Subskrybuj
Starszy mężczyzna (Koji Kamoji) ubrany w ciemny garnitur. W tle biały labirynt, część wystawy autora.
fot. Marek Krzyżanek, Zachęta - Narodowa Galeria Sztuki
Autorka podcastu „Przed premierą”, czyli rozmów o kulturze, która dopiero powstaje, i o tytułach, o których wkrótce będzie głośno. Członkini redakcji miesięcznika ZNAK
Urodzony w 1935 roku w Tokio malarz, twórca obiektów i instalacji mieszkający i tworzący w Warszawie. Studiował na Uniwersytecie Artystycznym Musashino W 1959 roku przyjechał do Polski i podjął studia w Akademii Sztuk Pięknych w...

Koji Kamoji: Mama mówiła, żebym nie jechał do Polski

Dochodzi południe. Do pracowni wchodzę z peoniami w ręku. Przekraczając próg, w głowie mam fragment przeczytanego kilka godzin wcześniej w pociągu wywiadu. Koji Kamoji przyznał w nim, że w Japonii zostawił wszystko: matkę, bliskich, dziewczynę. Od tej pierwszej usłyszał: „Jeśli nie musisz jechać, nie jedź”. Pojechał

Po drodze wstępuję do narożnej kwiaciarni. Zastanawiam się, co właściwie wyróżnia tego typu wywiady – z jakichś powodów rozmowy z ludźmi 80-, 90‑letnimi, którzy w ten czy inny sposób pozostawali kreatywni przez większość życia, zapamiętuje się na długo. Każda jest jedyna w swoim rodzaju, najgorsze, co można zrobić, to kurczowo trzymać się przygotowanego planu. Ludzi takich jak Koji Kamoji przede wszystkim się słucha. Nie odpytuje.

Uchwycić piękno

– Jednego dnia siedziałem sam w kawiarni, tu niedaleko, przy ul. Marszałkowskiej. Siedziałem i nagle po raz pierwszy w życiu poczułem, że jestem starcem. Miałem wtedy ok. 30 lat. W głowie ukazał mi się wtedy obraz bibułki, poddającej się ruchowi wiatru, która jednak mu się nie przeciwstawia – opowiada mi chwilę później Kamoji. Pod koniec marca skończył 91 lat, większość życia spędził w Polsce.

Ze wspomnianej bibułki powstała praca po latach wystawiana z nadpisanym tytułem: Przeciąg / Starość. 12 półprzezroczystych arkuszy wykonanych z najdelikatniejszej japońskiej bibuły, z wyciętymi pośrodku otworami. Całość tworzy rodzaj papierowego korytarza, wprawianego w ruch najlżejszym powiewem wiatru. Wiosną tego roku miałam okazję oglądać tę pracę we wrocławskim Pawilonie Czterech Kopuł, w ramach wystawy Wschód słońca na Zachodzie.

Mam do dziś zachowane zdjęcie, na którym przez ciąg wyciętych dziur widać postać przyglądającą się instalacji z drugiej strony. Kobieta, kimkolwiek jest, do dziś najpewniej nie zdaje sobie sprawy, że tamtego dnia uwieczniłam jej uważność na fotografii.

Tym też mogłaby być starość, myślę: podglądaniem siebie z chwil, które w życiu angażowały nas najbardziej. Przestrzeń, jaką tworzą poruszane powietrzem płachty papieru, wyczula świadomość na przepływ czasu.

Kiedy składam wizytę, Koji przygotowuje się już do wystawy tokijskiej. Jedna dopiero co skończyła…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką
Artykuł pojawił się w numerze: Sztuka leczy naszą codzienność