Na złą drogę pierwszy raz zeszłam w bibliotece. Drugi i kolejny prawdopodobnie też. W podstawówce np. nie chodziłam na wagary, nie musiałam. Uciekałam na tzw. lekcje biblioteczne. Omijałam fizykę, omijałam geografię, siedziałam w ciepłej bibliotece szkolnej i oprawiałam książki albo przygotowywałam gazetkę tematyczną o bohaterkach powieści dla dziewcząt. Bibliotekarka, do której mówiliśmy „pani Basiu”, chętnie usprawiedliwiała mi nieobecności i dzięki temu jakoś przetrwałam…
Redaktorka i dziennikarka. Autorka reporterskich książek Nie hańbi oraz Nie zdążę. Współpracuje z Instytutem Reportażu.