70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Wyspa zwierciadlanych miraży

Krzysztof Jacek Hinz w reportażu Kuba. Syndrom wyspy wciela się w rolę przewodnika po skansenie rewolucji, ostatnim – i nieco już zmurszałym – bastionie komunizmu.

Obwieszczony przez Francisa Fukuyamę koniec historii dla mieszkańców Kuby brzmi jak ponury żart. Życie na dotkniętej totalitaryzmem, hermetycznie odizolowanej od reszty świata wyspie wciąż toczy się dwutorowo. Z jednej strony władze karmią obywateli złudzeniami o samowystarczalności, z trudem usiłując dostosować ideologię socjalizmu do realiów kapitalistycznych. Z drugiej strony zaś przeminął nastrój wojennej mobilizacji, rodzi się wolny rynek, znika cenzura, a opozycja coraz śmielej artykułuje swoje żądania.

Przedsiębiorczy Kubańczycy radzą sobie z grą przedstawień serwowanych im przez władze najlepiej, jak potrafią. W ciągu dekad wykształcili przemyślne strategie adaptacji do warunków wiecznego niedoboru. Dawny entuzjazm wobec „rewolucyjnych zaklęć” (s. 27) zastąpił zwykły pragmatyzm, który najłatwiej dostrzec w ekspansji sektora drobnych przedsiębiorstw w stolicy.

Realizm magiczny

System zaprojektowany przez Fidela Castro trzeszczy w szwach. Tropikalna wersja komunizmu okazała się utopią. W hegemonistyczną retorykę, zainicjowaną w okresie zimnowojennym, wierzą już tylko nieliczni. „Perła Antyli”, jak nazywano Kubę, traci swój blask. Nadal ma jednak wiele magii, nieustannie wabi i urzeka. Hawana w książce Kuba. Syndrom wyspy przywodzić może na myśl Macondo ze Stu lat samotności Gabriela Garcíi Márqueza. Opowieść o losach Kubańczyków nasycona została różnymi – często skrajnymi – emocjami, dyskursem magiczno-realistycznym, w którym aż roi się od odniesień do wyobraźni kulturowej autochtonów. Przez meandry surrealistycznej rzeczywistości czytelnik prowadzony jest przez Krzysztofa Jacka Hinza z wprawą i smakiem.

Autor zna Kubę doskonale. Oswajał tę przestrzeń na różne sposoby. Hinz rozpoczął swoją przygodę z wyspą w 1977 r. Poznawał Kubę jako student iberystyki, korespondent PAP (1991–1997), dziennikarz współpracujący z „Gazetą Wyborczą”, „Wprost”, „Polityką”, Radiem Wolna Europa, a także tłumacz. Ostatecznie porzucił dziennikarstwo na rzecz dyplomacji. Był zastępcą ambasadora RP w Hawanie, następnie pełnił funkcję ambasadora w Brazylii i Wenezueli. Wydając Kubę. Syndrom wyspy, Hinz w znakomitym stylu wraca do dziennikarstwa reportażowego.

Archipelag złudzeń

Autor był świadkiem kilku rewolucji kubańskich. Widział zarówno umacnianie się rządów castrystów, jak i powolną erozję systemu. Dostrzegał przemiany polityczne, kolejne fale prześladowań i amnestii dla opozycjonistów, z którymi spędzał na rozmowach długie godziny. Obserwował także zmiany obyczajowe – choćby ewolucję stosunku do homoseksualistów. Dawniej represjonowano ich jako szerzycieli nieobyczajności i nieprawomyślności, wrogów systemu, żywe dowody, do czego doprowadzić może „zgnilizna świata kapitalistycznego” (s. 50) – dziś toleruje się ich obecność na ulicach Hawany. Kult męskości (machismo) przestaje być uzasadnieniem stygmatyzacji politycznej. Zmienia się wrażliwość społeczna i kulturowa.

Hinz wciela się w rolę rejestratora życia na Kubie i losu Kubańczyków. Nie sili się jednak na pokorę, bezstronność i dyplomatyczną poprawność polityczną, którą musiał zachowywać, będąc na etacie MSZ czy PAP. Brutalnie ocenia skutki kolejnych megalomańskich decyzji Loco (szalonego), jak nazywano Castro. Piętnuje obłudę rządzących, którzy na przemian przykręcali i luzowali śrubę, utrzymując społeczeństwo w stanie permanentnego wyczekiwania na sanację. Ze zmian tych korzystała de facto jedynie wąska elita partyjna, która miała dostęp do sklepów „za żółtymi firankami” i strefy dolarowej (área dólar). Jak gorzko wspomina Hinz, „był to doskonale zorganizowany system segregacji. »Dostęp« dawał iluzję życia w lepszym świecie” (s. 43).

W zamieszczonych w książce starych depeszach PAP-owskich reportażysta przedstawia pełną gamę fantazyjnych projektów, które – zamiast innowacyjnie budować PKB kraju – pogrążały go w nowych stadiach recesji. Przykładowo, w ramach tzw. rolnictwa miejskiego każdy skrawek ziemi w stolicy przeznaczono na uprawę warzyw lub do hodowli. Niestety, kury, króliki i barany zaczęły masowo padać, zbiory także nie przyniosły oczekiwanych plonów. Skutek reformy był taki, że krajobraz miejski uległ oszpeceniu, a mieszkańcom stolicy jeszcze bardziej dał się we znaki głód. Warto dodać, że dokumentację tych zjawisk uzupełniają sugestywne fotografie autorstwa Tomasza Wodzyńskiego.

Dziennikarz zaangażowany

Kuba. Syndrom wyspy jest manifestem Hinza, wynikającym z poczucia zobowiązania wobec poznanych na Kubie opozycjonistów i ofiar reżimu. Reportażysta opisuje balseros – śmiałków, którzy pod osłoną nocy odbijali od brzegów wyspy na prymitywnych tratwach skleconych z dętek od samochodów, drewnianych belek i styropianu, a następnie kierowali się w stronę Key West i Miami. Wyprawy te często kończyły się tragicznie.

Symptomatyczne, że w miejscu klasycznego posłowia autor umieszcza niewielki, ale niezwykle wymowny rozdział zatytułowany Ludzie. Zawiera w nim krótkie biografie działaczy opozycji, architektów „rewirów niezależnej myśli” (s. 109), założycieli antycastrowskich ugrupowań, autorów nielegalnie kolportowanych samizdatów. Poznał ich w trakcie pobytu na Antylach – docierał do nich, zbierając materiały podczas śledztw dziennikarskich i w czasie pracy w ambasadzie.

Uhonorowanie bojowników o demokrację wynika z dwóch powodów. Po pierwsze, jak słusznie pisze Hinz, diametralnie zmienia się identyfikacja społeczna pokolenia młodych Kubańczyków. Nie czują oni więzów z zimnowojennym konceptem „nowego człowieka” ani z ideą mocarstwową na Antylach. Ludzie ci nie utożsamiają się także z opozycjonistami z minionych dekad. Zawieszeni są w próżni ideologicznej, w której bunt nie wyraża się w straceńczych próbach walki z reżimem, tylko w żądzy konsumpcji, chęci wejścia w kulturowy świat globalnej wioski.

Hinz, nakładając kostium kronikarza wyspy, stara się przywrócić pamięć o wkładzie dysydentów w debatę nad przyszłością społeczeństwa obywatelskiego na Kubie. Wspomnienie to powinno, jego zdaniem, odgrywać rolę filara tożsamości młodego pokolenia.

Drugi powód zamieszczenia pod koniec książki rozdziału Ludzie wynika z percepcji misji, jaką powinien spełniać corps diplomatique. Hinz wielokrotnie podkreślał, że obowiązkiem dyplomaty musi być wysłuchiwanie głosów przedstawicieli wszystkich kręgów społeczeństwa – wierność tej zasadzie oznaczać może częściowe łamanie zasad protokołu. W przypadku Polaka utrzymywanie zażyłych relacji z latynoamerykańskimi opozycjonistami przyniosło mu nie tylko inwigilację ze strony kubańskich służb bezpieczeństwa, ale także towarzyski ostracyzm na „łodzi podwodnej” (s. 281), jak nazywał ambasadę. Mimo to Hinz nie zmienił swojego nastawienia. Z postaciami takimi jak Gustavo Arcos Bergnes, Oswaldo Payá Sardiñas, Dagoberto Valdés Hernández łączyła go – jak pisał – „samotność w obliczu przemocy” (s. 250). Trajektorie życia tych propagatorów idei nonviolent movement potwierdzają, że nieustępliwość i jawność działań stanowią najskuteczniejsze instrumenty walki z władzą autorytarną.

Czekając na apokalipsę

Hinz jest – jak sam pisze – „uzależniony” (s. 18) od Kuby, naznaczony jej syndromem. Chciał być obecny w tym fascynującym laboratorium politycznym w momencie śmierci Fidela Castro. Okazało się to niemożliwe, El Comandante zmarł 25 listopada 2016 r. Reportażysta, antycypując śmierć Castro, zmaga się z tym samym dylematem co Aureliano ze Stu lat samotności. Bohater powieści Márqueza w finale książki pojął, że rozszyfrowanie proroczych wizji dotyczących Macondo oznacza zagładę dla jego ojczyzny – „miasto zwierciadeł (lub zwierciadlanych miraży) zmiecione będzie przez wiatr i wygnane z pamięci ludzi, (…) bo plemiona skazane na sto lat samotności nie mają już drugiej szansy na ziemi”.

Krzysztof Jacek Hinz

Kuba. Syndrom wyspy

Wydawnictwo Dowody na Istnienie, Warszawa 2016, s. 320

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter