70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Westchnienie dziecka. Glosa o Psalmie 131

Wierzę, że istnieje taka lektura Biblii, której towarzyszy nieustanne zmaganie się z obecnymi w niej pokojem i niepokojem, pytaniem i odpowiedzią, będąc darem prowadzącym zarówno do przemieniania i ubogacania życia człowieka w jego mowie, czynach i myślach, jak i do dialogicznego dzielenia się tym darem z bliźnim.

Panie, moje serce
nie jest wyniosłe,
ani oczy dumne.
Nie przeceniam, co wielkie
i zbyt ode mnie dalekie.
Przeciwnie, uciszyłem,
uspokoiłem swą duszę.
Jak u matki dziecię,
podobnie jak dziecię –
u mnie jest dusza.
Niech zaufa Izrael Panu
odtąd aż na wieki.

Cytowane tłumaczenie jednego z najkrótszych a zarazem jednego z najpiękniejszych psalmów jest dziś w Polsce dziwnie zapomniane, chociaż jego autor ks. Władysław Borowski cieszy się wśród biblistów niekłamanym uznaniem. Przekład ten ustępuje wprawdzie nieznacznie pod względem filologicznej subtelności i precyzji translatorskiemu dokonaniu Czesława Miłosza, jednak swą poetyką prostoty i łagodnym, niemal całkowicie pozbawionym dramatyzmu, tokiem fraz oddaje wdzięcznie istotę oryginału – wyrażenie nadziei, która jest bezgraniczną ufnością: „Jedyną autentyczną nadzieją jest ta, która zmierza ku czemuś, co nie zależy od nas, której rezultatem jest pokora, a nie pycha”. Nietrudno Psalm 131, jak czyni to np. Giorgio Castellino, rozpatrywać jako niewyszukaną deklarację wierności i pokory wspólnoty Izraela rozwiniętą w trzech wersetach. Wydaje się jednak, że ta „pieśń wstępowań”, „klejnot o niezrównanej głębi, dyskrecji i emocji”, opiera się na misternie skonstruowanym paralelizmie antytetycznym: werset pierwszy jest jakby szkicem w negatywie, natomiast werset drugi w pozytywie. Ruch zaczyna się od elementu najbardziej wewnętrznego, od serca (hebr. leb), które w biblijnej kulturze semickiej uważano nie tylko za ośrodek emocji, uczuć i nastrojów, ale również za siedlisko intelektualnej dyspozycji człowieka, decyzji, posłuszeństwa, oddania i świadomego działania; stąd też prośba o czyste serce oznacza w Starym Testamencie pragnienie odnowionego, bardziej doskonałego sumienia. Dynamika w wersecie pierwszym przebiega dalej aż do granicy, która oddziela wnętrze od tego, co na zewnątrz: oczy, spojrzenie.

Obraz „dumnych oczu” (hebr. gabah wskazuje na „podniesienie się” czy też „wywyższanie się” – por. Iz 33, 10, stąd w przekładzie Czesława Miłosza: „nie wywyższały się oczy moje”), o wyraźnej konotacji dynamiczno- -przestrzennej, wyraża głębokie zakorzenienie głupoty ludzkiej, o czym przypomina także Księga Przysłów (Prz 6, 16). Dopiero na kolejnym etapie obraz drogi, będącej synonimem postępowania moralnego, wskazuje na pełne uzewnętrznienie. Psalmista wyznaje, iż nie uległ próżnej pokusie podążania „za rzeczami wielkimi” (BT ) i „zbyt cudownymi” (Miłosz; wg Nowego Przekładu Dynamicznego: „za sprawami, które mnie przerastają”). Pojawiająca się w oryginale forma hebr. gadôl („wielki”) przywodzi na myśl ostrzeżenie zawarte w Misznie: „Ktokolwiek umysł swój kieruje ku czterem sprawom, lepiej, by się nie urodził. Co jest ponad? Co jest poniżej?
Co jest pierwsze? Co będzie potem?”.
W tym miejscu ruch zawraca i kieruje się już w wersecie drugim ponownie ku wnętrzu, aż do samego centrum duszy. Trzy elementy: serce, oczy i dusza, są tedy częściami jednej całości, jaką jest osoba psalmisty pod różnymi aspektami osądu, czynu i refleksji. Taki paradygmat somatyczny, przebiegający wzdłuż osi sumienie – działanie, wprowadza odbiorcę w przejmującą symbolikę intymności. Jak pisze Gianfranco Ravasi, wierny psalmista „po długim trudzie kierowania własnego serca na łono Boga czuje się »uspokojony«, rozłożony na łagodnej i miękkiej równinie”5. Obraz „uciszenia” (hebr. dmm) duszy jest niemal ten sam co w słynnym Kantyku Mesy: „Milczysz tylko Ty, mój Boże, aby Twoje stworzenie Cię słuchało. Kto zasmakował Twego milczenia, nie potrzebuje wyjaśnień”. Werset drugi dowodzi, że Psalm 131 jest nie tylko pieśnią wiary niemal instynktownej i spontanicznej, lecz także chyba jedynym utworem w całym zbiorze Sefer Tehillim, który tak mocno przywołuje czułą i pogodną zażyłość, jaka powstaje między dzieckiem a matką. I nie chodzi jedynie o porównanie z dzieckiem, które pozostaje spokojne i syte po nakarmieniu się mlekiem z matczynej piersi (hebr. gamal, oddane przez Wulgatę jako ablactatus, to „odstawić od piersi”, zaś w sensie przenośnym „zrekompensować, wynagrodzić’). Mamy tu do czynienia z orientalnym obrazem dziecka, które matka bierze na swoje plecy. Na Wschodzie (zob. Rdz 21; 1 Sml 20–23) odstawienie od piersi było świętem plemiennym o dużym znaczeniu i obchodzono je w wieku ok. trzech lat. W tym świetle uzasadnienie znajduje użyta w wersecie drugim konstrukcja „alaj – „na mnie”. Obok przekładu: „jak niemowlę jest we mnie dusza moja” (Miłosz), równie poprawne wydaje się tłumaczenie: „moja dusza jest nade mną jak dziecko” (por. Ps 43 [42], 5). Mielibyśmy w ten sposób obraz powrotu duszy do siebie, aby oddać się w ciszy Bogu.

Werset trzeci, o wyraźnym zabarwieniu antyfonalnym, akcentuje temat nadziei-oczekiwania (hebr. jachal) poprzez wezwanie do ufności zanurzonej w intymnej cierpliwości podmiotu, która nigdy się nie kończy. O takiej właśnie postawie i relacji pisała niegdyś Simone Weil: „Bóg i ludzkość są jak dwoje kochanków, którzy pomylili miejsce spotkania. Oboje przybywają wcześniej, niż ustalili, ale w dwa różne miejsca. I czekają, czekają, czekają. Jedno stoi, przygwożdżone do jednego miejsca na wieczność czasów. Drugie jest roztargnione i niecierpliwe. Biada mu, jeśli się znuży i odejdzie”.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter