70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Przemek Wierzchowski/Agencja Gazeta

Lokalnie, sezonowo, smacznie

Zaledwie pięć gatunków zbóż – pszenica, ryż, kukurydza, proso i sorgo – dostarcza nam 60% energii, chociaż historia ludzkości zna ich ponad 7 tys. Dlaczego to może stanowić problem?

Kupując żywność, dokonujemy codziennych wyborów. Myliłby się ten, kto by sądził, że to decyzje o nikłym znaczeniu, podyktowane tylko naszym gustem, stanem zdrowia czy sentymentem do określonych produktów. Płacąc w sklepie spożywczym, opowiadamy się nie tylko za konkretnymi markami czy wytwórcami – a więc wspieramy gospodarkę kraju producenckiego – lecz także za sposobami i tempem rozwoju owej gospodarki.

Wydaje się to oczywiste w przypadku zakupów dokonywanych u zaprzyjaźnionych sprzedawców czy w ulubionych sklepach – wspieramy określone osoby, z chęcią przyczyniamy się do tego, że dany ser jest w stałej ofercie osiedlowego spożywczaka. Obraz ten komplikuje się jednak, gdy spojrzymy na nasze wybory w szerszej skali. Gdy oddalając się od naszego miejsca zamieszkania, jak byśmy klikali symbol pomniejszenia przy lupce Google Maps, zechcemy spojrzeć globalnie na to, skąd leci, jedzie i płynie do nas jedzenie, możemy przygotować się na zaskoczenia.

Talerz niespodzianek

Najwięcej z nich czeka nas w przypadku generycznych produktów – nieopatrzonych etykietami, o trudniejszym do ustalenia pochodzeniu. Na przykład chleb, podstawa co najmniej dwóch dziennych posiłków wielu Polaków, na pewno wypiekany jest w mieście, w którym go kupujemy. Czy jednak wiemy, skąd pochodzi mąka, z której go zrobiono? A ziarno użyte do jej produkcji? Znacznie częściej, niż byśmy sądzili – z Ukrainy, a także Czech i Słowacji, które w 2016 r. dostarczyły Polsce odpowiednio 151 tys. t kukurydzy i 577 tys. t pszenicy. A czy wiemy, gdzie i na jakim podłożu rosła sałata, którą dla urozmaicenia diety przykrywamy kromkę chleba? To, czy pomidor, którego plaster wieńczy naszą kanapkę, wyrósł na polskiej czy hiszpańskiej ziemi, zależy w dużej mierze od sezonu, ale już to, gdzie dojrzewało coraz bardziej lubiane awokado, pozostaje pewne: co najmniej 2 tys. km stąd. Dociera do nas od największych eksporterów do Europy – odległych Peru, Chile i Meksyku lub z nieco tylko bliżej położonych Izraela i Hiszpanii. Wędlina na kanapce to już w ogóle wielka niewiadoma – o ile nie kupujemy certyfikowanych, ekologicznych mięs ze znanego źródła, trudno jest mieć pewność, czym tak naprawdę żywiono kurczaka, którego tuszka spoczywa teraz w naszej lodówce, oraz czy rzeczywiście szynka drobiowa składa się w takim stopniu z mięsa indyka (a nie np. MOM-u, czyli mięsa oddzielanego mechanicznie), w jakim deklarują sprzedawca i producent. Śniadanie popijamy kawą – oczywiście z upraw południowoamerykańskich lub afrykańskich. Jeśli lubimy pić ją z mlekiem krowim, najpewniej mamy do czynienia z pasteryzowanym produktem wyprodukowanym w Polsce, jeśli jednak wolimy wersję roślinną, bo leży nam na sercu dobrostan zwierząt (albo na żołądku źle strawiona laktoza), najpewniej znów kupujemy pośrednio którąś z roślin uprawianych na wielkich plantacjach w dalekim świecie: soję, ryż, owies, owoce migdałowca lub palmy kokosowej. Karmiąc się tymi w założeniu zdrowszymi alternatywami dla mleka, często przy okazji pochłaniamy też rozmaite dodatki, takie jak stabilizatory, których obecność wymuszona jest handlową trwałością produktu, i substancje wzbogacające w założeniu mające uzupełnić braki witamin i minerałów w naszej diecie. Najlepiej byłoby jednak dostarczać ich sobie po prostu wraz ze zrównoważonymi posiłkami…

Już samo śniadanie nastręcza wielu pytań, na które trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Bo czy lepiej jeść tylko to, co lokalne i dostępne w danym sezonie, ryzykując braki w substancjach odżywczych, czy może zaryzykować więcej food miles – zwiększoną odległość, którą jedzenie musi pokonać, by do nas dotrzeć – by o każdej porze roku dostarczać sobie zróżnicowanych produktów? Czy da się kupować tylko u sprawdzonych producentów i nie zwariować? Jeść tylko ekologicznie i nie zbankrutować? — pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter