70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Vincenzo Pinto/AFP/East News

Chrześcijanka, luteranka, feministka

Każdy ewangelik podejmuje ważne decyzje w odniesieniu do Bożego Słowa. Nie odpowiada za swoje życie przed Kościołem ani księdzem, ale przed Bogiem. To daje z jednej strony poczucie wolności, ale z drugiej – nakłada na jednostkę olbrzymią odpowiedzialność.

Agnieszka Godfrejów-Tarnogórska: Wie Pan co? Trochę się zezłościłam, gdy zobaczyłam pytania, które przesłał mi Pan przed naszą rozmową.

 

Michał Jędrzejek: Dlaczego?

Bo są stereotypowe. Gdy ktoś chce się czegoś dowiedzieć o luteranizmie pyta właśnie o stosunek do aborcji, zapłodnienia pozaustrojowego i związków homoseksualnych.

 

Pewnie dlatego że w tych kwestiach luteranie różnią się od katolików. A o co według Pani powinienem zapytać?

Ta różnica to też stereotyp, ponieważ nie wszyscy luteranie myślą tak samo. Dlatego wolałabym, nie pomijając wymienionych tematów, usłyszeć pytanie o pomoc drugiemu człowiekowi. Przykładem – wsparcie dla uchodźców. Jestem dumna, że mój Kościół podjął w tej sprawie konkretne decyzje. I że w naszej wspólnocie udało się zebrać 64 tys. zł na po moc dla uchodźców na Bliskim Wschodzie. To znaczy, że właściwie każdy parafianin dał przynajmniej jedną złotówkę na ten cel. Miałam okazję, wraz z bp. Jerzym Samcem, być w obozie Zaatari w Jordanii i zobaczyć, jak działa program pracy z uchodźcami wsparty przez nasz Kościół, a prowadzony przez Światową Federację Luterańską (ŚFL), organizację zrzeszającą większość Kościołów luterańskich. Od tego momentu zwracam też większą uwagę na słowa. Jedna z osób, które tam pracują, powiedziała mi, że zapytała pewnego człowieka, jak to jest być uchodźcą. A on jej odpowiedział, że on nie tylko jest uchodźcą, ale przede wszystkim ma imię i nazwisko, swoją rodzinę i tożsamość.

Smuci mnie, że łatwiej mówić o tematach kontrowersyjnych niż o tym, jak możemy zrobić coś dobrego.

Dla środowiska „Znaku” kwestia pomocy uchodźcom jest bardzo ważna. Nie uciekniemy od tematów kontrowersyjnych, ale na początku chciałbym zapytać jednak o sprawy podstawowe. Kim są dzisiejsi luteranie w Polsce i na świecie? Ilu ich jest i gdzie mieszkają?

Kościół Ewangelicko-Augsburski w RP liczy ok. 70 tys. wiernych. Najwięcej mieszka w województwie śląskim (ponad 47 tys.). Parafie są różnorodne – niektóre mają kilka tysięcy członków, a inne stu i mniej. Warto dodać, że w Polsce jest ponad 120 wspólnot protestanckich, a nasz Kościół jest największą z nich. Samo słowo „protestant” (łac. protestari – publicznie zaświadczać, ogłaszać) wywodzi się od protestu, a zarazem świadectwa wiary złożonego przez ewangelików podczas sejmu w Spirze w 1529 r. Pierwotnie odnosiło się właśnie do zwolenników ks. Marcina Lutra, a dopiero z czasem objęło również inne wyznania wyrosłe z reformacji.

Na świecie żyje blisko 80 mln luteran, z tego blisko połowa w Europie (liczbę wszystkich protestantów określa się na ponad 800mln). Spodobało mi się, co przy okazji jubileuszu 500 lat wielokrotnie podkreślał ks. Martin Junge, sekretarz generalny ŚFL: reformacja jest dziś obywatelką świata. Kiedyś pytani o luteranizm, wskazywaliśmy na Wittenbergę, Niemcy, Europę, dziś – zaryzykowałabym stwierdzenie, że jego serce bije w Afryce. Luteranizm jest o wiele bardziej różnorodny, niż się wydaje. Nabożeństwa różnią się między sobą nie tylko w poszczególnych częściach świata, ale nawet w Polsce. Gdy po raz pierwszy byłam w Namibii, gdzie większość mieszkańców to luteranie, śpiew i radość z wiary obecne w trakcie nabożeństwa oraz serdeczność ludzi zrobiły na mnie wielkie wrażenie.

 

Jest Pani rzeczniczką Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce – pierwszą kobietą na tym stanowisku. Czy bycie „kobiecym głosem” Kościoła bywa trudne?

Zbieram informacje, przekazuję je w ramach Kościoła i wysyłam do mediów. Po prostu reprezentuję instytucję. Nikt nie odmówił rozmowy ze mną, dlatego że jestem kobietą. Czasem w Polsce oczekuje się, że rzecznikiem będzie duchowny, ale przecież także w Kościele rzymskokatolickim rzecznikami są nie tylko księża.

 

Deklaruje się Pani jako feministka?

Przyznam, że już podczas I roku studiów teologicznych usłyszałam, że jestem feministką. Nie kryłam bowiem, że poszłam na teologię ewangelicką, żeby zostać księdzem. Przekonanie to nie wynikało z bycia feministką, ale z Bożego powołania. Słowo „feministka” zabrzmiało wówczas jak przytyk, próba zaszufladkowania mnie i zamknięcia dyskusji.

 

A teraz mówi tak Pani sama o sobie?

Tak. Chciałabym jednak podkreślić, że istnieje wiele nurtów feminizmu. Jestem chrześcijanką i mój feminizm wynika z mojej wiary.

 

Co to znaczy dla Pani być feministką w Kościele?

Wierzę w to, że Bóg stworzył człowieka na swój obraz – jako mężczyznę i kobietę. W relacji między nimi nie ma podległości – jest natomiast wspólna zależność od Boga. Kościół w moim rozumieniu jest wspólnotą ludzi równych sobie dzięki Chrystusowi, bez względu na płeć, pochodzenie czy kolor skóry.

Od lat rozwijam też feministyczną wrażliwość, poszerzając wiedzę „herstoryczną”: o kobietach w Biblii, w dziejach reformacji, w historii moich parafii (tej rodzinnej w Krakowie i tej obecnej w Warszawie) czy we współczesnym luteranizmie. Gdy byłam na studiach, spośród wybitnych kobiet reformacji znałam jedynie Katarzynę von Bora, żonę ks. Marcina Lutra. A teraz mogłabym wymienić choćby Argulę von Grumbach, która z odwagą wystąpiła w obronie pewnego studenta, zwolennika reformacji, pisząc list do władz uczelni w Ingolstadt. Ten dokument – w dużej mierze składający się z interpretacji tekstów biblijnych przywoływanych na rzecz idei reformacyjnych – był wielokrotnie przedrukowywany i cieszył się olbrzymim powodzeniem w XVI-wiecznych Niemczech. W historii polskiej reformacji warto wspomnieć protektorkę luteranizmu, a zarazem wierzącą i praktykującą luterankę królewnę Annę Wazównę, siostrę Zygmunta III Wazy. Inna fascynująca postać to Charlotte von Kirschbaum – sekretarka wybitnego teologa ks. Karla Bartha. Wiele osób twierdzi, że miała duży wpływ na ostateczny kształt jego Dogmatyki kościelnej, którą spisywała i redagowała. Rozwijała też własną myśl teologiczną, dotyczącą m.in. roli kobiet w księgach biblijnych. Nie można tu jednak pominąć tematów trudnych i odnoszących się do współczesności, jak chociażby kwestii prze mocy czy analizy płci społeczno-kulturowej. Rada ŚFL w 2013 r. przyjęła dokument „Płeć i sprawiedliwość – zasady postępowania” (Gender Justice Policy), który podkreśla, że Bóg obdarzył obie płcie integralnością i godnością, a relacje między kobietami i mężczyznami powinno budować się na sprawiedliwości.

Feminizm to tylko fragment mojej tożsamości.Przede wszystkim jestem chrześcijanką, ewangeliczką, luteranką. Chrześcijanką, bo wierzę w Jezusa Chrystusa, ewangeliczką, bo źródłem mojej wiary jest Ewangelia, i luteranką, bo w tym Kościele od dziecka rozwija się moja wiara.

 

Jak luteranie podchodzą do kwestii ordynacji kobiet?

Różnie. Ta kwestia rozstrzygana jest lokalnie, w danym Kościele krajowym. Obecnie ordynację kobiet praktykuje się w ponad 80% Kościołów zrzeszonych w ŚFL. Co ciekawe, wprowadzono ją już w latach 50. np. w Czechosłowacji – znacznie wcześniej niż w dużych Kościołach skandynawskich jak te w Szwecji czy Finlandii.

 

A jak to wygląda w Polsce?

Mamy jeden urząd duchownego w trzech posługach: diakona, księdza i biskupa. Nasz Kościół dopuszcza ordynację kobiet, ale wyłącznie na diakonów. Synodalna Komisja ds. Teologii i Konfesji w 2008 r. stwierdziła, że z perspektywy teologicznej nie ma przeciwskazań, by kobiety były księżmi lub biskupami. Urząd duchownego wynika bowiem z rozumienia Chrztu Świętego i powszechnego kapłaństwa wszystkich ochrzczonych.

 

Dlaczego zatem kobiety nie są w Polsce księżmi?

Dwa lata toczonej wówczas dyskusji o ordynacji ujawniły, że polscy luteranie mają w tej sprawie różne opinie. Myślę, że na przeszkodzie nie stoją względy teologiczne (choć takie argumenty – oparte na Biblii – też są formułowane), ale przede wszystkim kulturowe. Niektórym osobom wciąż trudno jest zaakceptować kobietę w roli proboszcza. W naszym Kościele bowiem to parafianie wybierają księdza, który przez kolejnych 10 lat ma administrować parafią i być ich duszpasterzem. Co ciekawe, łatwiej zaakceptować kobietę jako duszpasterza niż jako osobę odpowiedzialną za kwestie administracyjne i kierownicze. Myślę, że znaczenie ma fakt, iż kobiet diakonów jest niewiele (13 kobiet na 158 duchownych), więc są w Polsce ewangelicy, którzy nie mieli okazji doświadczyć ich pracy. W parafiach, w których pracują kobiety – np. w Żyrardowie, gdzie diakon Halina Radacz pełni funkcje duszpasterskie i administracyjne – rośnie poparcie dla kobiet księży. Pewne zmiany już zaszły: od 1 stycznia 2017 r. diakoni mogą sprawować oba sakramenty: Chrzest i Komunię. Ponadto kobiety zajmują stanowiska kierownicze w naszym Kościele jako kuratorzy, czyli świeccy prezesi lub wiceprezesi rad parafialnych, szefowe instytucji (np. organizacji charytatywnej Diakonia) czy dyrektorzy szkół ewangelickich.

Zasadniczo luteranizm jest w stanie połączyć w jednej wspólnocie różne poglądy. Są liberałowie, konserwatyści, ale też osoby, które nie odnajdują się w żadnej z tych grup. Nie oznacza to, że się nie ścieramy i nie dyskutujemy. Wręcz przeciwnie.

 

Cały świat protestancki świętuje w tym roku jubileusz 500 lat reformacji. W polskim parlamencie spierano się o sposób upamiętnienia tego wydarzenia. Sejm ostatecznie nie ogłosił roku 2017 rokiem reformacji (wybrano zaś na jego patronów m.in. postacie związane z Kościołem katolickim – św. brata Alberta i bł. Honorata Koźmińskiego), Senat jednak w specjalnej uchwale z 1 lutego br. przypomniał wielkich Polaków, którzy byli protestantami. Jak przyjmuje Pani te polityczne spory dotyczące roli reformacji?

Z dużym smutkiem. Jako Polka i luteranka wiem, że reformacja odegrała ważną rolę w historii Polski – wpłynęła na szkolnictwo, język ojczysty, kulturę, teologię, działalność społeczną, świadomość narodową i obywatelską. Od razu przychodzą mi do głowy postacie wybitnych ewangelików – Mikołaja Reja, ojca literatury polskiej, który był najpierw luteraninem, a potem kalwinistą, wspomnianej wcześniej królewny Anny Wazówny, Oskara Kolberga, wybitnego etnografa, Samuela Bogumiła Lindego, autora słownika języka polskiego, Stefana Starzyńskiego, bohaterskiego prezydenta Warszawy. Te przykłady można mnożyć. To właśnie reformacja była ruchem, który sprawił, że takie postaci stały się częścią polskiej historii.

Senat postanowił ostatecznie uhonorować nie samo wydarzenie reformacji, ale protestantów, którzy odegrali ważną rolę w dziejach Polski. Dobrze, że doceniono przynajmniej ludzi, jeśli nie samo wydarzenie – ostatecznie Kościół to ludzie. Cieszę się też, że stosowne uchwały podjęły województwa: śląskie, dolnośląskie i warmińsko-mazurskie, w których rok 2017 został ogłoszony Rokiem Reformacji. Przykro mi było jednak czytać stenogram dyskusji, która odbyła się przy tej okazji w Senacie…

 

Niektórzy senatorzy podkreślali, że nie chcą czcić reformacji jako wydarzenia, które doprowadziło do rozbicia jedności Kościoła. Inni zastanawiali się, dlaczego władza świecka ma świętować wydarzenie o charakterze religijnym. Senator Czesław Ryszka (PiS) dzielił się swoimi przemyśleniami teologicznymi, twierdząc, że „protestantyzm ma już niewiele wspólnego z chrześcijaństwem”. Przekonywał, że więcej różni go od katolicyzmu, niż z nim łączy, bo protestanci odrzucają dogmat o obecności Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, luteranie uznają tylko chrzest jako sakrament, a przede wszystkim kraje tradycyjnie protestanckie dotknięte są postępującym sekularyzmem. 

Cóż, dużo jest w tym uproszczeń, ignorancji i zwyczajnych błędów. Reformacja przyniosła zmiany, ale jej celem w pierwszej kolejności był nie podział, lecz odnowa Kościoła. Miała też, jak już mówiłam, duży wpływ na kulturę, dlatego choćby mogą ją uczcić również władze świeckie. Luteranie wierzą, że Chrystus jest prawdziwie obecny w Sakramencie Ołtarza, choć rozumieją to nieco inaczej niż katolicy. Uznajemy nie jeden, lecz dwa sakramenty – Chrzest Święty i Komunię Świętą. Można by tak długo wymieniać…

 

Prawdą jest jednak, że proces sekularyzacji dotknął poważnie Kościoły protestanckie w krajach Zachodu.

Sekularyzacja jest faktem. Także w Polsce. Dotyczy ona jednak nie tylko luteran, ale i innych wyznań chrześcijańskich, w tym katolików – przykładem są tradycyjnie katolickie kraje, jak Francja, Hiszpania czy Malta.
Ciekawym doświadczeniem było dla mnie spotkanie duchownych z reformowanego Kościoła Szkocji. Mówili mi, że kiedy stopniowo zaczęła spadać liczba praktykujących osób, byli przekonani, że i tak ci ludzie wrócą, żeby wziąć ślub czy ochrzcić dziecko. Okazało się, że to nieprawda – wielu z nich nie wraca już do Kościoła. Traktujemy to jako wyzwanie, aby w świecie, w którym mniej istotne jest zinstytucjonalizowane chrześcijaństwo, wyjść do ludzi i głosić Chrystusa w odpowiednim dla nich języku. Jednocześnie widzę, że wszystkie te kraje, zazwyczaj wymieniane jako najbardziej zsekularyzowane, są też niesłychanie zaangażowane w projekty pomocy humanitarnej. Nie zawsze działania te są związane z Kościołami, ale dla wielu osób pomoc drugiemu człowiekowi jest ich świadectwem wiary. W Szwecji czy w Niemczech spotkałam ludzi, którzy codziennie po pracy poświęcali swój czas na pomoc uchodźcom. Pomyślałam wtedy, że chciałabym równie zsekularyzowanego społeczeństwa w Polsce, jeśli byłoby ono jednocześnie tak wrażliwe na drugiego człowieka.

 

Kościół ewangelicko-augsburski różni się od Kościoła rzymskokatolickiego w podejściu do rozmaitych kwestii bioetycznych – np. do wspominanych już zapłodnienia in vitro i przerywania ciąży. Z czego wynika ta postawa?

Nasz Kościół w sprawie zapłodnienia pozaustrojowego wydał oświadczenie, w którym opowiada się za akceptacją tej metody leczenia bezpłodności przy zachowaniu sprzeciwu wobec np. tworzenia dodatkowych zarodków bez wyraźnego celu ich późniejszej implantacji w organizmie matki. Obstajemy za ochroną życia poczętego i przeciw „aborcji na życzenie”, ale nie zajmujemy stanowiska w kwestii szczegółowych zapisów prawnych dotyczących pewnych dopuszczalnych wyjątków.

Każdy ewangelik podejmuje ważne decyzje w odniesieniu do Bożego Słowa. Nie odpowiada za swoje życie przed Kościołem ani księdzem, ale przed Bogiem. To daje z jednej strony poczucie wolności, ale z drugiej – nakłada na jednostkę olbrzymią odpowiedzialność. Dlatego też w Kościołach luterańskich nie zawsze znajdziemy dokładne wykładnie kwestii moralnych. Przyznam, że czasem chciałoby się dostać takiego „gotowca” z instrukcjami. Zadaniem Kościoła jest jednak przede wszystkim głosić Ewangelię, a nie pośredniczyć pomiędzy Bogiem a człowiekiem. Dokumenty, które zostają przyjęte przez Kościół zawierają pewne wskazówki, ale nie pozbawiają osoby wierzącej możliwości samodzielnej weryfikacji tych kwestii w świetle Pisma Świętego. Może się więc zdarzyć, że w jednej parafii znajdą się osoby, które zajmują różne stanowiska. Te kontrowersyjne sprawy (tematy in vitro, aborcji, eutanazji, kary śmierci) omawiamy na spotkaniach biblijnych i w grupach dyskusyjnych, tak aby każdy mógł samodzielnie wypracować poglądy, które uważa za słuszne.

 

A czy do takich spraw należy również stosunek do związków osób homoseksualnych?

Być może kwestia błogosławienia związkom jednopłciowym była dyskutowana w poszczególnych parafiach. Kościół nie zajął wobec niej oficjalnego stanowiska, nie była ona też rozważana na synodzie. Jednak opieką duszpasterską obejmuje wszystkie osoby niezależnie od orientacji seksualnej i bez wyjątku każdy jest zaproszony do sakramentu Komunii Świętej. Zaznaczyć należy natomiast, że Kościół uznaje małżeństwo za darowaną człowiekowi przez Boga możliwość życia mężczyzny i kobiety. Warto też dodać, że niektóre Kościoły luterańskie krajowe podjęły decyzje w tej kwestii – m.in. w Danii, Szwecji i Niemczech osoby żyjące w związkach jednopłciowych mogą być duchownymi, a np. w Norwegii błogosławi się też takie związki w kościele.

 

Kościół ewangelicko-augsburski z jednej strony zajmuje ostrożne stanowisko wobec kwestii na styku prawa i bioetyki, a z drugiej strony niekiedy dobitnie wyraża swój osąd w sprawach publicznych. Przykładem może być bp Jerzy Samiec, zwierzchnik Kościoła, który w samym środku lipcowego konfliktu o reformę sądów pisał dobitnie: „nie zgadzam się ze stylem podejmowania fundamentalnych rozstrzygnięć dla naszej Ojczyzny. (…) Nie mogę zrozumieć, dlaczego w tak ważnych kwestiach jak sprawa zmian w Sądzie Najwyższym proceduje się w tak ekspresowym tempie. (…) Chciałbym żyć w europejskim państwie, w którym rządzący w przemyślany i spokojny sposób dokonują reform”. Jak luteranie widzą zatem rolę Kościoła w życiu publicznym?

W moim odczuciu w kwestiach bioetyki Kościół zajął stanowisko, które pozostawia decyzję każdemu człowiekowi. Nie sformułował stanowiska w sprawie reformy sądów. Przedstawiciele Kościoła mają natomiast możliwość wypowiadania się na ważne tematy, dotyczące kraju, w którym żyją. Bp Samiec wyjaśnił na swoim blogu, dlaczego zabrał głos – zrobił to nie „pomimo naszej wiary, ale właśnie dzięki niej”. Nie każdy musi się z nim zgadzać, zresztą sam biskup tego nie oczekuje. W dziejach luteranizmu można znaleźć wiele przykładów odwagi w życiu publicznym, gdy wiara wymagała zajęcia zdecydowanego stanowiska. To jest przykład ks. Marcina Lutra, wspomnianej Arguli von Grumbach czy ks. Dietricha Bonhoeffera, który nie wahał się publicznie wypowiedzieć przeciwko tzw. paragrafom aryjskim przyjętym w Niemczech w 1933 r. i zakazującym Żydom sprawowania wielu funkcji publicznych. Był to zresztą jeden z powodów, dla których Bonhoeffer znalazł się w więzieniu i ostatecznie poniósł śmierć z ręki nazistów. Jestem przekonana, że wiara – nie tylko w tak dramatycznych okolicznościach – powinna inspirować do zaangażowania w sferze publicznej.

 

Przestrzenią dla ekumenicznego spotkania, ale i międzywyznaniowych konfliktów są często tzw. małżeństwa mieszane łączące katolików i protestantów. Z jakimi problemami mierzą się takie związki?

Często najtrudniejsze rozmowy dotyczą kwestii dzieci i tego, w której wspólnocie powinny być wychowywane.

 

Kościół rzymskokatolicki zobowiązuje w takiej sytuacji stronę katolicką do wychowania dzieci we własnej wspólnocie. Czy podobnie jest, gdy zawiera się małżeństwo mieszane u ewangelików?

Nie. Nie składa się w związku ze ślubem deklaracji dotyczących wychowywania dzieci. Temat bywa jednak poruszany na spotkaniach duszpasterskich. Małżonkowie mogą o tym porozmawiać z duchownym, ale ostatecznie sami decydują, jak kształtować życie religijne w swoim domu. Mówi się o wychowywaniu dzieci w wierze – nie ma to jednak ściśle konfesyjnego znaczenia. Zresztą – czy da się nauczyć wiary? Moim zdaniem nie.

Pracując z osobami przygotowującymi się do małżeństw mieszanych, najczęściej zachęcałam, żeby dzieci wychowywane były w jednej wspólnocie – przy podkreśleniu różnych tożsamości rodziców. Dla dziecka, które wkracza dopiero w życie Kościoła uczestnictwo równocześnie w praktykach obydwu wspólnot może się okazać zbyt trudne.

 

Czy katolik może przyjąć Komunię Świętą w Kościele luterańskim?

Tak, i to się zdarza. Nasz Kościół nie zamyka takiej możliwości przede wszystkim dlatego, że to Chrystus zaprasza do wspólnoty Stołu Pańskiego. Stanowisko Kościoła rzymskokatolickiego zakłada jednak, że komunia eklezjalna i komunia eucharystyczna są nierozłączne. Mimo prowadzonego od lat dialogu ekumenicznego nie ma zgodności co do tych kwestii, podobnie zresztą jak w rozumieniu sakramentu Komunii Świętej. Jeśli katolik chciałby przystąpić do Komunii w Kościele ewangelicko-augsburskim, to powinien o tym wiedzieć, choć ostatecznie jest to sprawa jego sumienia.

 

Ile osób dołącza co roku w Polsce do Kościoła ewangelicko-augsburskiego? Dlaczego do niego wstępują?

Ok. 200–250. Motywacje konwersji na luteranizm są różne. Część osób po prostu utożsamia się z nauką naszego Kościoła, niektórzy wracają do wiary swoich przodków, inni rozczarowani są swoją poprzednią wspólnotą – przyciągają ich bardziej zindywidualizowane podejście duchownych i możliwość pielęgnowania swojej wiary w mniejszym gronie.

Formalnie konwersja polega na publicznym, wygłoszonym w czasie nabożeństwa wyznaniu wiary w Jezusa Chrystusa, na indywidualnej deklaracji wierności Chrystusowi oraz na złożeniu obietnicy uczestniczenia w życiu Kościoła poprzez udział w nabożeństwach, przystępowanie do sakramentu Komunii Świętej i dbanie o dobro wspólnoty. To jest zwieńczenie co najmniej rocznego okresu przygotowań, regularnych spotkań i rozmów o wierze. Decyzja o konwersji nie jest łatwym krokiem i za każdym razem jest to sprawa bardzo indywidualna.

 

Co jest dla Pani istotą luteranizmu? Co warto czytać, aby lepiej go zrozumieć?

Przede wszystkim Biblię. I nie zamknąć się z nią samemu, lecz dzielić się nią z innymi. Warto czytać ks. Marcina Lutra i Filipa Melanchtona oraz Księgi wyznaniowe (m.in. Wyznanie augsburskie, Mały i Duży Katechizm) zebrane w czasach reformacji, w których zawarte zostały podstawowe treści wiary. Oczywiście mam też swoich ulubionych myślicieli i myślicielki: wspomnianego już ks. Dietricha Bonhoeffera czy współczesną teolożkę Mary Streufert.

Pytanie o istotę luteranizmu jest bardzo osobiste, mimo iż zdaje się tak ogólne. Stanowią ją: Chrystus i Słowo Boże oraz wolność i odpowiedzialność. Wolność, jakiej doświadczam, nie została przeze mnie osiągnięta, ale wywalczona przez Chrystusa. Zostałam wyzwolona dzięki Bożej łasce i miłości. Ta wolność sprawia, że jestem odpowiedzialna – za siebie i za ludzi wokół mnie. Bardzo ważna jest dla mnie indywidualna relacja z Bogiem, to, że wszelkie bieżące sprawy mogę konfrontować z Jego Słowem, że staję przed Nim ze swoimi słabościami, niedoskonałościami, grzechami.

Jestem też przekonana, że ostatecznym sprawdzianem życia chrześcijańskiego jest praktyka – życie z Bogiem i z drugim człowiekiem. I indywidualna odpowiedź na pytanie: co mogę zrobić dla innych? Żałuję, że nie powtarzamy sobie tego pytania tak często, jak powinniśmy.

 

 

 

____________

Agnieszka Godfrejów-Tarnogórska – Rzecznik prasowy Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce. Ukończyła Chrześcijańską Akademię Teologiczną w Warszawie, zajmowała się pracą katechetyczną i diakonijną, jest koordynatorką biura „Kobiety w Kościele i społeczeństwie” Światowej Federacji Luterańskiej

 


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter