70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Marcin Morawicki

Praca nad wystawą

Czy można wskazać wspólny punkt dla szeroko rozumianych praktyk kuratorskich w Polsce? Jak w tym wszystkim sytuują się młodzi kuratorzy? Jakie wyzwania stoją obecnie przed zawodem, który uchodzi za decydujący w świecie sztuki?

Marta Kudelska: Naszą rozmowę zacznę od dość ważnego, choć niepozornego pytania. Jakie jest Twoje najwcześniejsze wspomnienie związane ze sztuką?

Marta Czyż: Lekcja plastyki w drugiej klasie podstawówki, kiedy mieliśmy wykonać kolaż „Królowa śniegu”. Przygotowałam się jak nikt inny! Przyniosłam mnóstwo kolorowych gazet, które moi koledzy i koleżanki szybko rozchwytywali. Wycięłam z jednej z nich panią opatuloną w futro i futrzaną czapę, przykleiłam do kartki i moja praca była gotowa. Siedziałam i patrzyłam, jak inni się uwijają, i byłam bardzo z siebie zadowolona. Po jakimś czasie zrozumiałam, że moje działanie było za proste, i wycięłam z gazety zdjęcie pani na nartach. Poprzyklejałam mnóstwo różnych motywów, które kojarzyły mi się nie tylko z zimą, ale w ogóle z atmosferą i jedzeniem o tej porze roku. Do dzisiaj jestem dumna z obu tych prac.

Kolejne wspomnienia to już czasy licealne i moje regularne ucieczki do Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski. Intrygowała mnie magia przekazu i inne dosyć intensywne nastoletnie doznania. Pamiętam wystawę Łaźnia męska Katarzyny Kozyry, Zoofrenię Olega Kulika, Gendai, o której wiele lat później opowiedziała mi i Julii Wielgus w naszej książce W ramach wystawy – rozmowy z kuratorami Maria Brewińska. To była jej pierwsza wystawa. Świat sztuki pociągał mnie od zawsze.

Dlaczego zostałaś kuratorką? Jak do tego doszło?

Na pierwszym roku studiów spędzałam bardzo dużo czasu na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Obserwowałam wielu artystów, którzy byli dopiero na początku swojej drogi. Od początku miałam wrażenie, że są bardzo skoncentrowani na swojej twórczości, ale nie mają żadnego pomysłu, jak pokazać swoje prace publiczności. Wtedy zdecydowałam, że chcę robić wystawy, być tą osobą, która pośredniczy pomiędzy artystą i odbiorcą. Chcę także poprzez edukację pomagać artystom na wielu polach. Ta druga konkluzja zaowocowała wiele lat później projektem edukacyjnym skierowanym do artystów, z którym do dzisiaj goszczę w akademiach w całej Polsce.

Czyli bliska Ci jest wizja kuratora będącego kimś na wzór opiekuna artysty bądź artystów, z którymi współpracuje?

Bliska, choć do końca jej nie praktykuję jako kuratorka. Na pewno w mojej pracy ważna jest relacja z artystami, ale często polega ona na wymianie energii i wiedzy. Nie jest to relacja jednostronna. „Opiekunkę” uruchamiam, kiedy prowadzę zajęcia ze studentami.

Nie tak dawno wydałaś wspomnianą już książkę W ramach wystawy…, która jest pierwszą w Polsce publikacją zawierającą rozmowy z kuratorami. Skąd taka potrzeba?

Tuż po zakończeniu studiów z historii sztuki na Uniwersytecie Warszawskim, po rocznym pobycie w Berlinie zdecydowałam się na dalszą naukę i zdałam na Muzealnicze Studia Kuratorskie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Studiowałam razem z Julią Wielgus. Obie chciałyśmy wtedy robić wystawy, poznawać ich historię, zgłębiać struktury konceptów kuratorskich. Studia wiele nam dały, ale równocześnie zostawiły nas z licznymi pytaniami. Uzupełniałyśmy wiedzę dzięki indywidualnym rozmowom z kuratorami, z którymi umawiałyśmy się poza weekendowymi kursami. Zrobiłyśmy sobie listę kilkunastu kuratorów, którzy reprezentowali różne strategie, pracowali w innych mediach bądź w konkretnych instytucjach. Próbowałyśmy jak najszerzej ująć temat. Do niektórych kuratorów wracałyśmy po jakimś czasie, nawet po kilku latach, i weryfikowałyśmy ich odpowiedzi. Chciałyśmy, aby powstała książka, która pokaże ścieżki rozwoju kuratorów i ich różne spojrzenie na medium wystawy.

Czy z tych rozmów wyłania się jakiś wspólny mianownik? Coś, co moglibyśmy nazwać „specyfiką polskiego kuratorstwa”?Trudno mówić o wspólnym mianowniku. Na pewno ważny jest kontekst sztuki polskiej. Zrozumiałam, że zawód kuratora łączy dużo dziedzin i umiejętności, a wystawa jest osobnym utworem stworzonym w umyśle jej twórcy. Rola kuratora bywa podważana, ale też niedoceniana. Dzieje się tak przez nadużywanie tego słowa w odniesieniu do wystaw, które nie muszą mieć kuratora i mają go często na siłę, lub wystaw, które w ogóle są robione na siłę. Bardzo się oddaliłam od tego typu prezentacji, także jako widz.

Wspominasz o studiach kuratorskich, które przez kilka lat działały przy Instytucie Historii Sztuki UJ. Czy myślisz, że „kuratorstwa” można się nauczyć? Co dały Ci te studia?
Zrozumiałam, że mogę posiąść pewne zdolności organizacyjne i techniczne – nauczyć się realizować wystawy. Lecz na praktykę tego zawodu składa się często wiedza, która wykracza poza uniwersyteckie schematy. Robienie wystaw to tworzenie nowych bytów artystycznych na bazie sztuki.

Aby wystawy były dobre, konieczna jest wiedza teoretyczna, ale także talent czy intuicja.

Czy masz jakieś oczekiwania względem zawodu kuratora w Polsce?

Z jednej strony mam wrażenie, że nadal mamy za mało instytucji, aby wypełnić wszystkie kuratorskie ambicje, a z drugiej – sama narzekam na poziom wielu wystaw i widzę przypadkowość gestów. Brakuje mi krytyki artystycznej i krytyków, którzy z większym zacięciem i bez obaw pisaliby o wystawach. Jeśli już piszą, to ich teksty nie są dyskutowane. Przez brak krytyki wszystko jest przewidywalne.

Odnoszę też wrażenie, że młodzi kuratorzy mają trudniej od swoich koleżanek i kolegów z uczelni artystycznych. Bardzo mało jest konkursów skierowanych stricte do kuratorów, instytucje też nie są zbyt chętne na „kuratorskie” debiuty, trochę inaczej niż na artystyczne, które są w pewnym sensie obowiązkowym punktem każdego roku. Myślisz, że potrzebne jest wsparcie dla młodych kuratorów?

Różnice pokoleniowe mają to do siebie, że jak się jest młodym, liczy się na to, że któregoś dnia pewne rzeczy będą przychodziły nam dużo łatwiej, np. współpraca z instytucjami. Jednak młodzi artyści mają najwięcej werwy, pracują poza schematami, mają świeże pomysły, mogą wnieść dużo nowego. Oczywiście bardzo tu generalizuję. Lecz prawda jest taka, że dzisiaj chyba równie łatwo jest zwrócić uwagę zarówno na młodego artystę, jak i kuratora.

 

I znowu wracamy do zależności kurator–instytucja. W jednym ze swoich komiksów Pola Dwurnik napisała zdanie, które brzmiało mniej więcej tak: „Mamo, jakie to jest straszne, jak się nie ma galerii!”. Ty też działasz od kilku lat jako niezależna kuratorka. To ciekawe, że kwestia niezależności dotyczy głównie młodych osób funkcjonujących na tym polu. Czy taka sytuacja jest podyktowana także niechęcią do sformalizowanego instytucjonalnego świata instytucji i galerii prywatnych? Oczywiście poza tym, że etatowej pracy dla kuratorów praktycznie nie ma…

To chyba największy problem tego zawodu. Wszyscy kuratorzy nie są w stanie dostać się do instytucji. Z jednej strony wiąże się to z poczuciem, że dzisiaj każdy gest może być kuratorowany, więc żyjemy niejako w epoce kuratorów. Nagle świat sztuki zapełnił się ludźmi, którzy projektują działania, wystawy, sytuacje i nazywają to kuratorowaniem. Z drugiej strony pojawia się pytanie: ilu kuratorów potrzebuje dana instytucja? Muzeum Sztuki Nowoczesnej, które jest dla mnie modelową instytucją, ma od lat stały zespół. Nie powiększa go, ale z chęcią współpracuje z kuratorami z zewnątrz. Taki model daje wielu szansę pracy w tej ważnej instytucji. Podobnie zresztą działają liczne muzea i galerie. Nawet galerie prywatne zapraszają czasem kuratora z zewnątrz, aby zaproponował pokaz ich artystów w nowym spojrzeniu i układzie.

A czego Ty szukasz w sztuce? Jakie działania Cię interesują?

Bardzo interesują mnie historie znajdujące się na zapleczu działań artystycznych, z których często wynika ostateczny kształt czyjejś twórczości. Lubię pracę archiwalną, ale z historią niedawną. Często moja praca polega na pogłębionych rozmowach, wywiadach ze świadkami wydarzeń. Działam na styku zawodu historyka sztuki i kuratora. Badam historię wystaw i przyglądam się rozwojowi pracy kuratora na przestrzeni lat. Praca ta jednak nie może się odbywać bez kontaktu z artystami. To dzięki nim powstają pomysły na moje wystawy. Teraz robię je dużo rzadziej, koncentruję się głównie na pisaniu. Ono pomaga mi uporządkować zebrany materiał i jest dla mnie najbardziej inspirujące. Chcę pokazywać nieuchwytne i nieoczywiste sytuacje, które kryły się za ważnymi wystawami czy dziełami. Nadal też wracam do młodych artystów, chciałabym więcej pracować nad indywidualnymi wystawami.

W pracy kuratora bardzo ważne są relacje. Czy przypisujesz im duże znaczenie?

Relacje są kluczowe, aczkolwiek nie muszę przyjaźnić się z artystą, aby zrobić mu wystawę. Podstawową zasadą takiej relacji jest szacunek i szczerość wykonywanych działań.

Przyjaźń może być efektem ubocznym i wiele bardzo bliskich relacji zaczęło się dzięki wspólnej pracy nad wystawą. Ale poza tym nie ma to wielkiego znaczenia. Myślę, że nawet trudniej jest pracować z osobami nam bliskimi, gdyż niełatwo jest je skrytykować bądź poprawiać.

A co jest absolutnie nie do zaakceptowania w pracy kuratora?

Brak szacunku do artysty i sztuki, którą prezentuje. Jeśli nie wierzysz w sztukę, którą pokazujesz, to się po prostu nie uda.

Jak oceniasz obecny obraz młodej polskiej sceny artystycznej?

Jak zawsze jest wielu interesujących artystów, których wyławia się z zalewu średniej, byle jakiej i niepotrzebnej sztuki. Już nawet robienie niepotrzebnej sztuce wystaw przestało być interesujące. Młodzi artyści też bardzo reagują na sytuację społeczną i polityczną, która jeszcze kilka lat temu nie przejmowała nikogo, bo weszła w fazę stagnacji i względnego dobrostanu. Teraz nasza przyszłość nie jest zbyt pewna zarówno pod względem politycznym, jak i geopolitycznym czy klimatycznym. Cieszę się, że artyści zabierają głos. Widać to też w pracy kuratorów, gdzie wystawa może być dziś akcją lub manifestacją. To jest bardzo ciekawe i ważne, że sztuka znowu skierowała swój wektor w kierunku społeczeństwa.

A jak zapatrujesz się na działania młodych kuratorów względem tego, co się dzieje w polskiej sztuce obecnie?

Interesują mnie inicjatywy własne, samoorganizacja, działania poza instytucją. Tam powstają bardzo ciekawe sytuacje, które za chwilę dopiero podłapią galerie. Kiedyś Łukasz Gorczyca i Michał Kaczyński mieli swój ranking kuratorów jastrzębi i pingwinów. Ja młodych jastrzębi na polskim niebie dostrzegam kilku, pingwinów jest całkiem sporo.

Co Cię szczególnie zaintrygowało?

Interesuje mnie cały obszar działań postartystycznych, które tracą cechy pomagające postrzegać je jako sztukę. Intryguje mnie cały czas koncepcja Jerzego Ludwińskiego z lat 70., który pisał o tym, że ta postsztuka to aktywność ludzka wynikająca z wielowiekowego doświadczenia sztuki jako narzędzia do zmiany rzeczywistości, do bycia w rzeczywistości i do bycia w świecie na wiele sposobów. Sztuka pomaga nam kalibrować nasze postrzeganie rzeczywistości, widzenia rzeczy inaczej i uruchamiać wyobraźnię. To jest szereg praktyk, których nie da się zmuzealizować. Jednym z kuratorów, którzy zajmują się tematem postsztuki, jest Sebastian Cichocki. Jestem wiernym obserwatorem wszystkich jego prac.

A jaki był Twój  najbardziej radykalny kuratorski gest?

 

Nie jestem kuratorką radykalną. Wydaje mi się, że najbardziej odważnym gestem było zrobienie wystawy, która opierała się bardziej na dokumentacji i artefaktach niż sztuce. Mowa o wystawie Raster – wiek szkolny, którą zrealizowałam na zaproszenie Wojtka Kozłowskiego razem z Julią Wielgus w 2012 r. w BWA w Zielonej Górze. Tam pokazałyśmy genezę galerii raster, będącej opowieścią o sztuce, o szukaniu sztuki, o języku i artystach, którzy mają się dopiero pojawić. Praca nad tą wystawą, która operowała na styku archiwów i współczesności, dała mi bardzo dużo satysfakcji i na lata ukierunkowała moje zainteresowania.

Gdy rozmawiam z kuratorami, bardzo często mówią o przełomowych dla siebie wystawach, projektach, postaciach, które ukształtowały ich kuratorską wrażliwość. Wspominasz tu o działaniu w BWA w Zielonej Górze. Kto i co jeszcze wpłynęło na Ciebie?

Najwięcej dała mi praca nad książką i liczne spotkania z artystami, które niekoniecznie przekuwane były w wystawę, ale miały wpływ na moje późniejsze działania. Często te najważniejsze rzeczy dzieją się poza wystawą.

Kurator to ktoś, kto kształtuje w mniejszym bądź większym stopniu pole sztuki. Co jest potrzebne, by zbudować swoją pozycję w tym świecie?

Pozycja w świecie sztuki jest przez każdego definiowana w inny sposób – dla jednego będzie to rozpoznawalność, dla innego byt materialny czy własna satysfakcja. Najwyraźniej chyba było to przedstawione w teoriach Pierre’a Bourdieu i Gregory’ego Scholette’a. Pierwszy mówi o rodzajach kapitału i umiejscawia artystę w obszarze kapitału symbolicznego, który jest niepoliczalny, ale równocześnie najbardziej wartościowy. Drugi stworzył teorię ciemnej materii świata sztuki i wskazuje na to, że nawet artyści, którzy pozostają niezauważeni, są nieodłącznym elementem świata sztuki, wprowadzają tło, bez którego jaśniejsze gwiazdy nie byłyby widoczne.

Coraz więcej młodych kuratorów współpracuje z zagranicznymi instytucjami, pojawiają się w różnych internetowych rankingach… Jak widzisz przyszłość młodego polskiego kuratorstwa?

Wszyscy będziemy mieć coraz więcej możliwości, ale równocześnie cały czas musimy pilnować własnych ścieżek. Żeby ten szeroki horyzont nie przysłonił nam istotnych rzeczy znajdujących się tuż pod nosem.

_

Marta Czyż Historyczka sztuki, kuratorka, autorka tekstów  o sztuce współczesnej. Kuratorowała wystawy  w Kordegardzie, BWA Zielona Góra, Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski. Wspólnie z Julią Wielgus wydała książki D.O.M. Polski (z galerią Raster i BWA Zielona Góra) oraz W ramach wystawy – rozmowy z kuratorami, która została uznana przez portal culture.pl za jedną z dziesięciu najważniejszych książek  o sztuce 2015 r. Obecnie pracuje nad publikacją analizującą najważniejsze wystawy w historii polskiej sztuki


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter