70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Dać przestrzeń w Kościele

Czy związek homoseksualny jako całość, en bloc, jest czymś złym? Gdyby tak było, to przyjaźń dwóch mężczyzn i dwóch kobiet też można by uważać za grzech.

W Polsce największy problem polega na braku oficjalnego dusz­pasterstwa osób homoseksualnych (istnieje np. duszpasterstwo dla heteroseksualnych związków nie­sakramentalnych). Nie tylko osoby homoseksualne, ale i ich dusz­pasterze boją się napiętnowania. W Kościele polskim w praktyce nie rozróżnia się grzechu od grzesz­nika. Innymi słowy, duszpasterz osób homoseksualnych traktowany jest nieraz tak, jakby popierał i pro­mował te postawy, a to tak jakby zarzucić obrońcy, że skoro broni mordercy w sądzie, to znaczy, że popiera zabijanie ludzi.

Inny ważny problem polega na tym, że homoseksualiści trak­towani są jak osoby zboczone, dewianci . Dlatego więc o ile jeszcze można tolerować duszpa­sterstwo osób żyjących w hetero­seksualnych związkach niesakra­mentalnych, o tyle nie toleruje się związków homoseksualnych. Za każdym razem trzeba przypominać, że sama skłonność homoseksualna nie jest jeszcze grzechem. Ponadto panuje przekonanie, że jest ona zawsze nabyta, a nigdy nie wrodzona. Innymi słowy, gdyby ta teza była prawdziwa, to oznaczałoby, że z homoseksualizmu można osobę „wyleczyć”. Jednak samo takie zało­żenie jest nieuzasadnione. Wiele bowiem wskazuje na to, że choć nie znaleziono dotychczas genu odpowiedzialnego za skłonności homoseksualne, to ta tendencja nie musi być ukształtowana przez środowisko zewnętrzne. Skłonność homoseksualna lub biseksualna może mieć swoje źródło w prena­talnym rozwijaniu się płodu ludz­kiego. A na ten rozwój przecież ani matka, ani płód nie mają bezpo­średniego wpływu. — pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata