70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

W głębokim, mrocznym lesie

Fertility to niezwykle mroczna, ale poruszająca baśń dla dorosłych o krzywdzie, zemście i ludzko-nie-ludzkim świecie praw i porządków.

Cztery panny oglądają swoje zaręczynowe pierścionki, przymierzają ślubne welony, wkładają pod sukienki poduszki, żartują – trochę ze wstydem, trochę z ciekawością – z tego, co je czeka już niedługo w noc poślubną. Wiedzą, że w ich życiu wszystko się zmieni i że wiele zależy od tego, co owa „poduszka” przyniesie. Dlatego sięgają po stare księgi, ufają ich mądrości i zapobiegliwości. Jak się okazuje, płodność zajmuje w nich miejsce szczególne: jest przedmiotem troski, przejawiającej się poprzez szereg osobliwych praktyk, które kierują człowieka w stronę świata zwierząt – to tam bije źródło pierwotnej siły, witalności.

Jedna z rycin w księdze przedstawia rozkawałkowanego zająca, którego rozmaite części ciała posiadają uzdrawiające i stymulujące właściwości. Produkowana przez żołądek zwierzęcia podpuszczka, zakonserwowana i podana w odpowiednim momencie młodej kobiecie, ma zagwarantować urodzenie męskiego potomka. Czy nie byłby to najpiękniejszy, najbardziej wartościowy podarunek ślubny dla ukochanego, a dla młodej żony powód do kobiecej dumy? Panny udają się więc wieczorem na polowanie do lasu: rozstawiają wnyki, rozrzucają przynęty i czekają do rana. Nie wracają z pustymi rękami. Nie ma tego wiele, raptem jeden szarak dał się złapać, drugi musiał najwyraźniej uciec, skoro została tylko jego łapa, którą dziewczyna podnosi z grymasem obrzydzenia. Cóż, wystarczy to jednak, by przygotować specyfik. W tym samym czasie w zajęczym świecie – wielkie poruszenie. Okaleczone przez wnyki zwierzę wraca do swoich i opowiada pozostałym zającom przerażającą historię o tym, w jak barbarzyński sposób zginął jeden z nich. Zwierzęta postanawiają się zemścić.

„Zajęcza sprawiedliwość”

Tak rozpoczyna się debiutancki komiks Gosi Herby (rysunki) i Mikołaja Pasińskiego (scenariusz) Fertility (Płodność), będący niezwykle mroczną, ale poruszającą baśnią dla dorosłych o krzywdzie, zemście i ludzko- -nie-ludzkim świecie praw i porządków. Jego fabuła i konwencja przypominają nieco fantastyczne, ale wyraźne nawiązanie do twórczości ludowej, z jej umiejętnością przechodzenia od konkretu do symbolu, od bezpośredniej dosłowności do alegoryczności, nadaje tej powieści graficznej szczególną formę – przypowieści, ballady. W słowiańskiej kulturze zając zajmował ważne miejsce. Z jednej strony, był on symbolem płodności, obfitości i witalnej wytrwałości (to wyobrażenie dało początek Zajączkowi Wielkanocnemu). Opisana przez Kolberga zabawa „w zajączka”, znana w Polsce jeszcze w XIX w., polegała na podskakiwaniu do rytmu śpiewanej piosenki tak długo, aż wszyscy zawodnicy „odpadną”. Z drugiej strony, jak dowodzi tego polska frazeologia (zajęcze serce, jak pijany zając), zwierzę to było synonimem tchórzliwości, nieporządku, a także przeciętności. Szarak, szaraczek to ktoś, z kim się nie liczymy, kto nic nie znaczy i zapewne dlatego może być wykorzystywany do różnych celów. Nie było takiej części ciała zająca, która – dla człowieka, rzecz jasna – nie miałaby praktycznego lub chociaż symbolicznego zastosowania. O dobroczynnym wpływie na płeć dziecka zjedzonego przez kobietę serzyska (podpuszczki) pisał już Pliniusz w Historii naturalnej.

Autorzy komiksu uczynili to jednak tylko punktem wyjścia do znacznie bardziej uniwersalnej opowieści o dwóch odmiennych, choć współistniejących ze sobą światach, rządzących się innymi prawami. A może po prostu patrzących na jeden i ten sam świat z dwóch różnych perspektyw: silniejszego i słabszego, tego, kto jest ofiarą brutalnych reguł gry, i tego, kto je wymyśla. Zające w odwecie mordują za pomocą wnyków strzegącego domu psa. Wkradając się nocą do sypialni dziewcząt, wywlekają je nagie z łóżek, by postawić przed zajęczym sądem. Wyrok jest okrutny: zostają zakopane po szyję w ziemi i wystawione na publiczny widok. Jakby tego było mało, zostają potajemnie „zgwałcone” przez cztery zające. Z oprawczyń same stają się ofiarami, zaś płodność, która miała przynieść im szczęście, teraz okazuje się jeszcze jednym narzędziem kary. Uwolnione kobiety są brzemienne, a skonsternowany sędzia próbuje przywrócić moralny porządek, naruszony przez niesubordynowanych członków wspólnoty i wydaje nowy wyrok – oprawcy muszą pojednać się z ofiarami, zhańbione dziewczęta muszą wyjść za mąż za swych gwałcicieli.

Choć ta „zajęcza sprawiedliwość” wydaje nam się potworna i nieludzka, warto zastanowić się, czy w naszym świecie wypracowaliśmy lepsze, bardziej wrażliwe na cierpienie sposoby naprawiania wyrządzanych wzajemnych krzywd? I czy ludzkie przywracanie moralnego ładu nie jest również tylko powierzchowną walką o porządek społeczny, w którym istotne jest mechaniczne, wyuczone wymierzanie kar, pozorne wyrównanie rachunku krzywd, nie zaś rzeczywista ochrona nas wszystkich przed utrwaloną i powtarzaną przemocą? Oczywiście komiks Fertility nie jest w żadnej mierze dydaktyczno-umoralniającą bajką ze zwierzęcym sztafażem. Różni się on również od rozmaitych kulturowych narracji o „zemście słabszych”, które zaczynają się pojawiać i w Polsce, zarówno w wersji popkulturowej (na fali popularności filmów Tarantino), jak i w swojej krytycznej, społecznie zaangażowanej formie (inspirowanej np. ruchami oburzonych prekariuszy). Narracje te to manifest obywatelskiego nieposłuszeństwa wobec systemu, który uprzywilejowuje silniejszych, i jednocześnie próba wyjścia poza wizerunek biernej, z definicji słabej ofiary. Zwykle nie zobaczymy w nich jednak, czym jest zemsta dla mściciela, jak można żyć po jej dokonaniu.

Bez morału

Historie bohaterek Fertility mają swoje ciągi dalsze – choć nie układają się one w przewidywalne scenariusze. Również dlatego że dochodzi w nich do zniesienia fundamentalnej granicy między ludzkim i nieludzkim, która kształtuje również naszą wyobraźnię literacką. Tabu gatunkowe w naszej kulturze określa przecież od wieków podstawy porządku moralnego, pojęciowego i wizualnego – w złamaniu zakazu obcowania seksualnego człowieka ze zwierzęciem Anna Wieczorkiewicz, autorka Monstruarium, upatruje wręcz narodzin antropologii potworności. Być może opowieść o Minotaurze, zamkniętym w minojskim labiryncie, byłaby tu paradygmatyczna?

Tymczasem w Fertility widzimy cztery różnie się kończące historie o wymuszonym współistnieniu ludzi i zwierząt. Pierwsza z nich okazuje się opowieścią o pojednaniu, druga o wzajemnej pogardzie i nienawiści, trzecia – o akceptacji własnego wyobcowania i cudzego cierpienia, czwarta o ucieczce przed niechcianym losem. Żadna z nich nie wydaje się ani nieunikniona, ani najlepsza / najgorsza z możliwych. W ten sposób autorzy komiksu uniknęli uproszczeń, częstych w przypadku zwierzęcych paraboli, które są zwykle ilustracją ludzkich praw, ewentualnie metaforą rzekomo uniwersalnych zachowań. Nie ma tu puenty, nie ma morału, lekcji, nie ma pewności, kto tu kogo (i czy w ogóle) naśladuje. Na jednym z kadrów patrzymy oczami zająca, jak dziewczyna nabija na patyk odrąbaną głowę złapanego we wnyki zwierzęcia, i myślimy o wątpliwej cywilizacyjnej przewadze człowieka nad prymitywnym światem natury. Ale jednocześnie nie znajdziemy w tej opowieści antyoświeceniowego obrazu „szlachetnego dzikiego”, od którego można by się uczyć człowieczeństwa. Światy ludzi i zwierząt nie wydają się tu aż tak przeciwstawne i być może to jest najbardziej niepokojące. Mimo wrażenia, że historia kończy się za szybko, że ciekawiej byłoby ją jeszcze poprowadzić dalej, autorowi scenariusza udało się osiągnąć mocny efekt obcości – czytelnik zostaje sam z wieloma pytaniami o to, dlaczego właściwie tak chętnie widzimy w zwierzętach zaprzeczenie siebie i dlaczego tak automatycznie stawiamy życie człowieka wyżej niż życie innych istot. Lekturze towarzyszy dodatkowo nieprzyjemne odczucie leśmianowskiej dziwności świata, który nie wydaje się ani bliski, ani w kulturowo oswojony sposób „zaczarowany”.

Z pewnością jest to również zasługą niesamowitych, utrzymanych w mrocznej ciemnoniebieskiej tonacji obrazów Gosi Herby. Postaci zwierząt przedstawione są co prawda dość antropomorficzne – stoją na dwóch łapach, uzewnętrzniają różne emocje, noszą broń – ale może przez to stają się bardziej straszne. Z kolei masywne i nieco groteskowe figury kobiet wydają się odczłowieczone, przypominają bardziej bohaterki fowistycznych prac Henriego Matisse’a niż zwiewne panny z romantycznych ballad. To wrażenie sennego koszmaru, które wyłania się z absurdalnej fabuły, potęguje fakt, że w całej powieści graficznej nie pada ani jedno słowo. Wiernych czytelników komiksów nie muszę przekonywać, że to nie uproszczenie i redukcja świata przedstawionego, dla tych, którzy nigdy nie próbowali czytać obrazowych ciągów, propozycja Herby i Pasińskiego może być świetną okazją do przetestowania swoich umiejętności narracyjnych. To jednak tylko wartość dodana. Przygotowana na rynek angielski, ale dostępna również w Polsce publikacja poznańskiego Wydawnictwa Centrala jest głęboko poruszającą opowieścią o przemocy, która czai się w każdym, kto ufając zanadto mądrym księgom, sam nie zadaje sobie pytań o dobro i zło.

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata