70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Ciało

Wbrew często przyjmowanemu poglądowi, malarstwo apokaliptyczne nie miało straszyć, lecz raczej leczyć z lęków i obaw. Pełniło taką samą funkcję jak popularne dzisiaj kino katastroficzne, które w gruncie rzeczy stanowi odpowiedź na ludzki strach.

Najbardziej kuszące w spojrzeniach w zaświaty, jakie zestawił ze sobą Hieronim Bosch, jest ciało. Nagie ciała zbawionych subtelnie prowadzonych do światła, nagie ciała nieszczęśników wydanych na męki piekielne. Ciała spadających w otchłań, ciała podążających ku światłu. Najbardziej przejmujące przedstawienie prawdy o człowieku, które z jednej strony pozwala kontemplować ludzką kondycję w obliczu śmierci, powszechnego zmartwychwstania, sądu i ostatecznych rozstrzygnięć, a z drugiej – niejako przy okazji – każe skonfrontować się z własną cielesnością i związaną z nią podatnością na choroby i pożądliwości. Wierzący i medytujący nie może uciec od ciała, i to – jak się okazuje – ciała nagiego. Co więcej, nagość z perspektywy obrazu Boscha nie jest tylko wspomnieniem kondycji człowieka w raju. Niewątpliwie jest jego przeznaczeniem. Należy do historii zbawienia nie jako przeszłość, ale jako przyszłość. Krajobraz, światło, kolor, a nawet postaci aniołów i demonów – to wszystko tylko sztafaż dla ukazania nagiego, a więc prawdziwego, człowieka wraz z jego przyszłym losem. Być może zresztą dochodzi tu do głosu pragnienie stopienia ze sobą teraźniejszości i eschatologicznej przyszłości, bo względnie realistycznie przedstawione ciało jest też dla nas rodzajem zwierciadła. Postaci nie są „nie z tej ziemi”, są takie jak my, „z krwi i kości”, jak my stojący przed obrazem czy ołtarzem. Oczywiście namalowane przez Boscha, pozostają bierne, ich czas działania i zasługiwania skończył się, są niejako wydane jedynie na działanie zewnętrznych sił, ale nie przestają być w pełni cielesne. Bierność nie jest zresztą absolutna: widzimy, że niektórzy się modlą, jeden z pierwszoplanowych bohaterów zastygł w pozie sugerującej głęboką zadumę, zbawieni ze sobą rozmawiają. To czynności duchowe, ale – co naturalne na obrazie – oddane gestami ciała. Tak przedstawiona eschatologia jest więc zatrważająco i może nawet zawstydzająco materialna. Prawda o zmartwychwstaniu ciał nie zatrzymuje się z lękiem w pół drogi, nie boi się własnych konsekwencji. To wszystko sprawia, że kontemplujący eschatologiczne tematy wierny w otaczającym go krajobrazie, świetle, kolorze ujrzy ostateczne prawdy, że będzie w stanie w którymś momencie zrozumieć słowa z Ewangelii św. Łukasza: „Królestwo Boże nie przyjdzie dostrzegalnie” (Łk 17, 20), oraz będzie kiedyś mógł powiedzieć sobie i innym: „innego końca świata nie będzie”.

Naturalnie, nagość postaci przedstawionych przez Boscha nie jest bezpośrednio seksualnie atrakcyjna, ale na pewno nie jest też przecież aseksualna. Zwłaszcza że tematem obrazu uczynił on ostateczne przeznaczenie człowieka, jego koniec, a więc chwilę równie emocjonującą i ważną co jego początek. Nagie ludzkie ciało wydane aniołom i demonom, czy to harmonijne i wyprostowane, czy cierpiące i nienaturalnie wyprężone, zawsze przykuwa uwagę, działając na różnych, czasami zaskakujących, pokładach podświadomości. To dopiero prawdziwie ekscytujący splot: pożądające spoj­rzenie splątane z wiarą i medytacją. Mieszanka wybuchowa, zaprzęgająca całego człowieka do zadań duchowych, które często jednak mogą jawić się jako niezmiernie płytkie, zbyt cielesne właśnie, za proste, brutalne i banalne. To duchowość tak różna od mistyki innych tradycji kulturowych, a przecież niezmiennie dla większej części świata atrakcyjna i wciąż dominująca. Z tego punktu widzenia słychać czasem pełne zażenowania głosy narzekające, jak niezmiernie płytki jest Zachód ze swoim „naiwnym” realizmem. Zarazem jednak tak mocno on do siebie przyciąga. Dlaczego? — pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata