70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

I jedna nie przetrwałaby bez drugiej

Ostatnią książką, jaką przeczytała przed śmiercią matka Haliny Rubin, było W poszukiwaniu straconego czasu Marcela Prousta. Do tego symbolicznego momentu zdaje się nawiązywać w swojej wspomnieniowej narracji autorka-córka, która po wielu latach rozmyślań, lektur, rozmów postanowiła odzyskać ów stracony czas i pamięć o przeszłości rodziny, ale przede wszystkim wybrać się w „skomplikowaną, ryzykowną podróż” przez życie swojej matki Oli. Nie wybrała się w nią jednak sama – towarzyszyła jej i wspierała ją własna córka, dzięki czemu ta podróż w czasie zbliżyła trzy pokolenia kobiet.

Historia życia rodziców, a zwłaszcza matki, była od zawsze ważna dla autorki, lecz impuls do spisania ich losów w formie opowieści (auto)biograficznej przyszedł z zewnątrz. Z jednej strony od jej własnej córki, która zainteresowała się nietkniętymi od śmierci babci i dziadka pudłami z ich dokumentami, zdjęciami, listami. Z drugiej zaś strony od jedynej kuzynki, która przeżyła wojnę w Polsce i po latach spisała wspomnienia o losach jej bliskich oraz życiu w getcie w Białymstoku. Świadomość, że jest się jedyną spadkobierczynią pamięci o ludziach, których już nie ma, oraz dysponentką pamiątek po nich, które zyskują status historycznych świadectw, okazała się na tyle determinująca, że Halina Rubin postanowiła podjąć się zadania utrwalenia życia rodziców, a szczególnie wyjątkowej relacji z matką. Wymagało to nie tylko dokładnego przejrzenia notatek, papierów, fotografii, chronologicznego uporządkowania zapamiętanych faktów i materiałów, ale także wypełnienia luk powstałych przez upływający czas. Przede wszystkim jednak autorka musiała zmierzyć się z bólem i lękiem przed silnymi emocjami związanymi z wojennymi traumami.

Czas odnaleziony autorka podzieliła na dwie części. Pierwszą z nich rozpoczyna od osobistych wyznań na temat doświadczeń Marca ’68, kiedy jako ofiara antysemickiej nagonki została zmuszona do opuszczenia kraju i wyemigrowania do Australii (jej rodzice i brat wyjechali do Izraela). Autobiograficzny wątek narracji o żydowskiej tożsamości autorka rozbudowuje do opowieści o przodkach z obu linii familii. Rekonstruuje etapy dorastania rodziców w tradycyjnych żydowskich domach, opowiada ze szczegółami o ucieczce swojego 16-letniego ojca do Palestyny w celu budowania żydowskiej ojczyzny, a także o żydowskim Zakroczymiu, gdzie jej matka wraz z rodzicami i siostrami spędzała wakacje. Pisze również o ich miłości i związku, pracy matki jako położnej i pielęgniarki oraz o politycznym zaangażowaniu rodziców, które do dziś ogarnia trwogą córkę próbującą zrozumieć ich ideowe wybory. Niezwykle ważnym uzupełnieniem peregrynacji w przeszłość są relacje z podróży autorki do Polski, Rosji i na Białoruś w celu odnalezienia brakujących lub niepełnych elementów biograficznej mozaiki, potwierdzenia zapamiętanych dawno faktów, odwiedzenia zmienionych przez historię miejsc. Towarzyszące tym wyprawom wyobrażenia, często nieprzystające do rzeczywistości, uczucia nadziei przekształcające się ostatecznie w rozczarowanie, smutek i żal autorka opisuje, ujawniając nie tylko procesy głębokiej autoanalizy, ale także literacki talent.

Powrót do korzeni i przywołanie sylwetek przodków żyjących w Polsce od kilku pokoleń dodatkowo uwypukla wątek przymusowej emigracji rodziny autorki (przedwojennej, powojennej i marcowej), od którego rozpoczyna ona opowieść, a także unaocznia – co charakterystyczne dla tego typu narracji – skalę dramatu, który spowodowały wojna i Holokaust. Dzięki temu, że autorce udało się zebrać kolekcję starych rodzinnych zdjęć, a następnie opisać losy przodków, przestali oni być „niematerialnymi zjawami z odległej przeszłości”, zamordowanymi w Treblince lub na Majdanku, a „nabrali cech ludzi żywych”.

Pragnienie i potrzebę utrwalenia biografii matki oraz opowiedzenia o silnej więzi z nią Halina Rubin wyraża w części drugiej Czasu odnalezionego, którą rozpoczyna od ciąży matki i swojego przyjścia na świat kilka dni przed wybuchem wojny. Od tego momentu zmienia się nieco tryb narracji – autorka odtwarza skrupulatnie dramatyczne wydarzenia wojenne, relacjonuje etapy ucieczki rodziców, ich rozłąkę, a następnie lata ukrywania się już tylko z matką i jej walkę o przetrwanie ich obu. Narrację Rubin wyróżnia to, że opisuje przeszłe zdarzenia z perspektywy uczestniczki (mimo że była wtedy niemowlęciem lub bardzo małym dzieckiem), a nie jedynie świadkini odtwarzającej niezapamiętane perypetie okupacyjne. Dzięki temu zabiegowi autorka niweluje dystans, który powstaje w procesie odpominania przeszłości, tworząc narrację przypominającą miejscami reportaż (auto)biograficzny.

Akcentując poświęcenie Oli dla pracy pielęgniarki i jej ponadprzeciętne zasługi w walce na codziennych frontach wojny, a także zestawiając je z informacjami na temat wojskowej aktywności ojca, Rubin dokonuje ważnego przewartościowania męskocentrycznie pojmowanej kategorii heroizmu. Szczególnie istotne w tym kontekście są opisy funkcjonowania w partyzantce sowieckiej, do której matka z córką uciekły z Lidy zimą 1944 r. Autorka wspomina warunki życia w Puszczy Nalibockiej, gdzie jej matce udało się znaleźć schronienie z małym dzieckiem tylko dlatego, że była potrzebna jako pomoc medyczna. Kilkuletnia Rubin dobrze zapamiętała, że w tym świecie kobiety występowały nielicznie i miały najniższy status w hierarchii, przez co były wciąż narażone na przemoc. Pijani żołnierze nie powstrzymali się przed dręczeniem i biciem nawet jej, małego dziecka ukrywającego się w leśnej ziemiance, podczas nieobecności i choroby matki.

Kluczową kwestią w Czasie odnalezionym jest relacja między matką a córką – autorka nie unika co prawda typowej dla opowieści biograficznych idealizacji postaci, ale udaje się jej nie wprowadzać patosu i nadmiernej mitologizacji. W wielu miejscach narracji autorka podkreśla, jak wielką miłością, zaufaniem i uznaniem darzy matkę, która była i jest dla niej wzorem do naśladowania: „[Rodzice] byli mi drodzy, jednak z mamą łączyły mnie więzi niezwykle głębokie. Przeżyłyśmy razem najgorsze lata wojny. Znałam każdy szczegół jej twarzy, owal, linię nosa, piwne łagodne oczy i każdą zmarszczkę. Podziwiałam siłę jej charakteru i otwartość serca. Byłam z niej dumna”. O tej intymnej relacji Halina Rubin nie wstydzi się pisać otwarcie i czule, podkreślając siłę więzi determinującej do przeżycia nieludzkich czasów. Matka po latach wyznała córce, że bezgraniczna miłość do dziecka oraz obowiązek ratowania ludzkiego życia motywowały ją do walki o przetrwanie, córka zaś bezustannie dowodzi, że swoje istnienie zawdzięcza odwadze i nadzwyczajnej zaradności matki. Obie były pewne, że jedna nie przetrwałaby bez drugiej.

_

Halina Rubin

Czas odnaleziony. Podróże z moją matką

tłum. Krzysztof Środa, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2018, s. 264

 


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter