Subskrybuj
Magdalena Smoczyńska / fot. A. Bedyńska / Agencja Gazeta
Redaktor miesięcznika „Znak”, dr nauk społecznych, tłumacz i popularyzator współczesnej włoskiej filozofii politycznej.

Siedzę na kupie gruzów

Gdy zdarzało mi się być na mszy, to podczas Credo milkłam, gdy inni mówili: „Wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół”. Nie mogłam tak powiedzieć.

W trakcie kilku publicznych dyskusji wyznała Pani, że nie uważa się już za katoliczkę. Co to w praktyce oznacza?

Ostateczne odejście od Kościoła katolickiego. Byłam w nim ponad 70 lat. A teraz jestem byłą katoliczką.

Ale nie dokonała Pani formalnej apostazji.

Nie. I nie zamierzam jej dokonywać. Każdy ma prawo sam określać swoją tożsamość, w tym wyznaniową. Dlaczego miałabym prosić o cokolwiek instytucję, w której autorytet nie wierzę? Dla mnie to nie ma sensu.

Co wywołało Pani decyzję?To był długi proces. Od dawna wiele rzeczy w polskim Kościele mi się nie podobało. Trzymałam się jednak zasady wpojonej mi w domu i w środowisku, w którym się obracałam, że można, a nawet trzeba, krytykować złe zachowania osób reprezentujących Kościół, ale z wewnątrz, jako katolicy. Żeby zawsze pamiętać, że księża, biskupi to tylko ludzie, którzy mogą być grzeszni, ale Kościół jest święty. Jednak z roku na rok narastało we mnie zgorszenie – w sensie ewangelicznym. Coraz bardziej stawało się dla mnie jasne, że wielu księży i biskupów nie wierzy w naukę Chrystusa i nawet nie próbują się do niej stosować, bo mają inne…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Wierzę, wątpię, odchodzę