70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Filozofa wstęp do ciszy

Nasze wewnętrzne ja zagłuszone jest przez codzienną krzątaninę, przez życie poddane dyktaturze najprzebieglejszego dyktatora, jaki skrywa się za anonimowym „Się”. To „Się” wszystko wie i wszystko nam narzuca. Żyjemy przeto tak, jak „Się” żyje, myślimy, kochamy, zachowujemy się tak, jak „Się” myśli, „Się” kocha, „Się” zachowuje. Jednak gdzieś z głębi siebie ja odzywa się milczącym wzywaniem. By usłyszeć to pozywanie ku sobie samemu, musimy się wyciszyć.

Czym jest cisza? Czy jest tylko przejściowym brakiem dźwięków? Czy – jak cisza na morzu – brakiem również innych bodźców? I czy w ogóle cisza jest jedynie brakiem? Czy też można ją określić pozytywnie – np., by przytoczyć znaną formułę Norwida: „cisza jest głosów-zbieraniem”*? Dalej: czy cisza jest jedynie na zewnątrz nas, czy też można mówić o ciszy wewnętrznej, np. „ciszy serca” czy „ciszy umysłu”? Jak istnieje cisza w czasie? Mamy przecież „ciszę przed”, „ciszę po” i „ciszę między”. I nade wszystko: czy cisza jest czymś negatywnym, jak np. cisza złowróżbna, cisza przerażająca, cisza śmierci? Czy też jest ona czymś na wskroś pozytywnym: warunkiem usłyszenia istotnego wołania, miejscem spotkania, warunkiem zrozumienia tego, co naprawdę ważne?

Wobec tej różnorodności filozofa wstęp do ciszy musi być wstępowaniem w jej wielopostaciowość, musi być próbą rozjaśnienia wieloznaczności jej pojęcia.

Zmysły ciszy

Zacznę od rozróżnienia ciszy względnej i ciszy absolutnej. Od razu też powiem, iż nie będzie mnie interesowała cisza absolutna. Cisza absolutna to jest tak, że „ciemno wszędzie, głucho wszędzie”, ale nie „co to będzie?”. Bo już nic nie będzie. Cisza absolutna to cisza śmierci. Nie mamy w niej udziału. Natomiast to, co jest rzeczywiście naszym udziałem, to, na co możemy mieć wpływ, to różne fenomeny ciszy względnej. Na początek będzie to cisza względna w wąskim rozumieniu. Mówiąc o wąskim rozumieniu ciszy, mam na myśli ograniczenie jej do fenomenu czysto akustycznego, fenomenu słuchowego. Ciszę taką słyszymy, kiedy nic nie słyszymy. Słuch bowiem nie doznaje wyłącznie dźwięków, głosów, hałasu, ale doznaje również ich braku, doznaje ciszy. Ciszę tę przeto odbieramy, tak jak muzykę, „uszami”.

Ta cisza względna ma jeszcze wiele postaci. Na przykład sposób jej pojawiania się w czasie pozwala wyróżnić – jak już wspomniałem – „ciszę przed…”, „ciszę po…” oraz „ciszę między…”, czyli ciszę jako pauzę. Ze względu na charakter tego, „przed czym” czy „po czym” oraz owego „między czym a czym”, cisza objawia odmienne charaktery. Czymś innym jest cisza „przed” burzą, a czymś innym cisza „po” burzy. Czymś innym jest cisza na sali „przed” koncertem, zanim dyrygent da znak i oto przerwą ją pierwsze takty muzyki, a czym innym cisza „po” koncercie, kiedy dyrygent pozwala muzyce wybrzmieć, wstrzymując aplauz publiczności. Jakże różna jest ona od ciszy, która zapada „po” czyichś słowach. Równie wieloznaczny jest fenomen ciszy jako pauzy. Tutaj też najwyraźniej daje o sobie znać jej czasowa mierzalność. Pauza może być krótka, ale może także niepokojąco się wydłużać.

Cisza względna w wąskim rozumieniu jest również stopniowalna. To właśnie ta jej stopniowalność pozwala nam powiedzieć: „ciszej”, „jeszcze ciszej”.

Możemy też jednak mówić o ciszy w szerokim rozumieniu czy – bo i tak można ją nazwać – ciszy w rozumieniu metaforycznym. Na to rozumienie ciszy naprowadza nas fenomen ciszy na morzu. Arystoteles określał ją jako gładkość morza i jako bezwietrzność. Gładkość morza jest fenomenem optycznym, a nie akustycznym. Postrzegamy ją wzrokiem, nie słuchem. Bezwietrzność zaś doświadczana jest przez zmysł dotyku. Ciszę na morzu odbieramy więc wieloma zmysłami. Na ciele, na skórze nie odczuwamy żadnego powiewu. Jest zupełnie bezwietrznie. Nic też nie słychać, żadnego nie tylko ryku bałwanów, ale nawet lekkiego szumu fal. Morze jest gładziutkie. To jest cisza, która jest brakiem nie tylko efektów słuchowych, ale i brakiem efektów wzrokowych oraz brakiem bodźców dotykowych. I to jest właśnie cisza w szerokim rozumieniu. Taką ciszę bada też psychologia poprzez tzw. deprywację sensoryczną. Taka cisza, takie zero sensoryczne, jeśli jej interwał się wydłuża, staje się czymś nader niebezpiecznym, czymś, co wcześniej czy później doprowadza do halucynacji, a na koniec do rozkładu osobowości.

Niemy głos duszy

Rozróżnić musimy także ciszę zewnętrzną i ciszę wewnętrzną, ciszę – jeśli można tak powiedzieć – wewnętrznego zmysłu słuchu. Platon mówił o „oczach duszy”. Nigdy nas nie śmieszyło, że dusza miałaby mieć „oczy”, że mamy również „wzrok wewnętrzny”, który „widzi” tam, gdzie oświeca nas wewnętrzne światło, co oznacza, że pojmujemy coś, co niedostępne jest dla zewnętrznego zmysłu wzroku. Dusza jednak ma również „uszy”, dusza również nasłuchuje – słucha głosu wewnętrznego bądź zatyka przed nim swe „uszy”. Można tedy mówić o wewnętrznym zmyśle słuchu. Już Sokrates zwierzał się, że w swej duszy słyszy głos, chrześcijaństwo zaś doskonale zna wewnętrzny głos sumienia. Jednakże jest w tym coś dziwacznego: „uszy duszy”. Nietzsche wyobrażał sobie Wagnera jako taką małą duszyczkę z wielkim, gigantycznym uchem. Tutaj mamy jednak do czynienia z czymś innym, z czymś, co jest trudniejsze do zrozumienia, trudniejsze też niż owe „oczy duszy”: głos, który słyszymy, nie słysząc, głos, który słyszymy, chociaż on nic nie mówi.

Cisza wewnętrzna jest tedy przedmiotem słuchu wewnętrznego.

Staje się ona naszym udziałem, kiedy się wyciszamy. Jest przeciwieństwem zgiełku myśli, rwetesu pragnień, szarpaniny uczuć. Wszyscy znamy ową gonitwę myśli i potrzebę wyciszenia. Wyciszenia nie tylko po to by duchowi naszemu dać odetchnąć, ale również po to by usłyszeć głos wewnętrzny, który w gruncie rzeczy nic nie mówi. Milczy, a jednak przemawia. Cisza wewnętrzna jest warunkiem usłyszenia głosu sumienia. Można go pojmować po chrześcijańsku – jako głos Boga w człowieku. Istnieje też jednak bardziej uniwersalna interpretacja tego głosu, mianowicie egzystencjalna analityka sumienia, która pojmuje je jako głos wewnętrznego ja, zagłuszonego przez codzienną krzątaninę, przez życie poddane dyktaturze najprzebieglejszego dyktatora, jaki skrywa się za anonimowym „Się”. To „Się” wszystko wie i wszystko nam narzuca. Żyjemy przeto tak, jak „Się” żyje, myślimy, kochamy, zachowujemy się tak, jak „Się” myśli, „Się” kocha, „Się” zachowuje. Nasze wewnętrzne ja zostaje od razu poddane dyktaturze „Się”. Jednak gdzieś z głębi siebie odzywa się ono milczącym wzywaniem. By usłyszeć to pozywanie ku sobie samemu, musimy się wyciszyć. To na tym przede wszystkim polega fenomen ciszy wewnętrznej.

Milczące spotkania

Również cisza zewnętrzna jest warunkiem usłyszenia głosu, ale głosu innego człowieka, wezwania skierowanego do nas przez człowieka w biedzie. Gdyby na placu włączone były megafony, nadające ostatnie przemówienie przywódcy czy marsze wojskowe, to Miłosierny Samarytanin nie usłyszałby głosu wzywającego pomocy. Dla zewnętrznego zmysłu słuchu też potrzebne jest wyciszenie. Kiedy bowiem nadstawimy uszy, to usłyszymy, że ktoś woła, wzywa. Nie możemy zbyt pochopnie orzec: „Jedźmy, nikt nie woła”.

Co roku śpiewamy: „Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi”. Głos rozchodzi się i dociera wśród ciszy. Ta cisza jest pojmowana jako warunek usłyszenia, dopuszczenia do głosu głosu wzywającego, i to zarówno w przestrzeni zewnętrznej, jak i wewnętrznej. Tak uchwycona cisza nie jest jedynie fenomenem określanym negatywnie, poprzez brak, lecz posiada istotowe dopełnienie pozytywne.

Chciałbym w tym miejscu wyróżnić jeszcze jedną ciszę – ciszę dialogiczną. Cisza ta dzieje się między ja i ty, między nami, ludźmi. Mogą to być owe słynne „ciche dni”, kiedy obrażeni, nie mówimy do siebie. Cisza między nami jest formą milczenia, a milczenie jest formą mowy. Milczenie mówi i jego mówienie może mieć rozmaite znaczenie – milczenie jest zatem znaczące. Może znaczyć coś złego, kiedy np. pełen złości, nie odzywam się do ciebie, ale może też znaczyć coś dobrego, może znaczyć spokój między nami. Milczeniem tym możemy komunikować sobie coś nader istotnego. Również więc tu, w przestrzeni dialogicznej, mamy do czynienia z fenomenem ciszy. Kiedy w odpowiedzi na moje pytanie zapada cisza, robi się dziwnie. Kiedy ktoś kieruje do nas pytanie, a my milczymy, robi się dziwnie. To jakby odrębny fenomen ciszy.

Cisza dialogiczna spełnia jednak bardzo ważną funkcję – jest miejscem spotkania. Trudno spotkać się w zgiełku. Przy czym spotkaniu sprzyja nie tylko cisza zewnętrzna, ale i cisza wewnętrzna. Z pełnią spotkania mamy bowiem do czynienia wtedy, kiedy w dialogicznej ciszy wewnętrznej potrafimy usłyszeć głos wewnętrzny drugiego człowieka.

Cisza jako warunek usłyszenia, wręcz jako miejsce spotkania*, jako scena dla istotnych wydarzeń, nie jest już jedynie brakiem. Tutaj również docieramy do pozytywnych określeń ciszy.

Ambiwalencja ciszy

Chciałbym wspomnieć także o ciszy, którą tymczasowo, z braku na razie lepszej nazwy, proponuję nazwać ciszą wybiórczą. Mamy z nią do czynienia, kiedy np. mówimy do kogoś: „Bądź cicho, bo słucham muzyki”. W tym przypadku idzie mi o to, że potrzebuję ciszy nie po to, by w ogóle było cicho, lecz po to, by słyszeć coś innego, ani też nie po to, by dopiero nadsłuchiwać, bo może coś usłyszę, lecz by dobrze słyszeć to, czego już słucham. Wielokrotnie uciszamy, bo nie słyszymy, nie słyszymy dobrze tego, co już słyszymy. To dość osobliwe – domagamy się ciszy, chociaż wcale nie pragniemy ciszy. Domagamy się ciszy z jednej strony, by móc słuchać z drugiej strony.

Nim podejmę ostatni już wątek, mianowicie: kwestię wartościowania ciszy, koniecznie muszę jeszcze ukazać nasz dwojaki udział w ciszy – udział bierny i czynny. Człowiek doznaje ciszy, tak jak doznaje i hałasu. To doznawanie jest naszą pasywnością. Człowiek jednak może też czynić wiele hałasu, ale może też czynić ciszę. To sprawianie ciszy jest aktywnością. I dotyczy to zarówno ciszy zewnętrznej, jak i ciszy wewnętrznej. Przy czym czynienie ciszy nie jest czymś negatywnym, tzn. nie polega na nieczynieniu hałasu; jest czymś dalece więcej. Stać obok człowieka, który nie robi hałasu, to zgoła nie to samo, co mieć udział w ciszy, którą sprawia spotkany przeze mnie człowiek.

Skoro była mowa o hałasie, który wartościowany jest jednoznacznie negatywnie, to zdawać by się mogło, że jego przeciwieństwo, jakim jest cisza, wartościowane będzie jednoznacznie pozytywnie. Otóż nie. Cisza jest klasycznym fenomenem ambiwalentnym. Oczywiście cały czas mówimy o ciszy względnej. Cisza absolutna jest poza wszelkim wartościowaniem. Ślady ambiwalencji ciszy, która to ambiwalencja zdaje się przynależeć do jej istoty, wyraźnie obecne są w języku. Mówimy o ciszy złowróżbnej, ciszy destrukcyjnej, o ciszy grobowej, o przerażającej ciszy. „Wiekuista cisza tych nieskończonych przestrzeni przeraża mnie”* (fragm. 91) – tak skarżył się Pascal. Mówimy o cichym zabójcy: „bezszelestnie zjawia się choroba i w ciszy zabija”. Mówimy obcesowo: „siedź cicho”. „Uciszyć kogoś” brzmi groźnie. Ale „wyciszyć się” wartościowane jest pozytywnie, bowiem „głośni są utrapieniem ducha”, natomiast cisi i pokornego serca – z tymi dobrze żyć. Zatem: „Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię”. Cisza jako warunek usłyszenia głosu wzywającego, cisza jako miejsce spotkania, również z samym sobą, to wszystko fenomeny pozytywne. To cisza zbawcza. Z drugiej strony, przedłużająca się pauza ciszy rodzi niepokój i wówczas „przerwanie ciszy” przynosi ulgę.

Cisza znaczy, zatem swą wartość bierze z tego, co znaczy. Sama w sobie nie jest ani pozytywna, ani negatywna. Wartość ciszy względnej zależna jest od okoliczności. Cisza morska dla żeglującego jest nieszczęściem, ale dla kogoś innego może być błogosławieństwem. Cisza „przed burzą” musi inaczej być wartościowana niż cisza przed koncertem. Powtórzę więc: cisza jest ambiwalentna. Skupiając tedy uwagę na jedynie pozytywnych jej postaciach, pamiętać również należy o jej postaciach negatywnych. Jednak pamiętajmy też, że ów niepokój, jaki rodzi cisza, lęk przed ciszą, zarówno zewnętrzną, ale przede wszystkim wewnętrzną, może być lękiem przed prawdą. Jeśli zaś prawda wyzwala, to lęk przed ciszą może być lękiem przed wyzwoleniem. W gruncie rzeczy bowiem jesteśmy dobrze urządzeni w swym codziennym zniewoleniu.

.

Tekst ten w formie wykładu wygłoszony został 27 października 2013 r. w Auli Collegium Novum UJ w ramach Koncertu Uniwersyteckiego.

* Por. wiersz C.K. Norwida pt. Laur dojrzały; trzeba jednak dodać, że w wierszu Norwida owe „głosy” są mocno dwuznaczne, znaczą bowiem zarazem „głosy wyborcze”.

* W listopadzie 2013 Fundacja Dom Rodzinny w Łysogórkach zorganizowała na Zamku Książąt Pomorskich w ramach Szczecińskiego Zalewu Myśli sympozjum zatytułowane Cisza jako miejsce spotkania. Będąc gościem tego sympozjum, miałem wówczas okazję po raz pierwszy mówić na temat ciszy. Wypowiedziane tam myśli znalazły swe rozwinięcie w niniejszym tekście.

* B. Pascal, Myśli, tłum. T. Boy-Żeleński, Instytut Wydawniczy Pax (wiele wydań), fragm. 91 (w układzie J. Chevaliera).

.

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter