70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Moja noc u Maud

Rozpaczam bowiem z powodu przemijania jak mężczyzna, jak król, jak posiadacz większościowego pakietu akcji w większości światowych firm, jakby przemijanie było ostateczne – tak rozpaczam. To jeśli chodzi o formę. Jeśli chodzi o treść, rozpaczam z powodu przemijania rzeczy, które powinnam przyjmować do wiadomości jako przeminięte z godnością bądź w ogóle tego przemijania nie odnotowywać.

Chodź, Wojtek, tam jest pusty przedział – powiedziałam, wracając z toalety. Ale tylko wsadziłam głowę do naszego przedziału i zaraz ją wycofałam, bo nie byłam gotowa patrzeć na to, jak Bonowicz rozprawia się z tymi wszystkimi starszymi paniami, które po 15 minutach wspólnej podróży chciały go usynowić, ani z tymi młodszymi paniami, które chciały za niego wyjść, ani z tymi najmłodszymi, które w kwadrans zapragnęły być przez niego ucórkowione. Rozumiałam wszystkie te trzy potrzeby względem Wojtka, ale sama, na początku podróży mającej trwać dziewięć godzin, kierowałam się przede wszystkim lamentami mojego kręgosłupa. A on mówił: „Dziewczyno, musisz się natychmiast położyć, jeśli potem chcesz wstać”.

Wracaliśmy z nadmorskiej chałtury, w absolutnym lipcowym high season, pociąg jadący z Kołobrzegu miał się – o czym jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy – w Bydgoszczy połączyć z pociągiem z Gdyni, a żaden z tych składów nie ciągnął WARS-u. Wojtek wiózł sześć krówek reklamujących wrocławski Miesiąc Spotkań Autorskich i colę z wodą, a ja dwa snickersy i samą wodę. Dał mi za jednego trzy krówki, pożyczyłam mu swoje „Książki”, żeby sobie poczytał, i mój „Wprost”. Każde z nas miało własny egzemplarz „Tygodnika Powszechnego”.

I leżeliśmy sobie, i czytaliśmy, a ludzie, którzy mijali nasz przedział w drodze do toalety, przystawali popatrzeć na dwoje długich, w więcej niż nieformalnych pozach wyciągniętych, czytających dorosłych. W pewnym momencie oboje czytaliśmy „Tygodnik Powszechny”, w którym napisano, że stosunek homoseksualny może być znakiem autentycznej miłości – mam wrażenie, że wtedy chwila, na którą przystawali przy nas idący za potrzebą, była wyraźnie dłuższa. A może przeczuwali, że w toalecie centralnie umieszczono napis markerem „Żydzew kuca przy siku”, i dlatego, na ile tylko mogli, odwlekali do niej dotarcie. Ale wizyty w toalecie nie da się przekładać w nieskończoność, jak również kilku innych spraw i wydarzeń też. – Lubisz filmy Érica Rohmera? – zapytał Wojtek. – Aha – powiedziałam, nie patrząc na zegarek, a powinnam była, żeby w pełni zrozumieć wagę tego pytania. – Nasza wakacyjna przygoda dobiegła końca – powiedział Wojtek i wysiadł w Toruniu.

Mojego męża najbardziej złości, a także śmieszy, gdy rozpaczam z powodu przemijania.

Rozpaczam bowiem z powodu przemijania jak mężczyzna, jak król, jak posiadacz większościowego pakietu akcji w większości światowych firm, jakby przemijanie było ostateczne – tak rozpaczam. To jeśli chodzi o formę. Jeśli chodzi o treść, rozpaczam z powodu przemijania rzeczy, które powinnam przyjmować do wiadomości jako przeminięte z godnością bądź w ogóle tego przemijania nie odnotowywać. Pierwszą połowę lipca poświęciłam na rozpaczanie, bo córka zmieniła szkołę. Po prostu wybudowali nam inną pod domem, pod samym domem, a do poprzedniej musieliśmy chodzić przez łąkę, na której od marca do czerwca żerowały dziki, a którą od listopada do lutego trzeba było pokonywać na biegówkach. „Rozumiem pani decyzję, sama bym taką podjęła” – powiedziała mi wychowawczyni mojej córki, układając usta w podkówkę, bo kochała moją córkę jak własną. Akurat wtedy sprowadzili się studenci piętro pode mną. Po paru dniach zawiesiłam im na klamce torebkę z butelką wina, czekoladką i listem: „Czy moglibyście nie gadać na balkonie i nie palić tam papierosów strasznie śmierdzących po dwudziestej trzeciej?”. Odpisali: „A pani mogłaby po dwudziestej trzeciej nie płakać pod oknem?”.

Kiedy Wojtek wysiadł w Toruniu, też już chciałam zacząć płakać pod oknem, bo czułam, jak Człowiek-Kluska z mojej najnowszej książki z wierszami noszącej tytuł Nudelman a wydanej w lipcu (tak, to jest lokowanie produktu), że coś we mnie umarło na zawsze, ale nie zdążyłam, bo na następnej stacji wsiadł bardzo brudny pan, który zaczął śmierdzieć, jeszcze zanim powiedział „dzień dobry”. Zamknął za sobą drzwi do przedziału i śmierdząc, zaczął skulony w kącie przysypiać w pozie, którą ja kojarzyłam raczej z wydziwionym współżyciem. Już otwierałam usta, żeby mu powiedzieć, żeby jednak otworzył te drzwi, bo się podusimy, ale usłyszałam, jak mówię: „Jak pan chce spać, może się pan po prostu położy?”.

Jak wspaniale jest przemijać, pomyślałam.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter