70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Lata 30 XX w. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Trzeba bronić inteligencji

Niewielu dostrzega dzisiaj inteligenta w psychologu, bibliotekarzu, urzędniku czy nauczycielu szkoły podstawowej w małym mieście. Tymczasem to oni stoją na pierwszej linii frontu pomocy najbardziej potrzebującym i w niektórych przynajmniej przypadkach ten tytuł im się po prostu należy.

Jako kategoria społeczna inteligencja spotyka się dziś z ostrą krytyką młodych elit. Owszem – można powiedzieć, że inteligencję krytykowano „od zawsze”. Zmiana polega jednak na tym, że dawne próby twórczego przepracowania inteligenckiego dorobku zostały zastąpione dążeniem do jego zupełnego odrzucenia. Warto zacytować kilka reprezentatywnych wypowiedzi. Pisarz Wojciech Engelking: „Inteligencja tak upiła się swoją władzą nad dyskursem, iż uznała, że Polska nie może się bez niej obejść. Jej działania doprowadziły do tego, że dziś słowo »inteligent« może funkcjonować jak obelga (…). Być inteligentem to być okcydentalistą i postępowcem. A contrario: wyznawać jakiekolwiek inne poglądy to być chamem. Dlaczego tak uważam? Bo tylko liberalno-lewicowy odłam inteligencji zyskał w latach 90. polityczną sprawczość – przy zachowaniu, rzecz dyskusyjna, inteligenckiej niezależności”. Polityk Jan Śpiewak: „Jej hegemoniczna pozycja została potwierdzona ustaleniami Okrągłego Stołu, które podzieliły wpływy w kraju między peerelowską nomenklaturę a inteligencję, wykluczając z politycznego porozumienia robotników i chłopów. Od 1989 r. inteligencja niepodzielnie włada i zatruwa wyobraźnię Polaków”.

Szczepan Twardoch argumentuje: „Kształt Polski to emanacja systemu wartości polskiej inteligencji, a polska inteligencja jako klasa społeczna jest potworna, nawet jeśli składa się również z ludzi inteligentnych, zacnych i przyzwoitych. Nic się nie zmienia. (…) W końcu zawsze i tak wyjdzie retoryka polskiego inteligenta wyzywającego innych od chamów”.

„Nie będę płakał po inteligencji” – dodaje Filip Leśniewicz, publicysta „Nowych Peryferii”.

Nie mniej krytyczne interpretacje proponują zawodowi badacze. Dla młodych historyków inteligencja w czasie rewolucji 1905–1907 r. była hamulcowym wobec robotniczych żądań. Inni przekonują, że inteligencja sprawuje dzisiaj kulturową hegemonię, blokując podmiotowość i możliwość partycypacji innych kategorii społecznych. Kulturoznawca Jan Sowa mówi z kolei, że przyznała ona sobie rolę przewodnika, i dodaje, że po niemiecku przewodnik tłumaczy się jako „Führer”.

W młodych pokoleniach tego rodzaju krytyka nie jest już wyjątkiem jak dawniej, ale sytuuje się w głównym nurcie myślenia. Dla grupy 70 młodych uczonych, dziennikarzy, pisarzy i aktywistów społecznych, z którymi przeprowadziłem wywiady[1], inteligencja okazuje się ważnym, choć głównie negatywnym punktem odniesienia. Nawet osobom skłonnym do spokojniejszej i bardziej wyważonej oceny identyfikacja z inteligencją wydaje się problematyczna. Postrzegają ją bowiem przez pryzmat genealogii. Widzą, że reprezentanci tej kategorii odgrywają ważne role społeczne i w niektórych miastach, głównie w Warszawie, nadal tworzą środowiska, które strzegą swojej inteligenckości i prawa do posługiwania się tym słowem. To sprawia, że właśnie w stolicy osobom bez stosownego pochodzenia najtrudniej powiedzieć o sobie, że są inteligentami, nawet jeśli wcześniej nie miały z tym problemu. W tych wypowiedziach inteligencja zdaje się kondensować wszystko to, co sprzeczne z duchem egalitaryzmu oraz demokracji.

Są jednak też tacy młodzi ludzie, którzy choć nie utożsamiają się z inteligencją, to pozytywnie odnoszą się do inteligenckiego etosu. Można wreszcie znaleźć osoby, najczęściej liderów młodych środowisk („Krytyki Politycznej”, „Kultury Liberalnej”, „Pressji” czy odmłodzonej redakcji „Znaku”), którzy – mimo braku takiego pochodzenia – identyfikują się z zaangażowaną inteligencją oraz z jej wartościami. Stanowi to dla nich okazję do pogłębionego namysłu nad sensem życia w planie osobistym, zawodowym czy publicznym. W moim przekonaniu to najbardziej obiecująca postawa, pozwalająca z jednej strony dostrzec ambiwalencje inteligenckiej tradycji, a z drugiej – wybrać tę jej część, która może mieć dziś dla nas istotne znaczenie.

Historyczne źródła ambiwalencji

Początki inteligencji sięgają końca XVIII w. Protointeligencka oświeceniowa elita obejmowała wówczas głównie duchownych, oficerów, nauczycieli, literatów, lekarzy i dziennikarzy. Zbiorowość ta nie dysponowała jeszcze poczuciem własnej odrębności[2]. Brakowało jej również jednego pojęcia, za pomocą którego jej członkowie mogliby się określić. Pojawiło się ono w polszczyźnie w 1844 r. za sprawą Karola Libelta. Jego zdaniem, ze względu na wykształcenie, inteligencja miała stanąć na czele narodu, przyjmując jednocześnie rolę służebną wobec niższych warstw społecznych.

Termin „inteligencja” był początkowo używany zamiennie w dwóch podstawowych znaczeniach: węższym oznaczającym elitę lub w szerszym, gdy dotyczył całej warstwy społecznej. Inteligencję w tym drugim znaczeniu można do pewnego stopnia postrzegać jako odpowiednik zachodniego mieszczaństwa. Inna była jednak jej genealogia – związana m.in. z procesem deklasacji szlachty. Ukształtowanie polskiej inteligencji było też efektem takich czynników, jak: zacofanie kraju, brak suwerenności, przekonanie o konieczności zachowania kulturowej odrębności własnego narodu. Wszystko to rodziło pewien rodzaj buntu oraz skłaniało do poszukiwania alternatywy.

Brak własnego państwa sprawiał, że inteligenci tworzyli środowiska składające się na półlegalne sieci: kawiarnie, salony, antykwariaty, redakcje czasopism, prywatne biblioteki, kółka samokształceniowe.

Część z nich oprócz funkcji jawnych pełniła też funkcje ukryte. Inteligencja stworzyła alternatywę dla legalnych instytucji, swoiste „państwo w państwie”. Kształtowała ona sferę publiczną, a zarazem szczególny etos odpowiedzialności za całość podzielonego zaborami społeczeństwa. W Galicji inteligencja dysponowała sporym zakresem autonomii. Trudniej było w zaborach niemieckim i rosyjskim, choć jednocześnie to właśnie Królestwo Kongresowe było faktycznym centrum inteligenckości.

Pod koniec XIX w. jej przedstawiciele stanowili już osobną warstwę rywalizującą z ziemiaństwem o pierwszorzędną, ideową i kulturotwórczą, pozycję w kraju. W jej obrębie pojawiły się naturalne polityczne i światopoglądowe podziały, dotyczące również roli i znaczenia inteligencji. Mniej więcej od lat 70. XIX w. do wybuchu I wojny światowej – jak pisze Marta Zahorska – w świadomości ówczesnej warstwy wykształconej funkcjonuje kilka sposobów rozumienia inteligencji: warstwa średnia, elita, grupa nieistniejąca (bądź taka, która istnieć nie powinna), inteligentny proletariat[3].

Mimo różnorodności odziedziczonych tradycji, wzorów kulturowych i stylów życia mówiono już jednak o pewnym rozpoznawalnym inteligenckim etosie.

Na przełomie wieków XIX i XX jedną z inteligenckich frakcji byli ludzie niepokorni, „podziemni”, najbardziej zaangażowani oraz zbuntowani przeciwko istniejącemu porządkowi i własnej genealogii. Odrzucali tradycję oraz spuściznę kulturową ziemiaństwa. Nie odpowiadała im pewna zachowawczość pozytywistów, choć ich wzorem wierzyli w naukę jako siłę zdolną do przeobrażenia świata. Z ideałów romantycznych czerpali przekonanie o swoim szczególnym posłannictwie i konieczności służby. Pod wpływem inteligencji rosyjskiej podkreślali znaczenie ludu, a wraz z tym artykułowali poczucie „winy” i „długu” wobec społeczeństwa, mowa była o „kajającej się szlachcie”. To oni właśnie będą stanowili trzon inteligencji zaangażowanej. Ten mniejszościowy początkowo nurt z czasem przeobraził się w główny, który później stał się istotną częścią inteligenckiej mitologii.

W ramach ruchu niepokornych wypracowane zostało stanowisko będące odpowiedzią na paternalizm warstwy wykształconej. To właśnie te środowiska z przełomu wieków oraz ich mniej lub bardziej bezpośredni kontynuatorzy zwracali uwagę na potrzebę demokratyzacji, uobywatelnienia, równości, pobudzenia do współpracy. Po jednej stronie jest zatem elita przekonana o wyróżnionej roli, w tym zawodowi rewolucjoniści, którzy budzą w masach świadomość i zasilają różne frakcje polityczne. „Na drugim – jak ujął to Andrzej Mencwel – skraju wachlarza mamy takie postawy jak Heleny Radlińskiej, Janusza Korczaka i innych, którzy mówią: »My właściwie uczymy się w dialogu; dajemy swoje doświadczenie, ale i coś dostajemy«. I nie ma tu miejsca dla wyniosłych Kulturträgerów, jest praca twórców wspólnoty. Radlińska ładnie to wyraziła w języku nieco młododopolskim, trzeba »przebudzić siły utajone«. (…) [A]pogeum tej postawy, do której się tutaj odwołujemy, widzę w równoprawnym współdziałaniu, współbyciu”[4].

Odzyskanie państwa w 1918 r. można uznać za triumf inteligencji, zasłużonej dla walki o niepodległość. W II RP dominowała inteligencja, która – jak pisał Janusz Żarnowski[5] – „była w pewnym stopniu narzędziem polityki tego państwa”. Uczniowie niepokornych z przełomu wieków budowali instytucje, a inteligencja rosła liczebnie oraz wyraźnie mieszczaniała. Pojęcie to staje się synonimem osób z wykształceniem, tzw. pracowników umysłowych. Inteligencja pozostawała warstwą zróżnicowaną pod względem wykształcenia, dochodów, orientacji ideologiczno-politycznych, kulturalnego wyrobienia i stylu życia, pochodzenia, zawodów. Miała jednak własne rytuały i progi dostępu, trzymając się przede wszystkim szlacheckich wzorców kulturowych. Janusz Żarnowski argumentuje, że górna warstwa inteligencji (nazywa ją inteligencją właściwą), obejmująca wyższe stanowiska pracowników umysłowych oraz wolnych zawodów, była trudno dostępna dla dzieci z rodzin robotniczych i chłopskich. Awans społeczny w wypadku osób z tych warstw przebiegał stopniowo i trwał przeciętnie dwa–trzy pokolenia. Świetnie uchwycił to Witold Gombrowicz w Ferdydurke, opisując reakcję Miętusa na brać studencką: „To wszystko synowie chłopscy kształcący się na inteligentów! Do diabła z byłymi parobkami! Nienawidzę byłych parobków! Jeszcze nos palcem uciera, a już ze skryptów się uczy! Książkowa wiedza w chłopie! Adwokat i lekarz z chłopa! Spójrz tylko, jak łby im puchną nad łacińskimi terminami, jak im paluchy wyłażą”.

Inżynier Karwowski i  Rodowody niepokornych

Pomimo działań agresorów w okresie II wojny światowej wymierzonych w tę kategorię społeczną inteligencja przetrwała czas okupacji. Po wojnie musiała zmierzyć się też z zarzutami, których część formułowano jeszcze  w II RP. Autorem najgłośniejszej powojennej krytyki był socjolog Józef Chałasiński. Piętnował inteligenckie zadłużenie w kulturze szlacheckiej, zamykanie się we własnym gronie, opór przeciwko nowoczesności, niechęć do zawodów związanych z gospodarką, przywiązanie do rytuału. Nie ogłaszał jednak kresu inteligencji. Postulował jej większy udział w ekonomicznym modernizowaniu kraju oraz otwarcie na przedstawicieli klas niższych, czyli przemianę w duchu Stanisława Brzozowskiego i prometejskiej inteligencji z przełomu wieków XIX i XX[6].

Realizować te zadania miały powojenne instytucje, w tym uniwersytety i szkoły wyższe. Na nowej inteligencji zależało również władzom komunistycznym. Starały się przeciągnąć intelektualistów i inteligencję na swoją stronę. Postulowano zarazem budowę inteligencji socjalistycznej, która wyrażałaby egalitarne wizje awansu i społecznego ładu. Z jednej strony wynikało to z zapotrzebowania na wykwalifikowane kadry, z drugiej, z przekonania, że inteligencja – wywodząca się z klasy robotniczej i chłopskiej – będzie legitymizowała nowy system pod kierownictwem partii.

Projekt stworzenia socjalistycznej inteligencji nie powiódł się, chociaż w okresie PRL-u łatwiej było o awans społeczny do tej kategorii. W Polsce ludowej – jak w całej wcześniejszej historii – inteligencja pozostawała wewnętrznie podzielona. Z jednej strony znaczna jej część prezentowała się jako rodzima wersja mieszczaństwa. Nie była ona ani antysystemowa, ani niepokorna. Industrializacja kraju wymagała przygotowania fachowców, dlatego na znaczeniu zyskała inteligencja techniczna, którą władze starały się zjednać perspektywą udziału w budowie nowoczesnego państwa. W popularnej formie tę stronę ówczesnej inteligenckości świetnie uosabiał inżynier Stefan Karwowski, bohater serialu Czterdziestolatek. Z drugiej strony już od lat 60. można zaobserwować systematyczną ewolucję ideałów niepokorności, najczęściej wśród intelektualistów krytycznych wobec partii. Jej symbolicznym wyrazem była publikacja 1971 r. Rodowodów niepokornych Bohdana Cywińskiego, które przywracały znaczenie pojęciu inteligencji zaangażowanej. Książka wywołała wielką debatę na temat inteligencji, która toczyła się m.in. na łamach miesięcznika „Znak”. W tej samej dekadzie tryumfy święciło kino moralnego niepokoju podejmujące rozliczenia z wyborami inteligenckimi, ale też podkreślające jej ciągłość, powstał także KOR – inteligencka organizacja wspierająca represjonowanych robotników.

Najistotniejsze znaczenie miało jednak rozróżnienie na elitę władzy i nomenklaturę („oni”) oraz pozostałą część społeczeństwa („my”). Władze partyjne starały się utrzymać mit inteligencji socjalistycznej, jednak ze względu na obniżające się zaufanie do rządzących, a także spadający poziom życia w latach 80. pracownicy umysłowi – podobnie jak część nomenklatury – byli już zainteresowani poluzowaniem systemu. To pozwala wytłumaczyć, dlaczego poparli później kapitalizm, tworzenie klasy średniej oraz związanego z nią etosu.

Powstanie III RP postrzegano jako zwycięstwo dysydenckiej elity sprzymierzonej z robotnikami. Odzyskanie suwerenności oraz okres transformacji stworzyły okazję do przemyślenia roli inteligencji. Jednym z głównych motywów było przekonanie o końcu jej misji, o przekształceniu się inteligencji w rodzimą wersję klasy średniej, a także o nieuniknionych przeobrażeniach jej etosu. Wierzono, że to zmiana na lepsze, a część inteligentów właśnie w popieraniu transformacji dostrzegała realizację „prometejskiej roli inteligencji”.

Zakorzeniona we współczesnym kapitalizmie orientacja na osobisty sukces oraz konsumpcję i zmieniające się sposoby uczestnictwa w sferze publicznej przyczyniły się do osłabienia znaczenia inteligenckiej kultury. Obowiązuje ona nadal w niektórych miejscach, takich jak uniwersytety czy instytucje edukacyjne i kulturalne. Rola inteligenta jest jednak tylko jednym z możliwych wyborów, a inteligencja przestaje dziś pełnić funkcję powszechnie słuchanego autorytetu.

Między etosem inteligenckim a profesjonalnym

Przekształcenie inteligencji w klasę średnią stało się możliwe dopiero po transformacji oraz powstaniu gospodarki wolnorynkowej. Zastąpienie inteligenta przez profesjonalistę (bądź intelektualistę w odniesieniu do elit) było często formułowanym w latach 90. postulatem.

Zmiana reguł w gospodarce stanowiła tylko metodę, chodziło bowiem o zmianę inteligenckiej duszy. Przekonywano, że wartości oraz praktyki dawnych inteligenckich zawodów – jak m.in. prawnicy, lekarze, inżynierowie, a nawet ekonomiści – zmieniły się i dzisiaj powinny tworzyć etos profesjonalisty.

Na czym polega różnica między profesjonalistą a inteligentem? Etos profesjonalny ukształtował się w świecie zachodnim. Składa się na niego zestaw podzielanych reguł, konwencji i kodów związanych z określoną profesją, zobowiązujących głównie do wywiązywania się z zawodowej roli. Symboliczne rytuały (jak w przypadku przysięgi Hipokratesa) i etyki poszczególnych zawodów wzmacniają poczucie solidarności zawodowej, zakreślając dość silne granice między odmiennymi profesjami. Z kolei etos inteligencki nie został opracowany w postaci gotowego kodeksu. Nie ma jednak charakteru kapitalistycznego. Nie jest zorientowany na zawodowy sukces, podkreśla znaczenie wspólnoty, pomocy tym, którzy potrzebują wsparcia, a więc służby w duchu emancypacji, inkluzji, postępu, tolerancji, oświecenia i patriotyzmu.

W przeciwieństwie do profesjonalisty, rola inteligenta jest więc w małym stopniu zinstytucjonalizowana. Polega ona jednak z pewnością na wykraczaniu poza zakres obowiązków zawodowych bądź wykorzystywaniu ich dla dobra współobywateli. Prowadzi to do odmiennego sposobu pojmowania zasług. W przypadku profesjonalisty mamy do czynienia z merytokracją, a więc wynagradzaniem za zasługi w obszarze obowiązków zawodowych. Inteligencja definiuje swoje zasługi raczej w oparciu o zaangażowanie w sferę publiczną. Analizując obecne debaty dotyczące np. szkolnictwa wyższego, można dostrzec, że we współczesnej Polsce te logiki zderzają się ze sobą. O ile jedni autorzy przekonują, że głównym obowiązkiem pracownika naukowego jest pisanie specjalistycznych tekstów, które zostaną docenione przez profesjonalistów, o tyle inni upominają się o szerszą, społeczną i krytyczną, funkcję uniwersytetów. Sam fakt istnienia takiej debaty – a także przekształcenia w obrębie inteligenckich zawodów oraz wprowadzenie logiki rynkowej efektywności do publicznych instytucji – świadczy o malejącym znaczeniu inteligenckiego etosu.

Bliższe jest natomiast podobieństwo pomiędzy inteligentem a intelektualistą, w dużym stopniu dzięki recepcji tradycji francuskiej. Stąd w polskim kontekście kulturowym intelektualista jest często przedstawiany jako reprezentant inteligenckiej elity. Do inteligenta zbliża go myślenie w kategoriach całości oraz wykraczanie poza własną specjalizację. Analizując jednak związki między takimi pojęciami, jak inteligent, intelektualista i profesjonalista, należy pamiętać, że ich znaczenie zmienia się w czasie i zależy także od atmosfery i mody panującej w danym momencie historycznym.

Odzyskanie języka inteligencji zaangażowanej

Współczesność odbija się w przeszłości jak w krzywym zwierciadle.

To, że wciąż nie udało się zastąpić pojęcia inteligencji lepszym słowem, świadczy o wadze inteligenckiej tradycji i znaczeniu dawnych dylematów. Chociaż nie opisuje ono już wyraźnego segmentu struktury społecznej, to wciąż ma znaczenie w obszarze kultury oraz moralności. Mimo iż nie ma już inteligencji w dawnym znaczeniu, to sądzę, że jej etos nie stracił aktualności, a pewne jego elementy nadal obowiązują.

Dla tych, którzy strzegą słowa „inteligencja”, zachowując dla siebie prawo do przyznawania tego tytułu, etos jest przede wszystkim związany ze stylem życia elity. Obejmuje on więc m.in. znajomości z osobami o podobnym statusie, dystynktywne praktyki w dziedzinie kultury (chodzenie do opery, teatrów, muzeów, ale i wybory kulinarne) czy uprawianie sportów uznawanych w danym czasie za elitarne. W takim ujęciu byłby on przede wszystkim sztuką tworzenia dystansu wobec innych kategorii. Krytycy inteligencji postrzegają go podobnie i z tego powodu odrzucają tę identyfikację. W jednym i drugim przypadku obraz inteligenckości wydaje mi się bardzo jednostronny. Obie strony nie chcą dostrzegać (aczkolwiek z różnych powodów), że na inteligencką tożsamość składa się wiele skonfliktowanych źródeł historycznych, moralnych, politycznych i geograficznych. Etos inteligencki jest o wiele bardziej wymagającym projektem niż koncentracja na właściwym pochodzeniu, dystynktywnym stylu życia czy przynależności do elity.

Dlatego najciekawsi wydają mi się ci młodzi intelektualiści, którzy są świadomi inteligenckiej tradycji oraz związanych z nią dylematów. Stanowią oni zresztą świetny przykład, że otwarcie się na dorobek poprzednich pokoleń oraz jego krytyczne przepracowanie może skutkować jego twórczym wykorzystaniem, nie zaś niewymagającym wysiłku odrzuceniem. Najbardziej elokwentni i wrażliwi reprezentanci młodego pokolenia nie tylko potrafili krytycznie spojrzeć na inteligenckie wybory z początku transformacji, ale także zdiagnozować wytworzone wówczas podziały społeczne oraz dostrzec źródła wyobcowania elit. Jeśli podstawową zasadą etosu jest myślenie w kategoriach całości, wspólnego dobra oraz obrony najsłabszych, to właśnie w dobie transformacji nastąpiło odejście od tej zasady. Chociaż wielu intelektualistów miało swoje niepodważalne zasługi przed 1989 r., to również oni popełnili błąd poznawczy, gdy definiowali ówczesną sytuację jako prostą drogę do wyzwolenia. Jeszcze inni zlekceważyli problemy zwykłych ludzi. Kolejni ulegli fascynacji władzą i polityką.

Dlatego reprezentanci młodszych pokoleń słusznie zwracają uwagę na współczesną alienację różnych segmentów warstwy wykształconej. Wyobcowana okazuje się elita, która nie potrafiła zdiagnozować lęków świata pracy i zewsząd jest dzisiaj krytykowana. Osamotnione były osoby reprezentujące zawody, które w kapitalizmie nie mogły liczyć na wysokie zarobki: częściowo nauczyciele, pracownicy instytucji edukacyjnych, kulturalnych i personel średniego szczebla związany ze służbą zdrowia, szczególnie w mniejszych ośrodkach. A zatem tam gdzie ich rola jest szczególnie potrzebna. Niewielu dostrzega dzisiaj inteligenta w psychologu, socjologu, bibliotekarzu, urzędniku czy nauczycielu szkoły podstawowej w małym mieście. Tymczasem to oni stoją na pierwszej linii frontu pomocy najbardziej potrzebującym i w niektórych przynajmniej przypadkach ten tytuł im się po prostu należy. Osamotniona jest też ta część inteligencji, która uległa przemianie w wyższą klasę średnią, bo ze strachu zamyka się w grodzonych osiedlach. Wreszcie wyobcowany był przez lata tzw. lud, pozostawiony samemu sobie. Nawiasem mówiąc, dla części politycznych elit, a nawet niektórych krytycznych inteligentów lud to raczej retoryczna figura przydatna w inteligenckich rozrachunkach niż rzeczywiści ludzie, którym służy się pomocą.

Wszystkim tym kategoriom brakuje liderów, którzy nie odnosiliby się z pogardą do poszczególnych segmentów społeczeństwa i potrafili spojrzeć na interes całości, umiejętnie analizując dodatkowo szerszy kontekst Polski w systemie międzynarodowym. Jedna z osób mówiła w trakcie moich badań, że rolą inteligencji jest dzisiaj „przywrócenie myślenia o dobru wspólnym. (…) Nikt się nie czuje współtwórcą, jesteśmy wyalienowani”.

Warto dodać, że jakkolwiek różne grupy społeczne mogą mieć odmienne tradycje, które warto zachować i pielęgnować, to główny nurt kultury polskiej ma inteligencki charakter. To w niej odbijają się powracające „przeklęte pytania” związane z naszym położeniem oraz wyborami. Dlatego odrzucenie inteligenckiej tradycji, pomijając to że nie byłoby wcale łatwe, musi również zmierzyć się z pytaniem: co miałoby ją zastąpić?

Normotwórcza rola dawnej inteligencji szczególnie drażni dzisiejszych młodych tropiących dowody elitarności. Aż do przesady. Tymczasem krytyka chamstwa nie musi być krytyką „chamów”, czyli osób z „niższych” kategorii społecznych, i nie musi wyrażać się w poczuciu wyższości wobec tych, którzy nie znają pewnych obyczajów czy nie używają inteligenckiego języka. Werbalna krytyka elitaryzmu nie oznacza zresztą, że nie jest on reprodukowany na głębszym emocjonalnym i moralnym poziomie. Droga do egalitarnej postawy nie wiedzie przez odrzucenie postaci inteligenta, ale poprzez kształtowanie autentycznej empatii wobec ludzi oraz ich problemów. Elitaryzm może się stać przywarą każdej elity. Elitaryzm inteligencji nie jest immanentną częścią etosu, ale jego przeciwieństwem.

Przepracowanie inteligenckości jest pod względem poznawczym i etycznym bardziej wymagające i twórcze od zaprzeczenia inteligenckości. Negacja nie rozwiązuje problemu stosunku intelektualnej elity wobec innych warstw społecznych. Warto przypominać emancypacyjny dorobek inteligencji zaangażowanej, w tym także inteligentów krytycznych wobec inteligencji. Dziedzictwo to jest wypełnione podobnymi dylematami, z którymi zmagają się dzisiejsi krytycy. Jego pochopne odrzucenie sprawia, że jesteśmy skazani na przerabianie lekcji od początku, zamiast zaczynać w miejscu, gdzie inni utknęli przed nami.

[1]  P. Kulas, Inteligenckość zaprzeczona.  Etos i tożsamość młodych inteligenckich elit, Warszawa 2017.

[2] J. Jedlicki, Historia inteligencji polskiej w kontekście europejskim, „Kultura i Społeczeństwo” 2000, nr 2, s. 141–142.  Por. M. Janowski, Narodziny inteligencji  1750–1831, Warszawa 2008.

[3] M. Zahorska, Spór o inteligencję w polskiej myśli społecznej, w: Inteligencja polska pod zaborami, t. 1., red. R. Czepulis-Rastenis, Warszawa 1978, s. 179–216.

[4] A. Mencwel, Trzeba robić coś więcej, niż to, co należy do warsztatu, w: Rozmowy o inteligencji, red. P. Kulas, Warszawa 2016, s. 111.

[5] J. Żarnowski, Struktura społeczna inteligencji w Polsce w latach 1918–1939, Warszawa 1964,  s. 352–353.

[6] J. Chałasiński, Przeszłość i przyszłość inteligencji polskiej, Warszawa 1997, s. 38–39.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter