70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Asymetria

Publiczna obecność Kościoła w Polsce jest podważana w niszach radykalnie lewicowych. Są one pod względem języka i mentalności lustrzanym odbiciem nisz prawicowo-katolickich: obie postawy są oparte na wykluczaniu osób inaczej myślących.

Ale różnica między tymi skrzydłami polega na tym, że podczas gdy prawicowo-katolickie rośnie w siłę, to umiarkowana lewica słabnie, a nisze radykalnie lewicowe uprawiają ideologiczny ogródek bez konsekwencji politycznych, które byłyby porównywalne z wzrastającym znaczeniem prawicy politycznej w polskim katolicyzmie.

Z wyjątkiem (dzisiejszego) Janusza Palikota radykalny antyklerykalizm (i walczący ateizm) nie ma reprezentacji w głównym nurcie polityki polskiej ani szerszego poparcia w kulturowo wciąż katolickim społeczeństwie. Za to prawica polityczna zyskuje poparcie wielu działaczy zorganizowanego katolicyzmu, księży, a nawet biskupów.

Mamy więc do czynienia z asymetrią. Nurt socjaldemokratyczny czy chrześcijańsko-demokratyczny – znajdujący wyraz w tzw. Kościele otwartym – ulega marginalizacji. Jest to zjawisko wyjątkowe w katolicyzmie i chrześcijaństwie europejskim. Uważam, że ze szkodą dla publicznej obecności Kościoła w Polsce. Nie chodzi o to, by ,,Kościół otwarty’’ zajął miejsce obecnie dominującego w moim odczuciu „Kościoła odmowy” dialogu ze współczesnością.

Chodzi o to, by na co dzień w debacie i praktyce społeczno-politycznej katolicyzmu nie występowała dominacja tylko jednej ,,narracji”. W Kościele zdominowanym przez prawicę nie odnajdą się ludzie o ideowej, etycznej i politycznej wrażliwości nieprawicowej i vice versa.

Dlatego pożądane jest odpartyjnienie Kościoła i słusznie episkopat przypomniał o tym przed październikowymi wyborami parlamentarnymi.

Nie sądzę, by głównym zadaniem Kościoła w sferze publicznej i poza nią było ,,formowanie sumień”. Bo co to właściwie znaczy? Sumienie jest pojęciem delikatnym i skomplikowanym. Jednym nakazuje coś, czego z kolei innym ich sumienie zakazuje. Jednemu lekarzowi sumienie nakazuje odmówić pomocy pacjentce, innemu zabrania zostawić ją w dramatycznej potrzebie.

Kościół jest, moim zdaniem, przede wszystkim Franciszkowym oddziałem pierwszej pomocy duchowej – ,,szpitalem”, do którego mogą przyjść grzesznicy, by podjąć próbę terapii, o ile mają taką wolę. Formowanie sumień w rozumieniu Kościoła w Polsce sprowadza się często do prawienia morałów i pobożnych frazesów. Jest też wersja gorsza: pieriekowka dusz na modłę aktualnie obowiązującej poprawności katolickiej. Prawdziwe ,,formowanie sumień” jest owocem czasu i całego życia, doświadczeń i przemyśleń jednostki.

Dojrzałość sumienia rzadko bywa efektem jakiejś doktrynalnej obróbki skrawaniem. Na dodatek niemal codziennie nadchodzą złe wieści z wnętrza samego Kościoła instytucjonalnego. Historie duchownych na różnych szczeblach, którzy sprzeniewierzają się głoszonej przez siebie Ewangelii i złożonym przyrzeczeniom, nie mobilizują wiernych etycznie i religijnie. Mam wrażenie, że w Polsce potrzeba – nie tylko w Kościele – więcej poszanowania autonomii sumienia ludzkiego i więcej pokory w ferowaniu ocen ze stanowiska

dogmatycznego. W świecie ludzkim sumienie, nad którym ktoś ,,panuje”, nie jest sumieniem dojrzałym. W świecie wiary „panem” sumienia jest Bóg, a nie inny człowiek czy instytucja, choćby i szacowna.

W stosunkach państwo–Kościół nie spodziewam się zmian w przewidywalnej przyszłości. Zwłaszcza po przejęciu władzy państwowej przez ludzi prawicy. W Polsce prawica jest prokościelna (choć niekoniecznie z równą mocą proewangeliczna), o ile nie przeszkadza to jej celom i interesom. Kościół z kolei jest zdominowany przez myśl i politykę prawicową, jakby nie dostrzegał, jak to jest dla niego i wiernych szkodliwe duszpastersko. Kościół i państwo pod rządami prawicy mówią w Polsce językiem monologicznym, a bywa, że i przemocowym (np. w kwestii kulturowej dyskryminacji kobiet, osób homoseksualnych lub ludzi zrodzonych dzięki metodzie in vitro).

Mimo to zdarzają się sytuacje, które powinny dać władzy kościelnej do myślenia. Dzisiaj to oczywiście kwestia uchodźców. Episkopat (choć nie cały, ze zwłoką i nie zdoławszy ogłosić na ten temat listu pasterskiego) zajął w niej stanowisko Franciszkowe: godne i sprawiedliwie, chrześcijańskie i ludzkie.

Drastyczne rozejście się obu sił, prawicy i episkopatu, w tej sprawie jest w moim przekonaniu sygnałem bardziej kulturowym niż politycznym. Ma to związek z postawami dotyczącymi pontyfikatu Franciszka. Tam gdzie Franciszek działa jak duszpasterz mający doświadczenie Kościoła mniejszościowego, który musi wyjść z Ewangelią do ludzi, jacy są (a są różni i często nie żyją „po Bożemu”), polski katolik postrzega go jako pozbawionego powagi i autorytetu, a nawet mocy perswazyjnej.

Takiemu katolikowi w Polsce papież z Argentyny, rozmawiający przyjaźnie z gejami lub myjący stopy muzułmance, nie zaimponuje. Sądzę, że nawet nadchodząca wizyta Franciszka w Polsce z okazji Światowych Dni Młodzieży niewiele tu pomoże. Rzeczy zaczną się zmieniać, gdy katolicyzm i Kościół utracą pozycję kulturowo dominującą w społeczeństwie, a wskutek tego przestaną mieć znaczenie w bieżących rachubach polskich polityków.

_

Odpowiedź na pytania z ankiety „Znak pyta”: relacje państwo-Kościół A.D. 2015

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata