70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Kościół – mój dom? Bezdomność

Jako członek Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce i mieszkaniec archidiecezji krakowskiej deklaruję solidarność z osobami, w których godność uderzyły słowa mojego biskupa.

Od kilku lat prowadzę na łamach „Znaku” rubrykę Kościół – mój dom. Jednak dziś – po głośnej homilii abp. Marka Jędraszewskiego i wyrażającym „solidarność z krakowskim metropolitą” komunikacie Rady Biskupów Diecezjalnych – zaczynam się zastanawiać, czy wciąż jeszcze mogę nazywać Kościół w Polsce swoim domem.

Jestem zaledwie cząstką tego Kościoła: maleńką komórką w organizmie, który przedstawia się jako Mistyczne Ciało Chrystusa. I właśnie jako ta niewiele znacząca (niewiele dla ludzi, ale przecież nie dla Boga) drobina oświadczam, że nie „stoję murem za abp. Jędraszewskim”. Przeciwnie: obiema rękami podpisuję się pod stanowiskiem Klubów Tygodnika Powszechnego: „Zaangażowanie się (…) w sterowaną przez obóz rządzący ideologiczną propagandę może przynieść Kościołowi jedynie straty i – w naszym odczuciu – jest (…) sprzeczne z postawą chrześcijanina, a wzorem takiej postawy powinien być przecież w Kościele biskup”. I dołączam się do wyrazów solidarności z osobami, w których godność uderzyły słowa krakowskiego metropolity.

Kiedy czytam tekst oświadczenia Klubów TP i porównuję go z sierpniową homilią arcybiskupa Krakowa – oraz listem episkopatu w sprawie profanacji – zaczynam rozumieć, o czym mógł myśleć papież Franciszek, gdy radził pasterzom (biskupom), aby czasem szli nie przed, ale za owcami, bo mają one „swój węch” i potrafią „rozpoznać nowe drogi”, na które powinien wchodzić Kościół (por. Evangelii gaudium 31).

Oczywiście rozumiem krytyczny stosunek Kościoła katolickiego do – jego zdaniem nie tylko grzesznych, ale i sprzecznych z prawem naturalnym – aktów homoseksualnych. Wiem również, że – jak autorytatywnie stwierdza dziś ów Kościół – czyny te „w żadnym wypadku nie będą mogły zostać zaaprobowane” (por. KKK 2357). Jednocześnie jednak – powtarzam to za Katechizmem… – osoby homoseksualne „powinno się traktować z szacunkiem, współczuciem i delikatnością. Powinno się [także] unikać wobec nich jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji” (KKK 2358).

Polscy biskupi in gremio całkiem nieźle zdają egzamin, jeśli chodzi o deklarowanie szacunku wobec ludzi inaczej myślących. Jak pisze np. abp Stanisław Gądecki: „Osoby przynależące do środowisk tzw. mniejszości seksualnych są naszymi braćmi i siostrami…”. Chętnie w to uwierzę, jeśli za pięknymi słowami pójdą konkretne czyny.

Na początek wystarczyłoby niewiele, np. zaproszenie osoby ze środowiska LGBT+ (są wśród nich także katolicy) na posiedzenie Konferencji Episkopatu Polski – po to, by jej wysłuchać, nawiązać z nią dialog. Albo spotkanie z autorką tęczowej aureoli na obrazie Czarnej Madonny – żeby zapytać o intencje, jakimi się kierowała, „profanując” jasnogórski wizerunek.

Taki gest byłby znakiem, że biskupi poważnie traktują również… samych siebie. Pokazałby bowiem, że – jako autorzy listów pasterskich – nie rzucają słów na wiatr. Że naprawdę wierzą w potrzebę dialogu, o którym jeszcze niedawno pisali, iż „zaczyna się on od spotkania (…), cierpliwego słuchania, zadawania pytań, aż po możliwość wypowiedzenia się. Tak rozumiany dialog zakłada otwartość i dobrą wolę oraz wzajemny szacunek. Daje możliwość przemyślenia własnych argumentów, ich zweryfikowania oraz zrozumienia drugiej strony” (List KEP, 13 października 2013).

O słowach abp. Jędraszewskiego mówiących o „tęczowej zarazie” napisano już tak wiele, że czuję się zwolniony z ich komentowania. Przypomnę tu tylko marcową wypowiedź metropolity Krakowa, krytyczną wobec sformułowania „zero tolerancji” (w odniesieniu do winnych przestępstwa pedofilii w Kościele). Jego zdaniem ma ono „charakter w jakiejś mierze totalitarny”: „Kiedy nazizm hitlerowski walczył z Żydami, stosował wobec nich »zero tolerancji«, w wyniku czego powstał Holokaust”.

Szkoda, że abp Jędraszewski zapomniał, czym się skończyło określanie pewnych grup ludzi mianem „roznosicieli zarazy” (np. bolszewickiej, obyczajowej etc.).

Szkoda, że w jego wystąpieniu – wygłoszonym już po Marszu Równości w Białymstoku – nie padło ani jedno słowo potępienia pod adresem ludzi, którzy, stając w obronie swej tożsamości (polskiej, katolickiej, heteroseksualnej), sięgają po przemoc.

Pisał kiedyś o domu ks. Józef Tischner, że może się zdarzyć, iż przemieni się on „w warownię, zamczysko, fortecę”. Taki dom „nie służy już do mieszkania, lecz do dominowania nad okolicą i zamieszkującymi ją ludźmi”.

W takim domu ja mieszkać nie chcę. Wolę bezdomność Tego, który „nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć” (Mt 8, 20).


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter