70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Zuzanna Janin

Rodzina siłaczek: Natalia Rosińska, Nelly Egiersdorff, Maria Anto, Zuzanna Janin

Na początku 2018 r., w odbudowanym po wojnie rodzinnym domu Zuzanny Janin, który znajduje się w warszawskiej modernistycznej kolonii zaprojektowanej przez Kazimierza Tołłoczkę, wykonawcy remontu natknęli się na zatopioną w betonowym fragmencie podłogi małą srebrną łyżeczkę z wygrawerowanymi inicjałami N.R.

Odnaleziona pamiątka rodzinna przez ok. 70 lat pełniła funkcję kamienia węgielnego, umieszczonego pod podłogą dawnej pracowni Marii Anto. Zuzanna Janin szybko rozszyfrowała inicjały – należały do jej prababki Natalii Rosińskiej. To właśnie NatalięEgiersdorff z domu Rosińską (1868–1920, córkę Jana Rosińskiego i Apolonii z Małachowskich) można uznać za protoplastkę siłaczek w tej rodzinie. Z zachowanych listów, notatek, przekazywanych z pokolenia na pokolenie opowieści wynika, że założyła prywatną żeńską pensję w Warszawie (przy ul. Smolnej), w której uczyły się młode dziewczęta[1]. Szkoła działała w latach 1900–1920, do śmierci jej założycielki. W jednym z listów Natalii do jej córki Nelly, z 24 lipca 1919 r., trafiam na taki fragment:

Józieńko moja droga – (…) W Warszawie nabiegałam się niemało – byłam w zarządzie szkół średnich w czwartek, w piątek z rana w biurze ministra – to były dwie główne wizyty, poza tem szereg innych jako uzupełnienie tych zabiegów. (…) Tak mi bardzo chodziło o to, aby z rozwagą wszędzie działać i mówić. (…) Nie wiem, czy Władzio pisał Ci, Kochanie, o moich troskach i udręczeniach, powstałych na skutek upaństwowienia szkoły żeńskiej – nie mogę wszystkiego Ci opisywać, co przeżywałam od początku marca – projekt upaństwowienia tej szkoły zapewne będzie urzeczywistniony, jakie to pociągnie za sobą zmiany, przyszłość niedaleka okaże[2].

*

Losy uczennic po zamknięciu szkoły żeńskiej nie są znane, ale można przypuszczać, że niektóre z nich zaprzestały kontynuowania edukacji, inne zaś mogły znaleźć się w gronie tych, które trafiły np. do Państwowego Gimnazjum Żeńskiego im. Narcyzy Żmichowskiej (szkoła zbierała uczennice z 81 prywatnych warszawskich pensji[3]). Choć o samej szkole Natalii i jej aktywności wiadomo niewiele, a jej postać właściwie nie funkcjonuje w powszechnej świadomości, dla rodziny – najpierw córki, później wnuczki, szczególnie prawnuczki – dzięki emancypacyjnej i niezłomnej postawie stała się ona wzorem do naśladowania. Świadczą o tym chociażby fragmenty wspomnień spisanych przez jej wnuczkę, słynną malarkę Marię Anto (1936–2007, Marię Czarnecką, primo voto Antoszkiewicz, secundo voto Cieślak), która jako jedyna dysponentka wiedzy o przeszłości postanowiła ją utrwalić i przekazać kolejnym pokoleniom:

Z Siedlec babka Natalia pisała listy do córek, pisane do mojej matki częściowo ocalały. Niektóre są po polsku, niektóre po francusku. Babka Natalia pojechała do Warszawy i załatwiwszy potrzebne zezwolenia w ministerstwie szkolnictwa, wynajęła kamienicę przy ulicy Smolnej i założyła pensję (…). Sama uczyła dziewczęta muzyki i języków, zatrudniała też trzech nauczy cieli. Mimo przestróg swej przyjaciółki, Marii Ludwiki Czarneckiej, pragnienie zapewnienia dzieciom środków materialnych i warunków do dalszego kształcenia się było u mojej babki Natalii silniejsze od rozsądku. Maria Czarnecka doskonale znała swoją przyjaciółkę, wiedziała, że gdy rodzice panienek będą zwlekali z opłatami, Natalia nie upomni się o pieniądze. (…) Niedługo nastąpił krach, babka musiała zlikwidować pensję na Smolnej, zdołała jedynie spłacić nauczycieli. Był rok 1920. Zachorowała i postanowiła umrzeć w Siedlcach, gdzie były groby Egiersdorffów[4].

*

W kulcie nauki i walki o swoje prawa dorastała córka Natalii – Józefina Aniela (Nelly) Egiersdorff (1900–1980, primo voto Paprocka, secundo voto Czarnecka). Nic więc dziwnego, że kontynuowała pasję matki, wspinając się na wyższe szczeble edukacji i – co za tym idzie – emancypacji. Z dobrze zachowanej w rodzinnym archiwum legitymacji studenckiej Nelly (numer wpisu: 5771) wynika, że mogła już w 1915 r. wstąpić w szeregi pierwszego rocznika studentek Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Warszawskiego (na pieczęci widoczna jest data MCMXV)[5]. Na pewno zaliczyła rok akademicki 1921/1922 (podpisane przez rektora stemple w dowodzie akademickim potwierdzają ukończenie semestru letniego), zaprzestała dalszych studiów prawdopodobnie w 1922 r. Jeśli rzeczywiście rozpoczęła edukację uniwersytecką w 1915 r., to możliwe, że najpierw przerwało ją zawieszenie działalności dydaktycznej UW w roku akademickim 1918/1919 z powodu trwających wciąż walk i początków tworzenia się państwowości polskiej[6], a następnie problemy finansowe po śmierci jej matki w 1920 r. (wcześniej sytuację ekonomiczną rodziny pogorszyła śmierć ojca, Eustachego Egiersdorffa, w 1905 r.).

*

Zapalonej studentce w kształceniu przeszkodziły zatem i gwałtowne wydarzenia historyczne, i familijne perypetie, na które nie miała żadnego wpływu. Tym jednak, na co Nelly miała wpływ, było wcielanie w życie wyuczonych w domu oraz ukształtowanych przez postępowe środowisko intelektualistek i studentek postaw: potrzeby samorozwoju, idei wyzwolenia dzięki zdobywanej wiedzy, odwagi przełamywania obyczajowych schematów traktowania kobiet jako mniej inteligentnych i zależnych. Konsekwencją śmierci rodziców i przerwania studiów był zaaranżowany w 1922 r. ślub z oficerem Wojska Polskiego Kazimierzem Paprockim, z którym życie okazało się koszmarem. Mąż oficer był przeciwny studiom żony, słynął z hulaszczego trybu życia i znęcania się nad bliskimi. Nelly stosunkowo szybko uciekła od męża, zabierając ze sobą małego syna Konstantego, a już w grudniu 1930 r. wzięła oficjalny rozwód[7], czym wzbudziła skandal obyczajowy.

Przewijająca się w rodzinnych opowieściach niezłomność jej charakteru, samodzielność, dążenie do emancypacji, odwaga, niezgoda na doświadczanie przemocy, decyzja o wychowywaniu dziecka bez wsparcia męża są godne podziwu, biorąc pod uwagę ówczesne realia, a także potwierdzają to, jak ważną rolę w zmianach obyczajowych na początku XX w. odegrał ruch sufrażystek domagających się równych praw dla kobiet. Postawa Nelly jako siłaczki w przestrzeni zarówno prywatnej, jak i publiczno-politycznej zaważyła na losach jej samej oraz kobiet w kolejnych pokoleniach tej rodziny. Mimo że ostatecznie nie uzyskała dyplomu, nie przeszkodziło jej to w samorozwoju, poszerzaniu wiedzy i horyzontów, nie straciła również przekonania o potrzebie aktywności oraz walki o wolność i niepodległość, nie tylko osobistą. Z drugim mężem, inżynierem Tadeuszem Marią Czarneckim (1906–1988), z którym związała się w 1935 r., brała czynny udział w konspiracyjnej działalności podczas okupacji, organizując tajne komplety i zaplecze dla oddziału batalionu „Kryska” w powstaniu warszawskim[8]. Po wojnie małżeństwo odbudowało zniszczony dom na Żoliborzu, w którym zamieszkało z Marią, wówczas studentką ASP w Warszawie, przyszłą wybitną artystką malarką.

W rodzinnym archiwum zachowała się intymna korespondencja Nelly oraz Tadeusza sprzed i z czasów wojny, a także okazały zbiór listów wymienianych między trzema pokoleniami matek i córek – Natalią i Nelly, Nelly i Marią oraz Marią i rodzicami / dziećmi, w tym Zuzanną.

Te wyjątkowe pamiątki rodzinne nie tylko utrwalają prywatną historię, relacje między kobietami, ale także odzwierciedlają tło historyczno-społeczne i sztukę epistolografii. Zachwyca przede wszystkim język najskrytszych uczuć oraz poetyka komunikacji.

Natalia i Nelly prowadziły ze sobą korespondencję nie tylko w języku ojczystym, ale także po francusku, w listach Nelly i Marii znaleźć można formułowane wysublimowaną polszczyzną szczegółowe opisy emocji towarzyszących podróżom czy plenerom malarskim, jak np. w liście Marii z kilkumiesięcznego pobytu artystycznego w Mediolanie, gdzie współpracowała z Galerią Cortina:

Mil. 24.II
Kochani! (Rodzice–) Piszę w pośpiechu, chcę tylko dać sygnał od siebie, pracuję bardzo mocno, wszystko jest na dobrej drodze, mimo problemów. Niedługo opowiem Wam szczegóły – Dom wydaje mi się portem wymarzonym! Mamo – Twoje kochane listy pozbawiły mnie sił ze wzruszenia, ale to było wspaniałe, Kocham Cię, myślami i sercem ciągle blisko, całuję Was oboje sto razy najmocniej – Wasza Marysia[9].

Nelly była nie tylko wzorem, ale także dużym wsparciem dla swoich dzieci, zwłaszcza córki Marii. W rodzinie kładziono ogromny nacisk na wykształcenie, toteż wszechstronnie uzdolniona i władająca biegle czterema językami Nelly spełniała się w roli przewodniczki ku wiedzy.

*

Zuzanna Janin (właśc. Zuzanna Janina Antoszkiewicz, primo voto Baranowska, secundo voto Bałka), jako spadkobierczyni rodzinnej tradycji intelektualno-artystycznej, stworzyła w 2006 r. wideo Pomiędzy (matki i córki)[10], w którym zostały utrwalone przed kamerą wypowiedzi trzech najbliższych jej osób o ich wzajemnych relacjach. Z pozszywanych wypowiedzi bohaterek powstała rozmowa, która prawdopodobnie nigdy nie byłaby możliwa do przeprowadzenia. We fragmencie filmu Maria wspomina swoją matkę Nelly, zdradzając zarówno uczucia bliskości względem niej, jak i trudne momenty w ich relacji.

Moja mama była niesłychanie skromną osobą i taką wyciszoną, i skupioną na poczuciu obowiązku. Ja się zachwycałam swoją mamą dlatego, że ona potrafiła mówić płynnie i po rosyjsku, i po niemiecku, i po francusku, i to było dla mnie czymś zupełnie niewiarygodnym. Ona mi zawsze mówiła, że jej mama, Natalia Egiersdorff, to była dopiero pianistka. Ja uważałam, że największą pianistką jest moja mama. Wspólnie z ojcem starali się mną sterować. Ja nie odczuwałam żadnych presji. Miałam do niej taki ukryty żal za to, że jest za mało może żywiołowa, za mało czuję jej serdeczność. (…) Nic nigdy nie miało takiego miejsca, co by zmieniało radykalnie i gwałtownie mój stosunek do mamy. Od matki nie doznałam niczego takiego traumatycznego. Nie mogłabym o tym mówić. Ja jej dostarczyłam niesamowicie dużo gwałtownych i gorzkich chwil. Byłam jednak straszną egoistką. Nie mówię, że ja demonstrowałam jakiś taki złowieszczy egoizm, ale w każdym razie mam sobie dużo za złe, do wyrzucenia[11]

Na siłę relacji między Nelly a Marią – opierającej się na trosce, zaufaniu, zażyłości – miały duży wpływ traumatyczne wydarzenia wojenne. Matka i córka trafiły do obozu w Pruszkowie, z którego załadowano je do transportu do Auschwitz. Pociąg został odbity przez partyzantów, którzy ukryli ludzi w lesie, i podarowali dzieciom jedyny dostępny prowiant – po główce cebuli[12]. Ośmioletnia Maria prowadziła zapiski z okupacyjnego okresu, oddając też odczuwaną przez nią atmosferę niepokoju:

13 XII [1944]
(…) Dziś jest pochmurno. Ciągle wzywają do okopów, wszyscy się boją. Na rynku wywiesili dwie tablice na jednej jest biały Orzeł Polski na czarnym tle a na drugiej stronie jest czarna swastyka na czerwonym tle. Po ulicach chodzi malarz i maluje napisy: „Wybieraj sybir lub okopy”[13].

Dramatyczne doświadczenia zapisały się w pamięci rodziny na tyle głęboko, że w domu dorosłej Marii panował wręcz kult cebuli ratującej życie[14], a w jej twórczości malarskiej można odnaleźć echo wojennych wydarzeń w postaci dominujących na obrazach wizerunków domów z brunatno-czerwonym złowrogim niebem na horyzoncie, ciemnego lasu, człekokształtnych zwierząt, wywołujących niepokój i jednocześnie przyciągających niesamowitością, co można interpretować jako wyraz tęsknoty, melancholii, utraty i poszukiwania poczucia bezpieczeństwa.

Nelly i Tadeusz Czarneccy wspierali Marię także w jej artystycznej edukacji na ASP i codziennym funkcjonowaniu, podczas jej intensywnej pracy twórczej i w trakcie wyjazdów na kilkutygodniowe czy kilkumiesięczne plenery. Gdy artystka malowała (kilkadziesiąt obrazów rocznie), kontynuując międzynarodową karierę wystawienniczą (rezydowała w Mediolanie, krążyła między Polską a Włochami, co roku udawała się do Osiek czy Białowieży), rodzice zajmowali się dziećmi Marii – Krystyną, Zuzanną i Edwardem – dbając o ich bezpieczeństwo, edukację czy rozrywkę. Maria jednak cały czas intensywnie troszczyła się o utrzymywanie silnych więzi z dziećmi. Świadczy o tym zachowane ponad 100 listów ukazujących tło życia rodziny.

Choć Anto nie robiła z tego wielkiej sprawy, miała świadomość własnych wyborów oraz narzucanych powinności, lecz życie artystyczne i rodzinne traktowała nierozerwalnie.

Nie poświęciłam żadnych spraw. Wychowałam czworo dzieci, zbudowałam dom, maluję. To sprawa determinacji. Taka jedność między sztuką a rodzinną codziennością uważana jest za bardzo kobiecą cechę. (…)

Nieprzejednana w swoim poczuciu obowiązku była moja mama, ja szukam usprawiedliwień. Rodzice byli świadomi tego, że jeżeli wyizoluję się od domu, to nic nie będzie z mojego malowania. Pomagali mi. (…) Gdy moje dzieci były małe, malowałam nocami. Kiedy byłam na Akademii, potrafiłam co trzy godziny przyjeżdżać na Żoliborz, żeby nakarmić dzieci piersią… (…) Piorę, zmywam, gotuję, piekę, szoruję, ogarniam, marynuję, pielęgnuję ogród, karmię psy i koty. Czasem przyjmuję gości. Ale wszystko to robię niedokładnie, nieregularnie[15].

Zuzanna Janin jako artystka rzeźbiarka nie tylko kontynuuje idee zaangażowanego życia nowoczesnych, samodzielnych, wykształconych przodkiń, wpisując swoją działalność artystyczną i społeczną w tradycję siłaczek i feministek.

W swej twórczości nie boi się tematów tabu, jako córka i wnuczka ocaleńców, była ofiara przemocy domowej, podejmuje problemy bólu, wstydu, czasu, pamięci o zapomnianych i wykluczonych (wystąpiła w roli swojej babki Natalii w filmie Siłaczki[16]). Współtwórczyni galerii lokal_30 w Warszawie i działaczka na rzecz praw artystów w Obywatelskim Forum Sztuki Współczesnej, jednocześnie matka dwojga dzieci, od niemal pięciu lat wraz z córką Melanią Baranowską zajmuje się archiwum Marii Anto, pielęgnuje pamięć o wybitnej artystce, interpretuje jej sztukę i analizuje (nie zawsze łatwe) relacje między matką a córką[xvii]. Zajmuje pozycję „kuratorki z pewnego dystansu” i jednocześnie samodzielnej artystki, postrzegając dziedzictwo siłaczek w tej rodzinie w kategoriach tożsamości, przywileju, a nie ciężaru. W swojej metodzie pracy zaprasza członkinie familii – prababkę, babkę, matkę, córkę – do swojej sztuki i upamiętnia je we własnym artystycznym języku, który polega na zamienianiu opowieści w obiekty, które można zapełnić narracjami. Takie podejście do rodzinnej tradycji okazuje się w tym przypadku niezwykle udaną formą jej kultywowania, a także upamiętnienia biografii oraz twórczości starszego pokolenia w kategoriach nie rywalizacji, lecz samodzielności i porozumienia.

W 2016 r., w trakcie prowadzenia remontu rodzinnego domu na Żoliborzu, jeszcze przed odnalezieniem łyżeczki z inicjałami prababki, Zuzanna Janin rozpoczęła tworzenie cyklu Dom zamieniony w bryły geometryczne. Z odpadów budowlanych zatopionych w przezroczystej żywicy epoksydowej powstały kule, stożki, walce. W ten sposób w rzeźbach artystka nie tylko ocala materialne fragmenty rodzinnej przestrzeni, ale przede wszystkim transformuje i wizualizuje intymną pamięć, nadając jej uniwersalne znaczenie[17].

_

Dziękuję Zuzannie Janin za możliwość badania jej archiwum rodzinnego (w tym archiwum Marii Anto) oraz udostępnienie dokumentów, na podstawie których powstał niniejszy tekst. Jestem wdzięczna za nieocenioną pomoc w docieraniu do zapomnianych historii oraz za serdeczną atmosferę podczas pracy.

_

[1] Na podstawie dokumentów zachowanych w archiwum rodzinnym Zuzanny Janin.

[2] List Natalii Egiersdorff do córki Józefiny, 24 lipca 1919, archiwum rodzinne Zuzanny Janin.

[3] Historia szkoły, oprac. U.E. Szambelan, http://www.zmichowska.pl/index.php?option=com_content&view =article&id=11&Itemid=122 (dostęp: 18 sierpnia 2018).

[4] Fragment niepublikowanych wspomnień rodzinnych Marii Anto, maszynopis w archiwum Marii Anto, dzięki uprzejmości Zuzanny Janin.

[5] Legitymacja studencka Józefiny Anieli Egiersdorff, archiwum rodzinne Zuzanny Janin.

[6] Zob. Dzieje Uniwersytetu Warszawskiego 1915–1945, red. P.M. Majewski, Warszawa 2016, s. 66. Seria: Monumenta Universitatis Varsoviensis 1816–2016.

[7] Na podstawie dokumentu sądowego potwierdzającego rozwód, archiwum rodzinne Zuzanny Janin.

[8] Zob. też biogram powstańczy Tadeusza Czarneckiego: https://www.1944.pl/powstancze-biogramy/ tadeusz-czarnecki,6944.html (dostęp: 18 sierpnia 2018).

[9] List Marii Anto do Nelly i Tadeusza Czarneckich, 24 lutego 1973, Mediolan, archiwum Marii Anto, dzięki uprzejmości Zuzanny Janin.

[10]  Z. Janin, Pomiędzy (matki i córki) [Maria. Zuzanna. Melania], 2006, wideo 3:4, 8 min, loop, kolekcja Łódzkiego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych. Film udostępniony mi dzięki uprzejmości Zuzanny Janin.

[11] Fragment ścieżki dźwiękowej wideo Zuzanny Janin, Pomiędzy (matki i córki) [Maria. Zuzanna. Melania], dz. cyt.

[12] Wspomina o tym Zuzanna Janin: Krzyk. Zuzanna Janin o Marii Anto, w: R. Grzela, Obecność. Rozmowy, Warszawa 2015, s. 214–215.

[13] Fragment pamiętnika Marii Anto, archiwum Marii Anto, dzięki uprzejmości Zuzanny Janin (pisownia oryginalna).

[14] Historia powtarzana w domu była inspiracją dla stworzenia przez Zuzannę Janin rzeźby z żywicy epoksydowej Dziewczynka z cebulą (Portret Matki), która jest eksponowana ze świeżą cebulą, puszczającą szczypior w czasie trwania wystawy, 2016.

[15] Z Marią Anto rozmawia Małgorzata Bocheńska, w: Maria Anto, red. E. Olszewska, Warszawa 2004, s. 51.

[16] Siłaczki, reż. M. Dzido, P. Śliwowski, film fabularyzowany, premiera w listopadzie 2018 r.

[17] Zob. także Krzyk. Zuzanna Janin o Marii Anto, dz. cyt.

[18] Seria rzeźb pokazywana m.in. na wystawie Powolność w TRAFO – Trafostacji Sztuki w Szczecinie, 6.07–10.09.2018, kuratorka Aneta Szyłak, a także na wystawie indywidualnej Dom zamieniony w bryły geometryczne w Galerii Foksal w Warszawie, wrzesień–listopad 2018, kuratorka Katarzyna Krysiak.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter