Freud pisał, że przeciwieństwem zabawy nie jest powaga, lecz rzeczywistość. A że nasza nie jest zbyt radosna, raczej obfitująca w powody do frustracji i piętrząca poczucie absurdu, tym bardziej powinniśmy się śmiać. Czy jednak faktycznie tak jest? Pozornie lekki temat okazuje się twardym orzechem do zgryzienia, bo gdy zaczynamy poszukiwać informacji na temat poczucia humoru w Polsce, trafiamy na wykluczające się wzajemnie opinie. Wynika z nich, że jako społeczeństwo albo możemy poszczycić się znakomitym poczuciem humoru, tym bardziej wyrafinowanym, że wyćwiczonym na wertepach naszej trudnej historii; albo wprost przeciwnie: że najlepszym rymem do „Polak” jest słowo „ponurak”. I trudno o mniej zabawny naród, z tych samych zresztą co powyżej przyczyn. Wygląda na to, że choć świat znacząco się zmienił od czasów romantyzmu, niejeden wciąż pyta za znakomitą badaczką epoki Dorotą Siwicką: „Czy Polacy mają prawo śmiać się?”. A może „najweselszy barak w obozie” jednak bardziej zobowiązuje? Co zrobić z tym fantem? Może po prostu śmiejemy się, ale inaczej, niż wielu z nas przyzwyczaiło się sądzić? A może nie ma już wcale żadnego polskiego poczucia humoru, tylko globalne w polskiej wersji językowej?
Uwiąd filmowej komedii
Oto w rozmowie udzielonej portalowi Onet…