70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Od pewności do zdumienia i pokory

Nigdy nie byłem homofobem, ale moje myślenie o homoseksualizmie i stosunek do osób homoseksualnych zmieniały się. Od doktrynalnej pewności przechodziłem do egzystencjalnego zdumienia i pokory wobec ludzkich losów.

Argumenty doktrynalne, które w syntetyczny sposób formułuje na ten temat Katechizm Kościoła Katolickiego („akty z samej swojej natury wewnętrznej nieuporządko­wane”, „sprzeczne z prawem natu­ralnym; wykluczają z aktu seksualnego dar życia”, nie wynikają z komplementarności uczuciowej i płciowej – KKK nr 2357), dają się zrozumieć, są spójne, zakładają konieczny związek płci z prokreacją, lecz w zderzeniu z konkret­nymi sytuacjami ludzkimi okazują się niewystarczające.

Osoby homoseksualne spo­tykałem zazwyczaj, choć niezbyt często, w konfesjonale, odbywałem z nimi również prywatne rozmowy. Chyba nikogo nie przekonałem do akceptowanych i zrozumia­łych przeze mnie wywodów doktrynalnych. Jeden z rozmówców, kiedy zasugerowałem ewentualną drogę terapii, poczuł się głęboko dotknięty i powiedział wprost: „Ksiądz nie wie, czym jest miłość”. Finał tej rozmowy sprzed wielu lat uznałem za porażkę, a mimo to pozostawałem nadal przeko­nany, że homoseksualistów trzeba „nawracać” i przedstawiać im sta­nowisko Kościoła. Sądziłem, że zro­zumienie racji antropologicznych i etycznych pomaga w podjęciu wysiłków prowadzących do prze­zwyciężenia homoseksualizmu. Obecnie nie mam tak głębokiej wiary w siłę tych argumentów. Zdałem sobie sprawę, że osoby odkrywające swój homoseksualizm akceptują go i pragną akceptacji ze strony innych. Nie oczekują od księdza pouczania– wystarcza im życzliwość i szacunek. — pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata