70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Ile trwają wieczne męki?

Zwycięstwo Chrystusa nad piekłem, odniesione w Jego Zstąpieniu do otchłani, nie oznacza zniknięcia piekła ani cierpień w nim. Istnienie cierpień jest jednym z najtrudniejszych problemów teologicznych, rodzących antynomię miłości Boga i potępienia wiecznego.

Kiedy bogaty młodzieniec usłyszał od Chrystusa, żeby swoją majętność rozdał ubogim, jeśli chce być doskonały, odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. Po jego odejściu Jezus powiedział do swoich uczniów: „»Zaprawdę, powiadam wam: Bogaty z trudnością wejdzie do królestwa niebieskiego. Jeszcze raz wam powiadam: Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego«. Gdy uczniowie to usłyszeli, przerazili się bardzo i pytali: »Któż więc może się zbawić?« Jezus spojrzał na nich i rzekł: »U ludzi to niemożliwe, lecz u Boga wszystko jest możliwe«” (Mt 19,16–26; por. Mk 10,17–27 i Łk 18,18–27). Słowa „u Boga wszystko jest możliwe” należy brać pod uwagę w rozważaniach nad losem pośmiertnym człowieka. Nie należy też zapominać o słowach: „Myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami – wyrocznia Pana. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje – nad waszymi drogami i myśli moje – nad myślami waszymi” (Iz 55,8–9) oraz „Oto wszystko czynię nowym” (Ap 21,5).

Tymczasem człowiek usiłuje swoje wyobrażenia, na dodatek bardzo silnie związane z czasem, narzucać Bogu jako autentyczną interpretację Słowa Bożego. Większość problemów teologicznych bierze się właśnie z owego poplątania naszych myśli z myślami Bożymi. Jest to zwłaszcza widoczne w problematyce dotyczącej rzeczy ostatecznych, czyli eschatologii. Problematyka ta obejmuje zagadnienia śmierci, oczekiwania świętych i paruzji.

Śmierć

Śmierć jest granicą grzechu, poprzez nią osiągamy stan ostateczny i nieodwracalny. W momencie śmierci „Bóg rozsuwa włókna naszego ja, by przeniknąć aż po rdzeń naszej istoty i zabrać nas do siebie” . Śmierć jako osobowe spotkanie z Chrystusem jest wyzwoleniem życia ducha. Stąd, według św. Grzegorza z Nyssy, śmierć jest czymś dobrym.

Chrystus jest jedynym z ludzi, który nie podlegał konieczności śmierci. Przyjął jednak ciało zdolne umrzeć, aby przez nie zniszczyć władcę śmierci. Tym samym dał ludziom możliwość zmartwychwstania. Przez swoją śmierć pozbawił władzy te moce, które stanowiły o mroku śmierci. Zstąpił do serca ziemi – en te kardia tes ges (Mt 12,40) – aby nas podnieść. Głoszenie zbawienia w Otchłani przekreśliło wszelkie granice dla zbawczej mocy Chrystusa (1 P 3,19), gdyż to, co jest śmiertelne, może przyodziać się w nieśmiertelność.

Jednak ostatecznym spełnieniem może być tylko nowe stworzenie, czyli powszechne zmartwychwstanie. Powszechne zmartwychwstanie i zmartwychwstanie Chrystusa to nie są dwa różne wydarzenia, z których jedno miało już miejsce, a drugie odnosi się jeszcze do dalekiej przyszłości.

Co jednak dzieje się za zasłoną śmierci, pozostaje dla nas nierozwiązaną zagadką. Kościół prawosławny ograniczył się jedynie do sformułowania w Credo: „stamtąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych, a królestwu Jego nie będzie końca […]. Oczekuję wskrzeszenia umarłych i życia wiecznego w przyszłym wieku”, widząc we wszystkich definicjach niebezpieczeństwo ograniczenia Boga przez ludzkie wyobrażenia. Stanowisko to Paul Evdokimov nazwał „pedagogiczną mądrością Kościoła” , który powierza sferze modlitwy i nadziei los zmarłych spoczywający w ręku Boga.
Na marginesie boskiej tajemnicy staramy się budować swoje kodeksy, a zwłaszcza eschatologię o zabarwieniu „kryminalnym” , i nakładać na zamysł Boży nasze dążenia i nadzieje, niekiedy bardzo dalekie od przesłania Ewangelii: „Jak nieogarnione są Jego sądy i niedościgłe Jego drogi” (Rz 11,33). Dlatego do myśli religijnej prawosławia bardziej przemawia scena z jawnogrzesznicą (J 8,1–11) oraz przebaczenie dane łotrowi na krzyżu (Łk 23,39–43) niż groźby potępienia.

Śmierć jest dla chrześcijanina zaśnięciem, gdyż zasypia określona część ludzkiego bytu i ustaje możliwość działania w czasie i przestrzeni. Przede wszystkim jednak śmierć przeprowadza nas poza czas, poza przestrzeń i poza materię. Tym samym tak zwane „życie po życiu” nie jest kontynuacją, lecz nowym życiem, tożsamym jednak z dawnym życiem ducha pozostającego w ciągłym związku z duszą (1 Tes 5,23; por. Ga 8,18; 2 Tm 4,22), pozbawionym ciała.

Oczekiwanie świętych

W momencie śmierci dokonuje się akt samooskarżenia zwany sądem szczegółowym, po którym następuje przejście przez tak zwane „komory celne” (gr. telonies), w których pozostawia się zło. Wędrówka ta jest uzależniona od stanu naszego ducha, od grzechów i od łaski. Obce są tutaj aspekty zadośćuczynienia, kary, ekspiacji i nagrody. Mamy tylko do czynienia z oczyszczającym pozaczasowym cierpieniem mającym moc uzdrowienia. Otchłań, o której mówi tradycja wschodnia, nie jest miejscem, a stanem prowadzącym do królestwa. Oczyszczające się dusze zmierzają do Chrystusa i wchodzą do królestwa Bożego. Tym samym słowa o niszczącym ogniu dotyczą demonicznych elementów naszej natury . Dlatego Kościół prawosławny modli się za wszystkich bez wyjątku zmarłych, wierząc głęboko w potęgę przebaczającej miłości: „Bóg bowiem ma moc uczynić więcej, bez końca więcej, niż my prosimy lub myślimy” (Ef 3,20), dzięki czemu możemy żywić nadzieję zbawienia.

Na temat okresu przejściowego między śmiercią i zmartwychwstaniem zarówno Biblia, jak i myśl teologiczna zachowują milczenie. Czy jest to miejsce czy stan? Czy życie bez ciała zakłada możliwość rozwoju, czy jest rodzajem świata cieni myśli antycznej? Przypowieść o biednym Łazarzu i bogaczu może być w tym wypadku bardzo pouczająca. Jednak kwestią ciągle poruszającą serca i umysły jest problem stosowania kary wiecznej za czyny popełnione w czasie, a więc wymierne. Istotną rolę odgrywa w tym zagadnienie piekła i jego rozumienia.

W teologii prawosławnej piekło określa miejsce kary dla odrzuconych aniołów i ludzi, przez większość teologów traktowane jako kara wieczna, przez niektórych jako wymierna, ale także uważane jest za stan duchowy. W kanonicznych księgach Starego Testamentu w przekładzie Septuaginty słowo hebrajskie szeol oddano jako hades, chociaż stosuje się także inne nazwy. W odróżnieniu od raju stworzonego przez Boga (Rdz 2,8) o piekle nigdzie nie powiedziano, że zostało ono stworzone. Jest efektem wolnego wyboru istot rozumnych (aniołów i ludzi) rezygnujących ze wspólnoty z Bogiem, gdyż stworzył On istoty zdolne do rezygnacji z takiej wspólnoty. Osoba dlatego jest najdoskonalszym stworzeniem, ponieważ Bóg obdarzył ją zdolnością kochania, a tym samym odmowy, co stanowi o wielkości stworzenia, ale odmowa oznacza zarazem zniszczenie tej wielkości. Stąd wszystko, co jest poza Bogiem, nie ma życia, prawdy i dobra. Jest to sytuacja anomalii, życie w śmierci, wieczne umieranie. Raj i piekło rodzą się w sercu człowieka, a samo piekło pojawia się w stworzonym świecie po upadku aniołów. Zwycięstwo Chrystusa nad piekłem, odniesione w Jego Zstąpieniu do Otchłani, nie oznacza zniknięcia piekła ani cierpień w nim. Istnienie cierpień jest jednym z najtrudniejszych problemów teologicznych, rodzących antynomię miłości Boga i potępienia wiecznego. Niektórzy święci, jak Izaak Syryjczyk, próbowali rozwiązać tę antynomię: „dręczeni w piekle są porażani biczami miłości”, co oznacza, że grzesznicy nie są pozbawieni w piekle miłości Bożej (do tej koncepcji nawiązał Fiodor Dostojewski w powieści Bracia Karamazow). Dla sprawiedliwych miłość ta jest źródłem szczęścia, a dla potępionych „biczem”. Piekło istnieje więc jako element odrzuconej miłości (Jan Chryzostom). Radość rodzona przez zło nie ma niczego wspólnego z radością życia w Bogu. Ona, podobnie jak robak (Mk 9,48), będzie pożerać w piekle grzeszników. Określenia typu „robak nieusypiający”, „ogień”, „ciemności zewnętrzne” znajdują wyjaśnienie w tekście Rz 2,9: „utrapienie i ucisk spadną na każdego człowieka, który popełnia zło”, i pomagają zrozumieć stan grzesznika. Według Bazylego Wielkiego straszniejszy od cierpień jest wstyd. Jan Chryzostom podkreśla znaczenie momentu odrzucenia: „lepiej być uderzanym przez niezliczone pioruny, niż widzieć odwracające się od nas oblicze Pana”.

Teologia prawosławna odrzuca teorie głoszące istnienie czyśćca, uważając je za wymysł niemający uzasadnienia w Biblii. Pogłębiona refleksja nad piekłem zaczęła się w teologii prawosławnej w XX w. (P. Florenski, S. Bułgakow, M. Bierdiajew), głosząc apokatastazę i czasowość cierpień w piekle, gdyż zstąpienie Chrystusa do otchłani oznacza uwolnienie sprawiedliwych Starego Testamentu, którzy nie byli przecież ludźmi bezgrzesznymi. Piekło nie jest więc ostatecznym określeniem losu człowieka, który zostanie rozstrzygnięty na Sądzie Ostatecznym. Tym samym piekło nie jest rzeczywistością zamkniętą i po końcu świata, gdy szatan straci możliwości dalszego działania, nie można wykluczyć możliwości jego nawrócenia. Poglądy te spotkały się z gwałtowną krytyką i były odrzucane przez część teologów, niemniej zainicjowały dyskusję nad problemem antynomii miłości i wiecznej kary.

Paruzja

Paruzja jest przyjściem Chrystusa, w którym zmartwychwstanie stanie się faktem powszechnym. Zmartwychwstanie nie jest życiem duszy po śmierci, gdyż Biblia nigdzie nie naucza o jej naturalnej nieśmiertelności , ale życiem całego człowieka. Istotna różnica dotyczy rozumienia visio beatifica, która według św. Augustyna jest możliwa po śmierci, podczas gdy według teologii wschodniej jest możliwa już tutaj, w tym życiu, co znakomicie wyraził św. Symeon Nowy Teolog: „Zaczynamy się stawać uczestnikami zmartwychwstania tutaj i teraz, w ciągu obecnego życia. Poprzez Ducha Świętego dokonuje się zmartwychwstanie wszystkich… Także w tym życiu możemy, a nawet powinniśmy ujrzeć Chrystusa, bo jeżeli będziemy godni zobaczyć Go tutaj, nie umrzemy”.

Związek Eucharystii ze zmartwychwstaniem na ogół uległ w chrześcijaństwie zerwaniu, ale każdorazowa Pięćdziesiątnica eucharystyczna jest równocześnie Zmartwychwstaniem Chrystusa w Duchu Świętym. Podkreśla to zwłaszcza Symeon Nowy Teolog, powołując się przy tym na hymn odmawiany podczas każdej liturgii: „Zobaczywszy zmartwychwstanie Chrystusa”. „Zobaczywszy”, a nie „uwierzywszy” czy „wspominając”. Duch Święty pobudza nas do mówienia obecnie: „Zobaczywszy zmartwychwstanie Chrystusa” i wierni potwierdzają to zmartwychwstanie . Ten sam hymn jest również śpiewany podczas jutrzni niedzielnej po czytaniu Ewangelii mówiącej o zmartwychwstaniu.

Dlatego „trzeba żyć życiem zmartwychwstania, nie samą nieśmiertelność duszy mając na uwadze, lecz właśnie zmartwychwstanie, które uwiecznia szczegóły życia razem z ich piętnem czasowym, zachowując je, jeżeli tego są godne, w wiecznej pamięci Boga, o którą modli się Kościół prawosławny w swoich oficjach” . Podstawą naszej nadziei są więc słowa z Listu do Rzymian: „Bóg wszystkich poddał nieprawości, aby wszystkim okazać miłosierdzie” (Rz 11,32). Wbrew utartej opinii teologowie nie postępują w nauce o zbawieniu za Orygenesem. Bez względu na to, czy przyjmiemy, że jego nauka była potępiona, czy nie, sam fakt istnienia tego typu kontrowersji nie zachęcał do naśladowania jego opinii. Godny uwagi jest fakt, że Justynian Wielki, domagając się potępienia Orygenesa, obawiał się, iż bez teologii strachu niemożliwe będzie utrzymanie porządku w społeczeństwie. Teologia trzyma się nauki św. Grzegorza z Nyssy, która nigdy nie była potępiona przez Kościół, a sam Grzegorz przed III Soborem Powszechnym (431 r.) został uznany za świętego, zaś na VII Soborze Powszechnym nazwany został „ojcem ojców”. Z Listu Apostoła Pawła (1 Kor 15,28) św. Grzegorz wyprowadził myśl, że gdy Bóg będzie wszystkim we wszystkim, niemożliwe będzie zło. Szatan zostanie pozbawiony świata stanowiącego przedmiot jego pożądania i sprowadzony do swego własnego ograniczonego przecież bytu. Będzie więc podmiotem bez przedmiotu.

Na spory zwolenników i przeciwników powszechności zbawienia bardzo mocno wpłynęły dwie różne koncepcje czasu: neoplatońska (Wschód) i arystotelesowska (Zachód). Często ten fakt umyka uwadze przeciwników. Poza tym już w Nowym Testamencie mamy do czynienia z różnymi teologiami, co wyraźnie widać w opisach zmartwychwstania Chrystusa. Tym samym jesteśmy uprawnieni do uznawania różnych teologii i różnych koncepcji. Teologia nigdy nie będzie w stanie pogodzić napięcia między sformułowaniami Chrystusa o powszechnym zbawieniu i gromami potępienia.

Przede wszystkim jednak tak zwane „męki piekielne” są środkiem poprawy, oczyszczenia, gdyż zło nie ma w sobie twórczej mocy na wieczność . Ojciec Sergiusz Bułgakow zauważył, że pojęcia „wieczny ogień”, „wieczne męki”, „wieczne potępienie” nie mają odniesienia do czasu, nie są miarą czasu, ale określeniami jakościowymi. Poza tym w Biblii słowo „wieczny” nie znaczy „nieskończony”, najczęściej znaczy „długotrwały”.

Prawosławny stosunek do problematyki zbawienia doskonale wyraża homilia św. Jana Chryzostoma czytana w noc paschalną: „Wszyscy nasyćcie się ucztą wiary, wszyscy przyjmijcie bogactwo miłosierdzia. Niech nikt nie opłakuje grzechów, przebaczenie bowiem z grobu zajaśniało. Niech nikt nie lęka się śmierci, wybawiła nas bowiem śmierć Zbawiciela. Zmartwychwstał Chrystus i życie świeci swą pełnią. Zmartwychwstał Chrystus i nikt martwy nie pozostał w grobie”.

Zmartwychwstanie nie jest jednak przywróceniem stanu poprzedniego. Śmierć biologiczna jest śmiercią ciała, częściową utratą życia , podczas gdy zmartwychwstanie jest zrealizowaniem niezniszczalności, chwały, czci i mocy człowieka. Ciało przemienione jest wolne od wszelkich niedostatków i braków będących następstwem grzechu. Św. Grzegorz z Nyssy słowa Księgi Rodzaju (3,21) mówiące o Bogu sporządzającym Adamowi i Ewie „szaty skórzane” tłumaczył jako traktujące o zmianie ciała po upadku, które stało się „zwierzęcym i śmiertelnym”. W ciele zmartwychwstałym nie ma organów zwierzęcych („skór”) i związanych z nimi czynności oraz stanów. Nie ma ciężaru, koloru i innych przypadłości. Jest to jednak ciało tak dalece różniące się od ciała ziemskiego, że Chrystus powiedział do Marii Magdaleny: „Nie dotykaj mnie, Mario, nie dotykaj” (J 20,17).

Ostatecznie „Chrystus dał nam jedynie zasadę krzyża. Bóg poniósł straszliwą klęskę w rzeczywistości empirycznej, w swoim zstąpieniu z nieba wysokiego na ziemię upadłą. Klęskę zakończoną śmiercią krzyżową, której epilogiem jest zmartwychwstanie. Ono jednak jest doświadczeniem ponadempirycznym. Empiryczne jest tylko doświadczenie krzyża. Dał nam więc Chrystus jeszcze jedno: świadomość istnienia doświadczenia ponadempirycznego. Dał nam nadzieję eschatologiczną” .
To stwierdzenie należy natomiast rozważać w powiązaniu ze słowami św. Izaaka Syryjczyka: „Garść piasku rzucona w niezmierzone morze, oto czym jest grzech wszelkiego ciała wobec nieskończonego miłosierdzia Bożego”.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter