70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Tomasz Urbanek/East News

Artysta ma prowokować

Nigdy nie wyczułem u Houellebecqa rasizmu. Patrzę na niego jak na krytyka religii, który pozwala sobie na prowokacje w stosunku do islamu, ponieważ przynoszą mu one dodatkową popularność.

Michel Houellebecq to artysta. Nie jest dziennikarzem, politologiem czy badaczem religii. Gdy pytamy o jego stosunek do islamu, powinniśmy o tym pamiętać. Jest to pisarz tworzący fikcyjne opowieści. Ma więc pełne prawo do prowokacji, przerysowania, denerwowania czytelników. W zasadzie zgadzam się z jego poglądami dotyczącymi islamu, choć widzę w nich niekiedy właśnie pewną przesadę.

Jego Uległość zawiera dość przerażającą futurystyczną wizję przejęcia władzy we Francji przez islamistów. Mało realistyczne wydaje mi się umiejscowienie tych zdarzeń w niedalekiej przyszłości – w książce kandydat Bractwa Muzułmańskiego wygrywa wybory prezydenckie już w 2022 r. Nic dziś nie wskazuje na to, aby to było możliwe.

Jednocześnie widać jednak, że organizacje muzułmańskie (w tym te najbardziej radykalne, salafickie i właśnie Bractwo Muzułmańskie) we Francji i w innych państwach zachodnich są bardzo prężne, rozwijają się i zdobywają coraz większe poparcie. Również te z nich, które mają charakter autorytarny, korzystają z procedur i wolności demokratycznych. Pomysł, że któraś z nich w przyszłości uzyska znaczne wpływy, nie jest wyssany z palca. Znamy z historii przypadki, gdy siły antydemokratyczne przejmowały władzę dzięki demokratycznym wyborom.

Houellebecq podkreśla też w Uległości zagrożenie płynące z możliwości przejęcia francuskiego systemu edukacji przez saudyjskich szejków. W powieści wykupują oni słynną Sorbonę. To oczywiście niezbyt prawdopodobny scenariusz. Owszem, istnieją przypadki, gdy wydziały orientalistyczne prestiżowych zachodnich uczelni wspierane są finansowo przez państwa Zatoki. Przykładowo: znakomita jednostka badawcza zajmującą się Bliskim Wschodem na uniwersytecie w Exeter otrzymywała przez lata wielomilionowe wsparcie ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Korzystanie ze środków finansowych państw autorytarnych budzi uzasadnione kontrowersje, choć niełatwo określić, w jakim stopniu taki mecenat utrudnia prowadzenie bezstronnych badań naukowych. Dużo bardziej niebezpieczne niż sponsorowanie uczelni wydaje mi się finansowanie meczetów i szkół muzułmańskich w Europie przez Arabię Saudyjską. O nich francuski pisarz nie wspomina, a obawiam się, że już dziś są to miejsca radykalizacji muzułmanów europejskich: zarówno tych wywodzących się ze świata arabskiego, jak i tych z Azji Południowo-Wschodniej czy konwertytów z krajów Zachodu.

Houellebecqowi wytyka się czasem, że pisze tylko o negatywnych stronach islamu. To prawda. Pisze o nich, bo zło najlepiej się sprzedaje. Podobnie media w dużej mierze zajmują się tylko negatywnymi stronami tej religii. Trudno sobie wyobrazić, by np. obszernie opisywały pozytywne strony życia codziennego społeczności muzułmańskich na Bliskim Wschodzie albo piękno bliskiego mi sufizmu. Tak więc Houellebecq, gdy wspomina o islamie, to koncentruje się na obecnej w nim przemocy i na patriarchalnym podporządkowaniu kobiet mężczyznom. Nie dziwi mnie to. Nie powinniśmy zamykać oczu na fakt, że np. akty terroryzmu we współczesnej Europie w znacznej większości dokonywane są przez zradykalizowanych muzułmanów. W przeszłości mieliśmy oczywiście przypadki terroryzmu lewicowego (Czerwone Brygady) czy nacjonalistycznego (IRA), ale dziś największe zagrożenie płynie ze strony dżihadystów.

Po jego wypowiedzi sprzed lat, że „islam jest najgłupszą religią świata”, i po publikacji Uległości oskarżano go o rasizm. Zarzucano mu też, że gdyby napisał powieść nie o muzułmanach, lecz o Żydach, którzy sukcesywnie przejmują władzę we Francji, zostałby wykluczony z obiegu publicznego. Nigdy nie wyczułem u Houellebecqa żadnego rasizmu. Patrzę na niego jak na krytyka religii, który czasem pozwala sobie na pewne prowokacje, ponieważ przynoszą mu one dodatkową popularność. A porównanie krytyki islamu do antysemityzmu jest przewrotne. Antysemityzm obejmował nie tylko krytykę religijnej doktryny, ale także odrzucenie Żydów na podstawie kryteriów etnicznych czy rasowych, skutkował wielowiekową dyskryminacją, pogromami, a w końcu Zagładą. O niczym takim nie ma mowy w przypadku krytyki islamu. Współcześni francuscy muzułmanie są często szczególnie niechętni wobec Żydów, co dodatkowo sprawia, że to porównanie jest zupełnie nie na miejscu.

Czy Houellebecq dużo wie o islamie? Myślę, że interesuje się nim, mieszka we Francji, w której islam jest współcześnie częścią kultury życia codziennego. Nie sądzę jednak, żeby szczególnie wnikliwie studiował Koran. W wypowiedziach dla prasy po publikacji Uległości wypowiadał się o islamie łagodniej niż wcześniej. Mówił: „w sumie Koran okazał się dużo lepszy, niż myślałem, gdy zacząłem go czytać (…) dżihadyści są jednak złymi muzułmanami, a pełna agresji święta wojna nie jest dozwolona”. Może takie wypowiedzi to jednak wynik nie tyle nowej wiedzy, ile strachu? Może wstrząsnął nim zamach na „Charlie Hebdo”, pismo, w którym pojawiły się satyryczne przedstawienia proroka Mahometa? Może obawiał się, że będzie kolejną ofiarą?

Nie spotkałem się w świecie arabskim z żadnymi komentarzami dotyczącymi Houellebecqa. Nie jest on tłumaczony na arabski (a przynajmniej nie ma takich tłumaczeń w oficjalnym obiegu wydawniczym). Mylimy się, gdy zakładamy, że ludzie z tamtego regionu (może poza wąskim gronem intelektualistów np. w Egipcie) omawiają nowe europejskie powieści i wywiady z ich autorami. Mało kogo to interesuje. Reakcje i ożywione dyskusje pojawiają się dopiero wtedy, gdy dzieje się coś spektakularnego – jak np. wtedy gdy Trump wprowadził zakaz wjazdu na teren USA dla obywateli kilku krajów arabskich.

Houellebecq jest sceptyczny wobec Unii Europejskiej. Ja jestem prounijny i głęboko przywiązany do projektu głębszej integracji Europy. Jednocześnie jestem krytyczny wobec polityki chadeków i socjalistów w kwestii migracji. Uważam, że przyjęcie tak dużej liczby ludzi po arabskiej wiośnie było nieprzemyślane i wpłynęło na rewitalizację sił nacjonalistycznych w wielu krajach Europy. Mówiłem już nieraz, że: islam żywi prawicę. Niepokój Europejczyków przed zwiększoną migracją z państw muzułmańskich wzmacnia siły skrajnej prawicy, które obiecują, że z islamem sobie „poradzą”. Obawiam się jednak, że „poradzą” też sobie z demokracją, wolnością i Unią.

Skąd więc sukces czytelniczy Uległości? Dobry pisarz o wyrobionym nazwisku wybrał sobie temat, który niepokoi i ciekawi wielu ludzi. Jak powiedział mi dziennikarz pewnej polskiej stacji telewizyjnej: „U nas islam sprzedaje się lepiej niż seks”.

 

Wysłuchali MB i MJ


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter