70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Nauka zostawia miejsce na wiarę

Można powiedzieć, że uprawiana przeze mnie dziedzina nauki i religia spotykają się w miejscu, które nauka nazywa Wielkim Wybuchem, a religia stworzeniem świata.

Ad 1

Z perspektywy fizyka cząstek – zajmuję się tą dziedziną badań od blisko 50 lat – współczesną relację między religią a nauką charakteryzują zarówno niezależność, jak i dialog. Nauki przyrodnicze mają swoją metodologię, dostarczają coraz dokładniejszego opisu świata, który nie zawiera jednakże odpowiedzi na pytanie o istnienie Boga – ani negatywnej, ani pozytywnej. Być może w przyszłości ulegnie to zmianie, ale tak postrzegam obecny stan rzeczy.

Fakt, że nauka nie udziela odpowiedzi na to pytanie, ułatwia wybór indywidualnym uczonym bycia człowiekiem wierzącym, niewierzącym lub agnostykiem. Ta trzecia postawa jest chyba najczęstsza wśród moich kolegów fizyków. Nie spotkałam wśród nich wojujących ateistów. Znam natomiast kilku znakomitych i głęboko wierzących – bez ostentacji i narzucania innym swoich przekonań. Sama jestem praktykującą katoliczką, co oczywiście związane jest z faktem, że urodziłam się i wychowałam w katolickiej rodzinie w Polsce. Na szczęście nie była to rodzina bigotów, co pozwoliło na szukanie własnej drogi i świadomy wybór wiary. Jednocześnie już w szkole podstawowej ustaliłam, że będę „odkrywcą”, zaczytywałam się książkami popularnonaukowymi i nie widziałam trudności w łączeniu wiary z naukowymi zainteresowaniami. Ważny był też z pewnością fakt, że Chrystus z kart Ewangelii to wspaniała postać – bardzo „nowoczesny” człowiek, okazujący szacunek kobietom. Co najmniej równie ważne było też to, że mój mąż – fizyk teoretyk o bardzo krytycznym umyśle – jest człowiekiem wierzącym.

Społeczne uwarunkowania religii mają więc ogromne znaczenie. Na wierze lub niewierze poszczególnych ludzi, szczególnie w okresie kształtowania się własnych poglądów, może bardzo zaciążyć dostarczanie dobrych lub złych wzorców przez ludzi deklarujących się jako wierzący.

Bardzo trafne wydaje mi się słynne powiedzenie śp. ks. Józefa Tischnera: „Nie spotkałem w moim życiu nikogo, kto by stracił wiarę po przeczytaniu Marksa i Engelsa, natomiast spotkałem wielu, którzy ją stracili po spotkaniu ze swoim proboszczem”.


Jeśli zanotowany w 2016 r. blisko 10-procentowy spadek liczby praktykujących polskich katolików nie okaże się tylko czasową negatywną fluktuacją, to trzeba będzie zastanowić się, czy bardzo częste deklaracje wiary wygłaszane przez polityków z aplauzem części duchowieństwa nie stanowią przeszkody dla wiary innych członków społeczeństwa, bo postrzegane są jako nie zawsze idące w parze z czynami.

Ad 2

Eksperymentalna fizyka cząstek szuka odpowiedzi na pytanie o najbardziej podstawowe składniki materii i sposoby ich oddziaływania. W okresie mojej działalności zawodowej miał miejsce fantastyczny wręcz – ukoronowany wieloma Nagrodami Nobla z fizyki – postęp w tej dziedzinie. Polegał on na przejściu od czegoś w rodzaju stale powiększającej się „książki telefonicznej” cząstek zwanych elementarnymi i różnych fenomenologicznych modeli próbujących je porządkować do dobrze określonego zbioru fundamentalnych składników materii i cząstek pośredniczących w ich oddziaływaniach, opisywanego przez Model Standardowy. W sumie obejmuje on 12 cząstek materii (i 12 ich antycząstek, przy czym każdy z 6 kwarków czy antykwarków występuje w trzech kolorach), 12 cząstek pośredniczących w oddziaływaniach (elektromagnetycznych, słabych i silnych) i odkryty dopiero w 2012 r. słynny bozon Higgsa – potrzebny do wyjaśnienia faktu, że cząstki mają masę. Model Standardowy znakomicie zgadza się z danymi z eksperymentów prowadzonych za pomocą akceleratorów cząstek. Dzięki dokonanym w ostatnich dziesiątkach lat wielkim postępom także w astrofizyce i kosmologii wiemy, że charakteryzuje on zaledwie ok. 5% masy-energii wszechświata. Resztę stanowią ciemna materia i ciemna energia, o których na razie nie potrafimy zbyt wiele powiedzieć.

Eksperymenty z fizyki cząstek, astrofizyki i kosmologii zgodnie wskazują na tzw. Wielki Wybuch jako początek znanego nam wszechświata. Fizyka cząstek, sięgając do coraz wyższych energii cząstek przyspieszanych i zderzanych w akceleratorach, dostarcza informacji poprzez odtwarzanie – w bardzo małej objętości – warunków istniejących niedługo po Wielkim Wybuchu. Z kolei astrofizyka i kosmologia starają się sięgać na coraz większe odległości w kosmosie. Wspaniała jest ta symbioza „dwu nieskończoności” na skali długości, dostarczająca coraz dokładniejszych informacji o ewolucji wszechświata zapoczątkowanego przez Wielki Wybuch. Można więc powiedzieć, że uprawiana przeze mnie dziedzina nauki i religia spotykają się w miejscu, które nauka nazywa Wielkim Wybuchem, a religia stworzeniem świata.

Przy zachowaniu wzajemnego szacunku taka perspektywa stwarza bardzo dobre warunki do dialogu między nauką i religią. Jak wiadomo, niestrudzonym orędownikiem i organizatorem takiego dialogu był Karol Wojtyła – najpierw jako biskup krakowski, a potem papież Jan Paweł II. Miałam szczęście towarzyszyć mojemu mężowi, który był zaproszony jako wykładowca, w dwóch spotkaniach z cyklu „Nauka – religia – dzieje” i wspominam je jako bardzo ciekawe i inspirujące. Innym znanym mi przykładem takiego dialogu była inicjatywa Rolfa Heuera – ówczesnego dyrektora CERN – zorganizowania w 2012 r. spotkania kilkudziesięciu fizyków, filozofów i teologów w Nyon. Ze strony Polski uczestniczył w nim ks. Michał Heller.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter