70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Miłosz jako miara

Trudno w to uwierzyć, ale już w przyszłym roku (30 czerwca 2011) upłynie 100 lat od dnia narodzin Czesława Miłosza w Szetejniach nad rzeką Niewiażą.

Zaskoczenie wynika chyba przede wszystkim stąd, że Poeta umarł zaledwie przed sześciu laty, do końca zachowując jasność umysłu, z którego do ostatnich dni (patrz: Wiersze ostatnie) czynił niebywały użytek. Pozostawił po sobie olbrzymie co do rozmiarów i kalibru dzieło, które zachwyca, ale i zawstydza, jeśli pomyśleć o kondycji gospodarstwa kultury polskiej po jego odejściu. Ośmiusetstronicowy potężny tom, który mimo skromnego tytułu: Czesław Miłosz. Bibliografia druków zwartych, jest zarazem przyczynkiem do jego biografii literackiej, przychodzi w samą porę. Przypomina, „jakiegoż to gościa mieliśmy”, i pokazuje, że kultura nie może się obejść bez hierarchii i miary, którą Miłosz przez lata (ku utrapieniu kolegów po piórze) wyznaczał.

Bibliografia druków zwartych jest dziełem wyjątkowym. Przygotowała go z wielką pieczołowitością i nakładem gigantycznej pracy Agnieszka Kosińska (we współpracy z Jackiem Błachem i Kamilem Kasperkiem), która w latach 1996-2004 była osobistą sekretarką Miłosza, a po jego śmierci opiekuje się jego archiwum i bada jego spuściznę. Tom przynosi m.in. kalendarium życia i twórczości Miłosza, spis wszystkich wydań jego książek: pierwsze wydania oraz następne, wydania drugoobiegowe, a także tłumaczenia na języki obce. Ujawnia także liczne pseudonimy, którymi się posługiwał (m.in. B.B. Kózka i ks. J. Robak). Ponadto informuje o podstawowych opracowaniach twórczości Miłosza i przypomina (piórem Jadwigi Czachowskiej) bolesne narodziny hasła „Miłosz” dla potrzeb Słownika pisarzy polskich, przynosząc świadectwo niezłomności jego autorów, którzy walczyli o prawdę w kulturze naznaczonej totalitarnym kłamstwem.

Pod nieobecność solidnej biografii Miłosza (którą obiecuje wydać w przyszłym roku Andrzej Franaszek) Bibliografia druków zwartych może służyć jako mapa życia i twórczości Poety. Co wynika z jej pobieżnego choćby oglądu? Po pierwsze, że Miłosz pisał nieprzerwanie przez siedemdziesiąt trzy lata, od debiutu w 1930 roku (Kompozycja i Podróż ogłoszone na łamach „Alma Mater Vilnensis”) aż po wiersz ostatni, Dobroć, ukończony 22 grudnia 2003 roku, czyli pół roku przed śmiercią. Jego twórczość olśniewa (choć zarazem przytłacza) bogactwem i głębią wglądu w zagadki „pierwszej” i „drugiej przestrzeni”. Dość powiedzieć, że pisał wielkie poematy i poetyckie „zdania”, wiersze społecznie zaangażowane (Na cześć pieniądza) i zapisy najzupełniej prywatnych religijnych epifanii (Dar), utwory żartobliwe (Adam i Ewa lub Na cześć księdza Baki) i kasandrycznie poważne (Oeconomia divina), nowele (m.in. oparty na wspomnieniach okupacyjnych Władysława Szpilmana Robinson warszawski, który miał posłużyć jako scenariusz filmowy) i powieści, tworzył antologie wierszy patriotycznych i poezji metafizycznej, publikował podręcznik historii literatury polskiej i wybór tekstów o kulturze masowej, tłumaczył Negro spirituals (na przykład Swing low, sweet chariot) i księgi biblijne, przyswajał dla polskiej kultury myśl Simone Weil i japońskie haiku, a dla czytelnika anglojęzycznego przygotowywał wybory wierszy Zbigniewa Herberta, Aleksandra Wata i Anny Świrszczyńskiej…

Zwięzłe, ale przejrzyste kalendarium ujawnia kilka istotnych szczegółów biograficznych, które mogły wcześniej umknąć uwadze. Po pierwsze wyjątkowe okazuje się dzieciństwo Czesława, który ze względu na charakter pracy ojca Aleksandra i zawieruchę wojenną zmieniał często miejsce zamieszkania. Jako dwulatek podróżował koleją transsyberyjską do Krasnojarska, po wybuchu I wojny przemieszczał się z rodzicami po całym imperium rosyjskim (na pewien czas osiedlili się w Dorpacie, dzisiejszym Tartu), w guberni tobolskiej był świadkiem zamieszek związanych z rewolucją październikową i dopiero w 1918 roku wrócił do Szetejń, by po dwóch latach trafić z matką i z bratem do Wilna. Od piętnastego roku życia Czesław mieszkał na stancji. Uderzające jest to, że w życiu młodego Czesława niemal nieobecny był ojciec (podobny brak odczuwał Tomaszek z Doliny Issy), który po latach tułaczki w upadającym Imperium Rosyjskim podróżował jeszcze w latach 20. do Brazylii. Matka Poety umarła w 1945 roku (zaraziła się tyfusem od starej Niemki, którą się opiekowała), a ojciec po trzech latach wstąpił w drugi związek i umarł w Krakowie w 1959 roku.

Nie znałem dotąd pewnego szczegółu biograficznego, który mógłby obróść legendą jak spotkanie Heideggera z Celanem. Myślę o notatce informującej o tym, że w 1946 roku, podróżując na placówkę dyplomatyczną do Nowego Jorku, Miłosz zatrzymał się w Londynie, gdzie złożył wizytę T.S. Eliotowi. To oczywiście jedno z wielu spotkań z wielkimi tego świata, których w życiu Miłosza było bez liku. Ale właśnie to (celnie wyróżnione przez Agnieszką Kosińską) jest dla twórczości Poety znamienne i bodaj równie brzemienne w skutki jak wizyta u Oskara Miłosza. W jakimś sensie od czasu przekładu Jałowej ziemi (1943 rok) poprzez pracę nad Traktatem moralnym i Traktatem poetyckim, aż po powstanie poematu Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada prowadził Miłosz z Eliotem agon, którego stawką było ukazanie wyjątkowości wschodnioeuropejskiego doświadczenia dwóch totalitaryzmów i wypływającego z niego obrazu „drugiej przestrzeni” (Miłosza wizja apokatastazy).

W ramach wytchnienia od studiów nad opasłą Bibliografią druków zwartych warto sięgnąć po niewielkie rozmiarowo i lekkie w tonie Rozmowy o Miłoszu. W tej zgrabnej książeczce (wzbogaconej o świetne zdjęcia Danuty Węgiel) Agnieszka Kosińska dzieli się swoimi wspomnieniami z lat sekretarzowania tytanowi pracy. Nie stara się jego portretu wygładzić – unika hagiografii, choć także niedyskrecji. Swą niezależność podkreśla kolokwialnym, a nawet dosadnym językiem, co zdaje się ujawniać psychologiczną trudność obcowania na co dzień z żywym pomnikiem. Z jej opowieści wyłania się niezwykle witalny i morderczo pracowity arystokrata ducha, który uparcie i bezkompromisowo dążył do doskonałości w poezji, ale równocześnie łapczywie chłonął świat w jego zapachach, smakach i kolorach. Kosińska kreśli także piękny i czuły portret zmarłej żony pisarza – Carol, która wniosła w życie Miłosza radość i optymizm. Zabawne są rozmaite drobiazgi, o których wspomina – na przykład skłonność pryncypała do marcepanów w czekoladzie (skrywanych przed Carol w szufladach biurka), filmy przyrodnicze i Złotopolscy jako ulubione rozrywki telewizyjne, „wagary” z nim na Rynku, relacja o jego snach (Miłosz śniący o własnej ciąży…) i wiele innych.

Ciekawe są uwagi Kosińskiej o recepcji Miłosza. Ma niestety rację, gdy mówi, że mało kto chce dzisiaj „odrobić lekcję” z Miłosza, którego twórczość stawia znaczne wymagania (choćby tylko uważnej lektury kilkunastu tomów „dzieł zebranych”) i zmusza do jasnego wyłożenia poglądów na zasadnicze tematy (bodaj najważniejszym z nich jest erozja wyobraźni religijnej). To główny powód nonszalancji, z jaką niektórzy pisarze i literaturoznawcy podchodzą do Poety. Słuszne są też jej zarzuty wobec tych, którzy tę lekcję odrobili, ale zamiast poważnego sporu na argumenty (wzorem Miłosza dyskutującego z Gombrowiczem) proponują wzruszenie ramion. Michał Paweł Markowski, który jest głównym adresatem tej uwagi, swego czasu obwieszczał, że odstawia Miłosza na półkę, bo wykładając go studentom amerykańskim, przekonał się, że zwłaszcza jego późna poezja („metafizyczna”) zatrąca o banał. Ostatnio, pisząc przejmująco o malarstwie Edwarda Hoppera, wytknął Miłoszowi pomylenie halki z gorsetem, po czym sprowadził wiersz O! (będący swobodną ekfrazą Pokoju hotelowego Hoppera) do banału, przypisując Miłoszowi tanią psychologię. Tymczasem cykl O! (tworzą go cztery wiersze – pierwszy opisuje przedmiot naturalny: irysa, trzy pozostałe – płótna z różnych epok) nie służy moralizatorskiemu psychologizowaniu (domniemane szyderstwo z „kobiety kariery”), ale dyskretnemu ujawnieniu obecności lub nieobecności zasady ontologicznej, która nasyca sensem (jak światłem) to, co widzialne. Miłosza nie przejmuje tak bardzo taka czy inna narracja wpisana w obraz, więc pewnie nie kruszyłby kopii o jej detale. Jak się domyślam, kontrast między pejzażem Salvatora Rosy i obrazem Edwarda Hoppera ma pokazać zanikanie szczególnego tła, które – jak uczył Lovejoy – wspierało się na idei „wielkiego łańcucha bytu”.

Na koniec jeszcze drobna korekta do Bibliografii druków zwartych. Miło mi przypomnieć, że fragment Dyskretny wdzięk nihilizmu z Pieska przydrożnego miał swój pierwodruk nie w wydaniu książkowym, ale w jubileuszowym numerze miesięcznika „Znak” (czerwiec 1996).


Agnieszka Kosińska, Czesław Miłosz. Bibliografia druków zwartych, Krakowska Akademia im. A. Frycza Modrzewskiego oraz Instytut Dokumentacji i Studiów nad Literaturą Polską, Kraków–Warszawa 2010.

Agnieszka Kosińska, Rozmowy o Miłoszu, Świat Książki, Warszawa 2010.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata