W papierowym wydaniu Miesięcznika ZNAK artykuł ukazał się pod tytułem Srebrne gody
Leżą w łóżku plecami do siebie. Ona ma skrzyżowane ręce, zerka na niego z nutą niezadowolenia i podejrzliwości na twarzy. On, w szarym podkoszulku, trzyma obie ręce na poduszce, jest wyraźnie zamyślony. W najczęściej kolportowanej wersji tego popularnego mema ona jest przekonana, że jej partner z pewnością myśli o innych kobietach, układa logistykę ognistego romansu lub pokątnej chryi, tymczasem on oddaje się rozważaniom o Cesarstwie Rzymskim, zastanawia się, czy jeśli jego syn będzie księdzem, to będzie musiał mu mówić „ojcze”, bądź oddaje się innej, równie niewinnej zabawie umysłowej. Jeśli jednak, tak jak ja, jest milenialsem, wychował się na grach komputerowych i piłce nożnej, istnieje spore prawdopodobieństwo, że snuje dalekosiężne plany: myśli o zimowym okienku transferowym, obiecujących juniorach z drużyn młodzieżowych, których będzie wprowadzał do pierwszego zespołu, o taktyce na najbliższe derby i wygasającym kontrakcie gwiazdora. Bo właśnie to przed snem zaprząta nas, maniaków piłkarskich menadżerów.
Pamiętaj, żeby pójść do pracy
Do historii przeszły dwa duety braci Collyerów: patologiczni zbieracze z Nowego Jorku, bohaterowie książki E.L. Doctorowa Homer i Langley, zrujnowali sami siebie i polegli pod zwałami nagromadzonych rupieci, oraz Paul i Oliver pochodzący ze Strefford w hrabstwie Shropshire, na zachód od Birmingham, odpowiedzialni za ruinę setek, jeśli nie tysięcy mężczyzn, ich związków i zawodowych karier. Książka o grze komputerowej, którą zmajstrowali z nudów w latach 80., nosi tytuł: Football Manager Stole My Life, fani pozostają jednak zgodni, że gra nie kradnie życia, ale może je ocalić (tym tropem poszedł też polski wydawca, tłumacząc tytuł jako Football Manager to moje życie). Football Manager to nie eskapistyczna pasja ani angażujące hobby, to nie obsesja ani uzależnienie. To po prostu druga praca.
Platforma cyfrowej dystrybucji gier Steam bezlitośnie podliczyła, że na graniu w Football Managera 2013 spędziłem 2732 godziny.
Edycja…