70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Natalia Bloch

Momo z Nutellą i spotkanie z ofiarą tortur. O solidarnej turystyce

Co przyciąga turystów do obozu uchodźców? I co uchodźcom daje bycie turystyczną atrakcją? Przykład Tybetańczyków pokazuje, że takie spotkanie nie musi kończyć się na banalnej rekreacji ani służyć neokolonialnemu wyzyskowi lokalnych społeczności. Może za to okazać się przestrzenią „odzyskiwania głosu”, sprawczości i podmiotowości.

Poniedziałek: pokaz filmu dokumentalnego Morderstwo w śniegumomo nadziewane Nutellą. Wtorek: spotkanie z byłym więźniem politycznym i miska zupy thukpa. Środa: pogadanka uświadamiająca albo jam session w klubokawiarni Black Tent. Czwartek: wieczór z filmem (Siedem lat w Tybecie) i pizzą tybetańską. Piątek: open mic, czyli »śpiewać każdy może« w klubie Seeds”. To oferta atrakcji dla turystów odwiedzających Dharamsalę – zamieszkaną przez uchodźców tybetańskich osadę w północnych Indiach, umiejętnie przekształconą w popularny cel turystycznych podróży. W sklepikach i na straganach zaangażowane pamiątki: kubki, koszulki, parasolki i pokrowce na smartfony z logo Free Tibet. Dla bardziej zaawansowanych tzw. polityczne wycieczki w codzienność: „Jeśli chcesz zgłębić aktualną sytuację polityczną Tybetu i doświadczyć tybetańskiego dziedzictwa społeczno-kulturowego, program Little Lhasa [Mała Lhasa] będzie dla ciebie doskonałą okazją ku temu. Podczas tygodnia spędzonego w pięknym McLeod Ganj zyskasz wiedzę o różnych organizacjach działających w ramach tybetańskiego ruchu wolnościowego, poznasz aktywistów, członków rządu uchodźczego, mnichów i mniszki. Będziesz mieć również czas na odkrywanie zachwycającej himalajskiej natury, na odwiedzenie buddyjskich klasztorów i skosztowanie tradycyjnej kuchni tybetańskiej”.

 

Obóz uchodźców, hippisi i Dalajlama Superstar
Dharamsala – a właściwie jej górna część, czyli McLeod Ganj – stała się domem dla uchodźców tybetańskich w roku 1960, gdy rząd indyjski ulokował tu zbiegłego z zajętego przez Chińską Republikę Ludową Tybetu XIV Dalajlamę i towarzyszących mu Tybetańczyków. Wcześniej, w poł. XIX w., brytyjscy kolonizatorzy założyli tu letnią miejscowość wypoczynkową dla swoich żołnierzy i ich rodzin, ściągając jako specjalistów od zaopatrzenia zoroastrańską rodzinę Parsów, których sklep do dziś istnieje w centrum osady. Propozycja osiedlenia uchodźców w opuszczonej w następstwie dekolonizacji miejscowości wyszła właśnie od tej rodziny. W ten sposób Dharamsala stała się stolicą prawie stutysięcznej diaspory tybetańskiej w Indiach, siedzibą rządu uchodźczego i wszystkich najważniejszych instytucji.

W latach 70. do McLeod Ganj zaczęli docierać hippisi. Niektórzy z nich, dziś często 70-latkowie, wciąż żyją w miasteczku. Jednymi z nich są Gavin z Wielkiej Brytanii, obecnie tłumacz literatury tybetańskiej (wówczas gitarzysta w zespole Vajra Band), i jego żona Jacquie, psychoterapeutka łącząca konwencjonalną psychologię z buddyzmem, która kiedyś, żeby przeżyć, piekła ciasta dla pierwszych w osadzie kawiarni i restauracji (dwóch z ich trzech synów przyszło na świat w chatce w lesie – ojciec odebrał oba porody). Gavin wspomina: „Sami byliśmy wtedy uchodźcami ze świata zachodniego establishmentu, chcieliśmy od tego uciec. A Indie były lądem wolności”. W każdą niedzielę na placu w McLeod Ganj, gdzie dziś znajduje się postój i Europie Zachodniej. Byli wśród nich zarówno turyści egzystencjalni, którzy w buddyzmie znaleźli swoje nowe duchowe centrum, jak i ci eksperymentujący – zgodnie z rozróżnieniem poczynionym przez Erica Cohena – wciąż poszukujący siebie w odległych kulturowo miejscach. Momentem przełomowym w przemianie miasta uchodźców w popularny punkt turystyczny było przyznanie XIV Dalajlamie Pokojowej Nagrody Nobla w roku 1989. Dzięki temu wydarzeniu przywódca Tybetańczyków stał się globalnie rozpoznawalnym „duchowym celebrytą”, jak to określił autor jego biografii Pico Iyer, i główną atrakcją turystyczną Dharamsali (w podobnym duchu antropolodzy pisali o Nelsonie Mandeli jako atrakcji turystycznej RPA).

Otwarcie Indii na międzynarodową turystykę w latach 90. i olbrzymia popularność backpackingu dopełniły dzieła – Dharamsala stała się obowiązkowym punktem na turystycznej mapie północnych Indii. Miejscowość funkcjonuje głównie w obszarze sektora nieformalnego, obsługując przede wszystkim turystów indywidualnych o ograniczonym budżecie. Uchodźcy tybetańscy (i kolejne pokolenia urodzone już w diasporze) prowadzą rodzinne pensjonaty, restauracje, sklepy z pamiątkami i uliczne stragany. Ich sukces przyciągnął sezonowych migrantów – drobnych sklepikarzy, rzemieślników i usługodawców – z innych stanów Indii i z Nepalu.

Poza tym, że Dharamsala oferuje turystom piękne widoki i łagodny klimat (położona na przedgórzu Himalajów, otoczona lasami sosnowymi i rododendronowymi) oraz kulturę tybetańską w dużej mierze utożsamianą z buddyzmem i symbolizowaną przez Dalajlamę, to w pakiecie turysta otrzymuje jeszcze jeden „produkt”: przekaz polityczny.

Tybetańczycy bardzo umiejętnie przekuli bowiem swój kapitał kulturowy w polityczny, angażując turystów do roli sojuszników w toczonej przez siebie walce o międzynarodowe uznanie i prawo do samostanowienia. Odbywa się to na kilku poziomach: produkcji zaangażowanych pamiątek turystycznych, tworzenia atrakcji edukacyjnych dla turystów oraz organizowania politycznych wycieczek w codzienność.
— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter