiesz. I tak samo nie wiem, jak długo będzie jeszcze trwało twoje i moje „coraz bliżej coraz mniej”.

31 sierpnia 2015 r.

Nasza obecność przy sobie nawzajem, jeden z najcenniejszych darów miłości bliźniego, znika nieubłaganie. Nie tylko listy z ręcznie adresowaną kopertą, kiedyś roznoszone do skrzynek w mieszkaniu. Telefon odzywający się znajomym głosem teraz najczęściej mówi automatycznie: „Abonent czasowo niedostępny”. A usłyszane dzisiaj w medialnym jazgocie pogardliwe słowo „starcy” w odniesieniu do nieobecnych w Gdańsku zasłużonych działaczy sprzed 35 lat nabiera charakteru smutnej kropki nad „i”.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata