70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Milczenie jak tombak

Czy hierarchom Kościoła w Polsce wolno milczeć, gdy pojawiają się pierwsze symptomy procesu, który jest groźny dla społeczeństwa i państwa? Czy – w świetle katolickiej nauki społecznej – wolno im oświadczyć, iż naruszanie zasady trójpodziału władzy „nie leży w kompetencjach Kościoła”?

„Dlaczego wasi o tym milczą?!” – pytał swojego proboszcza, bohatera irlandzkiego filmu Kalwaria, bankrutujący właściciel baru, mając na myśli brak reakcji Kościoła na nieludzkie, jego zdaniem, prawa kapitalizmu.

Dziś takie samo pytanie zadają mi – zdeklarowanemu katolikowi – liczni znajomi, którzy już dawno przestali (albo właśnie przestają) utożsamiać się z Kościołem rzymskokatolickim w Polsce. A mają na myśli brak jego reakcji na fakty i procesy, wobec których nie wolno, ich zdaniem, nabierać wody w usta i nie protestować.

Wśród wielu wskazywanych przez nich problemów na plan pierwszy wysuwa się łamanie konstytucji przez rządzącą większość i naruszanie fundamentalnej dla demokracji zasady trójpodziału władzy. Konferencja Episkopatu Polski, jak dotąd (lipiec 2018), zdaje się tej kwestii nie dostrzegać, choć jeszcze całkiem niedawno wyraźnie widział ją przewodniczący KEP abp Stanisław Gądecki. Warto w tym miejscu przypomnieć list skierowany przezeń (w lipcu 2017 r.) do prezydenta RP i przywołane w nim słowa św. Jana Pawła II, że równowaga pomiędzy władzami (ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą), „z których każda ma określone kompetencje i zakres odpowiedzialności – tak że jedna nie dominuje nigdy nad drugą – jest gwarancją prawidłowego funkcjonowania demokracji”. (Dodajmy, że ostatnio w podobnym duchu wypowiedział się także bp Jan Kopiec z Gliwic).

Warto też przywołać jego homilię, wygłoszoną w maju br. na Skałce, gdzie metropolita poznański odwoływał się do Katechizmu Kościoła Katolickiego: „Jest wskazane, by każda władza była równoważona przez inne władze i inne zakresy kompetencji, które by ją utrzymywały we właściwych granicach. Na tym właśnie polega zasada »państwa praworządnego«, w którym najwyższą władzę ma prawo, a nie samowola ludzi” (nr 1904). Powyższy fragment Katechizmu to cytat z encykliki Jana Pawła II Centesimus annus (nr 44), zaś w kolejnym (pominiętym już przez KKK) zdaniu owej encykliki papież pisał: „Koncepcji tej w czasach współczesnych przeciwstawił się totalitaryzm”. To konkluzja niezwykle istotna, bo choć Jan Paweł II mówił tu przede wszystkim o komunizmie, jego diagnoza ma wymiar o wiele szerszy. Chodzi bowiem o system, który utrzymuje, że: „niektórzy ludzie (…) mogą sobie rościć prawo do sprawowania władzy absolutnej”.

Papież Wojtyła nie byłby sobą, gdyby nie dostrzegł w tym „negacji obiektywnej prawdy”, co powinno stać się przedmiotem refleksji nie tylko politologicznej czy prawniczej, ale i filozoficznej, a nawet teologicznej. „Jeśli [bowiem] nie uznaje się prawdy transcendentnej, triumfuje siła władzy i każdy ciąży do maksymalnego wykorzystania dostępnych mu środków, do narzucenia własnej korzyści czy własnych poglądów, nie bacząc na prawa innych”. I dalej: „Nowoczesny totalitaryzm wyrasta z negacji transcendentnej godności osoby ludzkiej, będącej  (…) z samej swej natury podmiotem praw, których nikt nie może naruszać: ani jednostka czy grupa, ani też klasa, naród lub państwo. Nie może tego czynić nawet większość danego społeczeństwa, zwracając się przeciwko mniejszości (…)” (Centesimus annus, nr 44).

Pytam zatem: czy Konferencji Episkopatu Polski wolno milczeć, gdy pojawiają się pierwsze symptomy procesu groźnego dla społeczeństwa i państwa? Czy Kościół, który w soborowej konstytucji Gaudium et spes deklarował swój udział w „radości i nadziei, smutku i trwodze ludzi współczesnych”, może teraz nie widzieć lęku tak wielu osób demonstrujących przeciwko zawłaszczeniu sądów przez władze: ustawodawczą (parlamentarna większość) i wykonawczą (ministerstwo sprawiedliwości)? Czy – w świetle tego, o czym pisał Jan Paweł II i o czym tak niedawno jeszcze mówił abp Gądecki – wolno mu oświadczyć, iż „sprawy dotyczące zmiany systemu sądownictwa nie leżą w kompetencjach Kościoła” (rzecznik prasowy KEP ks. Paweł Rytel-Andrianik, 18 lipca 2017 r.)?

Przysłowie mówi, że milczenie jest złotem. Z doświadczenia i historii wiemy, że czasem stanowi ono jedynie podróbkę tego szlachetnego kruszcu, a Kościół – zwykle poniewczasie – przeżywa opamiętanie i wyraża skruchę z powodu swego milczenia w czasach, gdy miał obowiązek bronić praw człowieka i zasad fundamentalnych dla życia narodu i społeczeństwa.

Czy i tym razem tak się stanie? A jeśli tak, to kiedy to opamiętanie przyjdzie? Czy dopiero wtedy gdy kolejna władza (np. jacyś populiści) – nie publikując niewygodnych dla siebie wyroków Trybunału Konstytucyjnego, manipulując składami sędziowskimi (w Sądzie Najwyższym) i odwołując się do woli „suwerena”, który ją wybrał – zechce uderzyć w Kościół?

 


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter