70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Protestantyzm i polityka

Pastorem był poprzedni prezydent Niemiec Joachim Gauck, córką pastora jest Angela Merkel. Oboje pochodzą z NRD. Kościoły ewangelickie i teologiczne uczelnie stanowiły tam wyspę wolności i szkołę demokracji

Zamiar napisania na kilku stronach całościowej rozprawy na temat protestantyzmu i polityki wydawałby mi się zuchwalstwem. Dlatego zdecydowałem się na wybór perspektywy biograficznej, pisząc jako protestant, który w NRD wyrastał na ewangelickiej plebanii, nie mógł zdawać matury państwowej, studiował teologię na uczelniach kościelnych, a potem sam był jeszcze pastorem w tymże NRD: najpierw w jednej z gmin meklemburskich, a następnie jako kierownik ekumenicznego centrum edukacji i spotkań pod Magdeburgiem.

 

Religia i wolność

Ta część Niemiec, która należała do NRD, była tradycyjnie protestancka. Tu znajdują się miejsca związane z dziejami reformacji. Katolicy, których spotykałem w młodości, pochodzili najczęściej z rodzin przybyłych na teren późniejszej NRD w charakterze uciekinierów, „przesiedleńców” i „wypędzonych” z Kraju Sudeckiego lub Śląska.

„W tym miejscu stoję, nie mogę inaczej!” – tak brzmi zgodnie z przekazami jedna z najbardziej znanych sentencji Marcina Lutra, wypowiedziana przezeń, gdy przed Sejmem Rzeszy w Wormacji nie zgodził się odwołać swoich tez teologicznych, które doprowadziły później do reformacji – był to wielki akt odwagi i wolności. Luter bronił tego, co uznał za prawdę i za słowo Boże. Imponowało mi to już jako młodemu człowiekowi. Taka odwaga głoszenia prawdy w obliczu możnych tego świata wywiera wrażenie i budzi jakieś ciepłe uczucia. Na zamku w Wartburgu Luter przełożył Nowy Testament, a potem całą Biblię. Ów przekład zaliczać się będzie do najważniejszych czynników kształtujących dziś język niemiecki i niemiecką kulturę. Słowo Boże – tego chciał Luter – miało być dostępne każdemu w jego mowie ojczystej, a przesłanie chrześcijańskie miało się stać w wymiarze egzystencjalnym słyszalne dla wszystkich i w ten sposób nadawać kierunek ludzkiemu życiu. Pojedynczemu wiernemu przypisano zdolność samodzielnego, tzn. bez autorytetu Kościoła jako instancji pośredniej, rozumienia tego przesłania i wsłuchiwania się w głos Boga. Było to, jeśli wolno się tak wyrazić, prawdziwym zwiastunem emancypacji i wolności!

Obrazy chrześcijan, którzy bronili swej sprawy i byli gotowi przyjąć na siebie także cierpienie, wywierały na mnie już w młodości silne wrażenie. W komunistycznej NRD żyliśmy ze świadomością, że i sami staniemy kiedyś przed takim wyzwaniem. Marcin Luter, Albert Schweitzer, Dietrich Bonhoeffer, Martin Niemöller, Kurt Scharf, Martin Luther King stawali się w tych okolicznościach wzorcami, którymi można się było kierować. Równocześnie jednak, nie tylko w szkole, konfrontowano nas z historią win Kościoła, z wyprawami krzyżowymi, z kościelnym wsparciem dla niewolnictwa i kolonializmu, podporządkowaniem się władzy, brakiem oporu wobec narodowego socjalizmu. I tak oto już od wczesnych lat przyszło nam się zmierzyć z zadaniem dokonywania rozróżnień, dochodzenia do własnych sądów oraz dostrzegania także ciemnych stron własnej historii. Historia Kościoła – nie ma co do tego żadnej wątpliwości – była w ostatnich stuleciach na długich odcinkach przeciwieństwem doświadczenia wolności. Kościoły i religie jako takie – w dużym stopniu także w Niemczech – postrzegano raczej jako siły ograniczające wolność. Oświecenie musiało podjąć z nimi trudny spór. Pomyślmy tu chociażby o Ephraimie Lessingu, którego przypowieść o pierścieniach, poświęcona stosunkom między religiami[1], do dziś jest materiałem edukacyjnym w szkołach, oraz o jego zaciętej polemice z hamburskim pastorem Johannem Melchiorem Goezem, która skończyła się ocenzurowaniem pism dramaturga i nałożonym nań zakazem publikacji. Co ciekawe, to właśnie owa proklamowana wolność religii była tym, co wzbudzało w Kościołach zgorszenie, albowiem obejmowała ona także prawo wyznawania innych odłamów chrześcijaństwa i innych religii – a tego prawa nie chciano, ot tak po prostu, przyznać obywatelowi.

Powstały zwłaszcza w niemieckim protestantyzmie związek tronu i ołtarza oraz interpretowana z tej perspektywy doktryna dwóch królestw doprowadziły do tego, że w XIX w. umysły wyzwolone w coraz większym stopniu postrzegały wiarę chrześcijańską jako religię służącą wychowywaniu posłusznych poddanych. Nie było więc przypadkiem, że myśl Karola Marksa oraz program powstającej wówczas socjaldemokracji łączyły się ściśle z tendencjami krytycznymi wobec religii czy wręcz ateistycznymi. Wraz z przejęciem władzy w Rosji przez bolszewików, a później – po II wojnie światowej – wraz z zaprowadzeniem rządów komunistycznych w Europie Wschodniej to, co kiedyś zaczynało się jako ruch emancypacyjny, sprzęgło się nierozdzielnie z doświadczeniem niewoli i terroru – a w konfrontacji z owym doświadczeniem to właśnie w wierze chrześcijańskiej odkrywaliśmy perspektywę wolnościową.

 

Wobec narodowego socjalizmu

Kościoły ewangelickie w NRD, w których zostałem uformowany, miały swoje duchowe korzenie w Kościele Wyznającym (Bekennende Kirche) czasów narodowego socjalizmu. Po zwycięstwie nad Niemcami hitlerowskimi został on uznany przez radziecką administrację wojskową za organizację oporu wobec rządów Hitlera. Co prawda, w czasach narodowego socjalizmu nie był on w żadnym razie popierany przez większość chrześcijan ewangelickich, ale po wojnie to z jego szeregów wywodziły się najbardziej znaczące osobistości zasiadające we władzach kościelnych. W październiku 1945 r. Kościoły protestanckie w Niemczech (we wszystkich strefach okupacyjnych, włącznie z radziecką!) powołały do życia Kościół Ewangelicki w Niemczech (Evangelische Kirche in Deutschland, EKD). Podczas tego założycielskiego spotkania przyjęto także tekst Sztuttgarckiego Wyznania Winy, w którym stwierdzano: „Z wielkim bólem mówimy: za naszą sprawą wiele krajów i narodów doświadczyło bezbrzeżnych cierpień. Świadectwo składane często wobec naszych gmin wypowiadamy teraz w imieniu całego Kościoła. Co prawda, przez długie lata walczyliśmy w imię Jezusa Chrystusa przeciwko duchowi, który swój straszliwy wyraz znalazł w narodowosocjalistycznych rządach przemocy, ale musimy wziąć na siebie winę za to, że nie byliśmy wyznawcami odważniejszymi, nie modliliśmy się ufniej, nie wierzyliśmy radośniej i nie kochaliśmy goręcej”.

To sprawiło, że Kościoły w radzieckiej strefie okupacyjnej nie zostały wywłaszczone, zezwolono na reaktywację ich instytucji, włącznie z pewną liczbą ośrodków kształceniowych, i w dużej mierze dzięki temu mogły swą działalność prowadzić niezależnie. Możliwość utrzymywania własnych instytucji edukacyjnych, wolnych od bezpośredniego wpływu państwa i partii na treści nauczania, była w obrębie świata komunistycznego – poza Polską – zjawiskiem wyjątkowym. Pejzaż oświaty kościelnej, realizującej niezależne od państwa plany nauczania, sięgał od szkół przygotowujących do posługi diakonackiej do działania w sferze socjalnej oraz pracy z młodzieżą, od szkół dla katechetów po studia teologiczne na uczelniach pozostających własnością kościelną (chociaż nie mogły się oficjalnie określać w ten sposób, ale pod względem programów i jakości nauczania w niczym nie ustępowały fakultetom teologicznym na uniwersytetach zachodnioniemieckich). Właśnie te uczelnie teologiczne były ostoją wolności, ponieważ otwarty i swobodny dyskurs był na nich możliwy w stopniu gdzie indziej w NRD nieznanym.

Istotną rolę odegrała tu Deklaracja Teologiczna z Barmen, przyjęta w 1934 r., której druga teza brzmi: „Tak jak Jezus Chrystus jest obietnicą odpuszczenia wszystkich naszych grzechów, tak i z samą powagą jest On także zdecydowanym Bożym roszczeniem w odniesieniu do całego naszego życia; poprzez Niego doświadczamy radosnego wyzwolenia z bezbożnych więzów tego świata ku wolnej i wdzięcznej służbie dla Jego stworzenia. Odrzucamy fałszywą naukę, jakoby istniały obszary naszego życia, w których nie bylibyśmy własnością Jezusa Chrystusa, lecz innych panów, obszary, w których nie mielibyśmy potrzebować Jego usprawiedliwienia i uświęcenia”[2].

To wezwanie, by uznać Jezusa Chrystusa za Pana nad całym życiem, a więc także nad życiem społecznym i politycznym, by uczynić Go swoim punktem odniesienia, miało dla nas, żyjących w społeczeństwie komunistycznym, wielkie znaczenie. Ważna była tu także postać Dietricha Bonhoeffera, który jako chrześcijanin widział ścisły związek między wiarą i odpowiedzialnością za świat. Nie tylko uczyniło go to przeciwnikiem Hitlera, lecz doprowadziło do czynnego oporu. Bonhoeffer był pacyfistą. Został nim również po II wojnie światowej mój ojciec, były oficer Wehrmachtu. Jak wielu chrześcijan podzielaliśmy zasadnicze przekonanie, że środki militarne w epoce atomu nie rozwiążą żadnych konfliktów. Dlatego z taką czcią odnosiliśmy się również do Martina Luthera Kinga i głoszonej przezeń idei oporu wolnego od przemocy. Tu znajdowaliśmy istotny punkt orientacyjny dla zaangażowania społecznego. Sprzeciw wobec dyskryminacji i niezgoda na odmawianie nam prawa do współodpowiedzialności za rzeczywistość społeczną stały się dla mnie już bardzo wcześnie istotnym, osadzonym w protestantyzmie, drogowskazem życiowym.

 

Dom pastorski

Ponieważ mój ojciec był pastorem ewangelickim, wyrastałem w NRD na protestanckiej plebanii. Społeczne zadania Kościoła w państwie komunistycznym sprawiały, że plebania odgrywała wciąż jeszcze znaczącą rolę.

Zgodnie z obowiązującą ideologią, religia i Kościół miały w coraz większej mierze należeć wyłącznie do przeszłości. Państwo socjalistyczne nie czekało jednak na to, by religia rzeczywiście obumarła, lecz uważało za swój obowiązek ów stan przyspieszyć – i odniosło w tych działaniach godny uwagi sukces, jeśli wziąć pod uwagę, że dziś w Niemczech Wschodnich Kościoły liczą przeciętnie trzy razy mniej członków niż Kościoły w Niemczech Zachodnich. Kto wyrastał w domu pastorskim, żył zatem w całkowicie własnym świecie, różnym od tego na zewnątrz – z jednej strony w jakimś stopniu wykluczony i izolowany, zarazem jednak, z drugiej, odgrodzony skutecznie od powszechnego nacisku, jakiemu poddawano obywateli. Nawet jeśli gminy straciły na liczebności, plebania pozostawała często centrum wspólnoty. Tu spotykali się ludzie, którzy motywowani wiarą chrześcijańską, akcenty rozkładali w swoim życiu inaczej, niż to ustaliły partia i państwo.

W kościołach świadomie podtrzymywano i pielęgnowano związek między Wschodem i Zachodem. Każda gmina ewangelicka w NRD miała na zachodzie Niemiec gminę partnerską, co wiązało się z odwiedzinami i różnorakimi kontaktami. W ten sposób gminy stawały się wyspami, na których w naturalny sposób doświadczano także więzi narodowych – niezależnie od tego, że zapewne większość, podobnie jak ja sam, nie sądziła, że dożyje kiedykolwiek zjednoczenia państw niemieckich.

W ciągu całego okresu istnienia NRD nie było rzeczą przyjętą, by dzieci z rodzin pastorskich wstępowały do państwowych organizacji dziecięcych i młodzieżowych, naznaczonych ideologią komunistyczną, jak Młodzi Pionierzy czy Wolna Młodzież Niemiecka, ani uczestniczyły – obok konfirmacji – w świeckich ceremoniach wkroczenia w wiek młodzieńczy (Jugendweihe),  choć się to niekiedy zdarzało. Kto się od tego uchylał, miał jednak mniejsze szanse na uzyskanie wykształcenia i rozwój zawodowy. Wiele dzieci z rodzin pastorskich doświadczało przy tym w szkole pewnego osamotnienia i boleśnie tę sytuację przeżywało. By się wybić, musiały często wykazywać się lepszymi wynikami niż inni. Mimo to wielokrotnie odmawiano im dostępu do wyższego wykształcenia. Także ja nie mogłem zdawać matury w szkole państwowej. Na szczęście jednak istniały już wówczas kościelne placówki oświatowe, umożliwiające uzyskanie niezależnej od państwa – i przez nie nieuznawanej – matury, zdobycie zawodu w sferze pracy socjalnej oraz studia teologiczne.

Domy pastorskie przypominały w jakiejś mierze mieszczańskie wyspy z własnymi tradycjami oraz środowiskiem ideowym i życiowym, niepoddanym dyrektywom zewnętrznym. Widać to było także po często bardzo bogatych bibliotekach, których sporą część stanowiły wydawnictwa zachodnie. Kościoły były jedynymi samoorganizującymi się instytucjami, na które państwo nie miało bezpośredniego wpływu. Gminy kościelne, a zwłaszcza domy pastorskie, postrzegano jako oazy wielkiej wolności duchowej. Tu było miejsce dla samodzielnego myślenia, swobodnej rozmowy i otwartego dyskursu. To wyjaśnia także, dlaczego w latach 1989–1990 tak wielu zaangażowanych chrześcijan i pastorów odegrało ważną rolę w pokojowej rewolucji i w czasach, które nastąpiły potem.

 

Niemieckie dyskusje

Już jako młody człowiek uczestniczyłem w Kościele w wielu sporach, związanych choćby z kwestiami etycznymi, dotyczącymi jednostki, współżycia międzyludzkiego czy społeczeństwa. Ich przedmiotem był np. seks przedmałżeński albo udział w wyborach (wiedzieliśmy przecież, że w NRD nie było wyborów we właściwym tego słowa sensie). Przypominam sobie także ożywione dyskusje nad nową Konstytucją NRD z 1968 r. oraz debatę wokół pytania, czy Kościołom wolno popierać ruchy wyzwoleńcze w tzw. Trzecim Świecie, podejmujące walkę zbrojną. Ważnym problemem była również akceptacja bądź sprzeciw wobec obowiązku służby wojskowej. Ja sam ostatecznie całkowicie jej odmówiłem, także służby w jednostkach budowlanych, ponieważ trzeba ją było odbywać wewnątrz struktur militarnych.

W obliczu ateistycznej propagandy, znamionującej ideologię komunizmu, oraz presji ze strony państwa Kościół katolicki i wolne Kościoły ewangelickie ograniczały się w istocie do podtrzymania aktywności wewnątrzkościelnej i kultowej. Zajmowanie stanowiska w kwestiach politycznych pozostawało z nielicznymi wyjątkami tabu. Inaczej miały się rzeczy w ewangelickich Kościołach krajowych, w których zgodnie z tradycją Kościoła Wyznającego spór z otoczeniem politycznym i społecznym odgrywał zasadniczą rolę. Deklaracja z Barmen, która dla Kościołów w NRD miała rangę dokumentu programowego, podejmowała także temat stosunku państwa do Kościoła, głosząc pogląd, że zadaniem państwa „w jeszcze niewybawionym świecie, w którym żyje także Kościół, jest troszczenie się o prawo i pokój, w razie konieczności poprzez zastosowanie siły zgodne z ludzkim rozsądkiem oraz możliwościami”[3], Kościół zaś jest zobowiązany przypominać „o Królestwie Bożym, o Bożym przykazaniu i sprawiedliwości, a przez to o odpowiedzialności rządzących i rządzonych”[4]. I tak w obwieszczeniach kazalnych, to znaczy deklaracjach ogłaszanych podczas nabożeństw odprawianych w gminach, w uchwałach i oświadczeniach przyjmowanych przez kościelne organa kierownicze oraz na synodach, obradujących z zachowaniem procedur demokratycznych, zajmowano wielokrotnie stanowisko wobec zachodzących w kraju procesów społecznych i politycznych. Prowadziło to do konfliktów z jednej strony wewnątrz samych Kościołów, z drugiej – między nimi a państwem. Kościoły próbowały się bronić przed jego totalitarnymi zakusami i otwierać dla ludzi przestrzenie, w których uznawano ich godność i w których mogli się oni poświęcić służbie bliźnim oraz podjąć ryzyko występowania w imię Boga na rzecz wolności i prawdy.

Lista tematów podejmowanych publicznie przez Kościoły ewangelickie jest długa. Znajdowały się na niej oczywiście apele o respektowanie zagwarantowanej w konstytucji, ale wciąż naruszanej wolności religijnej oraz związane z tym kwestie wychowania i oświaty. W latach 70. i 80. zabierano również głos w sprawie ochrony środowiska naturalnego, praw człowieka oraz w kwestiach sprawiedliwego współżycia społecznego. Tematem szczególnie zapalnym była obrona pokoju.

Kościoły ewangelickie w NRD z uznaniem przyjęły nową politykę wschodnią oraz politykę odprężenia, prowadzoną przez rząd Willy’ego Brandta i koalicję socjalliberalną w RFN, politykę pojednanie i uznanie nowej granicy z Polską oraz postanowienia końcowe helsińskiej Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Rozmieszczenie przez Związek Radziecki zmodernizowanych rakiet średniego zasięgu (tzw. SS 20) oraz tzw. podwójna decyzja NATO[5] z 1979 r. wydatnie zwiększyły poczucie zagrożenia wśród ludności obu państw niemieckich, gdyż było jasne, że w wypadku wojny Niemcy zostaną całkowicie zniszczone. Na zachodzie Niemiec powstał ruch pokojowy, znajdujący odzew i oparcie w opinii publicznej, a wspierany także wielorako, jawnie i potajemnie przez SED (wschodnioniemiecką partię komunistyczną). Ale także wśród ludności NRD narastało zaniepokojenie, a z początkiem lat 80. pojawiło się wiele inicjatyw i ruchów pokojowych, stawiających sobie za cel debatę wokół kwestii bezpieczeństwa politycznego i zachowania pokoju. Większość z tych grup powstawała w Kościołach ewangelickich. Wielokrotnie takie spotkania zaczynały się od modlitw o pokój. Hasłem pierwszej Dekady Pokoju, serii imprez odbywających się później corocznie w listopadzie, było wezwanie „Miecze na lemiesze” (dewizę tę wiele osób nosiło w postaci naszywki na kurtkach). W nowo powstałych grupach coraz większą rolę odgrywała krytyczna z zasady refleksja nad stosunkami społecznymi w NRD.

Organy państwowe reagowały agresywnie i nasilały presję na Kościoły, by ze swojej strony także one zwalczały takie grupy albo przynajmniej utrudniały ich działalność. Prowadziło to do gwałtownych sporów wewnętrznych w gremiach kościelnych. Jedni widzieli w tych krytycznie nastawionych do społeczeństwa grupach zagrożenie dla Kościołów i ich bytu, nie chcieli albo nie umieli dopatrzyć się jakiegokolwiek związku między ich aktywnością a powinnościami chrześcijanina. Byli też jednak tacy, którzy, wychodząc z założenia, że społeczne i globalne problemy przyszłości związane są ściśle z przesłaniem chrześcijańskim, dostrzegali w tych nowych formach aktywności społecznej nadzieję i wyzwanie.

 

Pokojowa rewolucja i zjednoczenie Niemiec

W 1989 r. w Europie Środkowej zawrzało. W Polsce okrągły stół zakończył się decyzją o (częściowo) wolnych wyborach, które potem w czerwcu przyniosły zwycięstwo Solidarności. To dodawało nowej odwagi. Równocześnie rząd węgierski otworzył granicę z Austrią. Dziesiątki tysięcy obywateli NRD uciekały przez Węgry na Zachód, zajmowały ambasady w Pradze i Warszawie, by stamtąd przedostać się do RFN. Od września coraz więcej osób przychodziło do kościołów na modlitwy o pokój, a następnie – często ze świecami w dłoniach – uczestniczyło w demonstracjach i zgromadzeniach odbywających się na ulicach. Dziewiątego października w Lipsku zebrało się ich 70 tys. Ludzie przestawali się bać. Kościoły stawały się forami dyskusyjnymi i giełdami informacji o rodzących się strukturach politycznych opozycji. Nowo powstałe formacje tej opozycji demokratycznej powołały do życia grupę kontaktową, która wystąpiła z inicjatywą zwołania Okrągłego Stołu, ten zaś z kolei zaowocował wolnymi wyborami 18 marca 1990 r. Dziewiątego listopada 1989 r. padł mur. Zwycięskie rewolucje środkowoeuropejskie zyskały w ten sposób swój znany na całym świecie symbol. Zimna wojna zakończyła się zwycięstwem wolności i demokracji – otwarto bramę wiodącą ku niemieckiemu zjednoczeniu oraz ku zjednoczeniu kontynentu europejskiego.

W pokojowej rewolucji, jaka dokonała się w NRD, wielką rolę odegrali zaangażowani chrześcijanie oraz gminy, nie odegrały jej natomiast kierownictwa Kościołów. Kościoły stały się miejscem, w którym toczyły się zmagania o przyszłość społeczeństwa jako całości. Moderatorami centralnego Okrągłego Stołu, podobnie jak jego odpowiedników w regionach, byli najczęściej pastorzy. Cieszyli się zaufaniem ludzi, a ponadto zaznajomieni byli z demokratycznymi regułami gry. W tym ważnym nie tylko dla Niemców, lecz dla całej Europy momencie Kościoły w NRD – zwłaszcza ewangelickie – stały się żywymi świadkami chrześcijańskiego przesłania o wolności i sprawiedliwości. Niektórzy mieli w 1990 r. nadzieję, że trudna sytuacja Kościołów na wschodzie Niemiec ulegnie poprawie, ponieważ w trakcie pokojowej rewolucji zyskały one sobie wielkie zaufanie w opinii publicznej i społeczeństwie. Okazało się to jednak iluzją. Polityka SED, prowadzona przez dziesięciolecia istnienia NRD, odniosła niemałe sukcesy w dechrystianizacji społeczeństwa. Represje wobec Kościołów i chrześcijan w ciągu pierwszych 10 czy 15 lat były tak skuteczne, że spora większość społeczeństwa, choć nie przyjęła co prawda postawy wrogiej Kościołom, coraz bardziej oddalała się od nich oraz ich tradycji (kulturowych) i w ogóle od myśli chrześcijańskiej. Miało to charakter trwały. Podczas gdy na zachodzie Niemiec jeszcze ok. 75% społeczeństwa należy do któregoś z Kościołów, to na wschodzie dotyczy to zaledwie ok. 25%. Wielu osobom z trudem przychodzi przyswojenie sobie duchowych i kulturowych podstaw własnej historii. Obrazuje to np. świecka ceremonia wkroczenia w wiek młodzieńczy, wprowadzona przez SED w latach 50., by wyprzeć kościelne tradycje konfirmacji (ewangelickiej) i Pierwszej Komunii (katolickiej). Stworzono w ten sposób nowy rytuał, praktykowany powszechnie do dziś: 50% młodych ludzi bierze jeszcze udział w tej ceremonii, która utraciła swój charakter ideologiczny, ale nadal jest rytualnym rodzinnym świętem na drodze ku dorosłości.

SED i państwo komunistyczne nie miały możliwości wywierania bezpośredniego wpływu na Kościoły. Tym usilniej starały się ingerować w ich wewnętrzne procesy decyzyjne za pośrednictwem Stasi. Gdy po zjednoczeniu umożliwiono wgląd w archiwa organów państwowych NRD, włącznie z archiwami policji politycznej, na jaw wyszły również te działania. Także w Kościołach część ich hierarchii oraz pracowników kolaborowała ze służbą bezpieczeństwa. Stasi podejmowała na tym obszarze ogromne wysiłki i jeśli osiągnięte przez nią rezultaty mierzyć ich miarą, to odniosła ostatecznie stosunkowo niewielkie sukcesy. Jednak prowadzona w latach 90. publiczna debata nad przypadkami podejmowanej z nią współpracy nadszarpnęła zaufanie do Kościołów.

Także na zachodzie Niemiec Kościoły ewangelickie (podobnie jak katolickie) tracą coraz więcej wiernych. Toczą się ożywione dyskusje nad tym, jak mogłyby one ten proces odwrócić albo jak winny się do niego ustosunkować. Niekiedy ma się wrażenie, że właśnie sytuacja Kościołów wschodnioniemieckich pozwala wyobrazić sobie, jak za kilka dziesięcioleci będzie wyglądać położenie Kościołów w całych Niemczech. Nie są to procesy zakończone. Ważne, że właśnie w wymiarze publicznym oraz wówczas gdy trzeba sformułować stanowisko kościelne w kwestiach etycznych i politycznych, da się zauważyć coraz intensywniejszą współpracę ekumeniczną. Coraz wyraźniej dostrzega się również fakt, że głos Kościołów słuchany bywa szczególnie uważnie przez opinię publiczną i społeczeństwo, gdy jest to ich głos wspólny. Ważnym na to przykładem jest „deklaracja socjalna” EKD i katolickiej Konferencji Biskupów z 1997 r., zatytułowana „O przyszłość solidarną i sprawiedliwą”. Kościoły uświadamiają sobie dziś, że aby dotrzeć do społeczeństwa, nie można się do niego zwracać z pozycji autorytarnych. Sprawdza się raczej inne podejście (jeśli to możliwe, wspólne i ekumeniczne), polegające na tym, że nawiązując do tradycji Memoriału Wschodniego EKD z 1965 r.[6], dokonując poważnej analizy i wskazując kierunek refleksji etycznej, zajmuje się stanowisko wobec fundamentalnych kwestii politycznych. W ten sposób przypomina się rządzącym i rządzonym o ich odpowiedzialności przed Bogiem i ludźmi.

Tłumaczył Tadeusz Zatorski

 

[1] Przypowieść o pierścieniu została zawarta przez Lessinga w dramacie Natan mędrzec (1779 r.). Pochodzi ona z Dekameronu Boccaccia (I, 3), a jej różne warianty pojawiały się już w XI w. w zbiorach legend chrześcijańskich i żydowskich. Na pytanie, która z religii monoteistycznych jest prawdziwa, Natan opowiada następującą historię: z ojca na syna przekazywano drogocenny pierścień, który czynił jego posiadacza miłym Bogu i ludziom. Jednakże pewien ojciec, nie mogąc zdecydować się, któremu z trzech synów podarować pierścień, stworzył jego kopie – każdemu z synów dał jeden pierścień, zapewniając go o jego prawdziwości. Po śmierci ojca synowie spierali się o kto, który z nich jest w posiadaniu autentyku. Lessing wprowadza tu nowy motyw – konflikt między synami mógł świadczyć o tym, że prawdziwy pierścień został już zagubiony. Opowieść ta, odnosząc się do sporu między trzema monoteizmami, wyrażała oświeceniową ideę tolerancji; dodatek o zagubieniu pierścienia mógł być też świadectwem sceptycyzmu Lessinga wobec wszystkich religii pozytywnych (przyp. red. i tłum.).

[2] Cyt. za: http://www.magazyn.ekumenizm.pl/ content/article/20040724152921489.html (tłum. Dariusz Bruncz, dostęp: 24 sierpnia 2017 r.).

[3] Tamże.

[4] Tamże.

[5] Podwójna decyzja NATO z 1979 r. dotyczyła dozbrojenia Europy Zachodniej (w tym RFN) i rozlokowania na jej terenie dodatkowych amerykańskich rakiet. Wywołało to liczne protesty w Niemczech Zachodnich (przyp. red.).

[6] Dokument przyjęty przez EKD 1 października 1965 r. W Memoriale wzywano do głębokiego przemyślenia niemieckich roszczeń do polskich Ziem Zachodnich, a choć zabrakło w nim jednoznacznego postulatu uznania granicy na Odrze i Nysie, to deklaracja zdawała się wskazywać taki właśnie kierunek dalszego rozwijania stosunków z Polską (przyp. tłum.).

 


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter