70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Oczyścić czyściec

Oczyszczanie czyśćca mogłoby mieć niepożądany wpływ na produkt krajowy brutto. GUS co prawda ostatnio podał, że polska gospodarka ożywiła się o zero jeden punktu procentowego dzięki prostytucji, handlowi narkotykami i przemytowi, ale to chyba nadal nie wyrównuje strat, jakie budżetowi państwa przyniosłoby zaprzestanie tych rajdów z chryzantemami, które sobie na przełomie października i listopada zwykliśmy byli urządzać

 .

Oczywiście wiem, że Ojciec Pio nawoływał do opróżnienia, a nie oczyszczenia czyśćca. W mglisty niedzielny poranek siedzę sobie oto z laptopem i sprawdzam u tłumacza Google’a, jak let’s empty the purgatory brzmi po fińsku, chińsku i w esperanto. Dawno temu, u początków istnienia tego przezabawnego narzędzia i mojej nim fascynacji, znajoma sinolożka poleciła mi, żebym raczej nie próbowała tłumaczyć z oryginału, tylko zawsze naokoło, przez angielski. Ojciec sinolożki był matematykiem, rekomendacja więc nie kwalifikowała się do odrzucenia i stosuję ją do dziś, a jak dzieci podrosną, przekażę ją dalej, jeśli oczywiście nie będziemy wtedy wszyscy mieli wszczepionych w kark czipów tłumaczących, co daj Boże. Może wtedy nie będziemy tytułów w rodzaju Eternal sunshine of the spotless mind przekładać jako Zakochany bez pamięci.

Zatem w jesienny niedzielny poranek siedzę z wirtualnym tłumaczem i zastanawiam się, dlaczego po polsku czyściec przypomina szpitalny basen. „Pamięć jest częściej kulą u nogi niźli żaglem łopoczącym” – przypomina mi się Stachura i, w rzeczy samej, od razu doświadczam przykrych, generowanych przez pamięć ograniczeń, bo zamiast skupić się na wyłożonych na wagę towarach (kula kontra żagiel), dziwuję się – jak za każdym razem kiedy przypominam sobie ten cytat – języczkowi u wagi. „Niźli”? Serio? Dlaczego „niźli”? I skupionej na języczku, umyka mi po raz kolejny sedno tej opozycji.

Wydawnictwo Czarne proponuje na jesień – co za timing! – antologię Magdy Budzińskiej Zapomniane słowa. Różne jasne postaci kultury oraz ja na nieco ponad 200 stronach (plus kilka kartek na nostalgiczne notatki własne czytelnika nabywcy) przypominają zapomniane. Przeglądanie spisu treści jest zwyczajnie przykre, a mój osobisty ranking przykrości odnajdywania słowa na liście tych zapomnianych zajmuje słowo „list”. „Z żywego organizmu list stał się skamieliną; nie ciało już, lecz szkielet zamknięty w muzealnej szafce” – pisze nominujący „list” do zapomnienia Wojciech Nowicki. Potem jest o SMS-ach, e-mailach, nawet telefonach, które wyparły „gruby pakunek z gorączkowym pismem”. O ulotkach, folderach, reklamach, które wypełniają skrzynki pocztowe. Wojciech Nowicki ma poniekąd szczęście, bo obok „drugiej pizzy za pół ceny” zdarza mu się otrzymać propozycje płatnego seksu. Mnie się w tym rejonie potrzeb dedykuje profesjonalne montowanie rolet, w tym antywłamaniowych. „Gruby pakunek z gorączkowym pismem”. Ja czasem dostawałam jeszcze naklejki z Jackiem i Nuką, kultowymi niedźwiadkami. Teraz jedyne listy, z jaki mi mam do czynienia, odczytuje mi się w kościele i raczej ich do ręki nie dostaję. W każdym razie na pewno nie ma na nich kolorowych naklejek.

Listopad jest może nie najfortunniejszą porą na oczyszczanie czyśćca, zdaję sobie z tego sprawę: „Znicze i chryzantemy to produkty, które chwile swojej świetności przeżywają przed Świętem Zmarłych. Jak twierdzą producenci, w ciągu kilku dni są w stanie sprzedać nawet osiemdziesiąt procent rocznej produkcji” – czytam w Internecie. A chryzantem jeszcze się nie ściąga z zagranicy, nie płyną one do nas, jak panga, z delty Mekongu, są rdzennie polskie, więc oczyszczanie czyśćca mogłoby mieć niepożądany wpływ na produkt krajowy brutto. GUS co prawda ostatnio podał, że polska gospodarka ożywiła się o zero jeden punktu procentowego dzięki prostytucji, handlowi narkotykami i przemytowi, ale to chyba nadal nie wyrównuje strat, jakie budżetowi państwa przyniosłoby zaprzestanie tych rajdów z chryzantemami, które sobie na przełomie października i listopada zwykliśmy byli urządzać. Notabene Jacek Dukaj bardzo ładnie, ale i bardzo smutno w cytowanej antologii pisze o czasie zaprzeszłym, którego ja tu z taką dezynwolturą używam.

Oni tam w czyśćcu cierpią, a my tu cierpimy z nimi. Żeby ich z czyśćca wydobyć, żeby ich od cierpienia uwolnić, nasze własne cierpienie musimy podtrzymywać, karmić je pamięcią. Zmienią się uczestnicy, ale nie idea sztafety. „Zapomniany świat ludzi zapomnianych / Nieśmiertelny czystego umysłu blask”, z przywołanego na początku wiersza Alexandra Pope’a, najwyraźniej nas nie pociąga. Dlaczego? Personalnie, listopadowo jest to dla mnie jedna z większych zagadek ludzkości.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter