70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Antonio Cesaro/IPA/East News

Europa i filozofia

Działo się tak już w przeszłości, więc dlaczego teraz, gdy Europa po raz kolejny jest zagrożona, filozofia nie miałaby wskazać jej jeśli już nie rozwiązania, to przynajmniej nowej perspektywy i nowego kierunku, w którym mogłaby podążyć?

Tak jak zawsze w dramatycznych momentach swojej historii, także teraz Europa zwraca się w stronę filozofii z intensywnością nieznaną innym ziemiom. Filozofia z kolei zadaje znowu pytanie o przyszłość Europy, nierozerwalnie związaną z jej własną przyszłością. Zresztą kiedy stajemy w obliczu sytuacji wykraczającej poza sferę wyborów ekonomicznych i ram instytucjonalnych, a pociągającej za sobą decyzje dotyczące samego istnienia naszego kontynentu jako podmiotu politycznego, nie możemy nie odwołać się do filozofii. Skąd jednak bierze się owa symetria pomiędzy horyzontem myślenia i ziemią Europy, która nie ulega osłabieniu nawet wówczas, gdy historia zdaje się wymykać rozumowi i schodzić na drogę bez wyjścia?

Jaki to węzeł w nierozerwalny sposób splata Europę i filozofię? Co takiego czyni filozofię, mimo wszystko, kwestią kluczową dla Europy, a Europę uprzywilejowanym przedmiotem zainteresowania filozofii?

Pierwsza możliwa odpowiedź na te pytania łączy się z miejscem, w którym filozofia się narodziła. Prawdą jest, że rozmaite formy myśli i wiedzy wcześniej niż w Europie rozwinęły się na innych ziemiach, od Afryki Północnej po środkową i południową Azję. Jednak żadna z nich nie stworzyła owego szczególnego języka, który od ponad 2 tys. lat zwykliśmy określać mianem „filozofii”. Język ten, jak wiadomo, nie tylko ma swoje korzenie w Grecji, ale co więcej, to właśnie w Europie znalazł najlepszy grunt do rozwoju, aby później rozprzestrzenić się na pozostałe części globu. Europejskie konotacje filozofii są na tyle dominujące, że nawet wówczas gdy czerpała ona obficie z innych tradycji, takich jak myśl arabska, w sposób niezaprzeczalny naznaczyły jej historię. Do tego stopnia, że nawet nurt, który w ostatnim czasie nazywany jest „filozofią analityczną” i, co zaskakujące, przez niektórych bywa stawiany w opozycji do tzw. filozofii kontynentalnej, zrodził się na naszym kontynencie i dopiero później, w wyniku nazistowskich prześladowań, został przeniesiony w inne rejony świata, przede wszystkim do Stanów Zjednoczonych. Z tego punktu widzenia cała zachodnia tradycja filozoficzna, wraz ze wszystkimi swoimi wewnętrznymi podziałami, obiektywnie rzecz biorąc, jest „kontynentalna”, a kontynentem, o którym mowa, jest właśnie Europa.

Do tego miejsca jednak związek pomiędzy filozofią i Europą przedstawiany jest przez nas z perspektywy zewnętrznej, opartej na danych o charakterze historyczno-geograficznym, brakuje mu natomiast głębszego zakorzenienia. Jest to spojrzenie jednostronne, wychodzące z przeświadczenia o europejskim charakterze zachodniej tradycji filozoficznej, a nie z głębszej refleksji na temat filozoficznego charakteru samej Europy. Jak należy jednak rozumieć to sformułowanie? Czy można określić kontynent mianem „filozoficznego”? Czy nie ryzykujemy w ten sposób popadnięcia w abstrakcyjną semantykę albo gorzej: w retorykę?

Aby dotrzeć do mniej powierzchownego sensu tego określenia, należy wyjść od swoistego deficytu, braku, który w historii Europy odegrał trudną do przecenienia rolę. Otóż w odróżnieniu od innych kontynentów, Europy nie da się zdefiniować w oparciu o określone elementy o charakterze geograficznym, takie jak morza, rzeki czy góry. Nie ma ona tak wyraźnych granic, przynajmniej od wschodu, jak Afryka, Ameryka czy Oceania. Jej oddzielenie od Azji jest problematyczne, do tego stopnia, że co najmniej dwa duże państwa, Rosja i Turcja, od zawsze rozdarte są pomiędzy dwoma kontynentami oraz tym, jaką rolę odegrały one w historii świata.

Owa przestrzenna bliskość z Azją, zamiast skutkować asymilacją z tamtejszym światem, okazała się elementem spornym, który, przynajmniej w początkowej fazie, wywarł decydujący wpływ na kształtowanie się samoświadomości Europy. Jeśli chciałoby się wskazać na jej moment źródłowy, należałoby go szukać w wojnach greckich miast z imperium perskim. Jak twierdził Hegel, a po nim wielu innych, to właśnie w tym starciu Zachód po raz pierwszy stał się czymś więcej niż tylko zwykłym punktem kardynalnym. Otworzył się tym samym nowy etap historii, który bynajmniej nie dobiegł jeszcze końca. To właśnie ten konflikt – w znacznie większym stopniu niż antagonizmy pomiędzy wrogimi potęgami militarnymi czy systemami politycznymi i kulturowymi – zdeterminował pierwszą warstwę znaczenia filozoficznej definicji Europy. U jej źródła, jako czynnik fundujący, leży świadome dążenie do takiej formy życia politycznego – reprezentowanej właśnie przez greckie poleis – która w swojej esencji różniłaby się od innych ustrojów. Czynnikiem, który wchodził tu w konflikt ze światem zjednoczonym w imię despotycznej władzy, było pojęcie politycznego bytu związanego z nieskrępowaną różnorodnością greckich miast.

Przekonanie, że owo zderzenie, które bez ryzyka arbitralności można określić mianem „filozoficznego”, ma swoje konkretne znaczenie polityczne, wynika ze zbieżności między powstaniem polis i narodzinami filozofii. Z tej perspektywy odwołanie się do filozofii jako elementu o konstytutywnym znaczeniu dla Europy zaczyna nabierać głębszego sensu[1]. Od samego zarania Europy dzieje polityki i myśli są ze sobą nierozerwalnie związane. Tak jak myśl od początku wykazuje tendencję do obiektywizowania się w formach instytucjonalnych, tak polityka oddziela się od nagiej przemocy, opierając się na założeniach o charakterze racjonalnym. Linie rozwoju logospolis, choć nigdy się na siebie nie nakładają, znajdują ze sobą więcej niż jeden punkt styczności. To, co kiedyś stanie się „Europą”, od samego początku jest już nią naznaczone w sposób, który zdeterminuje całą jej późniejszą historię. Nieskrępowana przez naturalne granice cywilizacja europejska zarysowała swój profil na gruncie swobodnie przyjętych założeń o charakterze racjonalnym.

Rzeczywista historia Europy nieraz potoczyła się w sposób sprzeczny z zasadami głoszonymi przez jej filozofów, podyktowany potrzebami chwili, interesami o charakterze materialnym, chęcią dominacji. Nieraz Europa zdradziła te zasady, zamieniając je w ich przeciwieństwo. Nigdy jednak nie zerwała z nimi niełatwej więzi, nawet w chwilach najgłębszego kryzysu.

Przeciwnie: można by wręcz powiedzieć, że właśnie w momentach szczególnie trudnych Europa znów powierzała swój los konstytuującej mocy myśli, ponownie nawiązując łączność z filozofią, która naznaczyła jej powstanie. Tak działo się podczas wszystkich wielkich kryzysów, przez które przechodził nasz kontynent. W czasach zamętu poprzedzającego upadek cesarstwa rzymskiego[2], gdy Augustyn z Hippony kreślił kształt nowej cywilizacji duchowej. W epoce wojen religijnych, gdy Kartezjusz i Thomas Hobbes tworzyli fundamenty nowoczesnej nauki i polityki. W przededniu rewolucji francuskiej, interpretowanej przez Immanuela Kanta i Georga Wilhelma Friedricha Hegla jako wydarzenie na wskroś filozoficzne, które miało zmienić bieg historii świata. I wreszcie w dwudziestoleciu międzywojennym, gdy Europie groziło pochłonięcie przez konflikt (także na płaszczyźnie filozoficznej) pomiędzy totalitaryzmem i demokracją, któremu kres położył dopiero upadek muru berlińskiego. Wystarczy sobie przypomnieć choćby niezwykły dramatyzm rozważań Edmunda Husserla na temat kryzysu nauki europejskiej[3].

Skoro tak działo się w przeszłości, to dlaczego teraz, gdy Europa po raz kolejny zagrożona jest w samej formie swojego istnienia – filozofia nie miałaby wskazać jej jeśli już nie rozwiązania, to przynajmniej nowej perspektywy i nowego kierunku, w którym mogłaby podążyć?— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter