70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Zarobić na niebo

Z okazji setnej rocznicy urodzin Bolesława Micińskiego ukazały się niedawno jego Pisma zebrane. Obok publikowanych wcześniej esejów uwzględniono w nich notatki do nieukończonych szkiców, a także teksty pominięte lub skreślone przez cenzurę w wydaniu Pism z 1970 r.

„Ciekawość widza jest najohydniejszą formą kapitalizmu: pozwala partycypować w tragicznych dziejach świata bez poważnego wkładu uczuciowego i bez poczucia odpowiedzialności. Jest to rentierstwo psychiczne, które streszcza się w odcinaniu kuponów od rzeczywistości”. Te słowa zapisał Bolesław Miciński na początku lat 40., kiedy przebywał na wygnaniu we Francji. Nie mógł przewidzieć powszechnego dziś podglądactwa, powodzi informacji i obrazów, zacierania się granic prywatności. Jednak jego eseje, powstałe w odmiennym pejzażu literackim i politycznym, mogą stanowić wzorzec pisania zaangażowanego, które nie zadowala się chłodnym podekscytowaniem gapia. Przejmująco brzmią dzisiaj słowa Micińskiego: „czas, w którym żyjemy, pozwala partycypować w wartościach, które powstawały w bólu – partycypować bez żadnego wkładu”. Wydaje się, że eseista przewiduje Piosenkę o Bośni Brodskiego oraz wyprzedza refleksję Susan Sontag, która w swoim ostatnim zbiorze esejów rozważała skutki przyglądania się cudzemu cierpieniu.

Bolesław Miciński zmarł w 1943 r., w wieku zaledwie trzydziestu dwóch lat. Od dzieciństwa chorował na gruźlicę i jego najważniejsze eseje powstały pod zawieszonym wyrokiem śmierci. Pisał żarliwie, ale angażował się raczej po stronie staroświeckich ideałów. Ten wykształcony w klasycznym gimnazjum, niedoszły dziedzic kresowego majątku wierzył w platońską triadę prawdy, dobra i piękna. Także dlatego jego eseje chwilami trącą myszką. Po koszmarze drugiej wojny trudno byłoby wszak zdobyć się na wyznanie, że „Grecja, podobnie jak miłość, rządzi naszymi uczuciami i stylem życia”. Miciński pisał bogatym, metaforycznym, nieco wzniosłym językiem. Zdawał się jeszcze wierzyć, że wsłuchiwanie się w słowa Wergiliusza i Szekspira może ochronić przed prymitywną pokusą ideologii. W Odpowiedzi na list Francesca, obywatela rzymskiego przeciwstawiał urodę łacińskich deklinacji niebezpiecznej tęsknocie za imperium. Kiedy nad włoskim niebem wisiały chmury faszyzmu, Miciński wołał: „Pisz piórem, kochany Francesco. Słowa pisane mieczem nie są trwałe. Pióro i zeszyt to prawdziwe fundamenty prawdziwego mocarstwa”.

Cytatem z Micińskiego: „nienawidzę totalizmu”, Adam Michnik zatytułował poświęcony mu szkic. Z kolei Czesław Miłosz który przyjaźnił się z Bolesławem i jego siostrą Nelą, próbował odpowiedzieć swoim esejem na pytanie Czy Miciński był prawicowcem?. Zaskakujący i bolesny wydaje się wszak fakt, że ten pisarz – klasyk, uczeń Homera, Wergiliusza i Kanta – był również felietonistą nacjonalistycznego „Prosto z Mostu”. Pod szyldem czasopisma Stanisława Piaseckiego ukazał się też pierwszy z dwóch wydanych za życia tomów jego szkiców, Podróże do piekieł. Ten zgrzyt Miłosz wyjaśniał rebelią pokoleniową, którą określał jako „bunt rozczochranych przeciwko ulizanym”. Miciński należał do młodzieżowej opozycji wobec dominujących w ówczesnym pejzażu kulturalnym „Wiadomości Literackich”. Skamandrytom zarzucał „rugowanie pierwiastka metafizycznego” i intelektualną łatwiznę. Jako remedium polecał lekturę Kanta: „nie piszę, że Tuwim jest złym poetą, stwierdzam tylko, że atmosfera antyintelektualizmu i groszoróbstwa, która niemal wszechwładnie zapanowała na naszym Parnasie, wywiera destrukcyjny wpływ nie tylko na społeczeństwo, ale i na samych twórców”. Rebelia Micińskiego przeciwko literackim koryfeuszom z Ziemiańskiej opierała się na podobnych przesłankach, co krytyka inteligencji ferowana przez jego przyjaciela, Witkacego. W przypadku Micińskiego wybór „Prosto z mostu” opierał się więc nie na ideologicznej sympatii, a raczej na odrzuceniu opcji dominującej. Zresztą w tym samym okresie Piasecki zwerbował do swojego pisma wybitne pióra, jak choćby Andrzejewskiego czy Gałczyńskiego – młodych autorów odrzucanych przez literacki establishment.

Miciński jako krytyk poniekąd odkrył poezję Konstantego Ildefonsa: w 1936 r. opublikował pierwszy poświęcony mu artykuł. Podziwiał nie tylko fantastyczną wyobraźnię Gałczyńskiego, ale także jego charakterystyczny „uśmiech dla wyrażania bólu”. W tym okresie obaj współpracowali z „Prosto z Mostu”. Wkrótce jednak Miciński z przerażeniem dostrzegł, że wplątał się w sidła niebezpiecznej ideologii. Zerwanie współpracy uzasadniał w liście do Iwaszkiewicza: „wolę tych, którzy biją, od tych, którzy tworzą teorię bicia i usprawiedliwiają bydlactwo przy pomocy świętego Tomasza, który ostatnimi czasy paraduje w prasie narodowej jako policjant”. Wierny „Prosto z mostu” Gałczyński nie wahał się nazwać go zdrajcą.

Lektura esejów Micińskiego dowodzi, że jego współpraca z narodowym pismem była przypadkowa. W Uwagach o polityce zalecał poczucie humoru jako lekarstwo na gniew i zacietrzewienie, a wykalkulowanej technokracji przeciwstawiał wyobraźnię. Także w obliczu współczesnej sytuacji politycznej przejmująco brzmią przytaczane przez niego rady, jakich Don Kichot udzielał Sancho Pansie: „Niech uczucie żadne, litości czy nienawiści, nie powstrzyma cię w poszukiwaniu prawdy, bądź głuchy na obietnice bogaczy i wrażliwy na łzy ubogich”. Wciąż aktualny pozostaje także komentarz Micińskiego: „jakże byłoby dobrze żyć pod władzą człowieka, który gardzi władzą!”.

Wydaje się, że Miciński nie miał „temperamentu politycznego”. Absorbujące go zagadnienie można najprościej sformułować jako przeciwstawienie vita contemplativa i vita activa. Kwintesencją tego pierwszego modelu uczynił Immanuela Kanta, któremu poświęcił swój najznakomitszy esej. Na swoistego kontrbohatera, człowieka czynu wybrał Juliana Apostatę – zachowały się jednak tylko notatki do portretowego szkicu poświęconego temu rzymskiemu cesarzowi.Portret Kanta to esej w starym stylu, oparty na biograficznej fantazji. Miciński próbuje słowami namalować pedantycznie uregulowane życie, które „wydaje się być raczej dziełem przyrody niż człowieka”. Eseista wyobraził sobie ascetyczną codzienność, pozbawioną wszystkiego, co nie poddaje się pojęciom. Opisując życie Kanta, odgrodzone od chaotycznego świata zmysłowych wrażeń, osiągnął szczyty lirycznego stylu. W swoim eseju Miciński zdaje się więc demonstrować to, co dla Kanta było jakoby niedostępne, przed czym filozof konsekwentnie się bronił: „Jak rwący strumień – czas porywał strzępki wspomnień, z szumem opływał potężne przęsła pojęciowych konstrukcji i w krętych wirach unosił cały świat: gałązki topoli, połysk szyb, czerwień murów, spełzły błękit, obłoki, cienie i twarze”. Jak wyjaśnia Miciński w uwagach Od Autora, ten szkic istotnie stanowi eksperyment, próbę „transpozycji pojęć na wyobrażenia”. Chodzi tu o mistrzowskie pisarskie ćwiczenie, które przywołuje niepodporządkowane regułom, zbędne szczegóły, jak dymek z fajki Kanta czy szelest liści topoli.

Trzeba przyznać, że w zbiorczej lekturze niektóre szkice Micińskiego wydają się dzisiaj przedawnione. Dotyczy to przede wszystkim tekstów z gazet i czasopism, recenzji zapomnianych dzisiaj autorów. Ale eseje czy choćby notatki są przejmujące choćby ze względu na ich kontekst. Pisał je człowiek młody, wygnany, postawiony w obliczu ostateczności: „Nie mam czasu. Najważniejsze. Nie tylko ja (bo chory) – nikt nie ma czasu. Kto ma żyć 80 lat, i tak musi się spieszyć, żeby skrócić mękę nieoglądania Boga twarzą w twarz, i tak musi się spieszyć, żeby zarobić na niebo i uniknąć piekła”.


Bolesław Miciński
Pisma zebrane, t. 1, Podróże do piekieł. Eseje; t. 2, Treść i forma. Artykuły i recenzje
oprac. i notami opatrzył Paweł Kądziela
Biblioteka „Więzi”, Warszawa 2012, t. 1: s. 272, t. 2: s. 300

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter