70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

CC

Coraz bardziej człekokształtne małpy

Człowiek nie jest jedynym gatunkiem, u którego śmierć budzi zarówno fascynację, jak i przerażenie. Nasze bratnie naczelne rozumieją, iż jest ona zjawiskiem nieodwracalnym, na które nic nie mogą poradzić, i reagują w jej obliczu zaskakująco podobnie jak my.

 

Biologów ewolucyjnych, prymatologów, antropologów i psychologów porównawczych łączy dość osobliwe ryzyko zawodowe: im dłużej prowadzą swoje badania, tym wyraźniej dostrzegają w człowieku zwierzę, a mówiąc bardziej precyzyjnie – małpę. Gdy przedstawiciele nauk społecznych i humaniści uświadomili sobie rangę dorobku biologii w zakresie rozumienia natury człowieka i tworzonej przez niego cywilizacji, paradygmat ewolucyjny, obecnie uzupełniany także o wiedzę wnoszoną przez nauki kognitywne (w tym zwłaszcza neurobiologię), na dobre zagościł również w obszarze ich zainteresowań. Nastał koniec wielkich systemów filozoficznych budujących całościowe wizje świata oderwane od ustaleń nauk ścisłych. Doniosłą rolę w procesie tych zmian odegrały badania poświęcone naszym najbliższym ewolucyjnym krewnym z rzędu naczelnych, a w szczególności siostrzanym gatunkom z rodzaju Pan: szympansowi i bonobo.

Mimo że od publikacji O powstawaniu gatunków Karola Darwina minęło już 155 lat, teoria ewolucji wciąż budzi wielkie emocje. Przyrodnicy zgodnie podkreślają małpio-ludzkie kontinuum i wiwatują za każdym razem, gdy natrafimy w zapisie kopalnym na jakikolwiek ślad naszych przodków. Im jednak mniejszy udział biologii w danej dziedzinie akademickiej, tym częściej spotkać można przypadki usilnego zaostrzania granicy między człowiekiem a zwierzęciem, podkreślając wyjątkowość naszego gatunku. Czym naprawdę małpy człekokształtne różnią się od ludzi? Jakie przykłady ich zachowań mogłyby przezwyciężyć sceptycyzm właściwy niektórym badaczom z kręgu nauk społecznych i humanistyki?(1).

1,3%

Pierwsze wzmianki o antropoidach z rodzaju Pan odnajdujemy już w 470 r. p.n.e., kiedy Kartagińczycy donosili o napotkaniu u wybrzeży dzisiejszego Sierra Leone gorillai (w rzeczywistości musiały to być jednak szympansy), które rzucały kamieniami w marynarzy (2). Na posadzce świątyni Fortuny w Palestrinie znajduje się natomiast pochodząca mniej więcej z 100 r. p.n.e. mozaika przedstawiająca m.in. „satyrów” górnego Nilu, w których dopatrywano się szympansów. Po wiekach ciszy wzmianka o tych małpach pojawiła się w 1591 r. w relacji portugalskiego handlarza z wyprawy do kotliny Kongo. Na pierwsze badania anatomiczne musieliśmy czekać kolejne 100 lat – w 1699 r. przeprowadził je w Anglii Edward Tyson, jeden z ojców założycieli współczesnej anatomii porównawczej. W 1740 r. francuski przyrodnik i filozof Georges Buffon pozyskał pierwszego żywego osobnika szympansa, którego w 1762 r. opisał w jednej z części swojej Histoire naturelle générale et particulière.

Kamieniem milowym w dziejach biologii była publikacja szwedzkiego lekarza i biologa Karola Linneusza w 1758 r. 10. wydania Systema naturae. Linneusz przypisał ludzkości oddzielny rodzaj – Homo – lecz bliskie pokrewieństwo naszego gatunku i małp człekokształtnych w jego klasyfikacji nie jest widoczne. Niektórzy twierdzą, że wątpił on w wyjątkowość Homo sapiens, nie chciał jednak ściągnąć na siebie gniewu Watykanu (3). Kolejną istotną cezurą jest 1835 r., gdy po raz pierwszy szympansy znalazły się w londyńskim zoo. Najlepszym przykładem skrajnie przeciwstawnych reakcji na widok naszych bratnich naczelnych są odczucia dwóch wielkich postaci XIX w.: niechęć królowej Wiktorii i fascynacja, poczucie więzi Darwina.

Jako że drugi gatunek sklasyfikowany w obrębie rodzaju Pan, bonobo, występuje tylko w jednym miejscu na świecie – w zakolu rzeki Kongo, głęboko w tropikalnej dżungli – nie był znany nauce aż do początków XX w. Odkrycia dokonał w 1929 r. niemiecki anatom Ernst Schwarz, badając w belgijskim muzeum kolonialnym nietypowo małą czaszkę należącą rzekomo do szympansa. Nie był on jednak pierwszym badaczem, który zwrócił uwagę na wyjątkowość niektórych „szympansów”. W książce Bonobo: The Forgotten Ape (Bonobo. Zapomniana małpa), jednej z nielicznych monografii poświęconych temu gatunkowi, prymatolog Frans de Waal opisuje, jak na początku XX w. w przewodniku po zoo w Amsterdamie spekulowano, że jedna z najpopularniejszych tam małp, samiec o imieniu Mafuca, uważany za szympansa, może reprezentować nieznany gatunek. Podobnie było w 1923 r. po drugiej stronie Atlantyku, gdy amerykański pionier prymatologii Robert Yerkes zakupił dwa małpięta. Jedno z nich zwykł później nazywać „człekokształtnym geniuszem” i poświęcił mu książkę pod znamiennym tytułem Almost Human (Prawie człowiek). Na sześć lat przed odkryciem dokonanym przez Schwarza Yerkes nie mógł wiedzieć, że był to bonobo, choć dostrzegł jego wyjątkowość. W 1933 r. o wiele bardziej szczegółowy opis bonobo zaprezentował amerykański anatom Harold Coolidge, który stwierdził, że pod względem anatomii bonobo jest niezwykle podobny do człowieka (4).

Badania terenowe nad szympansami rozpoczęły się w latach 30., lecz przestały być anegdotyczne dopiero, gdy swoje obserwacje zaczęli prowadzić w Tanzanii Jane Goodall (od 1960 r.) i Toshisada Nishida (od 1963 r.). Bonobo w terenie jako pierwszy zaczął badać Takayoshi Kano w 1974 r.

Wiek XX przyniósł także rozstrzygnięcia w zakresie pokrewieństwa ludzi i innych naczelnych. W latach 80. rozwój badań DNA umożliwił porównanie genomów człowieka i małp człekokształtnych. Potwierdziło ono decyzję Linneusza, aby sklasyfikować Homo sapiens w rzędzie naczelnych, lecz w przeciwieństwie do szwedzkiego taksonomisty umieściło naszą gałąź drzewa ewolucyjnego znacznie bliżej szympansów, z którymi, jak się okazało, dzielimy 98,7% DNA. W 2012 r. badanie genomu bonobo określiło różnicę między nimi a ludźmi również na 1,3%, choć z bonobo łączą nas geny nieobecne u szympansów – jesteśmy mozaiką cech obu tych gatunków (5).

Korona stworzenia czy trzeci szympans?

Antropoidy stały się tematem wielu publikacji popularnonaukowych i dokumentów telewizyjnych. Jednym z badaczy, którzy przedstawili szerszej publiczności małpy jako naszych najbliższych krewnych, jest angielski zoolog Desmond Morris, który w latach 60. i 70. ubiegłego wieku zasłynął serią książek ukazujących podobieństwa zachowań ludzi i innych zwierząt. „Zwierzę zwane człowiekiem” określił „nagą małpą”, żyjącą w miastach, które uważał za „ludzkie zoo”. Metaforę zoo stosował zamiast „miejskiej dżungli”, gdyż według niego porównywanie wolności życia w lasach tropikalnych z przeludnionymi obszarami miejskimi, których mieszkańcy w większości codziennych sytuacji znajdują się w zamkniętej, ograniczającej przestrzeni i są narażeni na nieustanny stres, nie oddaje prawdy o dobrowolnej niewoli, w jakiej „nagą małpę” zamknął jej niezrównany umysł. Morris spotkał się z ostrą krytyką, zarzucającą mu „uzwierzęcanie” człowieka, odmawianie mu wyjątkowości przez to, że jest obserwowany jak każdy inny gatunek – dało o sobie znać wspomniane na wstępie ryzyko zawodowe. Wraz z upływem lat kulturowe oswajanie małpiej przeszłości (i teraźniejszości) człowieka zaczęło wszakże budzić więcej zainteresowania niż protestów.

W 1992 r. ukazała się z kolei książka Jareda Diamonda (amerykańskiego naukowca słynącego z popularnonaukowych bestsellerów) pt. Trzeci szympans. Tytułową małpą, której wyjątkowość autor starał się w książce ustalić, jest oczywiście Homo sapiens. Kłopot w tym, że ten tytuł ponad 20 lat później wydaje się jednak mylący. Zoolog z kosmosu, jak pisze Diamond, jeszcze 100 tys. lat temu niewątpliwie sklasyfikowałby nieowłosione, chodzące w pozycji wyprostowanej istoty jako trzeci obok szympansa i bonobo gatunek w obrębie rodzaju Pan. Trudno się z tym nie zgodzić, lecz problem z człowiekiem jako trzecim szympansem polega na tym, że bonobo uznano za drugiego i nazwano szympansem karłowatym, zanim w pełni poznano jego specyfikę. Zwiększająca się wiedza na temat tego gatunku wyraźnie odróżniła go od tzw. szympansa zwyczajnego. Dziś prymatolodzy odchodzą od nazw „szympans karłowaty” czy „szympans bonobo”, mówiąc po prostu o szympansach i bonobo, uznając odrębność tych gatunków. De Waal, opisując różnice między nimi, porównywał szympansy (duże głowy, grube karki, szerokie ramiona) do gburowatych, krzepkich kulturystów, a bonobo (cienkie szyje, szczupłe torsy, dłonie pianistów) wyobrażał sobie raczej jako przesiadujących w bibliotece intelektualistów. Te gatunki różnią się także pod względem zachowania. Bonobo są beztroskie, pokojowe, a podstawowym spoiwem ich społeczności i metodą rozwiązywania konfliktów są kontakty seksualne. Mocno kontrastuje to z brutalnością i żądzą władzy szympansów. Jak widać, człowiek jest nie tylko genetyczną mozaiką cech obu tych małp.

Użyty przez Diamonda tytuł był oczywiście metaforą, wydaje się jednak, że mniej trafną niż „naga małpa”. Bonobo nie jest mniejszą wersją szympansa, tak jak umysł żadnej z tych małp nie jest prostszą wersją umysłu człowieka. Każdy gatunek jest inny i na swój sposób wyjątkowy, a najważniejsza w porównaniach między nimi okazuje się ciągłość ewolucyjna – uświadamianie sobie, że nawet jeśli ludzie potrafią zdecydowanie więcej od swoich bratnich naczelnych, trudno wskazać cechę człowieka, która nie miałaby prekursora na wcześniejszym stadium ewolucji. Umysły rozumiane całościowo są zatem specyficzne dla danego gatunku, co często podkreślają psychologowie porównawczy. Poszczególne właściwości umysłu ludzkiego i różne zachowania człowieka mają natomiast swoje zalążkowe warianty u blisko spokrewnionych z nami zwierząt. Nie jesteśmy zatem trzecim szympansem, tak jak bonobo nie jest drugim, lecz ewolucyjna korona stworzenia należy się, jak sądzę, wszystkim trzem omawianym gatunkom.

Nieuchwytna wyjątkowość człowieka

W związku z tym, że budowa anatomiczna uniemożliwia szympansom i bonobo mowę artykułowaną, podjęto próby nauczenia ich pozawerbalnych metod komunikacji. Imponującym przykładem zdolności językowych małp jest samiec bonobo Kanzi, podopieczny amerykańskiej prymatolożki Susan Savage-Rumbaugh, znajdujący się obecnie w schronisku dla naczelnych i ośrodku badawczym Iowa Primate Learning Sanctuary (IPLS). Kanzi sprawnie posługuje się bogatym systemem leksygramów (symboli odpowiadających słowom, choć niekoniecznie przedstawiających to, do czego słowa referują). Komunikuje się za pomocą skomputeryzowanej tablicy kilkuset takich znaków, na której naciśnięcie symbolu powoduje odczytanie jego znaczenia przez głos z komputera. Kanzi rozumie też mówiony angielski (kilkaset słów), co wykazano eksperymentalnie, instruując go, aby wybierał symbol odpowiadający słowu wypowiadanemu przez badacza – zdał ten egzamin bez problemu. Z łatwością radzi sobie też z prostymi zdaniami, jak w przypadku (nieintuicyjnego) polecenia „włóż koszulę do lodówki” (6).

Gwiazdą badań w IPLS jest również Panbanisha, siostra Kanziego. Przysłuchując się „rozmowom” między badanymi bonobo, naukowcy zaczęli podejrzewać, że tworzą one własne, odpowiadające leksygramom, wokalizacje określające przedmioty. Przykładowo, powiedziano Kanziemu, by za pomocą wokalizacji dał znać Panbanishy, co chciałby zjeść. Kanzi wydał z siebie odgłos i wskazał leksygram oznaczający cukierki M&M’s. Spytana o życzenie Kanziego Panbanisha, znajdująca się w innej klatce, z której nie mogła go widzieć, wskazała ten sam leksygram (7).

Przez długi czas uważano, że człowiek jako jedyny nie tylko posługuje się przedmiotami jako narzędziami, lecz także narzędzia wytwarza. Tego rodzaju zachowania zaobserwowano jednak również wśród szympansów. Najbardziej znany ich przykład to obrywanie z liści wybranych gałązek i tworzenie z nich „wędek”, za pomocą których wyławiają termity.

Co więcej, wytwarzają narzędzia w innym miejscu, niż z nich korzystają, co wskazuje także na umiejętność planowania. Małpy człekokształtne nie żyją zatem wyłącznie w teraźniejszości. Tych, którzy nadal wątpią w ich zdolność mentalnych podróży w czasie, należy skierować do zoo w szwedzkim Furuvik. Nikt nie przekona sceptyków bardziej niż żyjący tam szympans o imieniu Santino (8). Gdy w wieku 17 lat został on jedynym samcem w kolonii, zaczął potwornie się nudzić. Każdego ranka szykował więc sobie arsenał zbieranych na wybiegu kamieni, z którego robił użytek po otwarciu bram zoo, rzucając dla rozrywki w odwiedzających. Zaniepokojeni opiekunowie małp zaczęli regularnie oczyszczać teren z potencjalnych pocisków. Santino nie dał jednak za wygraną: mimo że szympansy panicznie boją się wody, zaczął wybierać kamienie z fosy i ukrywać je. Zasoby tej zbrojowni były, niestety, ograniczone, lecz nie zniechęciło to przedsiębiorczego samca: po ich wyczerpaniu zaczął pozyskiwać amunicję w inny sposób – opukiwał ściany osuszanej na zimę fosy i chował odłupane kawałki betonu na przyszłość.

Czy nic, co ludzkie, nie jest małpom obce?

Spośród bogatego repertuaru zachowań człowieka te najszlachetniejsze lubimy przypisywać sobie jako unikalnie „ludzkie”, wszelkie zło zrzucamy natomiast na barki drzemiącego w nas „zwierzęcia”. Walkę z wyobrażeniem natury ludzkiej jako skrywającej negatywne, samolubne tendencje ukryte jedynie pod cienką warstwą ugrzeczniającej nas kultury prowadzi zwłaszcza de Waal. Zastanawia się, jak potoczyłyby się losy dyskusji naukowych o ewolucji i naturze człowieka, gdybyśmy jako pierwszy gatunek z rodzaju Pan odkryli bonobo. Czy w równym stopniu podkreślalibyśmy wtedy przemoc i dominację samców, czy może skoncentrowalibyśmy się na takich kwestiach jak seksualność i troska o innych? To pytanie jest tym ciekawsze, że bonobo – jak twierdzi m.in. Kano, najważniejszy ekspert w zakresie badań nad tymi małpami w naturze – są przypuszczalnie najbardziej podobne do wspólnego przodka człowieka, bonobo i szympansa. One nigdy nie opuściły swojego naturalnego siedliska (wilgotnej dżungli), miały więc najmniej powodów, by się zmieniać.

W miejsce teorii fasady, jak de Waal nazywa owo uznawanie rzekomo kruchego prymatu dobra, wymuszanego przez cywilizację, nad złem biologicznych skłonności, proponuje tzw. model matrioszki. W tym ujęciu spoglądamy na kluczową dla moralności empatię jako zakorzenioną głęboko w naszej przeszłości ewolucyjnej i składającą się z trzech elementów o różnym stopniu złożoności. Najbardziej podstawowy, lokowany przez de Waala u zarania ewolucji ssaków i opieki nad potomstwem, jest mechanizm zarażania się emocjami, kiedy na widok cierpiącej osoby odruchowo dopasowujemy się do jej stanu emocjonalnego, jak małpy, które podczas pewnego eksperymentu (dziś etycznie wątpliwego) przestawały pobierać pokarm, jeśli pociągnięcie dźwigni, która do tego służyła, powodowało, że ich towarzysz rażony był prądem. Następną warstwą jest troska o innych, której wśród szympansów przejawem jest m.in. pocieszanie osobników po przegranej walce. Ostatnie piętro to przyjmowanie cudzej perspektywy, umożliwiające ukierunkowywanie pomocy – np. odgrywanie roli przewodnika i prowadzenie za rękę zdezorientowanego, nowego w grupie osobnika, co zdarzyło się w pewnej społeczności żyjących w zoo bonobo.

Drugi obok empatii filar moralności to według de Waala poczucie sprawiedliwości. Jednym z najbardziej wymownych przykładów, jakie podaje, jest reakcja Panbanishy, wspomnianej już samicy bonobo, gdy znalazła się w uprzywilejowanej sytuacji. W trakcie eksperymentu była częstowana mlekiem i rodzynkami, jednocześnie zdawała sobie sprawę, że z daleka zazdrośnie zerkają na nią inne bonobo. Po jakimś czasie zaczęła odmawiać pożywienia i tak długo wskazywała na pozostałych, aż oni także dostali porcję łakoci.

Widzimy tu ślady ewolucji zachowań, które według de Waala leżą u podstaw ludzkiej moralności. Prawdopodobnie rozwinęły się one, aby wspomóc opiekę nad potomstwem i zwiększyć u zwierząt stadnych spoistość grup – w obu tych przypadkach dostrzegamy największą ciągłość między człowiekiem a innymi naczelnymi. De Waal nie nazwałby jednak szympansa „bytem moralnym”. Podkreśla, że ludzie nie poprzestają na odczuciach, które formują podstawy moralności, lecz tworzą uniwersalne standardy w ramach logicznie spójnych systemów etycznych. Dodaje, że etyka kodeksowa, jeśli nie jest oparta na predyspozycjach biologicznych, może okazać się jednak trudna do egzekwowania.

Podobnie przedstawia się zagadnienie życia „duchowego” małp. W tym miejscu należy zaznaczyć pewną trudność, z którą w dyskusjach o duchowości mierzymy się także w odniesieniu do człowieka: problem definicji. Zauważmy, że język opisu ludzkiego życia duchowego, niezależnie od tradycji kulturowej, w dużej mierze ukształtował się na długo przed powstaniem współczesnej nauki. W rezultacie nie dysponujemy pojęciami (o ich spójnym systemie nie wspominając), za pomocą których moglibyśmy te uniwersalnie ludzkie (a zatem głęboko zakorzenione w naszej konstytucji biologicznej) doświadczenia wyrazić, a które byłyby niezależne od dominujących religii. Między innymi z tego wynikają, jak sądzę, kłopoty badaczy religii z definicjami i dlatego tak cenne jest szukanie biologicznego wspólnego mianownika dla doświadczeń, które zwykliśmy nazywać duchowymi, a które nie są przecież obce także ludziom niereligijnym i małpom (przynajmniej tym z rodzaju Pan).

Istnieje wiele raportów dotyczących troski szympansów o umierających, a także ich reakcji na śmierć swoich towarzyszy. W naturalnym siedlisku szympansów zaobserwowano, jak biegały one z wrzaskiem wokół leżącego w wąwozie ciała samca, któremu badacze nadali imię Rix. Prymatolog Geza Teleki, choć nie był świadkiem zdarzenia od początku, odniósł wrażenie, że chwilę wcześniej Rix złamał kark, spadając z drzewa. Niektóre osobniki zatrzymywały się, wpatrywały w ciało w zupełnej ciszy, po czym gwałtownie odbiegały, rozrzucając po drodze kamienie. Inne, uśmiechając się nerwowo, poklepywały i obejmowały się wzajemnie lub kopulowały. Pozostali dotykali i obwąchiwali zwłoki Rixa. Gdy małpy zaczęły powoli odchodzić z miejsca zdarzenia, oglądały się za siebie, patrząc na trupa.

W naturze badaczom trudno jest czasami nadążyć za grupami szympansów, stąd opisy wydarzeń bywają niekompletne, jak w przypadku założenia Telekiego, że śmierć Rixa była wynikiem nagłego wypadku. Inaczej jest w ogrodach zoologicznych i ośrodkach badawczych – tam małpy cały czas są pod okiem kamer. Umożliwiło to zespołowi z parku safari Blair Drummond w Szkocji szczegółową analizę zapisu ostatnich chwil życia starej samicy o imieniu Pansy (9). Opisują oni, minuta po minucie, jak inne małpy podchodzą ją głaskać i iskać (znamienne, że po śmierci żadna z nich już tego nie próbowała). Dorosła córka Pansy spędziła natomiast całą noc przy ciele matki. Po śmierci szympansicy inne osobniki (podobnie jak wspomniane małpy w naturze) dotykały, obwąchiwały i oczyszczały jej ciało, a pewien samiec w nie uderzył (znane są również inne przykłady takiego zachowania – tłumaczy się je jako wynikające z frustracji próby sprowokowania reakcji, „obudzenia zmarłego”). W następnych dniach szympansy unikały miejsca, w którym doszło do śmierci, ich sen był niespokojny, częściej się nawzajem iskały i jadły o wiele mniej niż zwykle. Badacze zakończyli swój raport porównaniem wszystkich tych zachowań, od ostatnich chwil życia Pansy po usunięcie jej ciała z nocnej klatki, z ich odpowiednikami w przypadku reakcji na śmierć u ludzi. Nietrudno było je znaleźć.

Człowiek nie jest zatem jedynym gatunkiem, u którego śmierć budzi zarówno fascynację, jak i przerażenie. Nasze bratnie naczelne rozumieją, iż jest ona zjawiskiem nieodwracalnym, na które nic nie mogą poradzić, i reagują w jej obliczu zaskakująco podobnie jak my. Przerażenie i fascynacja są właściwe także reakcjom szympansów na niektóre zjawiska naturalne. Występowanie tych odczuć u małp jest tym bardziej istotne, że religioznawcy – odwołując się do Świętości Rudolfa Otto i jego mysterium tremendum et fascinans – zaliczają je do najważniejszych wyróżników przeżycia duchowego.

Najsłynniejszym przykładem reakcji w obliczu sił przyrody jest szympansi „deszczowy taniec”. To specyficzne zachowanie obserwuje się zazwyczaj albo podczas szalejącej burzy, albo w pobliżu wodospadów. Szympansy stają w deszczu w pozycji wyprostowanej i z najeżonymi włosami zaczynają kołysać się na boki, krocząc rytmicznie na dwóch nogach. Podobnie reagują na wodospady. Goodall opowiadała, jak pewien samiec w miarę zbliżania się do huczącej wody zwiększał tempo marszu, jeżyły mu się włosy, a gdy dotarł na miejsce, zaczynał gwałtownie demonstrować siłę: stawał na dwóch nogach w płytkiej wodzie, kołysał się rytmicznie, mocno tupiąc, ciskał wielkimi kamieniami i huśtał się na pnączach w mgiełce wodnej przy wodospadzie.

O tych emocjonalnych fundamentach przeżyć duchowych wspomina także Walter Burkert, niemiecki badacz mitologii. W Stwarzaniu świętości przywołał on tezy słynnego etologa Konrada Lorenza, który zwrócił uwagę na biologiczne podstawy spontanicznych reakcji człowieka w rodzaju dreszczy lęku czy euforii przebiegających przez nasze plecy i ramiona – układ nerwowy właśnie w ten sposób jeży sierść szympansów. Jak zauważa Burkert: „Dla nas »stawanie dęba« włosów jest przede wszystkim metaforą, lecz niegdyś stanowiło część agresywnego programu behawioralnego. Dziś, gdy mówimy o »świętych dreszczach trwogi«, które miałyby charakteryzować religię, łatwo zapominamy o tych początkach” (10).

Najbardziej człekokształtna małpa

Ci, którzy mieli sposobność spojrzeć małpie człekokształtnej w oczy, zgodnie twierdzą, że zobaczyli w nich nie zwierzę, lecz osobowość równie wyważoną i okrzepłą jak ludzka. Według de Waala ów „wstrząs utożsamienia” jest dobrze znany prymatologom, a ten pierwszy kontakt wzrokowy zmienia także ich myślenie o miejscu człowieka w świecie.

Mówiąc o gatunku, myśli się często o typowym osobniku, który przejawia charakterystyczne dla niego cechy. Wydaje się jednak, że wyjątkowi są przede wszystkim Homines sapientes, a nie Homo sapiens, gdyż to właśnie w mnogości, na poziomie kolektywu, badacze dopatrują się najważniejszych wyznaczników specyfiki naszego gatunku. Nie wznoszą przy tym jednak nowych bastionów wyjątkowości człowieka. Nie trzeba usilnie szukać ostrej granicy, za którą moglibyśmy się odciąć od małpiej przeszłości. O naszej unikalności świadczy poziom komplikacji cech, których pierwotniejsze formy odnajdujemy u naszych ewolucyjnych krewnych. Oni nie potrafią tak płynnie przechodzić od rzeczywistości do abstrakcji i tworzyć metafor, które w przypadku organizmu człowieka mogą wywoływać głębokie zmiany na poziomie czystej fizjologii. Nie tworzą też tak złożonej kultury i w dużo mniejszym stopniu niż ludzie przekazują swoje (proto)kulturowe osiągnięcia następnym pokoleniom. „Naga małpa” jest jednak obnażana coraz bardziej: najnowsze badania naukowe (porównywanie genomów, budowy mózgów i zachowań ludzi i innych naczelnych) sprawiają, że małpy jawią nam się jako „coraz bardziej człekokształtne”, coraz bliższe człowiekowi. W zapisie kopalnym nie znajdziemy śladów tendencji behawioralnych bezpośrednich przodków człowieka, dlatego tak ważne jest badanie naszych najbliższych żyjących krewnych wśród małp. Spoglądanie w przeszłość ewolucyjną to spoglądanie do wnętrza ludzkiej natury. Ludzie stają się jednak przez to coraz bardziej świadomi tego, co w nich najbardziej ludzkie, oraz tego, jakie są źródła ich wrażliwości – owego tak wychwalanego człowieczeństwa.

Czy to wszystko odbiera człowiekowi wyjątkowość? Raczej ją dookreśla. Pokazuje, gdzie warto jej szukać, gdyż człowiek nieświadomy swojej historii ewolucyjnej jest w mniejszym stopniu człowiekiem. Człowiekiem, czyli najbardziej ludzkim z naczelnych – najbardziej człekokształtną małpą.

.

1 Większość przykładów, jeśli nie zaznaczono inaczej, pochodzi z dwóch książek Fransa de Waala: Bonobo i ateista. W poszukiwaniu humanizmu wśród naczelnych, tłum. K. Kornas, Kraków 2014, i Małpa w każdym z nas. Dlaczego seks, przemoc i życzliwość są częścią natury człowieka?, tłum. B. Brożek, M. Furman, Kraków 2015.

2 Historię pierwszych zetknięć z szympansami i początków badań nad tym gatunkiem przytaczam głównie na podstawie C. Boesch, The Real Chimpanzee: Sex Strategies in the Forest, Cambridge 2009, s. 110–112.

3 F. de Waal, Bonobo i ateista, dz. cyt., s. 87.

4 F. de Waal, F. Lanting, Bonobo: The Forgotten Ape, Berkeley 1997, s. 4–7.

5 K. Prüfer i in., The bonobo genome compared with the chimpanzee and human genomes, „Nature” 2012, nr 486, s. 527–531.

6 P. Segerdahl, W. Fields, S. Savage-Rumbaugh, Kanzi’s Primal Language: The Cultural Initiation of Primates into Language, Nowy Jork 2005, s. 47.

7 Lista 27 przykładów takich wokalizacji znajduje się w: S. Savage- -Rumbaugh, W.M. Fields, T. Spircu, The emergence of knapping and vocal expression embedded in a Pan/Homo culture, „Biology and Philosophy” 2004, nr 19, s. 541–575.

8 M. Trojan, Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość. Czy zwierzęta mogą podróżować w czasie?, „Psychologia-Etologia-Genetyka”2009, t. 19, s. 46.

9 J.R. Anderson, A. Gillies, L.C. Lock, Pan thanatology, „Current Biology” 2010, nr 20, s. R349–R351.

10 W. Burkert, Stwarzanie świętości. Ślady biologii we wczesnych wierzeniach religijnych, Kraków 2006, s. 36.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata