„Każda dzierżyła swoją małpkę; w Polsce kupowało się ich ponad miliard rocznie i nikt z tym nic nie robił”. To cytat, a gwoli ścisłości: autocytat, z jednej z moich powieści. Ponad miliard małpek rocznie, trzy miliony dziennie. Jest to tzw. fun fact (w istocie very sad fact), o którym opowiedział mi bliski krewny. Ten zapracowany człowiek musi w szpitalu borykać się z następstwami powyższych brutalnych statystyk.
Chyba każdy z nas kiedyś widział w markecie, jak klient obok, często kobieta (a może na nie po prostu bardziej zwracamy uwagę?), jak gdyby nigdy nic prosi o sześć małych buteleczek z alkoholem. I następnie, na co wskazuje strój, makijaż, poranne zaaferowanie, kieruje się do pracy. Niekiedy, co jeszcze bardziej frapujące, dana osoba wsiada zresztą do samochodu. Jak wiadomo, społeczeństwo doskonale kryje swoje tajemnice, a także emocje. Idziemy dalej, nie komentujemy, nie gapimy się. Odwracamy wzrok, czasem opowiadamy o tym tylko mężowi i żonie, jeśli nam się przypomni wieczorem przed odcinkiem ulubionego serialu.
Czy alkohol jest przedmiotem moich zainteresowań literackich?
Nie do końca, uciekam od tego. Wszakże kiedy kreowałem moją „flagową” bohaterkę komisarz Ninę Warwiłow (żyje już przez osiem tomów), tworzyłem ją w pewnej opozycji do picia alkoholu. Dla niewtajemniczonych: Nina to żądna przygód…