Szłam wzdłuż kanału berlińskiego Kreuzberga, rozmawiając ze znajomym o zawiłościach świata, kiedy moje spojrzenie zatrzymało się na nagości mężczyzny, kontemplującego nieopodal wody rzeki Sprewy. Zaraz omiotłam wzrokiem rodziny z dzieciakami, hipsterów i hipisów, punkowców i meneli, całą tę nieprzebraną masę ludzką, która w piątkowy wieczór wyległa do parku i właśnie zażywała świeżego powietrza obok nieodzianego mężczyzny, ani go nie strofując, ani w niczym mu nie przeszkadzając.
Kiedy na drugi dzień zobaczyłam łysego gościa…