70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Ilustracja: Klawe Rzeczy

Aluzja do transcendencji

Matematyka teoretyczna, którą się zajmuję, ze względu na swój abstrakcyjny charakter nie wchodziła w bezpośrednie konflikty z religią. Wprost przeciwnie, stanowiła inspirację do zachwytu nad pięknem stworzenia, który w naturalny sposób przechodził w zachwyt nad Stwórcą.

Truizmem jest twierdzenie mówiące, że relacje między religią i nauką na przestrzeni dziejów przechodziły różne fazy. Z łatwością wskażemy bowiem w historii momenty wyniszczającego konfliktu, jak również budującego dialogu. Podzielam przekonanie sir Jonathana Sacksa, emerytowanego rabina Zjednoczonego Królestwa, który w konfliktach wybuchających między nauką i wiarą dostrzega kolejne odsłony wydarzeń spod wieży Babel; ludzie, zdobywając nową wiedzę bądź umiejętność – w przypadku biblijnych budowniczych jest to biegłość w wytwarzaniu cegły – wyzwalają się spod ograniczeń przeszłości i stają się w swoim mniemaniu równi bogom. Ten mechanizm możemy doskonale zaobserwować w zmaganiach nauki i religii.

Historia wieży Babel to niecała prawda o źródłach konfliktu. Wielu fundamentalistów religijnych, w tym także chrześcijan, nosi w sobie głębokie przekonanie o niezgodności opisu naukowego z tym, co podają im święte księgi, i nie będąc w stanie zdobyć się na inną niż dosłowna interpretacja natchnionych pism, odrzuca naukę.

W XVII w. konflikt między nauką i wiarą dotyczył przede wszystkim astronomii, z kolei w II poł. wieku XIX, wraz z odkryciami Darwina i ewolucjonistów, nabrał on biologicznego zabarwienia. Dziś także głównym obszarem rzekomego starcia nauki i wiary jest biologia. Właśnie po argumenty pochodzące z tej dziedziny chętnie sięgają ,,czterej jeźdźcy współczesnego ateizmu”: Daniel Dennett, Christopher Hitchens, Sam Harris, a szczególnie Richard Dawkins – uznany zoolog z Uniwersytetu Oksfordzkiego. W dodatku, jak się powszechnie sądzi, odsetek ludzi odrzucających religię jest największy wśród przedstawicieli nauk biologicznych.

Alvin Plantinga w Where the Conflict Really Lies buduje moim zdaniem przekonywającą argumentację, twierdząc, że spór między nauką i religią ma bardzo powierzchowny charakter. Jeśli wejść głębiej, naszym oczom ukaże się całkowita zgodność. Z kolei w konflikt z religią popadają, według Plantingi, pewne interpretacje nauki zawarte w filozoficznej doktrynie naturalizmu. W tym właśnie tkwi sedno sprawy.

Nauka i religia to rzeczywistości od siebie niezależne, oczywiście, o ile przyjmiemy, że nauka zajmuje się wyjaśnianiem świata, religia zaś próbuje odpowiadać na pytania o jego sens. Przekraczanie tak zarysowanych kompetencji przez którąś z nich nieuchronnie prowadzi do konfliktu.


Pokusa budowania całościowej wizji świata w oparciu o dokonania nauk wydaje się niezmiernie silna, dlatego przy próbach zrozumienia relacji nauki i wiary nie można pominąć uwarunkowań psychologicznych, którym podlegają sami uczeni. Ważnym czynnikiem stają się bowiem ich emocje, jak również egzystencjalne doświadczenia i światopoglądowe założenia, świadomie bądź nieświadomie, łączone z aktywnością badawczą.

Matematyka teoretyczna, którą się zajmuję, ze względu na swój abstrakcyjny charakter nie wchodziła w bezpośrednie konflikty z religią. Wprost przeciwnie, stanowiła inspirację do zachwytu nad pięknem stworzenia, który w naturalny sposób przechodził w zachwyt nad Stwórcą. Matematyka okazywała się aluzją do transcendencji.

Oddziaływanie matematyki na klasyczną teologię naturalną zdaje się znacząco zwiększać w II poł. XX w. Mam tu na myśli głównie pewne nurty filozofii analitycznej, w tym m.in. dokonania Alvina Plantingi, Charlesa Hartschorne’a czy Normana Malcolma, które klasycznym argumentom za istnieniem Boga: ontologicznemu, kosmologicznemu i teleologicznemu, próbowały nadać precyzyjną  formę logiczną. Posługując się osiągnięciami XX-wiecznej logiki, w tym przede wszystkim pomysłami logiki modalnej, dokonano ambitnej próby przeformułowania rzeczonych argumentów w taki sposób, aby można było precyzyjnie uchwycić miejsca, gdzie rozumowania te się załamują. Lekcja, jaka płynie z tych na pozór bezużytecznych działań, jest bardzo pouczająca. Okazuje się bowiem, że prawdziwe trudności leżą nie tam, gdzie byśmy się ich spodziewali. Problemy bowiem pojawiają się już przy próbie nadania precyzyjnego i spójnego charakteru takim pojęciom jak „konieczność” i „przygodność”. Myśl religijna, jeśli chce podjąć dialog ze współczesną nauką, musi sprostać wyzwaniom związanym z precyzją wypowiedzi.

Czy osiągnięcia filozofów analitycznych mogą stanowić punkt zapalny ewentualnych konfliktów między nauką / matematyką i wiarą? Nie wydaje mi się to prawdopodobne. Po odkryciach Kurta Gödla matematycy zaczynają dostrzegać niedoskonałości samej nauki. Okazuje się, że nawet dyscyplina uchodząca za wzór dla innych nauk podlega poważnym ograniczeniom; wśród nich najbardziej dotkliwa jest nierozstrzygalność pewnych formuł matematycznych (w jej języku można sformułować twierdzenia niedowodliwe) tkwiąca jakby w samej jej naturze.

Jestem przekonany, że matematyka jako ważny składnik kultury umysłowej stanowić będzie nie tyle wyzwanie dla religii, ile czynnik inicjujący duchowe poszukiwania.

Co mam tu na myśli? Chodzi mi o pewien fenomen związany z uprawianiem matematyki, trafnie ujęty przez wybitnego amerykańskiego uczonego o węgierskich korzeniach Paula Halmosa. Wyznał on w jednym z wywiadów: „Nie jestem człowiekiem religijnym, ale gdy rozmyśla się nad matematyką, to jest prawie tak, jakby miało się kontakt z Bogiem”. Istotnie, matematyk staje w obliczu pytań o status obiektów matematycznych, a w szczególności o to, czy my matematykę odkrywamy, czy ją tworzymy. Wśród matematyków wciąż dominują platonicy przekonani o istnieniu, autonomicznych względem umysłu człowieka, matematycznych idei. Spór o ich rozumienie trwa już więc od czasów Platona.  Matematyka, swoiste mysterium fascinans, stawia człowieka w obliczu pytań, które wychodzą poza nią samą i mają często charakter religijny.

Nie tylko nie obawiam się konfliktu między matematyką i wiarą, ale dostrzegam wielką szansę, licząc na to, że zachwyt nad pięknem matematycznych teorii wzbudzi u wielu, którzy z nią obcują na co dzień, metafizyczną tęsknotę. I to pomimo tego, że metamatematyczna wrażliwość u samych matematyków w dzisiejszych, tak bardzo nastawionych na szybki sukces czasach nieco przygasła.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter