70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

O Biblii, filologii i człowieczeństwie

Wydaje się, iż jedną z najczęstszych pokus dotykających biblijne egzegezy jest dzisiaj pragnienie bardziej udzielenia adekwatnej, w miarę pełnej, satysfakcjonującej odpowiedzi i wykładni niż zadanie pytania i pozostawienie przestrzeni otwartej, wolnej, lecz siłą rzeczy – dramatycznej.

Kα ἀγαπήσεις κύριον τὸν θεόν σου ἐξ ὅλης τῆς καρδίας σου καὶ ἐξ ὅλης τῆς ψυχῆς σου καὶ ἐξ ὅλης τῆς διανοίας σου καὶ ἐξ ὅλης τῆς ἰσχύος σου.

I będziesz miłował Adonai, Boga swego, całym swym sercem, całą swą duszą, całym swym zrozumieniem i całą swą siłą (Mk 12, 30).

Wybór cytatu z Ewangelii św. Marka, którego rozważaniem rozpoczynam na łamach „Znaku” cykl filologicznych glos biblijnych, fragmentu tak dobrze znanego i opatrzonego niezliczonymi komentarzami biblistów, teologów, historyków idei, a także filozofów, może wydawać się wielu czytelnikom (pomijając już ekspertów) ewidentnym naruszeniem decorum – niestosownością powielanego w nieskończoność cliché, patetycznym ozdobnikiem, użytym dla bliżej nieokreślonego celu. Przecież sam XX w. (wraz z początkiem następnego stulecia) przyniósł łącznie 27 tłumaczeń Nowego Testamentu na język polski. Czy można przydać do nich cokolwiek ważnego, nowego, inspirującego? Myślę i wierzę, że tak.

Wydaje się, iż jedną z największych i najczęstszych pokus dotykających biblijne egzegezy jest dzisiaj pragnienie bardziej udzielenia adekwatnej, w miarę pełnej, satysfakcjonującej (zarówno badacza, jak i potencjalnego odbiorcę) odpowiedzi i wykładni, niż zadanie pytania i pozostawienie przestrzeni otwartej, wolnej, lecz siłą rzeczy – dramatycznej, w sensie, w jakim tego słowa używali Urs von Balthasar i Józef Tischner. „Teologia” odpowiedzi przytłoczyła i zagłuszyła pytania filologii. A przecież to sztuka pytania, a nie udzielania odpowiedzi ostatecznej i arbitralnej, jest punktem wyjścia w badaniach biblijnych Paula Ricouera i Andre Lacoque’a. Co więcej, cytując słynne słowa św. Grzegorza Wielkiego: „Pismo św. wzrasta wraz ze swoimi czytelnikami”, autor Egzegezy i hermeneutyki przypomina, iż: „Znaczenie tekstu jest każdorazowo wydarzeniem (…). Współczesną egzegezę, pomimo jej ogromnych zasług, w znacznej mierze psuje koncepcja tekstu raz na zawsze ustalonego i ograniczonego do zamkniętego zapisu. Uprawiana ostatnio egzegeza „kanoniczna” przyczynia się – prawda, że jakby wbrew sobie samej – do utrzymywania takiego błędnego pojęcia świętego tekstu. Tym bardziej metoda historyczno-krytyczna po większej części popada w tę samą skłonność. W sposób sztuczny uważała ona, że wraz z ustaleniem ostatniej redakcji tekstu jego rozwój został zakończony”.

W świetle powyższego niebezpodstawne staje się pytanie o skalę wrażliwości, jaka daje się zauważyć i odczytać przy lekturze konkretnych przekładów biblijnych, zarówno tych, które zapisały się na trwałe zarówno w kulturze staropolskiej, jak i w ciągu minionego stulecia. W istocie, z punktu widzenia tzw. humanizmu biblijnego, pytanie o sens i cel kolejnych przekładów ksiąg Starego i Nowego (a może lepiej: Pierwszego i Drugiego?) Testamentu jest pytaniem trojakim: odniesionym do troski o bliźniego, o siebie samego oraz o osobistą, najbardziej intymną relację z Bogiem – jeśli tłumacz uznaje przestrzeń wartości biblijnych, wybitne przekłady Biblii były jednak również udziałem osób, które deklarowały się jako niewierzące, np. La Bible Bayard: nouvelle traduction, red. F. Boyer, J. P. Prevost, M. Sevin, Paris-Montreal 2001. Przez humanizm biblijny rozumiem, za Martinem Buberem i Paulem Ricoeurem, świadome i autentyczne zwrócenie się konkretnej jednostki ku przestrzeni wartości, które z Biblii wynikają i które w wyniku jej lektury – tzn. z otwarcia się na nią, ustawicznego studiowania, komentowania czy też translacji, z permanentnego zmagania się z płynącym w niej pokojem i niepokojem, pytaniem i odpowiedzią – prowadzą jako dar zarówno do możliwości przemieniania, kształtowania i ubogacania życia człowieka w jego mowie, czynach i myślach, jak i do dialogicznego dzielenia się tym darem z bliźnim.


Po cóż jednak przywoływać tak znany fragment Ewangelii Marka? Przede wszystkim cytowany werset – odpowiedź Chrystusa na zadane pytanie – poprzedza narracja Ewangelisty: „Podszedł jeden z nauczycieli Tory i usłyszał, jak toczą tę dysputę. Widząc, że Jeszua dobrze im odpowiada, zapytał Go: »Jaka micwa jest najważniejsza spośród nich wszystkich?«” (Mk 12, 28; DHS). Przypomina się tu fundamentalna myśl Roberta Altera, iż przestrzeń narracyjności pism starotestamentowych często jest przeniknięta na wskroś dramatycznym napięciem między opowiedzeniem a dialogiem (lub monologiem, który wyniknął z pytania) . Tezę Altera można w niektórych przypadkach odnieść z powodzeniem również do ksiąg Nowego Testamentu, a szczególnie do Ewangelii. Szkoda, że większość polskich przekładów konstrukcję καλῶς αὐτοῖς ἀπεκρίθη oddaje jako „trafnie im odpowiedział”. Można zaryzykować stwierdzenie, że nowotestamentowe καλῶς oznacza tu coś więcej niż tylko „trafność” i nie bez powodu autor Ewangelii posłużył się tym właśnie słowem. Wystarczy przyjrzeć się całej gamie pola semantycznego kalÒς i καλῶς w konkretnych perykopach (zwłaszcza) Ewangelii synoptycznych oraz Listach Pawłowych, aby dostrzec przenikanie się znaczeń „dobra” (w sensie etycznym), „szlachetności”, „nieskazitelności” oraz „odpowiedniości”, „słuszności” i „piękna” (por. Mt 26, 10; Mk 14, 6; Łk 6, 27; J 4, 17; 10, 11; 2 Kor 8, 21; Ga 5, 7; 2 Tm 2, 3; Flp 4, 14; Jk 2, 3; 2 P 1, 19). Podobne spostrzeżenie daje się odnieść do Septuaginty, która nie tylko posługuje się kalÒς, aby oddać leksem hebrajski טוֹב w Rdz 2, 9, lecz również tak jak pisma NT używa przysłówka καλῶς w sensie etycznym, i to w różnych kontekstach (por. np. Rdz 26, 29; 32, 13; Jr 1, 12).
Pozostańmy jeszcze przez chwilę przy Ewangelii św. Marka.
καὶ περιβλεψάμενος αὐτοὺς μετ’ ὀργῆς συλλυπούμενος ἐπὶ τῇ πωρώσει τῆς καρδίας αὐτῶν… (Mk 3, 5).

Pomijając kwestię gniewu czy wzburzenia Chrystusa, na uwagę zasługuje participium passivi czasownika συλλυπέομαι – hapax legomenon nie tylko Ewangelii Markowej, ale i całego Nowego Testamentu, gdyż poza cytowanym fragmentem nie spotykamy go w żadnym innym miejscu. Polski słownik biblijny notuje przy nim znaczenia: „być zasmuconym”, „smucić się”, „martwić się (z powodu czegoś)”, tymczasem dosłownie oznacza on „współsmucić się” , dlatego Zerwick pojmuje go jako „contristor cum alquo”, „commoveor malo alcs”, a więc jako wyraz emocji, która łączy w sobie głębokie poruszenie, smutek i współczucie. Nie zawodzi jak zwykle André Chouraqui, po którego przekład Biblii sięgam zawsze na samym początku, kiedy kwestie filologiczne nie dają mi spokoju: „Il les regarde à la ronde et il brûle, blessé pur la dureté de leur coeur”. Zresztą z wagi problemu zdawali sobie sprawę już renesansowi humaniści – zarówno Lorenzo Valla, jak i Erazm z Rotterdamu, który w swoim przekładzie Nowego Testamentu werset Markowy przełożył następująco: „Et cum circumspexissent eos cum iracundia condolescens super caecitate cordis eorum”.

A jak radziły i radzą z nim sobie polskie przekłady?

„Wtedy spojrzawszy na nich dokoła z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serc” (Biblia Tysiąclecia, wyd. 5 popr.)

„I spojrzał na nich z gniewem, zasmucił się z powodu zatwardziałości ich serca” (Biblia Warszawska)

„Wtedy spojrzawszy na nich gniewnie, zasmucił się z powodu zatwardziałości ich serca” (Biblia Warszawsko-Praska)

„Tedy spojrzawszy po nich z gniewem i zasmuciwszy się nad zatwardzeniem serca ich” (Biblia Gdańska)

„I spojrzał na nich z gniewem, i zasmucony ich zatwardziałości” (Biblia Poznańska)

Wówczas zmierzył jednego po drugim gniewnym wzrokiem i zasmucony do głębi zatwardziałością ich serca (ks. Seweryn Kowalski)

„I spojrzał na nich z gniewem zasmucony z powodu niewrażliwości ich serca” (Biblia Paulistów)

„I spoglądając na nich z gniewem, zasmucony zasklepieniem ich serc” (Czesław Miłosz)

„I spojrzawszy na nich gniewem, zasmucony z powodu ich serca głuchego jak kamień” (Tomasz Węcławski)

„On ich zmierzył oczyma z gniewem, zasmucił się, że takie twarde mieli serca” (Władysław Witwicki)

„Wtedy, zasmucony z powodu ich twardych niczym skała serc” (Ewangeliczny Instytut Biblijny)

„Wówczas spojrzał naokoło w gniewie, zasmucony z powodu ich zatwardziałości serc” (Nowy Testament KUL, Pallotinum)

„Wtedy spojrzał na nich z gniewem i zasmucony zatwardziałością ich serca” (Przekład Ekumeniczny, edycja Towarzystwa Biblijnego)

I obrzuciwszy ich gniewnym spojrzeniem, zasmucony twardością ich serc” (Ekumeniczny Przekład Przyjaciół)

„Wtedy patrząc na nich i czując zarazem i gniew, i współczucie z powodu ich kamiennych serc” (Komentarz żydowski do Nowego Testamentu)

Jak widać, jedynie ostatni przekład pozostaje w miarę wierny oryginałowi; nadto w przydanym doń komentarzu znajdujemy następującą uwagę: „Gr. syllypoumenos, znajdujące się w Nowym Testamencie tylko tutaj, oznacza »smucenie się wspólnie z kimś«. Taka mieszanka dwóch uczuć, gniewu, a zarazem współczucia, to normalna i właściwa reakcja na postawę ludzi, których serca są kamienne – gr. porōsis (zob. Rz 11, 7–8) oznacza otępienie, nieczułość, intelektualną ślepotę, zacietrzewienie”. Jak to możliwe, iż we wszystkich innych przypadkach nie zauważono (a może raczej: nie podkreślono) tak znaczącego niuansu dotykającego całej palety człowieczej (i boskiej) wrażliwości oraz intymności? Może dlatego, że największą sztuką jest bycie tłumaczem tyleż dyskretnym, co wiernym…

Może więc bibliści „nie mają monopolu na Biblię”? To nie moje określenie. Tym bardziej więc filologia biblijna, będąca jednym ze źródeł postawy (a może lepiej: dążenia), która w tradycji kultury Śródziemnomorza zyskała miano wspomnianego już humanizmu biblijnego, winna zdawać sobie sprawę przy całym bogactwie oraz złożoności spectrum interpretacyjnego i analitycznego Pisma św., a także przy wszystkich swoich ograniczeniach i ułomnościach, również antropologiczno-formalnych – że, jak podkreślał Abraham Heschel:

1. Biblia traktuje nie tyle o Bogu, ile o człowieku ukazanym z perspektywy Boga . Z takiego punktu widzenia Księga Hioba to raczej antropodycea niż teodycea.
2. Biblia rozwiewa iluzję człowieka o samotności. Jeśli Bóg uniżył się i zszedł na Synaju do człowieka, człowiek nie jest już samotny. Co więcej: to nie Bóg jest doświadczeniem człowieka. To człowiek jest doświadczeniem Boga.
3. Biblia nie wymaga dowodu na swoją wyjątkowość. Kiedy pojawia się wielki poeta, nie przedstawia dowodu na to, że jest poetą. Jego poezja mówi sama za siebie, stwarzając w nas możliwość oceny jej oryginalnej i wyjątkowej wizji życia. Nie określamy dzieła mianem poezji dzięki założonym wcześniej pojęciom. Geniusz określa się sam.
4. Biblia jest świętością w słowach. Dla dzisiejszego człowieka nic nie jest tak bliskie i banalne jak słowa. Spośród wszystkich rzeczy one są najbardziej pospolite, najbardziej nadużywane i najmniej szanowane. Kiedy nie strzeżemy ich godności – stają się bezdomne i ulotne jak tuman kurzu. Kiedy stajemy przed Biblią, której słowa są jak domostwa zbudowane ze skały, nie wiemy, jak odnaleźć drzwi.
5. Biblia nie jest umysłową synekurą, a jej przyjęcie nie może przypominać instalacji magicznego zamka, dzięki któremu umysł i rozumienie zostają szczelnie zagrodzone przed napływem nowych myśli. Biblia pojęta jako zastępnik myślenia staje się przeszkodą.
6. Bez autentycznego pragnienia zrozumienia Biblia jest jak papier wartościowy bez poręczyciela. Takie zrozumienie wymaga surowej dyscypliny i można je osiągnąć poprzez więź i poświęcenie. Wtedy lektura Biblii może być jak cięcie nożem naszej przytępionej wrażliwości.
7. Biblia podkreśla, że serce przekracza prawo. Można popełnić morderstwo w imię Prawa. Można studiować Biblię jako obowiązek i być daleko od pragnienia Boga.

Jak zauważył ks. Artur Sanecki, wielowiekowe relacje między historią a teologią zaowocowały z czasem dowartościowaniem trzeciego elementu – literatury. Oznacza to nadzieję na powrót do traktowania tekstu Biblii naprawdę serio, w takiej formie literackiej, w jakiej dialoguje z nią Kościół od wieków.

Celem niniejszego cyklu jest przede wszystkim zaproszenie – bardziej poprzez pytania niż odpowiedzi – do wspólnego myślenia nad oryginałem i przekładem wybranych perykop oraz passusów biblijnych, z nadzieją ożywienia i ponowienia dialogu między teologami-biblistami a literaturoznawcami i historykami idei; przez wiele ostatnich lat obydwie te grupy zdawały się aż nazbyt często słuchać przede wszystkim własnego, odrębnego, „eksperckiego”, autorytatywnego głosu – wcale nie ze złej woli, ale zazwyczaj z obawy, że „druga strona nas po prostu nie zrozumie”; także z lęku, iż ktoś podważy już dobrze ustalone definicje, sądy, przeświadczenia, mniemania: „Świat dialogu przenika świat pracy i wykracza poza ten świat. Przenika go, ponieważ nie ma pracy bez podziału pracy, a nie ma podziału pracy bez wymiany słów, która rozdziela zadania i wydobywa społeczny sens pracy” . Należy więc powrócić nie tylko do zagadnień metodologicznych oraz do zarzuconych i zapoznanych od dawna pytań merytorycznych, tyczących się np. recepcji myśli biblijnej w konkretnych dokonaniach literackich, lecz także do wybranych kwestii przekładów biblijnych w Polsce, bardziej nawet z uwzględnieniem problematyki translacji dwudziestowiecznych, z jakimi można zetknąć się na co dzień, niż translacji staropolskich, których odbiór (poza Biblią Jakuba Wujka) kształtuje się zasadniczo w wąskim kręgu specjalistów różnych dziedzin humanistycznych. Mam nadzieję, że w jakimś sensie „natarczywe” (także w sensie ewangelicznym) ponawianie pytań, wypływające z uważnej, chwilami akrybicznej i bodaj odrobinę wyostrzonej filologicznie – w sensie Auerbachowskim – lektury ksiąg biblijnych, zakotwiczonej w różnorakim kontekście historyczno-kulturowym, zainspiruje czytelników do dalszych (wspólnych lub samodzielnych) studiów oraz kolejnych dialogów.
Już dawno temu indywidualną, osobistą lekturę Biblii przyrównano do połowu pereł. Zdobywca, wypływając na powierzchnię, może za jednym razem wydobyć jedynie ich garść. Po czym znów musi wyruszyć na głębię, po nowy połów. I tak za każdym razem, w nieskończoność. Mądry to obraz, i ciekawy, ale czy najbliższy? Sugeruje on mniej czy bardziej podświadomie pragnienie zawłaszczenia, a przynajmniej zatrzymania i zachowania czegoś dla siebie. Może istnieje inna droga. Piękno, które odkrywamy w bezpośrednim spotkaniu: z bliźnim, z naturą, z tekstem, zwłaszcza biblijnym, nigdy nie daje się ogarnąć ani zawładnąć. Wobec niego można tylko być.


Powyższy tekst został przygotowany na podstawie książki Alberta Gorzkowskiego Cóż stanie się, Panie, jeśli spytam? Studia i szkice o myśli i tradycji biblijnej, która ukaże się we wrześniu nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Otwiera on cykl glos biblijnych, które publikowane będą na łamach kolejnych numerów miesięcznika „Znak”.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata