70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Afirmować i łączyć

Nauczanie Kościoła dotyczące osób homoseksualnych nie stanowi rdzenia orędzia Ewangelii. Jest ono ważne i znaczące, niemniej należy je interpretować w blasku Dobrej Nowiny. Chodzi o to, by osoby homoseksualne przede wszystkim usłyszały, że są kochane przez Boga, cenne w Jego oczach, że Bóg ich chce i zaprasza do intymnego przymierza.

Udział w tej ankiecie to dla mnie impuls, aby dokonać osobi­stego duszpasterskiego rachunku sumienia. Moją refleksję pragnę przedstawić w czterech punk­tach: szacunek dla osoby, której towarzyszę w roli duszpasterza, szacunek dla doktryny, szacunek dla osobistych decyzji oraz sza­cunek dla jedności Kościoła. To, co łączy te cztery filary w posłudze duszpasterskiej, ma swoje źródło w postawie szacunku. Jestem prze­konany, że delikatność i współczu­jące zrozumienie stanowi szansę na budowanie mostu, a nie barykady w duszpasterskiej relacji.

Za fundamentalne uważam pytanie, co jest celem życia ducho­wego. Papież Benedykt XVI w ency­klice Deus caritas est napisał: „Uwie­rzyliśmy miłości Boga – tak chrze­ścijanin może wyrazić opcję swego życia. U początku bycia chrześcija­ninem nie ma decyzji etycznej czy jakiejś wielkiej idei, jest natomiast spotkanie z wydarzeniem, z Osobą, która nadaje życiu nową perspek­tywę, a tym samym decydujące ukierunkowanie”. Krótko mówiąc, celem życia duchowego jest żywarelacja z Bogiem, który jest Miło­ścią i Miłosierdziem. Relacja, która karmi się spotkaniem z Bogiem i w której urzeczywistnia się zba­wienie, stanowi wartość sama w sobie. Wzrostowi osobistej relacji konkretnej osoby z Bogiem ma służyć posługa duszpasterska, która realizuje się w duchowym towarzyszeniu.

Szacunek dla osoby

Słowo „afirmacja” pochodzi od łacińskiego „affirmare”, które znaczy czynić mocnym, umac­niać. Co umacniać w duszpaster­skim spotkaniu? Bez wątpienia godność osoby ludzkiej, która jest ikoną Boga. Św. Jan Paweł II pod­czas wizyty w siedzibie UNESCO (2 czerwca 1980 r.) z wielką siłą przekonania powiedział: „Ażeby tworzyć kulturę, trzeba do końca i integralnie widzieć człowieka jako szczególną, samoistną wartość, jako podmiot związany z osobową transcendencją. Trzeba tego czło­wieka afirmować dla niego samego, nie dla jakichkolwiek innych racji czy względów – jedynie dla niego samego! Trzeba tego człowieka po prostu miłować dlatego, że jest człowiekiem – trzeba wymagać dla niego miłości ze względu na szczególną godność, jaką posiada”. Mówiąc te słowa, papież miał na uwadze nie człowieka „abstrak­cyjnego”, ale rzeczywistego, „kon­kretnego”, „historycznego”, będą­cego jedynym i niepowtarzalnym „ja”, mężczyzną lub kobietą. Warto podkreślić, że osoba jest wartością samą w sobie, niezależnie od jej seksualnej orientacji. Heteroseksu­alność nie jest niczyją zasługą ani homoseksualność winą kogokol­wiek. Nie ma podstaw do wywyż­szania się z powodu heteroseksu­alności czy poniżania z powodu homoseksualności.

Każda osoba zasługuje na szacunek pomimo swojej nie­doskonałości, słabości, ograni­czeń, a nade wszystko pomimo swojej grzeszności. Nawet wtedy gdy popełniamy zło w znaczeniu moralnym, nie tracimy osobowej godności. Krótko mówiąc, każdy jest godny miłości. A patrząc sercem oświetlonym wiarą, każdy jest cenny w oczach Boga, bo go stworzył, odkupił i uczynił dzie­dzicem życia wiecznego. Więcej, Bóg chce każdego z nas, bo jak może być Ojcem bez syna czy córki? Pasterzem bez owcy? Przy­jacielem w pojedynkę?

Szacunek dla doktryny

Słowo „doktryna” pochodzi od łacińskiego „doctrina”, które znaczy nauka, wiedza. II Sobór Watykański stwierdził, że istnieje porządek czy „hierarchia” prawd nauki katolickiej, ponieważ różny jest ich związek z fundamentami wiary chrześcijańskiej (dekret o ekumenizmie, 11). Co jest funda­mentem wiary? Mianem „funda­mentalnego rdzenia” papież Fran­ciszek określa „piękno zbawczej miłości Boga objawionej w Jezusie Chrystusie, który umarł i zmar­twychwstał” (Evangelii gaudium, 36). Ewangelia jest także wezwa­niem do nawrócenia i zmiany spo­sobu myślenia. Dlatego doktrynę Kościoła trzeba niezmiennie inter­pretować w świetle Dobrej Nowiny. W tym sensie doktryna wciąż się rozwija, dojrzewa i wymaga ciągłej reinterpretacji. Hierarchia cechuje nie tylko prawdy wiary, lecz rów­nież cnoty. Jezus w przykazaniu miłości Boga i bliźniego streszcza nauczanie Prawa i proroków (por. Mt 22, 34–40).

Nauczanie Kościoła dotyczące osób homoseksualnych nie stanowi rdzenia orędzia Ewangelii. Jest ono ważne i znaczące, niemniej należy je interpretować w blasku Dobrej Nowiny. Chodzi o to, by osoby homoseksualne przede wszystkim usłyszały, że są kochane przez Boga, cenne w Jego oczach, że Bóg je chce i zaprasza do intym­nego przymierza. Katechizm Kościoła Katolickiego zawiera: defi­nicję homoseksualizmu i moralną ocenę czynów homoseksualnych (2357) oraz opis właściwego sto­sunku do osób homoseksualnych (2358) i drogi osób homoseksual­nych do świętości (2359). W towa­rzyszeniu duchowym nie można pomijać doktryny ani jej bagatelizować, nie mówiąc już o jej fał­szowaniu. Jednocześnie należy pamiętać o chrześcijańskim etosie, który zabezpiecza prawdziwą subiektywność podmiotu moral­nego. Tym bardziej że moralna tradycja Kościoła ostrzega przed niemal automatycznym stosowa­niem norm ogólnych w indywi­dualnych przypadkach. „Byłoby czymś małostkowym – pisze papież Franciszek – zatrzymanie się, by rozważać jedynie, czy dzia­łanie danej osoby odpowiada, czy też nie jakiemuś prawu czy normie ogólnej, bo to nie wystarcza, by rozeznać i zapewnić pełną wierność Bogu w konkretnym życiu ludzkiej istoty”(Amoris Laetitia, 304). Dlatego trzeba uwzględnić sytuację życiową, w jakiej znajduje się konkretny człowiek, oraz jego psychologiczne uwarunkowania, mając na uwadze jego realne moż­liwości i ograniczenia. Duszpasterz, obdarzając osobę zaufaniem, stara się towarzyszyć w taki sposób, aby zapewnić jej możliwość osobistego rozpoznania i wyboru konkretnego dobra, do którego realizacji czuje się ona wezwana przez Boga.

Szacunek dla osobistych decyzji

Osoba homoseksualna, która obdarza Boga i Jego wolę czcią i szacunkiem, podejmuje w swoim sumieniu decyzje będące odpo­wiedzią, jaką może dać Bogu. Daje Mu pierwszeństwo, gdy w modli­tewnym skupieniu stawia sobie pytanie: do czego Bóg mnie wzywa w mojej historii życia i doświad­czeniu? Gdzie w moim życiu czeka na mnie łaska? Nikt nie może zastąpić człowieka w pod­jęciu decyzji moralnej. Każdy sam przed Bogiem w określonej sytuacji życia rozpoznaje w sumieniu to, co słuszne, i podejmuje decyzję, za którą ponosi odpowiedzial­ność. W ten sposób wytycza własną drogę życia. Warto w tym kontekście przytoczyć słowa papieża Franciszka ostrzegające duszpasterzy przed pokusą auto­rytaryzmu: „Z trudem dajemy miejsce dla sumienia wiernych, którzy pośród swoich ograniczeń często odpowiadają najlepiej jak potrafią na Ewangelię i mogą roz­wijać swoje własne rozeznanie w sytuacji, gdy wszystkie systemy upadają. Jesteśmy powołani do kształtowania sumień, nie zaś domagania się, by je zastępować” (Amoris Laetitia, 37). Realizm dusz­pasterski św. Jana Pawła II wyraził się także w tym, że papież, będąc świadomym, że człowiek „poznaje, miłuje i czyni dobro moralne, odpowiednio do etapów swego rozwoju” (Familiaris consortio, 34), zaproponował „prawo stopnio­wości”. Stosując je, rozpoznajemy, że niemożność lub poważna trud­ność w realizowaniu wymogów prawa w praktyce jest uwarun­kowana czynnikami natury psy­chologicznej. Pedagogia „stopniowości” opiera się na wierze w człowieka i jego możliwości roz­woju duchowego. Wyznając wiarę w Boga, który jest naszym Ojcem, żywimy głębokie przekonanie, że On wymaga od konkretnego czło­wieka tylko tego, co jest dla niego możliwe.

Spotykam osoby homoseksu­alne, które podjęły decyzję o rezyg-nacji z seksualnej aktywności. Uczestniczą w sieci relacji z przy­jaciółmi i z pasją oddają się temu, co uważają w życiu za ważne. Abs­tynencja jest szczególnie zalecana osobom, które wyzwalają się z sek­sualnych uzależnień od porno­grafii homoseksualnej lub anoni­mowego seksu. Czasem osoby po nieudanych, a nawet toksycznych związkach partnerskich decydują się na wybór dalszej drogi życia w samotności. Inni wybierają życie wspólne w partnerskich związ­kach jednopłciowych, opartych na wzajemnej trosce, opiece, stabil­ności emocjonalnej i seksualnej, czyli na wartościach. Jeśli nawet nie podzielamy takiego stylu życia, to niekiedy zbyt pochopnie stosu­jemy logikę podejrzeń wobec osób, które żyją w takich związkach, sądząc, że są one wyłącznie moty­wowane potrzebami seksualnymi lub bywają zdominowane przez hedonizm. Godna uwagi jest wypo­wiedź, jakiej udzielił kard. Chri­stoph Schönborn: „Można i trzeba uszanować decyzję o stworzeniu związku z osobą tej samej płci, o poszukiwaniu w prawie cywilnym narzędzi zdolnych ochronić własne współżycie i własną sytuację, czyli praw zapewniających taką ochronę. Ale jeśli ktoś od nas wymaga, by Kościół orzekł, że jest to małżeństwo, musimy odrzec: non possumus. To nie jest dyskrymi­nacja osób: rozróżniać nie znaczy dyskryminować. To absolutnie nie przeszkadza, by szanować, mieć w przyjaźni albo współpra­cować z parami pozostającymi w takich związkach” („Tygodnik Powszechny”, 27 września 2015, nr 39).

Szacunek dla jedności Kościoła

Bolesnym przeżyciem dla ludzi Kościoła jest świadomość związana z decyzjami opuszczenia wspólnoty wiary przez osoby homoseksualne. Nie można zapominać, że ludzie z góry osądzeni tracą ambicje moralne. Osoby homoseksualne, które nie znajdują zrozumienia, akceptacji, wsparcia we wspól­nocie wierzących, zostaną przyjęte z otwartymi ramionami w mrocz­nych środowiskach. Wiele z nich czuje się rozdarte między wyzna­waną wiarą, nauką Kościoła a swoją orientacją seksualną. Potrzebują czasu i pomocy, by scalić siebie, uzyskując harmonijną jedność, tak aby mogły przeżywać swoją wiarę jako osoby homoseksualne i homo­seksualność jako osoby wierzące. Trzeba, abyśmy wsłuchali się w pro­roczy głos papieża Franciszka, który powiedział: „Dwie logiki przemie­rzają całe dzieje Kościoła: usunąć na margines i włączyć (…). Drogą Kościoła, począwszy od Soboru Jerozolimskiego, jest zawsze droga Jezusa: droga miłosierdzia i inte­gracji (…). Drogą Kościoła jest nie­potępianie kogokolwiek na wieki; obdarzanie miłosierdziem Boga wszystkich ludzi, którzy szczerym sercem o to proszą; drogą Kościoła jest właśnie wyjście z własnego ogrodzenia, aby pójść i szukać dale­kich na »peryferiach« egzystencji; to zastosowanie w pełni logiki Boga” (KAI, 16 lutego 2015 r.).

*

Kończąc mój duszpasterski rachunek sumienia, chciałbym zanotować pewien „skok rozwo­jowy”. Otóż nie mogłem przez dłuższy czas zrozumieć drażliwości osób homoseksualnych na słowo „współczucie”. Z ust pewnej homoseksualnej kobiety usłyszałem, że wciąż słyszy słowa współczucia od swojego najbliższego otoczenia i to ją osłabia, podkopuje jej siły. Potrzebowała wsparcia, które doda jej odwagi, by stawić czoła wyzwa­niom, jakie przynosi życie. Czasem nie potrafimy uchwycić momentu, kiedy współczucie staje się litością. Warto być uważnym na własne uczucia, by ich wyraz nie szkodził innym.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter