70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Porzućmy wadliwe prawo

Konieczne jest nowe porozumienie społeczne w kwestii praw reprodukcyjnych i ochrony życia. Zmiana obowiązujących przepisów to zadanie dla polityków, którzy będą mieli odwagę bronić systemowych rozwiązań, nawet jeśli w krótkiej perspektywie doprowadzą one do wzrostu liczby oficjalnie zarejestrowanych zabiegów przerwania ciąży, to na dłuższą metę zbudują one podstawy nowoczesnego społeczeństwa opartego na zasadzie równości praw i poszanowaniu dla każdego życia.

Przed ponad 20 laty Józefa Hennelowa, Andrzej Wielowieyski i inne osoby reprezentujące Ruch Znak bronili publicznie prawa dopuszczającego w określonych sytuacjach przerywanie ciąży. Proponowali przy tym budowę systemu poradnictwa dla kobiet, przed którymi staje problem aborcji oraz edukacji i profilaktyki zdrowotnej. Kierowali się wówczas doświadczeniami niemieckich sąsiadów. Przepisy antyaborcyjne są tam równie restrykcyjne jak w Polsce, Irlandii czy w Portugalii, lecz ich wykładnia jest bardziej pragmatyczna, a samo prawo wsparte przez rozbudowany system poradnictwa i wysoki standard opieki medycznej. Z chrześcijańskiego punktu widzenia celem wszelkiego prawa w tej dziedzinie powinna być rzeczywista, a nie deklaratywna ochrona życia, tj. minimalizacja faktycznej liczby aborcji, nie tracąc z oczu życia matki, także wymagającego ochrony. Rozwiązania pragmatyczne mogą lepiej prowadzić do tego celu niż ideologiczne.

Przerwanie ciąży jest w Niemczech niezgodne z prawem, ale pod pewnymi warunkami nie jest ono karalne. Zabieg usunięcia ciąży po 12. tygodniu dopuszcza się jedynie wówczas, gdy zagraża ona życiu kobiety lub w przypadku ciężkiego upośledzenia płodu. Natomiast do 12. tygodnia kobieta może przerwać ciążę pod warunkiem odbycia wizyty w specjalnej poradni, posiadającej certyfikat władz landowych lub federalnych na co najmniej 3 dni przed planowanym zabiegiem.

Poradnie służą radą i pomocą nie tylko kobietom, które myślą o aborcji. Profil ich działalności jest znacznie szerszy i zmienia się z czasem, odpowiadając na coraz to nowe wyzwania społeczne. Można więc skorzystać z programów związanych z planowaniem rodziny, uzyskać wsparcie w sytuacji przemocy. Samo poradnictwo dla kobiet planujących usunięcie ciąży ma na celu nie tylko zachęcenie ich do urodzenia dziecka, ale przede wszystkim określenie warunków, w których realizacja takiej decyzji będzie dla kobiety możliwa. Z porad największej sieci przychodni należących do organizacji Pro Familia korzysta rocznie ponad 450 tys. osób. Przeciwnicy tej liberalnej regulacji alarmowali, że z roku na rok liczba zabiegów w Niemczech będzie rosła, jeżeli przerwanie ciąży nie zostanie uznane za czyn karalny bez wyjątków. Jednak badania pokazują, że od 1996 r. (przywoływane rozwiązania obowiązywać zaczęły w 1995 r.) liczba aborcji w Niemczech spada. Według danych Federalnego Urzędu Statystycznego w roku 2014 odnotowano spadek do poziomu 99 700 zabiegów, a więc o 3% w stosunku do 2013 r.

Prawo, które weszło w Niemczech w życie w 1995 r., wywołało reakcję Watykanu. Między większością niemieckich biskupów rzymskokatolickich a kurią wybuchł spór o przyszłość prowadzonych przez niemiecki Kościół rzymskokatolicki poradni. Nieżyjący już bp Johannes Dyba z Fuldy, wspierany m.in. przez kard. Josepha Ratzingera, stanął po stronie Watykanu i nazwał wydawanie przez poradnie zaświadczenia o odbytej konsultacji „licencją na zabijanie”. Zwolennicy funkcjonowania poradni przekonywali, że to rozwiązanie jest skuteczne – w praktyce wiele kobiet decydowało się na urodzenie dzieci. Ta argumentacja nie przekonała jednak papieża Jana Pawła II, który zażądał od biskupów niemieckich natychmiastowego wycofania się z państwowego systemu. W odpowiedzi Centralny Komitet Katolików Niemieckich (Zentralkomitee der deutschen Katholiken) założył własną sieć poradni pod nazwą Donum Vitae. Obecnie organizacja prowadzi ok. 200 tego typu placówek i rocznie udziela porad ok. 50 tys. kobietom, z czego 16 tys. nosi się z zamiarem przerwania ciąży.

Doświadczenia niemieckich katolików były inspiracją dla polskiego środowiska. I choć rozwiązanie proponowane wówczas m.in. przez Andrzeja Wielowieyskiego i Józefę Hennelową miało poparcie część ginekologów i ekspertów od polityki reprodukcyjnej, pomysły zostały odrzucone zarówno przez środowiska katolickie, jak i przez lewicę. W efekcie powstało prawo, które tylko formalnie chroni życie poczęte i życie kobiet. W praktyce przez 20 lat nie wprowadzono żadnych poważnych i praktycznych programów związanych z ochroną praw reprodukcyjnych kobiet (walką z przemocą seksualną, powszechnym, bezpłatnym dostępem do badań prenatalnych i ultrasonografii genetycznej, poradnictwem zdrowotnym i planowaniem rodziny). Obowiązujące w Polsce prawo ma charakter teoretyczny. W praktyce za sprawą tzw. turystyki aborcyjnej i nielegalnych usług dostęp do aborcji jest zależny od sytuacji materialnej poszczególnych kobiet. Osoby uboższe, z mniejszych miejscowości, ofiary przemocy lub matki pozostające w trudnej sytuacji zdrowotnej, niepewne o zdrowie płodu, często pozostają bez dostępu do gwarantowanych prawem standardów.

 

Kiedy ideologia zastępuje merytoryczne działania

Zamiast skutecznych i pragmatycznych rozwiązań na wzór niemiecki polska debata aborcyjna została zdominowana przez język i metody wypracowane przez amerykańskich obrońców życia – z roku na rok staje się coraz bardziej agresywna. Spośród wszystkich krajów zachodnich to właśnie w Stanach Zjednoczonych spór o aborcję przybiera najostrzejszą postać. Polskie organizacje pro-life posługują się językiem i metodami zaczerpniętymi z organizacji amerykańskich. Od pokojowych tzw. marszy dla życia, poprzez kontrowersyjne uliczne wystawy pokazujące poszarpane szczątki ludzkich płodów, nagłaśnianie najbardziej rażących patologii związanych z aborcją, naciski na lekarzy i farmaceutów, aby w imię klauzuli sumienia odmawiali praktykowania „morderstw nienarodzonych dzieci”, aż po język, który ma wpływać na społeczne przekonania, gdzie „przemysł aborcyjny” porównywany jest do Holokaustu. I choć podobnie jak w Polsce, w Stanach Zjednoczonych organizacje pro-life różnią się w swych poglądach, zauważalna jest tendencja do radykalizacji metod.

W Stanach Zjednoczonych najbardziej radykalni członkowie ruchów pro-life uciekają się nawet do antyaborcyjnego terroryzmu. Wprawdzie największe organizacje skupiające obrońców życia dystansują się od działań „Armii Boga”, „Akcji Obronnej” czy „Wybawienia Ameryki”, grup odpowiedzialnych za zamachy na ginekologów przeprowadzających zabiegi przerwania ciąży, jednak same akty terroru dokonywane są w imię haseł, które odnaleźć można także i w oficjalnym przekazie ruchów pro-life. Również w polskich mediach prawicowo-katolickich znajdziemy informacje o tych organizacjach. Przykładowo: na stronie Fronda.pl czytamy: „Zapewne działania Armii wzbudzają u innych pochwałę, a u innych potępienie dla niej. Faktem jest to, że dzięki likwidowaniu aborcjonistów owi żołnierze ratują setki istnień ludzkich”[1].

Oczywiście tym najbardziej skrajnym przykładom można by przeciwstawić równie pełne przemocy praktyki aborcyjne. W USA w większości stanów usunięcie ciąży jest dozwolone do 24. tygodnia. Według danych amerykańskiego Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom ponad 92% zabiegów wykonuje się przed 14. tygodniem, a zaledwie 1,3 % – po 20.[2]. A jednak również i tam zdarzają się lekarze, którzy dokonują nielegalnych aborcji nawet w 30. tygodniu ciąży. Te właśnie historie tzw. babykillerów, które muszą budzić powszechne społeczne oburzenie, wysuwane są na pierwszy plan przez działaczy pro-life.

 

Jakie są skutki całkowitego zakazu aborcji?

Co w praktyce oznacza prawo, które „w pełni chroni życie dziecka poczętego”? W Irlandii w 2012 r. Savita Halappanavar zmarła na sepsę, ponieważ roniła, a katolicki szpital odmówił przeprowadzenia aborcji, dopóki płód nie obumrze. Dopiero ta tragiczna historia stała się impulsem do zmiany obowiązującego tam prawa i dopuszczenia wyjątku pozwalającego na przerwanie ciąży w sytuacji, gdy życie kobiety jest zagrożone. Dziś celem publicznej debaty w Irlandii jest wypracowanie rozwiązań na wzór niemieckich. W Chile, Nikaragui, Salwadorze, Filipinach i Malcie obowiązuje całkowity zakaz aborcji. Są to kraje w większości katolickie, a ustawodawstwo „chroniące życie” powstało pod wpływem nacisków środowisk pro-life. W Nikaragui i na Salwadorze wyroki więzienia otrzymują nie tylko osoby przeprowadzające nielegalne aborcje lub jakoś ze sprawą powiązane. Karę w wysokości 30, a nawet 40 lat odsiadują również kobiety oskarżone o zabójstwo, nawet jeżeli w istocie poroniły. Doświadczenie tych państw pokazuje jednak, że obrona każdej ciąży środkami prawnymi i policyjnymi jest coraz mniej skuteczna – aborcję spycha się w ten sposób do podziemia, gdzie zabiegi przeprowadzane są w niedopuszczalnych z medycznego punktu widzenia warunkach, a kobiety, również te, które są zagrożone poronieniem, skazuje na nieludzkie traktowanie.

Według danych publikowanych przez WHO restrykcyjne prawo aborcyjne nie daje się powiązać z mniejszą liczbą aborcji.

Kiedy informacje o liczbie zabiegów przerwania ciąży pogrupujemy ze względu na kryterium obowiązującego w danym państwie prawa, różnice okażą się mało znaczące. W krajach, w których obowiązują bardziej restrykcyjne przepisy, współczynnik aborcji na 1000 kobiet wynosi 37, podczas gdy tam, gdzie zabieg przerwania ciąży jest szerzej dostępny, wynosi 34. Okazuje się natomiast, że liczba aborcji powiązana jest ze stopniem cywilizacyjnego rozwoju danego regionu. Wbrew popularnym tezom głoszonym na stronach pro-life w skali całego globu najmniej zabiegów przerwania ciąży przeprowadza się w krajach najwyżej rozwiniętych. A te, które są realizowane, dokonywane są z reguły w pierwszym trymestrze. W ciągu ostatnich 24 lat w krajach rozwiniętych w grupie 1000 kobiet w wieku 15–44 lat liczba aborcji spadła z 46 do 27! Tłumaczy się to rosnącą świadomością społeczną również na temat rozwoju płodu, dostępem do profilaktyki zdrowotnej, edukacji seksualnej i środków antykoncepcyjnych. Najwyższy współczynnik aborcji, bo aż 65 na 1000 kobiet, występuje na Karaibach i, 47 na 1000, w Ameryce Łacińskiej[3]. Szacuje się, że ponad 80% kobiet z krajów rozwijających się, które zdecydowały się na przerwanie niepożądanej ciąży, nie posiadało wystarczającej wiedzy na temat metod planowania rodziny lub nie miało żadnego dostępu do antykoncepcji.

Polscy zwolennicy ustawy całkowicie zakazującej aborcji podkreślają, że nie chcą wsadzać do więzienia kobiet, które zdecydowały się na przerwanie ciąży, lecz jedynie ścigać osoby odpowiedzialne za zabieg. W podobnym tonie wypowiedzieli się polscy biskupi. Sprawa nie jest jednak wcale tak oczywista. W uzasadnieniu do projektu ustawy złożonej przez Fundację PRO – Prawo do życia czytamy: „W sytuacji, kiedy sprawcą czynów opisanych w art. 152 § 2 i 157 § 2 Kodeksu karnego jest matka dziecka, proponuje się wyłączenie możliwości jej ukarania przez użycie określenia: »nie podlega karze«. Wyłączenie to dotyczy nieumyślnej formy czynów, polegającej co do zasady na niedochowaniu przez matkę dziecka poczętego ostrożności, jakiej wymaga się od osoby w jej stanie. Projektowane przepisy oznaczają, że ustawodawca traktuje takie zachowanie jako bezprawne i zawinione, jednak wyłącza matkę spod groźby sankcji, biorąc pod uwagę, iż zazwyczaj utrata dziecka w takiej sytuacji jest sama w sobie źródłem cierpienia matki, która chciała dziecka, a w wyniku swojego nieroztropnego zachowania doprowadziła do jego śmierci lub uszkodzenia jego ciała”. Jak bardzo kobieta musi cierpieć po dokonanym zabiegu, aby można było uznać, że słusznie „nie podlega karze”? Gorzej, co inicjatorzy ustawy poczną z sytuacjami, w których kobieta nie zdradza oznaka cierpienia lub wręcz „czuje ulgę” po dokonanym zabiegu? Co zrobić z niechcianymi ciążami poczętymi w wyniku gwałtu?

 

Pora na zmianę podejścia

Po raz pierwszy od 1989 r. społeczna inicjatywa ustawodawcza mająca na celu liberalizację obecnych przepisów zyskała wystarczające poparcie obywateli. Projekt złożony przez Komitet Inicjatywy Ustawodawczej Ratujmy Kobiety zebrał 215 tys. podpisów. Pokazuje to skalę kobiecego buntu. Polki mają dość ograniczania ich praw przez prawicowych polityków i działaczy.

Surowe przepisy z natury rzeczy nie są i nie mogą być przestrzegane. Najwyższy czas, aby debatę o ochronie życia kobiet i płodów przenieść ze sfery ideologii i prawno-karnej do obszaru edukacji, opieki zdrowotnej, polityki społecznej, pracy i rodzinnej.

Polskie prawo pozostaje martwe, a praktyczny dostęp do gwarantowanych kobietom usług medycznych – badań prenatalnych lub przerwania ciąży w dopuszczanych przez prawo przypadkach – jest ograniczany.

Wyraźnie pokazały to m.in. historia Alicji Tysiąc i tzw. sprawa dr. Chazana.

W praktyce prawo nie tylko nie chroni statusu zarodków i płodów, ale także demoralizuje społeczeństwo, skoro przyzwyczaja je do omijania przepisów. Tymczasem podobnie jak w Niemczech poglądy większości obywateli są umiarkowane. Polacy chcą dostępu do antykoncepcji, edukacji zdrowotnej, poradnictwa rodzinnego. I sprzeciwiają się, aby aborcja była zakazana, choć jednocześnie uważają, że nie powinna być dostępna zbyt szeroko, bez jakichkolwiek ograniczeń. Dlatego wprowadzone w Niemczech rozwiązanie jest tak skuteczne. Prowadzone tam placówki działają na jasnych i przejrzystych zasadach i nie są powiązane ze szpitalami, w których dokonywany jest zabieg przerwania ciąży. Gęsta sieć poradni, przed którymi, inaczej niż w Stanach Zjednoczonych, kobieta nie musi przedzierać się przez tłum protestujących, wymachujących zdjęciami poszarpanych szczątków płodów, tworzy warunki do udzielenia kobiecie rzeczywistego wsparcia.

75% Polaków uważa, że aborcja to zło i nigdy nie może być usprawiedliwiona. Jednocześnie większość jest zdania, że aborcja powinna być dopuszczalna w sytuacji, gdy ciąża zagraża życiu matki (84%), jej zdrowiu (76%) oraz gdy ciąża jest wynikiem gwałtu (74%)[4]. Wraz z rozwojem wiedzy zwiększa się nasza wrażliwość na życie, ale jednocześnie także i świadomość skomplikowania wyborów, z jakimi przychodzi się w życiu mierzyć. Polacy chcą jednak mieć gwarancję, że w trudnych sytuacjach ostateczna decyzja będzie należeć do nich, a nie do urzędnika lub prokuratora. Wszak to nie urzędnik bierze odpowiedzialność za życiowe skutki decyzji.

Konieczne jest nowe porozumienie społeczne w kwestii praw reprodukcyjnych i ochrony życia. Zmiana obowiązujących przepisów to zadanie dla klasy polityków gotowych wziąć odpowiedzialność i podjąć decyzje, które pozwolą wytyczyć inne standardy w tym obszarze. I którzy będą mieli odwagę bronić systemowych rozwiązań, nawet jeśli w krótkiej perspektywie doprowadzą one do wzrostu liczby oficjalnie zarejestrowanych zabiegów przerwania ciąży, co jest możliwe, jeśli weźmiemy pod uwagę, że według danych Narodowego Funduszu Zdrowia w 2014 r. dokonano w Polsce 1812 legalnych aborcji, co w bardzo niskim stopniu odpowiada faktycznej skali zjawiska[5]. Jestem jednak przekonana, że na dłuższą metę zbudują one podstawy dla nowoczesnego społeczeństwa opartego na zasadzie równości praw i poszanowaniu dla każdego życia.

Zmiany te wymagają również zdjęcia z lekarzy i wszystkich pracowników służby zdrowia potężnej ideologicznej presji, która jest dziś wywierana na całe środowisko medyczne. Ideologiczne naciski w praktyce ograniczają pracownikom służby zdrowia możliwości działania w zgodzie z najlepszą wiedzą, praktykami i lekarską etyką – dla dobra kobiety i płodu. Ważnym krokiem w odbudowie kultury zaufania i dobrych relacji między lekarzami a pacjentkami jest również edukacja etyczna. W Polsce brakuje rzeczowych dyskusji bioetycznych, dających obywatelom narzędzia lepszego rozumienia problemów, z którymi przychodzi im w życiu się mierzyć – od kwestii związanych z zapłodnieniem pozaustrojowym, poprzez profilaktykę zdrowotną, ochronę przed chorobami przenoszonymi drogą płciową aż do ochrony przed pornografią.

Rozwijanie poradnictwa dla kobiet i rodzin to zadanie dla organizacji pozarządowych, które powinny w tym zakresie działać we współpracy z instytucjami państwa. To także ważne pole dla organizacji katolickich. W adhortacji Evangelii gaudium papież Franciszek pisze: „jest też prawdą, że uczyniliśmy niewiele, aby odpowiednio pomagać i towarzyszyć kobietom znajdującym się w bardzo ciężkiej sytuacji, w której aborcja jawi się jako szybkie rozwiązanie ich poważnych problemów, szczególnie gdy rozwijające się w nich życie zaistniało w wyniku gwałtu lub w kontekście krańcowego ubóstwa. Któż może nie zrozumieć tak bolesnych sytuacji?”. Polityka polska musi stać się bardziej prokobieca. Aby ją taką uczynić, jak pisał niedawno na łamach „Gazety Wyborczej” Andrzej Wielowieyski, „musimy się poważnie zmieniać jako naród: musimy być mniej zastraszeni i autorytarni, a bardziej demokratyczni i odpowiedzialni”. Wypracowane w Niemczech rozwiązania nie byłyby możliwe i skuteczne, gdyby nie zmiany, do których przyczyniły się organizacje społeczeństwa obywatelskiego, tak religijne, jak i świeckie. Ogromne znaczenie miało również odtabuizowanie samej rozmowy o aborcji. Wbrew obawom nie doprowadziły one do relatywizacji moralnej społeczeństwa. Podobnie jak dla polskich katolików, również dla niemieckich zakaz sztucznej regulacji urodzin, zawarty w wydanej w 1968 r. encyklice Humanae vitae, jest niezrozumiały i w praktyce bywa nieprzestrzegany. Wierni natomiast w dużej mierze odrzucają przerywanie ciąży i tu są zgodni z nauczaniem Kościoła. W otwartym liście skierowanym do Konferencji Episkopatu Polski po tym jak w marcu 2016 r. Prezydium KEP ogłosiło komunikat, w którym wezwało do dalszych restrykcyjnych zmian w prawie antyaborcyjnym, katoliczki napisały: „najlepszym sposobem zapobiegania aborcjom jest poszanowanie ludzkiej godności i wolności sumienia kobiet w kwestiach dotyczących ich decyzji reprodukcyjnych, a to poprzez zagwarantowanie im dostępu do skutecznych metod kontroli urodzeń.

Odmawianie im tego dostępu oraz równoczesna penalizacja aborcji wydają się być narzędziami służącymi instrumentalizacji kobiet jako organizmów rozrodczych zamiast traktowania ich jako pełnoprawnych, równych istot ludzkich stworzonych na obraz i podobieństwo Boże”. Przygotowana przez Ordo Iuris ustawa stworzona została na wzór prawa kościelnego, w którym każdy, kto przyczynił się do aborcji, również kobieta, która poddała się zabiegowi przerwania ciąży, podlega automatycznej ekskomunice. Jednak nie wszystko, co w świetle kodeksu prawa kanonicznego jest grzechem, winno być przestępstwem w prawie świeckim. To ostatnie musi przede wszystkim brać pod uwagę efekty społeczne – faktyczne, a nie postulatywne skutki przepisów i realne konsekwencje wprowadzanych rozwiązań.

Podczas czarnych protestów, które ogarnęły Polskę w reakcji na próby zaostrzenia obowiązujących przepisów, podkreślano, że – w nawiązaniu do hasła, którym od dziesięcioleci posługuje się Partia Demokratyczna w Stanach Zjednoczonych – aborcja powinna być legalna, bezpieczna i rzadka[6].

Taki cel z pewnością jest dobrym i godziwym punktem odniesienia dla przyszłych działań. W świetle wiedzy na temat skutecznych rozwiązań chroniących prawa kobiet i płodów cel projektu zmierzającego do pełnego zakazu aborcji może być tylko jeden – umocnienie deklaratywnego sprzeciwu wobec aborcji. Wynika to z przekonania, że konserwatywne prawo może hamować zmiany społeczne. Tak się jednak nie dzieje. Również w Polsce.

Po odrzuceniu pod wpływem społecznych protestów projektu ustawy napisanej przez Ordo Iuris rząd PiS znalazł się w trudnym położeniu. Każda zmiana prawa naraża go na utratę poparcia jakiejś części elektoratu. Zaproponowany manewr – napisany w bardzo krótkim czasie projekt ustawy „Za życiem”, zachęcający kobiety do rodzenia dzieci z ciężkimi i nieodwracalnymi wadami, ma być ukłonem w stosunku do katolickich środowisk pro-life. Po wycofaniu głosami PiS z prac parlamentarnych obywatelskiego projektu zaostrzającego ustawę antyaborcyjną w wywiadzie dla PAP prezes PiS Jarosław Kaczyński zapowiedział: „Będziemy dążyli do tego, by nawet przypadki ciąż bardzo trudnych, kiedy dziecko jest skazane na śmierć, mocno zdeformowane, kończyły się jednak porodem, by to dziecko mogło być ochrzczone, pochowane, miało imię. Chcemy, by było to możliwe ze względu na realną pomoc, która będzie udzielana także ze środków publicznych”. Pomijając oportunistyczny wymiar proponowanych rozwiązań – chęć zachowania poparcia środowisk konserwatywno-katolickich, z projektu ustawy wynika, że rząd planuje wypłatę jednorazowych świadczeń w wysokości 4000 zł „z tytułu urodzenia się żywego dziecka” z ciężkimi i nieodwracalnymi wadami. To bardzo kontrowersyjny pomysł, aby wyceniać heroizm kobiet, które urodzą dziecko z ciężkimi i nieodwracalnymi wadami (gdy dziecko urodzi się martwe, kobieta świadczenia nie otrzyma!). W oficjalnych statystykach aborcje z przyczyn eugenicznych zajmują główne miejsce. Jednak faktyczna skala zabiegów przerwania ciąży jest znacznie większa i obejmuje przede wszystkich sytuacje nieuwzględnione w obowiązującym obecnie prawie. To pokazuje, że po raz kolejny proponowane działania nie próbują nawet mierzyć się z głównym problemem.

Pośpiech z reguły nie służy wypracowaniu dobrych rozwiązań systemowych, choć zapowiadane przez rząd wsparcie dla rodzin wychowujących niepełnosprawne dzieci może przynieść dobre instrumenty wsparcia dla rodzin. Tego się nie dowiemy, dopóki nie poznamy szczegółów. Jednak skopiowanie pomysłu bezpośredniego wsparcia, który w przypadku programu 500+ pozwolił PiS-owi wygrać wybory, świadczy o tym, że politycy nie zrozumieli sensu masowych protestów. Istotą zmiany, która dokonała się np. w Niemczech, jest uznanie podmiotowości kobiet i pozostawienie decyzji po ich stronie. Tylko w warunkach wolności ludzie mogą podejmować dojrzałe wybory. Szczególnie w sytuacjach wymagających heroizmu.

_

[1] http://www.fronda.pl/blogi/na-przekor-trendom/armia-boga,6620.html (dostęp: 2 listopada 2016).

[2] Dla porównania: w Niemczech ok. 96% zabiegów jest przeprowadzanych w pierwszym trymestrze ciąży.

[3] Abortion incidence between 1990 and 2014: global, regional, and subregional levels and trends, „The Lancet” 2016, nr 10041 (t. 388), s. 258–267. Por. Także dane Guttmacher Institute: https://www.guttmacher.org/fact-sheet/inducedabortion-worldwide (dostęp: 2 listopada 2016).

[4] CBOS, Dopuszczalność aborcji w różnych sytuacjach. Komunikat z badań, http://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2016/K_071_16.PDF (dostęp: 2 listopada 2016).

[5] Najbardziej wiarygodne badanie, którego celem była ocena liczby faktycznie przeprowadzanych zabiegów przerwania ciąży przeprowadził CBOS. Por. Doświadczenia aborcyjne Polek. Komunikat z badań, http://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2013/K_060_13.PDF (dostęp: 2 listopada 2016).

[6] Por. http://wyborcza.pl/7,75398,20778840,prof-platek-aborcja-powinnabyc-legalna-bezpieczna-i-rzadka.html  (dostęp: 2 listopada 2016).

 

 

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter